W lipcu minęło 110 lat olkuskiej Emalierni


11Powstanie i losy fabryki Westena w Olkuszu
Jeszcze ćwierć wieku temu niemal każdy mieszkaniec Polski miał jedno, niezmienne, skojarzenie związane z Olkuszem; mówiłeś, że jesteś z Olkusza, a ludzie wykrzykiwali z entuzjazmem: „A, garnki”. Logo Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych, charakterystyczny czajniczek, było uznawane za jeden z najbardziej rozpoznawalnych wśród polskich konsumentów symboli. Jeszcze niedawno nikogo nie trzeba było przekonywać o znaczeniu fabryki w historii Olkusza. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło.

W sierpniu tego roku podczas XIII Międzynarodowego Pleneru Malarskiego „Srebrne Miasto” Olkusz 2017 gościliśmy artystów-malarzy z kilku krajów; Edward Gałustow, malarz z Białorusi, pochwalił mi się kupionymi w sklepiku w Olkuszu metalowymi imbryczkami, garnuszkami i kubeczkami. Powiedziałem mu, że to wyrób olkuskiej Emalii. Zdziwił się niepomiernie, po czym pokazał mi, że wszystkie na denkach mają logo …Ikea. Niestety, w Olkuszu, choć wciąż produkuje się garnki, to już nie jest ani ta sama skala produkcji, co kiedyś, ani ta sama marka.

Olkusz na przełomie XIX i XX wieku był miastem na wskroś prowincjonalnym. Wprawdzie funkcjonowały w nim instytucje ponadlokalne, był przecież siedzibą rozległego powiatu, a nawet obwodu olkuskiego, niemniej miasto było małe i biedne, i podobnych mu w Guberni Kieleckiej było wiele. Istotnym wydarzeniem, które niejako uratowało Olkusz przed losem, jaki spotkał kilka sąsiednich miejscowości (np. nieodległą Pilicę), było powstanie linii kolejowej z Iwangorodu (Dęblin) do Sosnowca w 1885 r. We wspomnianej Pilicy kolej nie powstała i dziś miasteczko to liczy ok. 1700 mieszkańców, czyli o połowę mniej niż w końcu XIX w. Olkusz był na pocz. XX w. mieściną liczącą raptem nieco ponad 2 tys. obywateli (Pilica 3883, a Wolbrom 3085), w której były zaledwie dwa zakłady pracy: destylarnia wódki i fabryczka octu, zatrudniające łącznie …czterech robotników. Ale wtedy, dokładnie 6 lipca 1907 roku, czyli niedawno minęła 110 rocznica, miało w Olkuszu miejsce przełomowe dla jego dziejów wydarzenie; władze rosyjskie zarejestrowały przedsiębiorstwo pod nazwą Akcyjne Towarzystwo Olkuskie Tłoczonych i Emaliowanych Wyrobów „Westen”. Towarzystwo zawiązali Peter Westen (Austriak), Fryderyk Meisenholl (Niemiec) i Fryderyk Jakubiec (Czech), jednak to Peter Westen grała w tym interesie pierwsze skrzypce (rodzina Westenów miała 86 proc. udziałów w firmie).

2

Jednak jeszcze nim powstała, jeszcze w 1906 r., „zakupił Westen grunta od niejakiego Schauba, który prowadził wytwórnię papy i był równocześnie kierownikiem robót wiertniczych, prowadzonych przez firmę „Vereinigte Deutsche Nickel – Werke”. Na gruntach tych, obejmujących czwartą część obecnego terenu fabrycznego (pisane w 1974 r. – dop.) Westen zbudował w 1907 roku pierwsze baraki fabryczne, w których urządził Emaliernię, wyposażoną początkowo w cztery piece dwumuflowe, młyny i topielnię oraz wytłaczarnię (tzw. „sztancownię”). Początkowo wytłaczalnia posiadała trzy prasy kołowe i dwie prasy korbowe o maksymalnym nacisku 60 ton, osiem wygładzarek, dwie wyoblarki, sześć pras mimośrodowych, jedną prasę cierną, jedną tokarnię dużą i trzy tokarki małe.” 

Peter Westen (1875-1934) był przemysłowcem i pochodził z Wiednia. Westenowie mieli nie tylko pieniądze, ale także doświadczenie w branży emalierskiej. Już ojciec Petera Westena, jeszcze w 1858 r., założył w Neschwitz (Łużyce, Królestwo Saksonii) fabrykę podówczas bardzo nowoczesnych stalowych naczyń. Pierwsze tego typu fabryki powstały ledwie kilka lat wcześniej Niemczech i Austrii. Następną fabrykę Westenowie założyli w 1873 r. w Knittelfeld (Austria), a kolejną w 1894 r. w Cilli (obecnie Celje, Słowenia). Potem była fabryka w Ligetfal (1895 r, obecnie przedmieście Bratysławy) i w 1897 r. Budweis czyli w Czeskich Budziejowicach. W 1907 r. przyszedł czas na Olkusz, a rok później leżący kilkanaście kilometrów dalej Wolbrom. W tym drugim mieście dość szybko jednak zmieniono profil produkcji; początkowo produkowano w niej naczynia, ale gdy zakład spotkał się z odmową firmy Trieugolnik z St. Petersburga, która odmówiła dostarczenia uszczelek gumowych dla produkowanych baniek na mleko, zdecydowano się zmienić branżę – powstała wtedy samodzielna firma: „Wolbrom Fabryka Wyrobów Gumowych Spółka Akcyjna w Wolbromiu”, której dyrektorem został syn Petera Westena – Fritz. W chwili usamodzielnienia się przedsiębiorstwa, zatrudniało ono już ok. 400 pracowników.

3

Wróćmy jednak do Olkusza. Założyciel firmy wybrał Olkusz nieprzypadkowo - decydowały cztery sprawy: ponieważ nie było tu innych zakładów przemysłowych siła robocza była tu dużo tańsza niż np. w Zagłębiu; w kwestii zarobków znana jest anegdota, jak ustalono ich wysokość: podobno początkowo Westen był gotów płacić pracownikom rubla dziennie, ktoś mu to jednak wyperswadował: „Całego rubla?! Oni przyjdą za 50 kopiejek z pocałowaniem ręki”). Ostatecznie Westen ustalił dniówkę w wysokości 60 kopiejek. Ponadto nie brakowało w Olkuszu fachowców, których można było przyuczyć do pracy na maszynach - kształciła ich jedna z nielicznych w tym czasie w zaborze rosyjskim szkoła rzemieślnicza przy ul. Górniczej. Trzecią z istotnych spraw była właśnie linia kolejowa, która przecież pozwalała na transport nie tylko surowców i węgla, ale i wyrobów fabryki. I czwarta kwestia – fabryka w Olkuszu, który leżał w zaborze rosyjskim, otwierała przed wyrobami Westena wielki rynek carskiej Rosji! Poza tym blisko było z Olkusza na Śląsk i do Zagłębia. 

Spółka – jak już było wspomniane – na zakupionych rok wcześniej dwóch morgach ziemi, zaczęła produkcję: emaliowanych wiader, baniek na mleko i naczyń kuchennych. W jednym z pierwszych katalogów firmy, wydanym krótko po rozpoczęciu produkcji, znajdujemy już asortyment kilkudziesięciu wyrobów. Budowa i uruchomienie fabryki zapewniły pracę, a przez to utrzymanie bardzo wielu rodzinom, nie tylko z Olkusza. Ludzie szli do pracy czasem z bardzo daleka, rekordziści nawet z Czubrowic, czyli kilkanaście kilometrów (jak bohater grany przez J. Nalberczaka w filmie „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?” S. Barei, żeby zdążyć na szóstą do roboty wstawali już o trzeciej, to znaczy jak była ładna pogoda, bo zimą musieli się zerwać z łóżka przed drugą). Często maszerowali boso, by dopiero tuż przed zakładem myć nogi pod kranem i wkładać buty. Bardziej zamożni dojeżdżali rowerami. Jak na owe czasy zakład dobrze płacił, bo owe 60 kopiejek za dniówkę, tygodniowo dawało 3 ruble 60 kopiejek - sumę za którą spokojnie można było utrzymać rodzinę. Trzeba jednak pamiętać, że dzień pracy trwał wówczas 12 godzin. Chętnych do pracy jednak nie brakowało: „Codziennie przed bramą ustawiał się tłum, może 200-300 osób, najmłodsi mieli po 13 lat. Wychodził majster i wybierał przyszłych pracowników. Można się było dostać do pracy jeśli ktoś dał majstrowi łapówkę. Chłopi nosili kury, jajka, mięso. Dlatego majstrów przezywano cielęcina” - wspominał dziennikarzowi po latach Marian Rogóż (38 lat pracy w fabryce). Naczynia produkowane w fabryce w Olkuszu i krótko w Wolbromiu, to była swoista rewolucja dla mieszkańców wsi. Pisała o tym we wspomnieniach Anna Szopowa, która zwiedziła Emaliernię w 1912 r.: „W Olkuszu zwiedzałyśmy też nowoczesną, przed kilku laty powstałą fabrykę naczyń blaszanych i emaliowanych. Do tego czasu w powszechnym użyciu do gotowania były garnki żelazne – „żelaźniaki”. Były one wysokie, ciężkie, zwężały się ku dołowi. W takich gotowała też moja Mama do czasu, aż pokazały się garnki emaliowane. Te miały wygodniejszy kształt – proste, z szerokim dnem, łatwiej stawiało się je na ogniu i łatwiej się je myło. Były też lżejsze i miały po dwoje uszu”.
Na początku I wojny światowej fabrykę zamknięto. Dopiero w drugim roku wojny, „po zajęciu Olkusza przez wojska austriackie, uruchomiono turbinę, tartak i przekazano drzewo dla wojska. Teren fabryki był bazą dla stacjonujących wojsk niemieckich i austriackich. Wojsko wybudowało bocznicę kolejową w 1915 roku, w takim zasięgu, w jakim dotrwała do dziś. Do roku 1915 cały transport materiałów, surowców i produkcji ze stacji i na stację kolejową odbywał się końmi. Fabryka posiadała 10 par koni, które cały dzień kursowały między fabryką a rampą kolejową. Wagony przetaczano końmi do roku 1945, czyli do chwili oddania do eksploatacji bocznicy kolejowej.”

4

Trzeba powiedzieć więcej o założycielu, głównym akcjonariuszu i pierwszym dyrektorze fabryki, Austriaku Peterze Westenie. Na zachowanym filmie dokumentalnym z początku lat dwudziestych widzimy mocno zbudowanego, wysokiego mężczyznę w średnim wieku, z okazałym wąsem. W interesach był ponoć bardzo twardy, nakazał zmienić bieg rzeki Baby, co doprowadziło do bankructwa tartak Henzoldta, by potem odkupić jego teren za bezcen i uruchomić tartak dla własnych potrzeb (drewno było potrzebne do produkcji skrzynek, a wióry do zabezpieczania naczyń przed uszkodzeniem w transporcie). Przez robotników był jednak chwalony. Dobrze im płacił i był sprawiedliwy. Dla swoich pracowników budował kawalerki. Opłaty za ich utrzymanie płaciła fabryka. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że wspierał politykę prorodzinną, gdyż każdy żonaty pracownik dostawał na koniec roku 10 kg garnków, kawaler „za karę” tylko 5. Westen fundował nawet ludziom wesela. Założył też kino zakładowe, teatr, orkiestrę dętą i dwie drużyny piłkarskie (Vesta Olkusz). Pracownicy fabryki mieli jakby własną dzielnice w Olkuszu, bo domy, które pobudował im Westen, powstały na placu fabrycznym. Przy zakładzie w Wolbromiu też powstała dla pracowników Idealu cała dzielnica tzw. Raje. Olkuszanie odwdzięczyli się Westenowi za to, co dla nich zrobił. Już w latach 20-tych, gdy w zbudowanym przez Westena bliźniaczo podobnym do olkuskiej fabryki zakładzie w Rostowie na Ukrainie tamtejsi strajkujący pracownicy chcieli go spalić w piecu emalierskim, w którym temperatura dochodzi do tysiąca stopni, powstrzymali ich robotnicy z Olkusza. Polacy ściągnęli fabrykanta już z wideł, które wjeżdżały do pieca z przygotowanymi do wypalenia naczyniami. Oczywiście po wojnie, już w komunistycznej Polsce, Westen odsądzano od czci i wiary. Wiadomo, nie był on świętym i nie wszyscy byli dobrego o nim zdania. Zdarzały się konflikty i strajki, choćby w 1918 r., gdy zbuntowali się robotnicy, licząc na podwyżkę (przeliczano im wtedy dniówkę w wysokości 2 koron za rubla, a chcieli 4 koron). Strajkujący, z inż. Starkiewiczem na czele, wdarli się do fabryki, którą na wezwanie Westena obsadziło austriackie wojsko i wymusili na przemysłowcu by przystał na ich warunki. Długi, trzymiesięczny strajk, miał tu miejsce w 1930 r., podczas tzw. wielkiego kryzysu, gdy Westen zlikwidował wszelkie przywileje (przywrócono je w 1933 r.). Podczas zajść, od kuli wystrzelonej z policyjnej broni, zginął robotnik Edward Majcherek; kilka innych osób postrzelono. Pracownicy zakładu chcieli wtedy wrzucić pod pociąg dyrektora zakładu inż. Witolda Otto. Kondukt pogrzebowy na pogrzebie zabitego robotnika liczył dwa kilometry. 

5

Dalsze dzieje zakładu w Olkuszu. W latach 30-tych, kiedy zasiłek dla bezrobotnych wynosił 20 zł, w Emalierni zarabiano na miesiąc od 60 do 150 zł. Tyle zarabiali zwykli robotnicy, bo mistrz brał nawet 400 zł, a kierownicy od 600 do 800 zł. Z dziwnych, dziś rzadko spotykanych produktów, wytwarzano tu m.in. maszynki do lodów i mięsa, żelazka na duszę, lampy i spluwaczki oraz pierwsze w Polsce blaszane wanny kąpielowe. Patent na wanny zgrzewane z pięciu kawałków sprzedał fabryce Józef Szczygieł, ojciec znanego olkuskiego lekarza i pisarza, Bogdana Szczygła. To był sprytny i bardzo przedsiębiorczy człowiek, który sam zresztą owej wanny nie wymyślił, tylko odkupił patent od kogoś innego. Załatwił sobie z fabryką, że od każdej sprzedane wanny dostawał złotówkę. Zapewne zarobił fortunę. Podczas wojny w Emaliernia przestawiła się na produkcję dla wojska; m.in. wyrabiano tu części do niemieckich okrętów podwodnych (U-Booty). Spotkać się można z oskarżeniem Petera Westena o współpracę z okupantami, co nie jest prawdą, bo wtedy już nie żył; ta informacja dotyczy jego syna, Fritza. 

Ciekawostka. W 1937 r. powstała w Krakowie Fabryka Naczyń Emaliowanych i Wyrobów Blaszanych Rekord, której jednym z założycieli był przedsiębiorca związany wcześniej z olkuską Emalią, Wolf Luzer Glajtman – ta firma znana jest z późniejszego, wojennego czasu, jako Fabryka Emalia Oskara Schindlera, niemieckiego właściciela, który uratował przed Zagładą ponad tysiąc zatrudnionych u siebie Żydów, a który to fakt rozsławił amerykański reżyser i producent Steven Spielberg w obsypanym Oskarami filmie „Lista Schindlera” (część materiału do tego filmu nakręcono w Olkuszu; ujęcia w ostatniej drewnianej hali fabrycznej w Europie, którą zresztą zaraz po zdjęciach rozebrano, oraz ujęcie komina przyszpitalnej spalarni, która w fabule Spielberga „odgrywała rolę” krematorium w Auschwitz).

10

Ciekawostka. Zabytkowy dzbanek. Jednym z pierwszych produktów zakładu Westena był emaliowany dzbanek do kawy. Otóż ów dzbanek, o niezbyt wdzięcznej nazwie 578 T jest produkowany do dzisiaj, czyli ponad 100 lat! Większość z nich w ostatnich latach trafiało na eksport, głównie do Niemiec. Jedną z jego zalet jest to, że przy rozlewaniu nie uronimy ani kropli, co w nowszych dzbankach nie jest regułą. Wystawiano go jako ewenement na głośnej wystawie „Rzeczy pospolite - polskie produkty 1899-1999”, którą w Poznaniu, Krakowie i Warszawie obejrzały tysiące zwiedzających; sam 578 T trafił na okładkę albumu wydanego z tej okazji („Rzeczy pospolite. Polskie wyroby 1899-1999”, Wydawnictwo BOSZ, 2001, wyd. polsko-angielskie).
Zachowało się wiele anegdot i ciekawostek o Peterze Westenie. Ponoć kiedy jechał do Olkusza patrzył czy z komina leci czarny dym, jeśli tak było, to Westen szedł zrugać palaczy, że źle palą. Podobnież pewnego razu złapał Westena z papierosem jeden ze strażników (ponieważ fabryka była niemal w całości zbudowana z drewna obowiązywał w niej zakaz palenia) i kazał go fabrykantowi zgasić; Westen spytał go czy wie do kogo mówi, strażnik potwierdził, właściciel zakładu kazał sumiennemu strażnikowi wypłacić 50 zł nagrody. Wraz z rozwojem zakładu Westena, rosła liczba mieszkańców Olkusza, by w przededniu I wojny światowej przekroczyć 7 tysięcy. Wojna wstrzymała rozwój fabryki, ale nie na długo. W 1919 r. zakład znacjonalizowano, ale dość szybko wrócił w prywatne ręce, to jest w ręce Westena, bo przynosił straty. W końcu lat 20., gdy zakład rozbudowano (Nowa Emaliernia) pracę miało tu 2,5 tys. robotników, a z wytwarzanych tu dziennie 28 ton wyrobów aż 70 proc. trafiało na eksport m.in. do krajów nadbałtyckich, Afryki Północnej, Azji Mniejszej, a nawet Gwatemali.

6

W 1932 r. Peter Westen wyjechał z Olkusza do Rumunii, do miasta Mediasch (Mediasz), w centralnym Siedmiogrodzie (w okręgu Sybin), gdzie również działała zbudowana przez niego fabryka naczyń. Mediasch (Medias), obecnie ok. 55 tys. mieszkańców, zapisało się w historii nie tylko Rumuni, ale i Polski; to właśnie tutaj, 16 lutego 1576, książę siedmiogrodzki Stefan Batory, ogłoszony w Krakowie królem Polski, zaprzysiągł pacta conventa, w których m.in. przyrzekł odebrać dla Rzeczypospolitej ziemie zagrabione przez Iwana Groźnego. Budowę fabryki w Mediasch zaczął Peter Westen w 1923 r. Przy jej powstawaniu pomagali ściągnięci z Olkusza polscy robotnicy (znamy nawet dwa nazwiska: Malik. Burzyński). Peter Westen, po wyprowadzce do Mediaszu już do Olkusza nie wrócił; zmarł w Rumuni w 1934 r. i został pochowany na cmentarzu w Mediaszu. Po jego śmierci zakłady przejęli synowie: Fritz Westen objął w posiadanie Emaliernię w Olkuszu, a Karl Herman Westen w Mediasch. W Olkuszu po śmierci Westena wystawiono mu skromny pomnik na placu fabrycznym popiersie z podpisem: Piotr Westen 1875-1934. Nie przetrwało ono jednak do naszych czasów. Jednak kilka lat temu staraniem byłych pracowników olkuskiej fabryki rzeźbiarz Wiesław Nadymus wyrzeźbił kolejne popiersie Petera Westena, które ustawiono na starym cmentarzu w Olkuszu. Po wojnie fabryki w Olkuszu i Mediaszu znacjonalizowano; rumuńska fabryka działa i produkuje garnki do dziś. Karl Westen, b. właściciel rumuńskiego zakładu od 1960 r. był dyrektorem generalnym firmy SMV; zmarł w 1973 r. Karl Westen miał trójkę dzieci, w tym urodzonego w 1939 r. Petera, który imię dostał po dziadku. Potomkowie Westena żyją we Włoszech do dziś. 

Upaństwowienie fabryki „garnków” w 1945 r. Fabryka naczyń emaliowanych już krótko po wyzwoleniu zaczęła produkcję. Zakład znacjonalizowano. W 1948 r. fabryka przyjęła nazwę Olkuska Fabryka Naczyń Emaliowanych. Skupiono się wówczas na produkcji naczyń emaliowanych i aluminiowych, produkcję wyrobów ocynkowanych - zgodnie z zasadami gospodarki nakazowo-rozdzielczej przeniesiono do Myszkowa. Dramatycznym epizodem w historii miasta był wielki pożar w OFNE w 1958 r. Rozważano nawet koncepcję likwidacji fabryki, zakład został jednak odbudowany i zmodernizowany. Powstały nowe hale i ośrodek sportowy na Czarnej Górze, z basenami, kortami i boiskami, dopiero po transformacji ustrojowej przejęty przez miasto. W tymże 1958 roku na terenie OFNE wybudowano schron przeciwatomowy o powierzchni użytkowej 410 m2, w którym – w razie zagrożenia atakiem atomowym mogło się ukryć 580 osób. W 2014 r. głośno się zrobiło o możliwości udostepnienia tego schronu turystom, ale poza szumem medialnym – wywołanym chyba tylko w celach kampanii wyborczej właściciela zakładu, który kandydował na burmistrza – nic z tych planów nie wynikło. W olkuskiej fabryce powstały też pierwsze polskie pralki automatyczne, które na przełomie lat 60. i 70. stworzono na podstawie zakupionych zachodnich pralek. Mimo iż działały, i to nie gorzej od swych pierwowzorów, produkcję wstrzymano (powstało tylko 50 sztuk, pewnie dla partyjnych bonzów). Z czasem asortyment produkowany w OFNE rozszerza się m.in. o wanny (pierwsza w Polsce tłoczona wanna kąpielowa powstała tu w 1964 r.) i zlewozmywaki potrzebne do rozwijającego się budownictwa (na Wydziale Wanien i Zlewozmywaków od 1976 r.). Z czasów rozruchu Wydziału wanien znana jest historia o badaniu możliwości produkcyjnych; wyprodukowano podówczas – w krótkim czasie - taką masę wanien, że rynek nie był ich w stanie odebrać, a nie było magazynów, więc stały pod chmurką i niszczały. Dodatkowo okazało się, że polowa wyprodukowanych wanien była za duża i nie nadawała się do ówczesnych zbyt małych łazienek. Doszła też produkcja militarną dla wojska (od 1971 r.), na tzw. WL-u, o którym po mieście krążyły różnorakie plotki („jakich by człowiek stamtąd nie wyniósł części, po złożeniu zawsze wychodził karabin” - żartowano). W 1975 r. zaczęła się współpraca OFNE z koncernem DuPont (twórca m. in. nylonu, lycry i używanego w kamizelkach kuloodpornych kevlaru), od którego olkuski zakład zaczyna kupować powłoki teflonowe. W lipcu 1975 r. powstają pierwsze w Polsce naczynia z powłokami Teflon 2. Był czas, że fabryka pracowała w systemie 3-zmianowym, a zatrudnionych było w niej od 6 do 8 tys. ludzi. Olkuska Fabryka Naczyń Emaliowanych, wtopiła się w dzieje miasta do tego stopnia, że nie wyobrażano sobie, by jej kiedyś zabrakło...

7

Anegdota. Jeszcze w latach 80-tych uboczną produkcję OFNE stanowiły garnki do tutejszego specjału czyli pieczonych ziemniaków (pieczonki, patrz przepis na lokalną potrawę) i nieodzowne do nich trójnogi. Jesienią fabryczne warsztaty produkowały w dużych ilościach ...karmniki dla ptaków, za które dzieci z olkuskich szkół na zajęciach praktyczno-technicznych z reguły otrzymywały zasłużone piątki. 

Po 1989 r. zaczęły się jednak jej kłopoty. Rynek zalały tanie naczynia ze wschodu oraz z …Rumunii, czyli z zakładu, którego założycielem był Peter Westen. Spadała liczba pracowników. W 1995 r. Emalia S.A., w ramach prywatyzacji weszła do Narodowych Funduszy Inwestycyjnych; zapowiadano wówczas szumnie, że będzie okrętem flagowym VII NFI im. Kazimierza Wielkiego S.A. Po likwidacji państwowej fabryki powstały dwa prywatne podmioty, które kontynuowały produkcję sztandarowych produktów – Emalia Olkusz SA produkująca naczynia i akcesoria kuchenne oraz OFNE Emalia SA wytwarzająca m.in. wanny i brodziki.

7 lipca 2014 r. Sąd Rejonowy w Katowicach ogłosił upadłość firmy Emalia Olkusz S.A, której zadłużenie wynosiło wówczas 32 mln zł, a 200 pracowników otrzymało wypowiedzenia. Pierwsze sygnały na temat kiepskiej sytuacji finansowej Emalii Olkusz pojawiły się pod koniec kwietnia 2014 r., ale już w 2011 r. firma nie płaciła pensji w terminie.
Problemy od 2014 r. ma też OFNE Emalia SA, producent wanien. Głównymi odbiorcami wanien, brodzików i zlewozmywaków były bowiem firmy z Rosji i Ukrainy. Wybuch wojny spowodował załamanie się rynku w tych krajach. W 2017 wstrzymano produkcję wanien w OFNE Emalia S.A. w Olkuszu.
Obecnie garnki w Olkuszu produkuje spółka Traditional Polish Style Sp. z o.o - działająca na terenie dawnej Emalii.

8

Pamięć. Z fabryki, jaką zbudował Westen, pozostały właściwie tylko wspomnienia. Po rozbudowie zakładu zniknęła drewniana zabudowa mieszkalna placu fabrycznego. Nie ma też już od dawna kina Emalia. Z zabytkowych budynków ostała się tylko wieża ciśnień, choć i ona była zagrożona rozbiórką. Kilkanaście lat temu stały jeszcze: stary biurowiec, czy charakterystyczny neogotycki budynek wydziału elektrycznego, ale dokonano ich rozbiórki – tylko dlatego, że w ten sposób ówczesny właściciel ciął koszty, a podatek gruntowy jest przecież niższy niż podatek od nieruchomości. To wtedy też wywieziono na makulaturę zakładowe archiwum. Na złom pojechały zabytkowe maszyny. Ocalała chyba tylko jedna, prasa ręczna do klepania stalowych uchwytów do garnków aluminiowych firmy Hiltmann & Lorenz z 1908 roku, która wraz z wózkiem na garnki pochodzącym z lat 40. przekazana została w 2009 r. do Fabryki Schindlera na krakowskim Zabłociu. Ta i inne maszyny były prawdziwymi cudami techniki; robotnicy opowiadali, że pracowały właściwie bez dłuższych przerw, prawie sto lat, niektóre dziesiątki lat nie miały wymienianego oleju. Chyba już przepadło wymienianych kiedyś w opracowaniach wojewódzkiego konserwatora zabytków w Katowicach, dr. Jacka Owczarka: dziewięć pras z pocz. XX wieku, czy giętarka kształtowa z 1910 r.). Przy skateparku postawiono maszyny górnicze i świetnie się stało, bo w ten sposób pozostanie jakiś ślad po działalności górniczej w Olkuszu, kiedy już definitywnie zakończy działalność kopalnia Pomorzany. Kiedyś monitowałem do władz miejskich, by postarano się pozyskać niektóre z maszyny z OFNE, żeby po naszej fabryce garnków też coś pozostało, ale ponoć się nie dało, bo właściciel nie wpuścił do zakładu konserwatora zabytków…

9

Bibliografia podstawowa:
H. Osuch, Życie Emalierni, Olkusz 1974-2013.
A. Szopowa, W. Banaszak, Opowieści z pamięci. Wspomnienia Anny z Sewerynów Szopowej oraz słów kilka wnuka o Autorce i Jej bliskich, a także o czasach, w których przyszło im żyć, Szczecin 2006–2013
J. Sypień, A. Przewięźlikowski, Peter Westen (1875-1934). Twórca przemysłu na ziemi olkuskiej, Olkusz, br. wydania.
Zdjęcia:
Fot. 1. Peter Westen.
Fot. 2-3. Fabryka w Olkuszu.
Fot. 4 i następne. Przedwojenne zdjęcia pokazujące pracę na poszczególnych wydziałach Emalierni i jej pracowników.

 

Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Przegląd Olkuski nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze obraźliwe, szkalujące i naruszające ogólnie przyjęte normy współżycia społecznego będą usuwane. Prosimy o rozwagę w formułowaniu wypowiedzi. Chcielibyśmy, żeby dyskusja była rzeczowa i pożyteczna dla innych internautów. Zastrzegamy sobie możliwość usuwania komentarzy, których forma i treść znacznie odbiegają od tematu artykułu, przyjętej etykiety internetowej oraz naszego regulaminu. Jako redakcja szanujemy wolność i swobodę wypowiedzi, ale cenimy sobie również dbałość o kulturę języka
UWAGA: jeśli chcesz zamieszczać komentarze pod własnym imieniem i nazwiskiem musisz się zarejestrować. Rejestracja i używanie awatarów zapobiega także podszywaniu się innych internautów pod wybrany przez Ciebie nick. Komentarze użytkowników ukazują się w czasie rzeczywistym. Zachęcamy do zgłaszania administratorowi komentarzy naruszających regulamin.
Apelujemy do naszych Czytelników o zamieszczanie przemyślanych komentarzy. Administrator portalu ma obowiązek udostępnić organom państwowym na ich wniosek dane użytkowników zamieszczających groźby karalne, komentarze obraźliwe bądź naruszające dobra osobiste. Nasz portal pozwala na dodawanie komentarzy bez rejestracji apelujemy jednak o niewykorzystywanie "pozornej" anonimowości do obrażania innych osób.
Do wszystkich którzy NIE ZROZUMIELI zamieszczonego powyżej apelu: zapewne zauważyli Państwo, że zostaliśmy zmuszeni do usunięcia niektórych komentarzy z naszej strony. Nie jest to wyrazem naszej cenzury, próby ograniczania prawa do merytorycznej dyskusji czy też wolności wypowiedzi, lecz jedynie stosowaniem się do przepisów obowiązującego prawa. Komentarze są usuwane na podstawie uzasadnionego wniosku pokrzywdzonej osoby lub w wyniku PROWADZONEGO POSTĘPOWANIA o zniesławienie, naruszenie dóbr, z powodu gróźb karalnych itp. Redakcja ma OBOWIĄZEK UDOSTĘPNIĆ (na podstawie pisemnego wniosku) uprawnionym organom dane użytkowników którzy takie komentarze zamieścili oraz usunąć je z publikacji. W pewnych kręgach nastała wręcz moda na ustalanie tożsamości komentujących, więc PONOWNIE APELUJEMY o zamieszczanie przemyślanych komentarzy.
NIE HEJTUJĘ, BO SZANUJĘ !!!