Polityka od kuchni – satyra

Nie od dziś wiadomo, że Polska to miejsce, w którym zdarzyć może się wszystko. Jakiś czas temu cały kraj obiegła absurdalna wiadomość, że ministerstwo finansów zakazało stosowania przypraw w barach mlecznych. Decyzja ta wydaje się całkowicie niezrozumiała. W polityce jest przecież zupełnie tak, jak w kuchni. A w kuchni jest zupełnie jak w życiu – czasem trzeba najpierw trochę posłodzić, żeby później móc dobrze popieprzyć. A najlepsze kolacje to te, które połączone są ze śniadaniem.

Stracone pokolenie

Bezrobocie wśród osób młodych jest problemem, z którym boryka się nie tylko Polska, ale i cała Europa. Według danych Eurostatu w grupie wiekowej do 24 lat zatrudnienia nie może znaleźć aż 400 tys. Polaków. W podobnej sytuacji jest około 30% mieszkańców naszego kraju w wieku pomiędzy 25 a 34 rokiem życia. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że co trzeci z nich ma wyższe wykształcenie. W ten trend doskonale wpisuje się sytuacja, jaka panuje w powiecie olkuskim.

Tabliczka z numerem 750x90

Olkuska polityka w globalnej sieci

Internet niewątpliwie stanowi główne medium XXI wieku. Zapewnia on nieograniczony i błyskawiczny dostęp do informacji. Za jego sprawą w mgnieniu oka znajdziemy wszystko, co nas aktualnie interesuje. Jest to także narzędzie, którym coraz częściej posługują się politycy. I to nie tylko ci z pierwszych stron ogólnopolskich gazet, ale i nasi, lokalni samorządowcy.

Felieton na niedzielę: celebryta Olkusz

Mam dobrą wiadomość dla wszystkich urzędników zajmujących się promocją miasta. Możecie iść na urlop i zapomnieć na chwilę o tym, że trzeba się wysilać, aby nazwa Olkusz była rozpoznawalna w całej Polsce. Robotę odwalili za was koledzy odpowiedzialni za drogi. Powinni dostać jakieś premie, ewentualnie podwyżkę, bo zrobili w krótkim czasie to, nad czym inni pracowali przez lata. Jesteśmy słynni na cały kraj i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jedyne, co wątpliwe jest, to czy aby o taką sławę nam chodziło...

Felieton na niedzielę: nawet łapówek nie chcą brać

Wiele lat temu wszyscy wkoło narzekali, że muszą dawać łapówkę, żeby coś załatwić. A to doktorowi, a to policjantowi parę złotych, a to kawkę urzędniczce, czekoladki pielęgniarce. Koniaczki, kopa jajek i pół świni, żeby sprawa poszła zgodnie z myślą dającego. Teraz ponoć jest inny problem. Wielu chce dać, ale niewielu chce wziąć. Jeśli przyjąć to za prawdę, to nawet jest się z czego cieszyć. Ale nie wiedzieć czemu, u dających zjawisko to wywołuje wcale nie mniejsze oburzenie niż konieczność dawania łapówek w minionych dekadach.