Polityka od kuchni – satyra

5
6
bar mleczny

Nie od dziś wiadomo, że Polska to miejsce, w którym zdarzyć może się wszystko. Jakiś czas temu cały kraj obiegła absurdalna wiadomość, że ministerstwo finansów zakazało stosowania przypraw w barach mlecznych. Decyzja ta wydaje się całkowicie niezrozumiała. W polityce jest przecież zupełnie tak, jak w kuchni. A w kuchni jest zupełnie jak w życiu – czasem trzeba najpierw trochę posłodzić, żeby później móc dobrze popieprzyć. A najlepsze kolacje to te, które połączone są ze śniadaniem.

Otto von Bismarck, dziewiętnastowieczny kanclerz Cesarstwa Niemieckiego, niemiecki polityk i mąż stanu, powiedział kiedyś, że ludzie nie powinni wiedzieć dwóch rzeczy – jak robi się kiełbasę i politykę. Z polskimi politykami bywa jednak tak, że co jakiś czas zdarza im się uchylić rąbka tej mrocznej tajemnicy. Czasem więc za wcześnie podadzą wyborczą kiełbasę, a innym razem niepotrzebnie rzucą mięsem. Przeważnie jednak, jedyną rzeczą, którą są w stanie przygotować, jest stek bzdur. I z reguły, jedyne co po nich pozostaje, to niesmak.

Polska polityka ma bogate kulinarne tradycje. Na początku lat 90. XX wieku, furorę na ulicach Warszawy robiła tzw. Kuroniówka, czyli darmowa zupa wydawana biednym mieszkańcom miasta przez ówczesnego ministra pracy i polityki społecznej Jacka Kuronia. Wiele lat później opinię publiczną rozśmieszył spór pomiędzy Donaldem Tuskiem a Jarosławem Kaczyńskim odnośnie obiadów w stołówce Kancelarii Premiera. Jeden z nich twierdził, że to frykasy, podczas gdy drugi oświadczył, że obiadki te „wykrzywiały mu twarz”. Niewątpliwie najwięcej emocji wśród Polaków wzbudziły jednak nagrania z restauracji, w której podsłuchiwano najważniejsze osoby w państwie.

Kulinarne wyczyny nie są jednak też obce naszym lokalnym samorządowcom. Całkiem niedawno jeden z olkuskich radnych postanowił urządzić własne kuchenne rewolucje, rozsyłając do lokalnych mediów przepis na przygotowywane przez siebie ciasto. I niewątpliwie było to oryginalne posunięcie. Bo jeśli chodzi o wyborców, to najczęściej raczy się ich odgrzewanymi kotletami. Heroiczna walka z bezrobociem przy użyciu unijnych funduszy? Ściąganie do Olkusza inwestorów i turystów? Hasła tanie jak barszcz i nudne jak flaki. Przeważnie na stole pojawia się właśnie taki zestaw.

Sami politycy jednak nie zadowolą się byle czym. Najlepiej więc, gdyby w jadłospisie znalazły się same tłuste kąski i konfitury. Wszystko to jest jednak bardzo kaloryczne. Normalny obywatel, aby zbilansować taki „posiłek”, musiałby włożyć w to dużo wysiłku. Jak słusznie zauważył kiedyś jeden z internautów, budżetówka rządzi się jednak swoimi prawami. Bo tutaj nic nie musi się bilansować.

Żeby jednak nie było cały czas tak słodko i przyjemnie, zdarza się, że politycy z kucharzy sami stają się łowną zwierzyną do przyrządzenia. Wtedy oto następuje proces grillowania, w trakcie którego dany polityk przypiekany jest w ogniu krytyki. Czasem też, sprawy kulinarne mogą przybrać rangę międzynarodową. Po Sejmie krąży bowiem dowcip, że w związku z zaostrzającą się sytuacją na Ukrainie, polski rząd, w ramach sankcji, rozważa wprowadzenie zakazu sprzedaży ruskich pierogów. Tylko ciekawe, co na to Putin?

5 KOMENTARZE

  1. Niezłe, ale Olkusz to nie tylko placek radnego ale także coroczne impry dla urzędników w restauracji za kilkanaście tysiaków, poczęstunek ubiegłoroczny dla Komorowskiego: „Na tzw. „obiad VIP-owski” zaproszono 30 osób, wśród których znajdowali się przedstawiciele lokalnej społeczności. Pulsowi Olkusza udało się dowiedzieć, co Bronisław Komorowski zjadł w Olkuszu. – Menu było następujące: przystawka: Tatar z grawlaxa z kawiorem balsamicznym i dresingiem cytrusowym. Zupa: Krem z pieczonego buraka z kwaśną śmietaną i szczypiorkiem. Danie główne: Luzowane udko z kaczki na sosie z karmelizowaną gruszką z kluseczkami i gołąbkiem z kapusty włoskiej i warzyw. Deser: Czerwone owoce na kremie waniliowym z mini bezami. Napoje: kawa herbata, woda mineralna – opisuje Michał Latos.”
    no i przecież coroczna Wigilia na rynku dla ubogich i „kaszana” olkuska codzienna dla reszty …

  2. co do końcowki może polityka była by normalniejsza gdyby nie okres w którym powstał dowcip (mówiony przez Kobuszewskiego )
    – Kto zamawiał ruskie?
    – nikt, same przyszły!

  3. [quote name=”zabiegany”]a swoja drogą to gdzie najtańsza a najlepsza garkuchnia w Olkuszu ?[/quote]
    W rynku u Zosi na Augustiańskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj