Nieszczęsna Adelajda

O odrzuconej królowej, nieszczęsnej Adelajdzie Heskiej, można by pisać długo i ckliwie. Jedno jest pewne, szczęścia to ona w życiu nie zaznała. Aż dziw bierze, że jej los nie stał się kanwą jakiegoś feministycznego reportażu historycznego w „Wysokich Obcasach”. Postaram się nadrobić tę zaległość...

Starosta okrutnik

Mikołaj Komorowski – co by nie gadać, kawał drania był z tego jegomościa. Bez dwóch zdań. Mimo że dawno już zbielały po nim gnaty i jako o umarłym, miast go ganić, moglibyśmy zmilczeć, nie wykażemy się wielkodusznością w ocenie, bo za okrucieństwa, jakich się dopuścił w ciągu swego wcale niedługiego żywota, należą mu się słowa najsurowszej i w pełni uzasadnionej krytyki. Uciskał bowiem chłopów, nakazywał bić i mordować, grabić; żył jak udzielny władca, nikogo nie szanując, za nic mając prawo i porządek.

Polski Quisling?

Często słyszymy – Polska nie miała swojego Quislinga. Słowa te brzmią dumnie. Szczycimy się tym, że – w przeciwieństwie do innych nacji – nie mieliśmy rządu kolaboracyjnego czyli takiego naszego, polskiego Quislinga (Vidkun Quisling, premier faszystowskiego rządu Norwegii współpracującego z III Rzeszą, po wojnie skazany na śmierć; jego nazwisko stało się synonimem kolaboracji). Ale dlaczego nie mieliśmy? Przecież zawsze znajdzie się ktoś, komu władza, nawet z nadania okupanta, wyda się godna uwagi. A może Niemcy po prostu nie chcieli w Polsce rządu kolaboracyjnego?

O dziejach trzech północno-wschodnich dzielnic Olkusza – wszystkie na literę „s”

Sikorka
W XV wieku był tu folwark. Seweryn Boner w swym „Opisie włości Pomorzańskich” z 1534 r. Sikorką nazywa wzgórze na północ od wzgórza Słowiki. W końcu XVIII w. osada należała do starostwa rabsztyńskiego (w wizytacji w Rabsztynie Ptaszyńskiego z 1783 r. czytamy: „Rabsztyn zamek pusty, pod którym dwór starościński i karczma pół mili Sikorka, zamykająca w sobie chałup 4 półćwierci mili od kościoła w odległości”).

Lustracja Kubarego

Poplątane było życie jednego z największych polskich podróżników, który obok Bronisława Malinowskiego zajmuje godne miejsce, bo w galerii najsłynniejszych badaczy ludów pierwotnych Azji i Pacyfiku. Jest w tym losie bohaterstwo, jest upodlająca zdrada, jest wreszcie upokarzająca ucieczka, która paradoksalnie z zagubionego młodzieńca zrobiła jednego z najpracowitszych etnografów zajmujących się wyspami Oceanu Spokojnego.