Niespotykanie spokojny człowiek

Olkuszanin, Łukasz Jarosz, został nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, którą poleciła w testamencie ustanowić noblistka. Dla wielbicieli i znawców twórczości nauczyciela, muzyka, fana górskich wędrówek i oczywiście poety, nie jest to wielkie zaskoczenie, bo każdy z tomików olkuszanina otrzymywał świetne recenzje. Ogólnopolski sukces był kwestią czasu.  „Pełna krew” spodobała się kapitule nagrody na tyle, że tomik znalazł się wśród pięciu najlepszych, których autorzy powalczą o pierwszą, historyczną nagrodę. Obok nominacji Sławomira Elsnera do Nagrody Nike, jest to bez wątpienia jeden z ważniejszych momentów w historii olkuskiej kultury współczesnej. Z Łukaszem Jaroszem o poezji, nagrodzie, życiu w Olkuszu, braku „parcia na szkło” i o nim samym rozmawia Emilia Kotnis-Górka.

EKG: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że przy wydawaniu pierwszego tomu „Soma” liczyłeś na to, że wiersze „jakoś sobie poradzą”. I poradziły sobie. Utwory z „Pełnej krwi” zostały nominowane do prestiżowej Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, więc trudno tu już mówić o „radzeniu sobie”. Do swoich sukcesów zawsze podchodzisz z bardzo dużym dystansem. Naprawdę nie robi to na Tobie większego wrażenia, czy uważasz, że sukces nie może odwrócić uwagi od sedna twórczości?

ŁJ: Wiersze „jakoś sobie poradziły”, to znaczy znalazły swoich czytelników, zebrały kilka pozytywnych recenzji, nie znaczy to jednak, że wszystkim się podobały. Mam wielu oponentów i to chyba w sumie powinno cieszyć, ponieważ nie można wszystkim dogodzić, zwłaszcza jeśli chodzi o tak delikatną materię, jaką jest poezja (śmiech). Dotychczas raczej moje książki miały dobre recenzje, choć czasem coś tam pojawiało się negatywnego na ich temat. To chyba dobrze, mam w sobie dużo pokory. Wobec siebie i napisanego wiersza. Negatywne recenzje dużo mi pomogły, dostrzegłem, czego unikać, z czym nie powinienem już się powtarzać. Choć z drugiej strony staram się trzymać swojej obranej drogi, nie ulegać żadnym wpływom. W sumie to całe pisanie krytyczne i tak się sprowadza przecież do tego, co się komuś podoba, a co nie. W sumie jestem wdzięczny wszystkim, którzy negatywnie oceniali i będą oceniać moje książki. Wiersze jakoś sobie poradziły, ponieważ zawsze starają się być coraz lepsze, wszystko robię, kiedy piszę, by wiersz był tak dobry, jakby miałby być ostatnim. Nie zawsze się to udaje. Pisanie, zwłaszcza pisanie po wydanych kilku tomach wierszy, jest czasem bardzo mozolną, ciężką i niestety niewdzięczną pracą. Zresztą jak każda sztuka. Co do nagrody im. Szymborskiej, miło mi, że tam znalazła się moja książeczka, cieszę się, że spodobały się moje wiersze takiemu szacownemu jury. Co do sukcesów, to w kategorii poezja sukcesem jest, jeżeli komuś się spodobają moje wiersze, chociażby jeden. Chociażby wers, który sprawi, że czytelnik inaczej spojrzy na świat, na rzeczywistość, na życie. To jest prawdziwy sukces. Nagrody, nominacje to wypadkowa gustów i kompetencji jurorów, nie pisze się wierszy dla nagród, ja swoje piszę przede wszystkim, żeby pozbyć się Tego Czegoś, co gromadzi się wewnątrz i domaga się wyjścia poza, nazwania, uchwycenia. Choć oczywiście nie należy lekceważyć tego, że wiersze zostały nominowane do tak ważnej nagrody, oczywiście cieszę się, to wyróżnienie nie tylko dla mnie, ale również wydaje mi się dla prowincji, o której piszę, tym bardziej, że pozostali nominowani Autorzy mieszkają w większości w Warszawie.

Ta nominacja zapewniła Ci, przynajmniej do 16 listopada, bo wtedy poznamy werdykt, doborowe poetyckie towarzystwo. Wśród potencjalnych zwycięzców znaleźli się Justyna Bargielska, Krystyna Dąbrowska, Krzysztof Karasek i Jan Polkowski. Nagroda została ufundowana przez noblistkę, a ta edycja będzie pierwsza, więc historyczna. Onieśmiela Cię to, czy dodaje wiatru w skrzydła?

Cieszy mnie i tyle. Nadal robię swoje, piszę to, co miałem napisać, gram to, co mam do zagrania. Tak naprawdę nagrody nie ustanawiają żadnych dla mnie hierarchii tego, co jest dobre, co powinno być czytane. Znam i czytam wielu autorów, którzy żadnych nagród nie dostają, nie dostawali, a mimo tego są ważni dla mnie, ich twórczość jakoś wpłynęła na mnie, na moje pisanie, na to kim jestem.

Wszyscy literaci, z jakimi miałam okazję rozmawiać, narzekają na brutalne realia na rynku wydawniczym. Masz jakieś powody do narzekań?

Dobrze jest, jeżeli wiersze się podobają, ktoś je czyta, mogą coś zmienić w czytelniku. Realia rzeczywiście nie są sprzyjające literaturze, tym bardziej poezji. Choć poezja zawsze w pewnym stopniu była niszą, „niektórzy lubią poezję” jak napisała Noblistka. W dzisiejszych czasach, przy takim niskim poziomie czytelnictwa w społeczeństwie naturalnie trudno jest zaistnieć w dziedzinie literatury, trudno także wydać książkę, książkę poetycką. Ja raczej nie narzekam, znam realia, wiem ile mniej więcej egzemplarzy jednego tomu poetyckiego sprzedaje się rocznie w naszym kraju. Nie mam do nikogo pretensji, nie narzekam. Kto przeczyta, ten przeczyta. Moja pierwsza książeczka „Soma” jest już niedostępna, nakład został wyczerpany, to może cieszyć, satysfakcjonować. Poza tym nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem wydawcy, zazwyczaj zawsze znajdował się ktoś, kto chciałby wydać moje wierszyki. Choć wiem, że wielu moich znajomych, mimo że dobrze piszą, nieustannie szuka wydawcy. Reasumując – jeżeli czegokolwiek się oczekuje od rzeczywistości wydawniczej, można się na tym sparzyć. Najlepiej robić swoje.

Okładka tomu „Pełna krew”, genialna zresztą, to przede wszystkim okręgi – symbole doskonałości, równowagi, nieskończoności, a jednocześnie prostoty. Twoje wiersze też takie są. Proste, zrozumiałe dla poetyckich laików, takich choćby jak ja, mówiące o jakieś konkretnej historii, fragmencie życia, a przy tym doskonałe w formie. Zbieg okoliczności, czy masz już tego świadomość?

Staram się mówić do ludzi, słuchać ich, a jednocześnie szanować czytelnika. Nie mam zamiaru specjalnie komplikować mojej poezji, zaciemniać. Zazwyczaj wiem, co chcę osiągnąć, pisząc dany wiersz, choć oczywiście nie zawsze on mnie prowadzi tam, gdzie bym chciał, gdzie sobie zakładałem. Mam świadomość tradycji literackiej, mam świadomość moich zdolności poetyckich. Wiele razy próbowałem pisać trochę inaczej, kombinować z formą, tematem, niestety (czy stety) zawsze moje wyłaziło na wierzch i trudno było od tego uciec.

Niektórzy o wierszach Szymborskiej mówili właśnie, że są doskonałe w swojej prostocie. Inspiruje Cię jej twórczość, czy gustujesz w innej poezji?

Czytam różne teksty, czytam i Szymborską i innych. Od klasyków po awangardzistów, od Kochanowskiego po Biedrzyckiego. Ogólnie rzecz biorąc, staram się być na bieżąco z najnowszą polską poezją współczesną, sięgam równocześnie po poetów renesansowych czy barokowych.

Na okładce nominowanego do nagrody tomiku Twoje imię i nazwisko zostały umieszczone na paczce zapałek. Pomyślałam sobie, że właśnie paczka zapałek to przedmiot doskonale symbolizujący Łukasza Jarosza. Niby spokojny i poukładany człowiek, szanowany nauczyciel polskiego, przykładny mąż i tata. A kiedy bierzesz do rąk pałeczki od perkusji i grasz, wychodzi z ciebie cały ten ogień, jaki w Tobie siedzi. Wokal też niespecjalnie delikatny, a i teksty niewybredne. Na Facebooku zdjęcia z dzikich wypraw w góry i kajaków, koncertów. Jeden z Twoich tomów nazywał się „Wolny ogień”. Jesteś wolnym ogniem?

Staram się nieustannie rozwijać, realizować swoje plany. Najważniejsze to robić w życiu to, co sprawia człowiekowi satysfakcję. Ja gram na perkusji od czwartej klasy podstawówki, nigdy jeszcze mi się to nie znudziło, a gram raz wolniej i spokojniej, raz szybciej i ostrzej. Wszystko zależy od tego z kim, jak i po co. Poza tym lubię podróżować, ale z daleka od cywilizacji, duże miasta mnie męczą, źle się w nich czuję. Czy jestem „wolnym ogniem”? Nie, na co dzień jest ze mnie „niespotykanie spokojny człowiek” (śmiech).

Jeśli o muzyce już mowa:  Lesers Bend, Chaotic Splutter, Mgłowce, Zziajani Porywacze Makowców, Katil Ferman – to nazwy zespołów, w których grasz albo grałeś. Zawsze robisz wszystko w kilku wersjach?

Jeśli chodzi o tworzenie muzyki – zawsze miałem jakieś szczęście do spotykania w życiu odpowiednich ludzi, z którymi grałem lub gram. To wielkie szczęście poznać kogoś, kto nadaje na tych samych falach, rozumie zamierzenia, to, co chce się osiągnąć. Bez tego nigdy pewnie nic bym nie zrobił, lub może nagrywałbym solowe płyty. Nie wiadomo. Tak czy siak cieszę się, że mogłem spotkać tylu ciekawych ludzi na swojej drodze i razem z nimi coś tworzyć. Z tych różnych spotkań rodziły się właśnie różnorodne projekty – od klimatycznego, alternatywnego Lesers Bend, ambientowe Mgłowce po kabaretowych Zziajanych Porywaczy Makowców lub grind-core`owy Chaotic Splutter. Słucham różnorodnej muzyki, dlatego też zespoły, w których gram komponują różną muzykę. Tak naprawdę to muzyka jest moją największą pasją.

Należysz do tych olkuszan, którzy nie rozpaczają z tego powodu, że mieszkają na prowincji, a wielka kariera w wielkim mieście im przez to ucieka. Mieszkasz w Żuradzie, pracujesz w Olkuszu i nie mam wrażenia, że jest Ci z tym źle. Co miało się udać, to się udało i w Olkuszu. Lubisz to miasto?

Kilka lat temu miałem propozycję i możliwość pracy w dużym mieście. Nie interesuje mnie to, lubię wieś, jej spokój, jej codzienny rytm. Szaleństwo dużego miasta w ogóle mnie nie pociąga. Może to właśnie z tej prowincji czerpię największą siłę muzyczną i poetycką, to mi odpowiada. Nie wydaje mi się, że gdybym nagle zaczął mieszkać w dużym mieście stałbym się lepszym muzykiem, poetą. Nie mam kompleksów na temat tego, skąd pochodzę. Tak, jestem ze wsi, na wsi się wychowałem, na wsi mieszkam i jest mi z tym dobrze, a moje życie pewnie będzie związane z Olkuszem. Lubię to miasto, wielu ludzi tutaj znam, tu żyją moi przyjaciele, moja rodzina. Na koniec zacytuję jednego z moich ulubionych poetów, Jacka Podsiadłę: „Myślę o ludziach, którzy żyją w wielkim mieście i tracą rozum” (śmiech).

Dobrze wiedzieć, że jest więcej osób myślących w ten sposób i nie szukających ewakuacji z naszej prowincji. Trzymam kciuki i liczę po cichu, że za pół roku będzie okazja porozmawiać raz jeszcze, już w trybie dokonanym.

Dzięki za rozmowę. Pamiętajcie - róbcie swoje!


 


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.