Bóg – jeśli jest – nazywa się Teraz (Na 40. urodziny poety Łukasza Jarosza)


1Czterdzieści lat minęło, jak jeden dzień, już bliżej jest niż dalej, o tym wiesz. Czterdzieści lat minęło odeszło w cień i nigdy już nie wróci, rób co chcesz (fragm. tekstu piosenki z serialu „40-latek”, autorstwa Andrzeja Rosiewicza).


Nie tak dawno na jednym z olkuskich portali rozgorzała dyskusja o mieszkańcach naszego miasta, którzy są znani w całej Polsce. Głównie dyskutowano o politykach i samorządowcach, czasem ktoś sobie z kogoś zażartował, czasem zadrwił. Tylko raz padło imię i nazwisko osoby, która – nie tylko w mojej opinii – jest znana w całej Polsce i która tego, że pochodzi z Olkusza nie wstydzi się, a nawet eksponuje.

 

Wprawdzie ludzi cieszących się ogólnopolska popularnością – którzy są olkuskiej proweniencji – jest sporo, to jednak niektórzy starają się ten fakt ukrywać (jeden z dość znanych muzyków), choć przyznać trzeba, że większość nie wstydzi się Srebrnego Grodu (np. pisarz i malarz Marek Sołtysik czy reżyser Łukasz Barczyk). Jednak nawet ci, którzy od Olkusza się nie odcinają, z reguły z naszego miasta już się wyprowadzili. A Łukasz Jarosz, poeta i muzyk, który kilka dni temu skończył 40 lat, tym samym niejako przekraczając Conradowską smugę cienia, miejsce swego urodzenia wręcz eksponuje, a do tego zastrzega, że nigdzie się nie wybiera, bo tu, w Olkuszu, na Jurze, jest mu dobrze, a życia w jakimś wielkim mieście nawet nie chce sobie wyobrażać.

2

Łukasz Jarosz na znalezionym w lesie krześle ogrodowym

Typowy Baran
Niezbyt ufam horoskopom, a właściwie nie ufam im w ogóle, ale jakoś tak wpadło mi do głowy, żeby sprawdzić, czy Baran, bo spod tego znaku zodiaku jest Łukasz Jarosz, ma cechy, które ma też poeta. Notka, jaką znalazłem, pokazała, że owszem – ma i to właściwie wszystkie! (cytat za: www.astrolabium.pl)

Mężczyzna spod tego znaku jest „typem wojownika, pioniera, przywódcy. Lubi rządzić i narzucać swoje zdanie.” Kto zna Łukasza, wie, że jest on osobą zdecydowaną, o silnym charakterze – typem przywódcy, co najlepiej widać w jego zespołach, gdzie jest niekwestionowanym szefem. Jakie są cechy charakteru Barana? „Baran jest pierwszym znakiem zodiaku, więc i osoby urodzone ze Słońcem w tym znaku muszą być wszędzie i zawsze pierwsze. Barany są bezpośrednie, szczere, wręcz obcesowe, nie bawią się w niuanse – i tego samego oczekują od innych. Nie interesują ich długie rozważania ani planowanie – najważniejsze jest dla nich to, co tu i teraz. Są nieskomplikowane, kierują się pierwszym impulsem, przez co mają w sobie coś z dzieci. Lubią zaczynać nowe rzeczy i cały czas działać, nie potrafią dłużej usiedzieć spokojnie na jednym miejscu.” Kto może powiedzieć, że w tym zestawie są i cechy negatywne, ale według mnie to wszystko są cechy osoby, która jest stworzona do sukcesu! Horoskop zauważa jeszcze, że Barany: „bywają agresywne, nieostrożne, niecierpliwe. Pozbawione taktu i delikatności w wypowiadaniu swoich opinii. Ich bezpośredniość może ranić co wrażliwsze osoby.” Proszę bardzo, a takie są zalety Barana: „Mają siłę przebicia, są spontaniczne, bezpośrednie, pełne polotu, dynamiczne. Barany działają bez wahania i nie obawia się kompromitacji. Otwarte na nowości. Nie przeżywają długo niepowodzeń i nie zniechęcają się nimi, tylko szybko dochodzą do siebie i dalej idą naprzód.”

Miałbym problem, gdybym miał znaleźć w tym opisie coś, co by mi do Łukasza nie pasowało. Może tylko z tą bezpośredniością, która „może ranić co wrażliwszych”, ostatnio Jarosz jakby wyhamował; może to z racji wieku? Odnoszę wrażenie, że stał się nieco bardziej cierpliwy do ludzi. Mimo to obraz charakterologiczny olkuskiego poety jest tu niemal pełny. Tak mnie do zdumiało, że z rozpędu sięgnąłem również do horoskopu chińskiego. W tym horoskopie symbolem Łukasza jest Koń. Koń jaki jest? Każdy niech zobaczy: „Koń jest niezależny i pomysłowy. Lubi aktywne życie i nowe wyzwania. Ma oryginalne poglądy i łatwo zdobywa popularność. Zawsze wie, jak ubić korzystny interes. Jego wadą bywa brak wytrwałości i problemy w zorganizowaniu czasu. Sprzyja mu szczęście w zawodach, które związane są ze sztuką, podróżami, reklamą i mediami. Koń nie bywa w życiu samotny. Chce być podziwiany i adorowany. Otacza się wieloma wielbicielami lub prowadzi skomplikowane flirty. Jego elementem jest ogień, a kolorem czerwony.” (cyt. www. czary.pl). Proszę nawet o ogniu jest, ukochanym żywiole poety (patrz tom „Wolny ogień”). I tu nie mam wiele wątpliwości, może owe „skomplikowane flirty” mi nie pasują, może kiedyś bardziej, ale teraz, gdy Łukasz jest ustatkowanym mężem i ojcem, ta informacja jakoś mi do niego nie pasuje, ale cała reszta wypisz-wymaluj Łukasz!

3

Łukasz Jarosz z wybitnym poetą słoweńskim, zmarłym już Tomasem Salamunem (w środku) i poetą Wojciechem Bonowiczem (po prawej)

Garść faktów biograficznych
No tak, ja znamy już rys charakterologiczny poety Łukasza Jarosza, ale przecież nie każdy go zna, wypada więc podać krótki biogram, który udowodni, że – mimo literalnie wciąż młodego wieku – jest osobą z ogromnym dorobkiem artystycznym. Łukasz Jarosz ur. się w 1978 w Olkuszu. Dzieciństwo spędził w Olewinie, gdzie mieszkał w gajówce, wraz z rodzicami (ojciec, Mieczysław Jarosz, leśnik z zawodu, obdarzony jest talentem malarskim) i starszym bratem Wadimem (jest świetnym gitarzystą; obaj bracia grają wspólnie w kilku zespołach). Łukasz Jarosz jest nie tylko poetą, ale także perkusistą, wokalistą i autor tekstów, a ostatnimi laty także piwowar (warzy piwo według własnego przepisu o nazwie „Bombowe”). Jeszcze nim opublikował pierwszy tom poetycki był już laureatem wielu konkursów poetyckich, m.in. im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, im. Witolda Gombrowicza, im. Rafała Wojaczka, im. Rainera Marii Rilkego. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Twórczości”, „Kresach”, „Zeszytach Poetyckich”, „Afroncie” oraz czasopismach angielskich, włoskich i amerykańskich. Tłumaczony na angielski, włoski, szwedzki, słoweński, chorwacki, niemiecki. Mieszka w Żuradzie pod Olkuszem. Od wielu lat pracuje jako nauczyciel języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 1 w Olkuszu. Wieloletni członek Rady Programowej Galerii Sztuki Współczesnej Biuro Wystaw Artystycznych w Olkuszu. Jeden z pomysłodawców Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Kazimierza Ratonia, który olkuska BWA organizowany jest od 13 lat. Od dwóch lat organizuje przy Szkole Podstawowej nr 1 Powiatowy Konkurs Poetycki dla uczniów szkól podstawowych im. Anny Piątek, w którego jury – poza Łukaszem Jaroszem – zasiadają również Anna Dymna i niżej podpisany. Jako muzyk (perkusista, wokalista, autor tekstów) występuje w zespołach: Lesers Bend, Chaotic Splutter, Mgłowce, Zziajani Porywacze Makowców, z którymi nagrał jedenaście płyt, dobrze ocenianych w najlepszych polskich czasopismach rockowych (np. „Tylko Rock”). Łukasz Jarosz jest autorem następujących tomów wierszy: „Soma” (Wrocław 2006) I nagroda Fundacji Kultury w konkursie im. Witolda Gombrowicza, I m. w konkursie na najlepszy debiut poetycki w Polsce w 2006 r. (Konkurs o „Złoty Środek Poezji”), „Biały tydzień”,(Wrocław 2007), „Mimikra” (Wrocław 2010), „Spoza” (Olkusz 2011), „Wolny ogień” (Poznań 2011), „Pełna krew” (Kraków 2012), nagroda główna w I Międzynarodowym Konkursie Poetyckim im. Wisławy Szymborskiej, „Świat fizyczny” (Kraków 2014), nominacja do Nagrody NIKE, „Kardonia i Faber” (Biuro Literackie, Wrocław 2015), tom nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” oraz do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, „Święto żywych” (Biuro Literackie, Wrocław 2016), monumentalny, ponad 500 stronicowy tom wierszy zebranych ze wszystkich tomów wydanych do 2016 r. i ponad 40 wierszy nowych. Dwa lata temu ukazał się także trójjęzyczny tom jego wierszy (polsko- angielsko-włoski). Nakładem Biura Literackiego ukazała się kilka miesięcy temu nowa książka Łukasza Jarosza. „Stopień pokrewieństwa” (Wrocław 2017), która jest dziesiątym tomem poety, od lat związanego z oficyną Artura Burszty. To – jak pisze wydawca – poetycki zapis zmagania się poety z obecnością i brakiem Boga. Mimo tak wielu nagród i wyróżnień w międzynarodowych i ogólnopolskich konkursach Łukasz Jarosz jakoś nie może się doczekać Olkuskiej Nagrody Artystycznej za całokształt (dostał tę nagrodę kilkanaście lat temu, ale w kategorii młody twórca, był wtedy przed debiutancką „Somą”). Rokrocznie jest nominowany, ale jakoś kapituła ONA nie jest mu przychylna.

4

Łukasz Jarosz nad stawem w Stokach Kwaśniowskich

Jego najnowszy tom wierszy, „Stopień pokrewieństwa” ponownie zrobił na mnie wrażenie, a że jakoś w rodzinnym Olkuszu jest o tej książce cicho, postanowiłem przybliżyć ją czytelnikom Przeglądu Olkuskiego. Wciąż bowiem wierzę, że poezja może ludzi interesować, czego dowodem – Łukaszu, przepraszam za ten przykład, ale jest emblematyczny – popularność książki pewnej młodej poetki, która sprzedała w Empiku aż 50 tysięcy egzemplarzy tomiku zawierającego wiersze może nie najwyższych lotów, ale za to bardzo ckliwe; miejmy nadzieję, że ci, którzy go kupili z czasem przerzuca się na takich autorów, jak np. Jarosz – i jego ostatnia książka.

Stopień pokrewieństwa

„Nurt”
Z koszmaru zrywa mnie córka –
śniła się walka o padlinę, dawno,
gdy jeszcze zwierzęta nie bały się ludzi.
Chrząszcze, organizm żywiący następne,
ptak, który czeka na rozerwanie skóry.
Bóg zdegradowany do roli tego,
który stoi na czatach, kogoś kto nigdy
nie powinien być zauważony.

Ten wiersz będzie krótki: wstaję,
wychodzę. By rano nie skrobać szyb,
parkuję tam, gdzie będzie najwięcej słońca.
Powierzam moją miłość i ciało roślinom, robakom,
już nie słucham tamtego wycia, nawoływań.
Wystarczy mi echo.
(wiersz z tomu „Stopień pokrewieństwa”)

5

Poeta z córką Kaliną (foto z 2011 r.)

Poeta – jak pisał Bursa – cierpi za miliony, to więc wiemy, ale przecież nie tylko! Częstokroć cierpi też za obraną i konsekwentnie realizowaną drogę twórczą. Zdarza mu się również cierpieć za to, że właśnie porzuca konsekwencję, ale jednak za to akurat nie tak często cierpi. Krytycy wszak lubią, gdy autor poszukuje nowych rozwiązań, bada dotąd niezbadane przez siebie tereny. Ale nawet jeśli go za to pochwalą, to lubią też dodać, że jednak przedtem było …lepiej. Muzycy mają podobnie, choć są tacy, którym nikt nie zarzuci wtórności, mimo że od 60 lat grają to samo (vide The Rolling-Stones). Łukasz Jarosz wydał jesienią 2017 roku dziesiąty tom wierszy, który jednakże nie spotkał się z wielkim oddźwiękiem w środowisku poetyckim. Środowisko – swoją drogą okropne słowo – zaczęło się już przyzwyczajać do corocznego jesiennego czasu zbiorów u tego poety, więc nie jest uważne; a szkoda, bo przecież tom „Stopień pokrewieństwa” jest inny od poprzednich książek Jarosza, daleko inny. Jarosz przestaje być poetą codzienności, wyrósł z doczesności i coraz odważniej spogląda w stronę metafizyki. Jakże zdumiewająca to jednak metafizyka, wszak autor „Mimikry” deklaruje, że jest niewierzący, a tymczasem coraz więcej miejsca poświęca Bogu. To iście Cioranowska postawa, tyle że rumuński myśliciel i aforysta zwalczał Boga, w którego nie wierzył, a Jarosz poza tym, że coraz mocniej interesuje się tym nieistniejącym demiurgiem, nie próbuje z nim walczyć, przynajmniej w wierszach. Kiedyś mawiano: „Jak trwoga, to do Boga”, a zainteresowanie Stwórcą uważano za dowód na wejście w fazę schyłkową, to jest starość. U Jarosza to zainteresowanie ma inny wymiar. On przede wszystkim szuka sensu. A ten sens widzi w ocaleniu. Ocaleniu choćby cząstki siebie, i cząstki tego, co robi, a także ocalenia dla swoich bliskich, zwłaszcza córki Kaliny, a sposobem na to ocalenie jest pisanie. No bo co, jeśli to wszystko, co się właśnie dzieje, jest bez sensu? A jeśli Boga rzeczywiście nie ma: „próżna byłaby nasza wiara” — jak pisze św. Paweł, a to, że jego słowa odnoszą się akurat do Zmartwychwstania Jezusa nic nie zmienia. Właśnie, tu mamy kolejne podobieństwo między autorem „Pełnej krwi”, a autorem „Złego Demiurga”: Jarosz wprawdzie nigdy nie pisze, że coś nie ma sensu, a Cioran powtarzał do znudzenia, że nic nie ma sensu. Jarosz daje do zrozumienia, że wiele z naszych czynności, jest bezsensownych, może nawet rozmnażanie i samo życie są – w ogólnym rozliczeniu – bezsensowne, ale jednak stara się zwalczać w sobie takie myślenie. Bo on – w przeciwieństwie do Ciorana – nie chce żyć bez poczucia sensu. Czyż bowiem bez sensu warto żyć? I czy bez sensu chce się żyć? A jeśli nie ma Boga, to skąd brać sens? Jeśli potem czeka nas nic, to znaczy, że teraz też jest nic. Nic przed, nic w trakcie i nic po. Taka konstatacja przypomina suchą gałęź, na której powinniśmy się natychmiast powiesić. Nie ma sensu czekać, na nowy rok, na wiosnę, na miłość, a zwłaszcza na naturalną śmierć… Po co więc mnożenie śmiesznych rytuałów, czytanie książek, słanie łóżka, obcinania paznokci, robienie zakupów, kąpanie dziecka, jazda samochodem, praca w biurze, wyjazd na wakacje, skoro w tle, na tzw. firmamencie – niczym zachodzące słońce – wisi coś, co niczym ogromna gumka wymaże po nas ślad. Zostaną wiersze – powie megaloman, albo dowcipniś. Czy zostaną? Oby! Tylko co to w ogóle jest, poezja? Kto w nią jeszcze wierzy? Poezja jest jak Bóg – mało kto w nią wierzy, a tylu pisze wiersze (na rzeczy jest w tym miejscu analogia z tzw. niewierzącymi, ale praktykującymi). Komu poezja jest do czegoś potrzebna? Myślę, że Jaroszowi jest potrzebna, jeszcze trochę osób by się znalazło, które nie wyobrażają sobie bez niej życia. Ale dla większości liczy się tylko życie doczesne, życie teraz! Teraz sens ma tylko teraz, to, co się dzieje w tej chwili. To, co było wczoraj, jest nic niewarte. To co będzie jutro, to będzie, nie ma sensu się tym, przejmować. Mamy teraz i tym teraz powinniśmy się przejmować, z tego teraz korzystać. Nim żyć. Być czcicielami teraz. Być tego teraz dziećmi. Cieszyć się jak dzieci. Powtórzmy: oglądanie się za siebie, wypatrywanie tego, co przed nami, to strata czasu, strata tego czasu, który trwa teraz. Nie możemy sobie na to pozwoli. Chwilo, trwaj teraz. U Jarosza chwila jest cząstką czasu, który zawiera w sobie zarówno wczoraj i jak i jutro. A nad tymi wierszami unosi się demiurg, który być może chichocze z tych, którzy udają, że go nie ma.

6

Na Górze Powroźnikowej w Racławicach Olkuskich

 

Jeśli Boga nie ma, to kto nas nieustannie zadręcza? Kto nam podkłada nogę? A także kto nas podnosi, gdy się przewracamy? Bóg lubi się nami bawić, bo jesteśmy jego dziećmi, a z dziećmi trzeba się bawić. Zabawa nie może być tylko radosna, bywa okrutna, bo musi uczyć, a nic nie uczy lepiej, niż potknięcia, błędy i upadki. Bóg pozwala nam na popełnianie błędów, na upadki. Gdyby nie to, bylibyśmy bezbronni. Jarosz – odnoszę takie wrażenie – ma dług wobec Boga. Poeta jakby czekał na nauczkę. Na razie jakby wszystko mu wychodziło: rodzina, dom, córka, sukcesy, nawet piwo umie uwarzyć, ale to przecież nie może być wszystko, a nawet jeśli, to dlaczego wszystko, to tak mało? Człowiek nigdy nie zadowoli się tym, co ma. Sięgnie po to, czego mu nie wolno tykać. Jarosz sięga po owoc może nie zakazany, ale inny, niż te, po które dotąd sięgał. Może mu się za to oberwać i mu się obrywa. Sądzę jednak, że wyjdzie z tego obronną ręką. W tej poezji jest dużo więcej, niż się wielu zdaje, z tych, którzy Jarosza krytykują. Między ciasno zwartymi wersami jest nawet miejsce, ba, to wręcz ogromna przestrzeń właśnie dla …Boga, którego może nie ma, ale może on powinien być? Jarosz daje mu tę przestrzeń. I dawał mu wcześniej, w poprzednich tomach, choć nie tak wiele, jak teraz. To jest bardzo dobrze oświetlona fascynacja. Łukasz Jarosz może czytać książki kwestionujące istnienie Boga, ale cóż z tego? Czy te książki przekonają kogoś więcej poza tymi, którzy już byli przekonani? Szczerze mówiąc, nie wierzę w zapewnienia autora „Białego tygodnia”, że on nie wierzy w Boga. On wierzy, wierzy w Boga, którego nie ma. Wierzy w Boga, który nie jest taki, jaki powinien być. Wszyscy mamy swoją… wizję Boga, tylko że On ma to w nosie i jest inny od naszych wyobrażeń. Nawet jego nieobecność, jego brak, jest poza możliwościami naszej percepcji. Czasami wszystko wskazuje, że go nie ma i nigdy go nie było, ale to tylko taka boska poza. Dodajmy, bardzo wygodna poza, ale chyba tylko poza, a właściwie metoda mimikry (nawiązanie do trzeciego tomu wierszy Jarosza celowe). Swoją drogą wiem, że Jarosz, choć czyta bardzo dużo, akurat Ciorana nie studiował, tym bardziej zastanawiające, że doszedł do takich samych wniosków, jak autor „Na szczytach rozpaczy”. Do wiedzy, jak do wiary (i niewiary), można dojść wieloma drogami.
Bardzo jestem ciekaw kolejnej książki Łukasza Jarosza; zaczynam podejrzewać, gdzie go może zawieźć obrana właśnie droga poetycka i aż się boję o tym napisać.

7

Łukasz Jarosz, Stopień pokrewieństwa, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.