„W piątek, pierwszego września 1939 roku, o godzinie piątej nad ranem obudziły mnie dwa wybuchy. Szyby zadrżały. Cała rodzina się obudziła. Ojciec otworzył okno i powiedział – próba lotnicza się zaczęła. Ubraliśmy się szybko i wyszliśmy na ulicę. Mama i siostry wyglądały przez okno. Sąsiedzi przestraszeni wyszli z ciepłych łóżek i zebrali się na ulicy, drżąc z zimna i strachu. Zaczęli wypytywać się o przyczyny wybuchów, wywodząc różne wnioski. Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy alarm syreny i eskadra ciężkich samolotów z zagłuszającym szumem przeleciała nad naszymi głowami. Wyraźnie widziałem niemiecką swastykę. Eskadra wyglądała jak czarne wrony wróżące zło. Skupieni sąsiedzi się rozbiegli i położyli się na ziemi.
Kilka minut później widziałem walkę samolotów. Dwa małe samoloty, robiąc różne ćwiczenia akrobatyczne, to wzbijając się pionowo w górę, to nurkując, atakowały dwa niemieckie samoloty. Słyszałem wybuch, płomień ognia oświetlił horyzont, uniósł się słup dymu i rozciągnął się po niebie. Zapanowała groźna cisza, wzbudzająca niepokój i strach. Polskie samoloty strąciły niemiecki samolot trzy kilometry za naszym miastem.
O godzinie dziewiątej rano podali w radiu, że Niemcy napadli na Polskę”.
Tak pierwsze chwile II wojny światowej w rodzinnym mieście zapamiętał niespełna dwudziestoletni wówczas mieszkaniec Olkusza. Po latach opis ten otwierał jego wspomnienia z czasów młodości, zatytułowane „W tajgach Sybiru”. Książka została wydana w 1992 roku w Izraelu (w języku hebrajskim). Jest ona pięknym świadectwem wielkiej miłości autora do rodzinnego miasta.
Mosze Berger – bo o nim mowa – urodził się w Olkuszu 2 listopada 1919 r. w rodzinie żydowskiej zamieszkałej na Parczach przy ulicy Sobieskiego 6. W rodzinnym mieście ukończył szkołę powszechną (dziś Szkoła Podstawowa nr 1) i wieczorową szkołę zawodową, pracował jako malarz. W lecie 1939 roku, kiedy coraz bardziej realne stawało się zagrożenie zbrojnym konfliktem hitlerowskich Niemiec z Polską, Berger wstąpił do Ligi Obrony Przeciwlotniczej i w strażnicy Ligi znajdującej się w pobliżu jego domu systematycznie dyżurował, prowadził nasłuch radiowy, składał meldunki.
Po zajęciu Olkusza przez Niemców – wobec rosnącego antyżydowskiego terroru hitlerowskiego – w listopadzie 1939 r. razem z siostrą opuścił dom rodzinny, by przedostać się na wschód na tereny zajęte przez sowietów. W związku z odmową przyjęcia obywatelstwa sowieckiego i zadeklarowaniem chęci powrotu do części Polski zajętej przez Niemców pod koniec czerwca 1940 r. wywieziony został przez sowietów z Sambora na Syberię, gdzie spędził pięć lat. Wydana po latach książka powstała na bazie sporządzanych w trakcie pobytu na Syberii notatek, w których Berger spisywał na bieżąco swoje wrażenia i przygody. Jest to unikalne świadectwo olkuszanina z lat II wojny światowej, przeniknięte tęsknotą za miastem i miłością do niego. Znamienne są tu słowa autora, w których opisuje powrót (z siostrą) do Olkusza po wojennej tułaczce: „Zeszliśmy ze schodów wagonu i stąpaliśmy pierwsze kroki w naszym rodzinnym mieście. Sześć i pół roku marzyłem o tej chwili. Po nocach na dalekiej Syberii śniłem o Tobie. W moich myślach i marzeniach stale wracałem do Olkusza. Tutaj się urodziłem. Tutaj spędziłem moją młodość. Tutaj poczułem pierwszą miłość do Emy. Tutaj wychowaliśmy się pod troskliwą opieką naszych rodziców, której nie potrafiliśmy docenić aż do chwili pożegnania”.
Nie był to jednak taki powrót, o jakim marzył. Berger z przerażeniem dowiedział się, że ponad trzytysięczna społeczność żydowska Olkusza została wymordowana, a w tej liczbie cała jego rodzina, która tu pozostała, garstka zaś tych, którym udało się jakimś cudem przeżyć i wrócić do rodzinnego miasta, mieszka obecnie razem w jednym z olkuskich domów. Tam też wraz z siostrą udał się na nocleg. Następnego dnia ruszyli do swojego domu na Parczach, ale okazało się, że od dawna mieszka już w nim kto inny, a po rzeczach ich rodziny nie ma nawet śladu. Zamienili parę zdań z obecnymi gospodarzami, chwilę popatrzyli oniemiali i – jak opisuje Berger w książce - „Wyszliśmy z podwórka i nie oglądaliśmy się za sobą. Szliśmy szybko. Uciekaliśmy z tego miejsca. Ani siostra, ani ja nie przemawialiśmy słowa. Groźna, stłumiona cisza. Świadomość wróciła do mnie, gdy byliśmy już za miastem i z daleka zauważyłem krzyż. Słońce grzało. Śpiew ptaków. Zachodni wiaterek pochylał falami kłosy złocistej, dojrzewającej pszenicy. (...) Zbliżamy się na wzgórze, do krzyża, gdzie ostatni raz widziałem swoich rodziców. Za nami widać rodzinne miasto. Nasze miasto, do którego przez cały czas wygnania wracałem w myślach i we śnie. Teraz odwróciło się ode mnie. Nie mam tu więcej co szukać. Stanęliśmy na rozdrożu przy krzyżu. Dotąd nas odprowadzili. Tu ich pożegnaliśmy. Tutaj stali i żegnali nas rękoma aż znikli z horyzontu. Ten sam drewniany krzyż. Spojrzałem w górę. Jezus zwiesił głowę i smutno patrzy na nas. Wydaje mi się, że on płacze razem z nami”.
Z ciężkim sercem Mosze Berger opuścił Olkusz. Zamieszkał we Wrocławiu i tam ukończył szkołę malarską. Po kilku latach przeniósł się do Warszawy, gdzie został zatrudniony w Centralnym Zarządzie Przemysłu Mleczarskiego. W 1957 r. opuścił Polskę i wyjechał do Izraela. Do 72. roku życia pracował w szpitalu jako magazynier sprzętu leczniczego. Mosze Berger mieszka w Holon, mimo ponad 90 lat nadal pracuje jako wolontariusz w szpitalu oraz zajmuje się malarstwem.
Mimo iż – jak stwierdził Berger w opisie powrotu do Olkusza z wojennej tułaczki – odwróciło się od niego miasto, do którego przez cały czas wygnania wracał w myślach i we śnie, on sam nie odpłacił rodzinnemu miastu tą samą monetą. Chociaż nie mógł w nim pozostać, jego serce Olkusza nie opuściło. Wyrazy swojej miłości do rodzinnego miasta i pamięci o nim daje Mosze Berger od wielu już lat, uczestnicząc w corocznych zjazdach potomków olkuskich Żydów pod znajdującym się w Holon pomnikiem olkuszan, którzy zginęli podczas holokaustu.
W 2005 r. staraniem Olkuskiego Stowarzyszenia Kulturalnego „Brama” książka „W tajgach Sybiru” ukazała się też po polsku. Od tegoż roku datuje się również współpraca Bergera z tutejszą galerią BWA – poprzez swe obrazy rokrocznie uczestniczy on w wystawach „Olkuscy artyści”, a kilkanaście swoich akwareli ofiarował miejscowej Galerii Sztuki Współczesnej.
W marcu bieżącego roku grupa olkuszan (kilkudziesięcioma sygnatariuszami byli w większości olkuscy historycy, artyści, nauczyciele) złożyła w tutejszym Urzędzie Miasta wniosek o nadanie Mosze Bergerowi tytułu Honorowego Obywatela Olkusza, mając na uwadze fakt, iż poprzez swoją książkę rozsławił Olkusz nie tylko na gruncie języka polskiego oraz to, że choć fizycznie nieobecny w swym rodzinnym mieście od półwiecza, przyczynia się do jego kulturalnego rozwoju. Inicjatorom zależało również, żeby nadanie tego tytułu było jakimś wyrazem odwzajemnienia wiernej, wieloletniej miłości syna tej ziemi do rodzinnego miasta.
Od czasu złożenia wniosku odbyło się wiele sesji Rady Miasta i – niestety – na żadnej z nich nawet nie wszedł on pod obrady. W kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej pora więc postawić pytanie: czyżby obstrukcja urzędników olkuskiego magistratu miała być świadectwem, że rodzinne miasto Mosze Bergera odwróciło się od niego nieodwołalnie?
| < Poprzednia | Następna > |
|---|












Komentarze
A jutro (chyba ostatnia w tej kadencji) sesja Rady.
Mój wczorajszy wpis z informacją o interpelacji radnego Kmity w ciągu pół godziny doczekał się 10 odsłon i co najmniej 3 minusów. Cóż tak rozsierdziło dyżurnych wyborczych obszczekiwaczy?
1. Radziłbym ostrożniej formułować sądy, zwłaszcza, kiedy używa Pan w nich dużych kwantyfikatorów ! Nie uważam, bym wszędzie dopatrywał się złej woli. Wydaje mi się nawet, że jest wprost przeciwnie i widzę ją tylko tam, gdzie już dobrej naprawdę trudno się dopatrzyć.
2. Licytowanie się na "osoby ze wszech miar godne szacunku" i "jeszcze bardziej godne szacunku" jest bez sensu.
3. Z tego, co wiem, tytuł Honorowego Obywatela Olkusza nie jest limitowany i jeśli zna Pan osoby godne takiego uhonorowania, nic nie stoi na przeszkodzie, by złożył Pan w tej sprawie odpowiednie wnioski w UMiG-u. Berger na pewno miejsca tu panu Karwińskiemu nie zajmie, bo wiem, że p. Mieczysław do projektu uhonorowania go w ten sposób (który jakiś czas temu się już pojawił) nastawiony był negatywnie.
4. Lobby historyczne urasta do miary fobii - ??? - toż to czysty bełkot.
5. Wspominanie, że czas zamknąć trumnę - kiedy pisze się o 91-letnim człowieku jest po prostu niesmaczne.
Kilka lat temu miałem szczęście rozmawiać z Mosze Bergerem telefonicznie przez ponad pół godziny. Przekazał mi niezwykłe wspomnienia z czasów Olkusza przedwojennego. Mówił tak, jakby opuścił rodzinne miasto dzień wcześniej... opowiadał gdzie chodził do szkoły, jak nazywali się jego znajomi, gdzie była pierwsza droga asfaltowa w mieście po której jeżdzili na rowerach, gdzie była mykwa i cheder.
Czy honorowe obywatelstwo jest potrzebne Mosze Bergerowi? Napewno by Go ucieszyło, ale przede wszystkim potrzebne jest nam, Olkuszanom. Nie wszystkim, to widać, ale to MY tworzymy prawdziwą Kulturę tego miasta, to MY powinniśmy decydować... I ZDECYDOWALIŚMY. Podpis władz powinien być tylko formalnością. I wyjścia są dwa, albo władza nie słucha Nas, albo nie umie pisać. MY to zapamiętamy.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.