Dwa literackie złamane życiorysy z ziemią olkuską w tle


1Powikłane losy i olkuski akcent w życiu Gustawa Morcinka
Na zdjęciach wygląda na eleganta i inteligenta; w dobrym garniturze, w dobranych okularach, często na zagranicznej wycieczce, albo w tłumie dzieci, swoich najwierniejszych czytelników.

Miał słabości, bo któż ich nie ma: lubił wykwintne jedzenie, dobry alkohol i ciągnęło go do młodych i przy tym urodziwych nauczycielek języka polskiego, które na przedwojennym Śląsku, nie mogły wychodzić za mąż, z czego pisarz mógłby skwapliwie korzystać, gdyby nie fakt, iż był …impotentem. To niedomaganie nie przeszkodziło mu jednak w karierze literackiej. A przecież pochodził z bardzo biednej rodziny, wcześnie zaczął pracować i to ciężko, fizycznie; miał tę iskierkę talentu, którą zdołał w sobie rozniecić, więc zaszedł daleko. I tylko ta jedna sprawa, jedna decyzja, a bardziej chwila, gdy zabrakło mu charakteru…

2

Stanowisko bojowe pod Bydlinem
(fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

3

Stanowisko austriackiej artylerii na Jurze
(fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

Dzieciństwo
Augustyn Morcinek urodził się 25 sierpnia 1891 roku w familokach w Darkowie, przemysłowej dzielnicy Karwiny na Śląsku Cieszyńskim. Był synem Józefa, woźnicy, który zatrudniony był w miejscowym browarze. Przyszły pisarz oficjalnie miał na imię Augustyn, ale zwano go Gustlikiem, sam zaś używał imienia Gustaw. Ojciec zginął w wypadku, w niespełna rok po narodzinach Gustlika, ósmego z kolei dziecka (czworo zmarło w dzieciństwie). Matka Marianna została sama z czwórką potomstwa, więc robiła wszystko, by je nakarmić: sprzątała na kopalni, na płuczce sortowała węgiel wyciągając z niego ciężkie kamienie, zbierała też węgiel na hałdach. Do szkoły (ludowej) półsierota Morcinek poszedł mając ledwie sześć lat. W 1906 r. czyli w wieku lat 15, zameldował się na rynku pracy, konkretnie w cegielni. Następnie podjął pracę w kopalni, gdzie był kolejno: polewaczem, taczkarzem, ładowaczem i maszynistą. Z całą stanowczością można powiedzieć, że Morcinek poznał, co to jest trud prawdziwej pracy, więc jako literat potrafił mozół fizycznej roboty opisać, jak mało kto. Jak sam utrzymywał, to koledzy z kopalni, prości górnicy, dostrzegłszy jego talent zrzucili się na czesne, dzięki któremu Morcinek mógł pójść do seminarium nauczycielskiego. Taka wersja chyba lepiej wyglądała w papierach, zwłaszcza w czasach komunistycznych, bo prawda była inna: stypendium przyznało mu Towarzystwo Szkoły Ludowej.
Od dzieciństwa sporo czytał. Przede wszystkim literaturę jarmarczną. Z jego późniejszych lektur warto wymienić „Quo Vadis” Sienkiewicza (wygrał zakład z kolegą, kto szybciej je przeczyta: zajęło mu to dwa dni – koledze trzy), czy „Starą baśń” Kraszewskiego. A w Seminarium Nauczycielskim w Białej, które ukończył w 1914 roku, zaczytywał się w Żeromskim, Reymoncie i Orkanie...

4

5

6

Pola bitwy pod Wolbromiem i zniszczenia w samym mieście (ruiny domów przy głównej ulicy, dworzec kolejowy, cmentarze wojenne
w mieście i jego okolicy): fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

Na frontach
Po wybuchu wojny światowej (jeszcze nie numerowanej) wzięty został w kamasze; służył w armii austriackiej. I dzięki temu – a może bardziej na miejscu byłoby użycie stwierdzenia w wyniku tego faktu – zapisał się w dziejach naszego regionu, gdyż uczestniczył od 9 do 21 listopada 1914 r. w walkach pod Olkuszem i Wolbromiem. To była Bitwa Krakowska, zwana też bitwą pod Krakowem i Częstochową, a także Bitwą Jurajską. W początkowej fazie wojny Rosjanie wycofali się z naszego terenu, a 1. Armia austriacka gen. Dankla dotarła pod Dęblin, gdzie jednak przegrała bitwę, jaka rozegrała się tamże między 22 a 26 października. Role się odwróciły, teraz to Rosjanie przeszli do ofensywy i szybko posuwali się na zachód, zamierzając zająć Kraków i przemysłowe Zagłębie i Śląsk. Niemiecka 9. Armia gen. Woyrscha i 1. Armia austriacka dowodzona przez gen. Dankla od końca października były w odwrocie. Zaznaczmy, że w 1. Armii znajdowały się Legiony Józef Piłsudskiego. Linię obrony wojska austriackie zajęły na Jurze – między Żarkami a Skałą. Krakowa broniła 4. Armia. W skład 1. Armii na północy Jury wchodził II Korpus, w pobliżu Zawiercia grupa feldmarszałka Tschurtschenthallera, a w okolicach Bydlina I Korpus (krakowski). Prawe skrzydło armii zajmował V Korpus (w okolicy Jangrota) i X Korpus w rejonie na północ od Sułoszowej. Przeciwnikiem wojsk austriackich na tym terenie była rosyjska 9. Armia gen. Ruzskiego. Rosjanie zajęli Pilicę, Wolbrom, Suchą, część Jangrota, Zadrożę i Skałę. Najbardziej zacięte walki trwały od 16 listopada. Austriakom udało się zdobyć Gołaczewy, a Węgrzy z 37. dywizji zdobyli wschodnią część Jangrota. Wielu uważa, że największa bitwa tej kampanii miała miejsce pod Krzywopłotami, gdzie walczyły dwa batalionu Legionów, ale takich i dużo większych bitew było wtedy wiele. Od 19 listopada Rosjanie przeszli do kontrofensywy. Krwawe walki trwały pod Wolbromiem, Pilicą, Rzeplinem i Iwanowicami.

7

8

Pola bitwy pod Wolbromiem i zniszczenia w samym mieście (ruiny domów przy głównej ulicy, dworzec kolejowy, cmentarze wojenne
w mieście i jego okolicy): fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

21 listopada udało się przełamać front rosyjski w okolicach Wolbromia i Pilicy. Następnego dnia Rosjanie zostali odrzuceni za rzekę Szreniawę; front się ustabilizował. Cały powiat olkuski znalazł się po austriackiej stronie. W wyniku pięciu tygodni zmagań dotkliwie ucierpiały m.in.: Czajowice, Dłużec, Jangrot, Racławice Olkuskie, Rzeplin, Sułoszowa i Skała. Ogromnych zniszczeń doznała Pilica, zwłaszcza leżące obok niej Zarzecze. Podczas Bitwy Jurajskiej na naszych terenach walczyło ponad milion żołnierzy rosyjskich, austro-węgierskich i niemieckich, a na te armie składała się cała mozaika narodowości, jakie zamieszkiwały te imperia. Ponad 130 tysięcy żołnierzy zginęło lub zostało rannych; pozostały po nich dziesiątki cmentarzy, w tym tak wielkie, jak nekropolia w Pilicy-Owczarach (4 tys. poległych), Jangrocie (ok. 2,6 poległych), Zadrożu, Rzeplinie i jeszcze wiele innych. Morcinek miał ogromne szczęście, że na jednym z nich nie spoczął; został bowiem ciężko ranny, więc zapewne powiat olkuski wrył się mocno w jego pamięć. Na leczenie wysłany został do Wiednia. W wyniku rany odniesionej na froncie bitwy o Jurę niemal utracił rękę – został inwalidą. I właśnie jako inwalida wojenny, w październiku pamiętnego 1918 roku, jednoroczny kapral (Einjähriger Korporal) Gustaw Morcinek uczestniczył w przewrocie polskiej Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, która dążyła do połączenie z Polską tej części Księstwa Cieszyńskiego, którą zamieszkiwała ludność polskojęzyczna. Morcinek był w gronie przejmujących garnizon cieszyńskiego. To on osobiście, jako telegrafista, odebrał 31 października 1918 fonogram z instrukcjami płk. Bolesława Roi z Polskiej Komendy Wojskowej w Krakowie; pułkownik Roi zażądał, by najstarszy rangą polski oficer objął dowództwo garnizonu. Gdyby akcja przejęcia garnizonu się nie udała, Morcinek zostałby rozstrzelany. A tak został awansowany na podporucznika. W akcji plebiscytowej na Śląsku Cieszyńskim opowiedział się – podobnie jak matka i siostra – za Polską; z resztą rodziny, która przyjęła czeskie obywatelstwo, nie utrzymywał kontaktów. Z tym okresem łączy się pierwsza publikacja Gustawa Morcinka „Wspomnienia z przewrotu w listopadzie 1918 roku” ogłoszona w „Dzienniku Cieszyńskim”. Wiele lat później z powodu, o którym napiszę dalej, znajdą się tacy, którzy zarzucą Morcinkowi brak charakteru, ale wtedy charakter miał żelazny. W 1920 roku wziął na przykład udział, jako ochotnik, w wojnie polsko – radzieckiej – uczestniczył w bitwie warszawskiej.

9

10

Pola bitwy pod Wolbromiem i zniszczenia w samym mieście (ruiny domów przy głównej ulicy, dworzec kolejowy, cmentarze wojenne
w mieście i jego okolicy): fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

W latach 1920 – 1936 uczył w szkole w Skoczowie. W 1925 r. pojął za żonę Zuzannę, nauczycielkę z tej samej szkoły, jednak po dwóch latach małżeństwo zostało rozwiązane zgodnie z literą prawa kościelnego, jako nie skonsumowane. Sporo publikował w śląskich czasopismach. Oprócz artykułów pedagogicznych pisał też nowele. W 1929 r. ukazał się jego debiut, tom opowiadań: „Serce za tamą”; wstęp do tej książki napisała sama Zofia Kossak-Szczucka, która zresztą patronowała tej publikacji. Ogólnopolskie zainteresowanie wzbudziła jego kolejna książka, epicka panorama Śląska pt. „Wyrąbany chodnik”. Ta powieść przyniosła Morcinkowi uznanie, wręcz sławę, oraz duże pieniądze, które pozwoliły mu nabyć parcelę i wybudować dom w Skoczowie. Za kolejne nagrody literackie Morcinek kupił samochód, którym jeździł po całej Europie.
Następne tomy o tematyce górniczej ugruntowały jego pozycję w literaturze, przede wszystkim jako twórcy piszącego dla młodzieży: „Chleb na kamieniu”, „Narodziny serca”, „Gwiazdy w studni”, „Łysek z pokładu Idy”, „Ludzie są dobrzy”, „Uśmiech na drodze”. To jedne z najlepszych książek, jakie adresowane były do najmłodszych.

11

12

Pola bitwy pod Wolbromiem i zniszczenia w samym mieście (ruiny domów przy głównej ulicy, dworzec kolejowy, cmentarze wojenne
w mieście i jego okolicy): fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

Obozy
We wrześniu 1939 roku Morcinek zbiegł do Lwowa. Dowiedziawszy się jednak, że Niemcy aresztowali jego ukochaną siostrę Teresę, wrócił na Śląsk i oddał się w ręce Gestapo. Ponoć wśród aresztujących go gestapowców znalazł się jego były uczeń, co spowodowało, że Morcinek – uznając ten fakt za swoją klęskę pedagogiczną – nie wrócił już do zawodu nauczyciela. Gustaw Morcinek przeszedł kilka obozów koncentracyjnych, w: Skrochowicach, Sachsenhausen i Dachau (opublikował wspomnienia obozowe „Listy spod morwy”, wydana też została korespondencja Gustawa Morcinka i jego siostry Teresy Morcinek, z okresu uwięzienia pisarza w Dachau). Warto dodać, że w Dachau, bardzo ciężki obozie, siedzieli też inni literaci: Tadeusz Borowski, który opisał ten czas we wstrząsających opowiadaniach, czy Stanisław Grzesiuk, autor „Pięciu lat kacetu”. To, że przeżył tyle lat w obozach zakrawa na cud, tym bardziej, że jako znany zwolennik polskości Śląska, był przecież na niemieckich listach proskrypcyjnych; wytłumaczeniem ma być okoliczność, że na obozowych listach przetrzymywany był jako Augustyn Morcinek; czyżby Niemcy nie zorientowali się, kogo przetrzymują? Co więcej, złożono mu propozycję, by podpisał volkslistę, dzięki czemu zyskałby wolność – nie zrobił tego jednak. Pisarz po wojnie żartował, że siedział w obozach przez …psa; dokładnie przez czworonoga należącego do głównego bohatera „Wyrąbanego chodnika", którego nazwał Bismarck – Niemcom miało się to bardzo nie podobać.
Po zakończeniu wojny Morcinek przebywał we Francji, Włoszech i Belgii. Ale źle się czuł na emigracji, tęsknił za krajem, siostrą – postanowił więc wrócić. Po powrocie pisał, a każda jego kolejna książka była dobrze przyjęta: „Czarna Julka”, „Ondraszek”, „Przedziwne śląskie powiarki”. Zajmował się również publicystyką. Znakomite są zwłaszcza późne utwory Morcinka, w których pisarz wspiął się na wyżyny swojego talentu: „Judasz z Monte Sicuro”, „Opowieść o ludziach z pociągu” i szczególnie dobrze oceniana powieść o „Siedmiu zegarkach kopidoła Joachima Rybki”, którą chciał nawet sfilmować Stanisław Jędryka (reżyser wyraził się o tej powieści i jej autorze: „polski Hrabal”). Ostatnia powieść - „Górniczy zakon” – ukazała się już po śmierci Morcinka.

13

14

Pola bitwy pod Wolbromiem i zniszczenia w samym mieście (ruiny domów przy głównej ulicy, dworzec kolejowy, cmentarze wojenne
w mieście i jego okolicy): fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

Nieszczęsny Stalinogród
Niestety, po wojnie pisarz dał się kupić komunistom, choć formalnie nie związał się z ich partią (do 1948 PPR, potem PZPR); zasiadał w Sejmie PRL (1. kadencja, 1952-1956) jako członek Stronnictwa Demokratycznego. Wtedy to zasłynął – w złym znaczeniu tego słowa – niby to oddolną propozycją zmiany nazwy Katowic na Stalinogród (po śmierci Stalina w marcu 1953 r.); w uzasadnieniu wniosku – w kwietniu 1953 r., czyli formalnie Katowice były już wtedy Stalingrodem – mówił m.in.: „lud śląski – serce przemysłu Polski, pragnie, by w nazwie miasta uwiecznić imię Ojca Narodów". Mówiąc te słowa Morcinek był ponoć blady jak ściana; obecny wtedy na sali Edmund Osmańczyk wspominał: „Gustaw wyglądał jak trup, który wie, że jest trupem". Ów diaboliczny pomysł, by miasto, które tak ucierpiało od Stalina, nazwać jego imieniem, miał podsunąć Morcinkowi sam Bolesław Bierut, a właściwie nie podsunąć, tylko zmusić, by go firmował swoim nazwiskiem. I tym jednym idiotycznym pomysłem, do którego zresztą Morcinek został przymuszony – stracił cały szacunek, jakim się do tej pory cieszył wśród Ślązaków.

15

16

Pola bitwy pod Wolbromiem i zniszczenia w samym mieście (ruiny domów przy głównej ulicy, dworzec kolejowy, cmentarze wojenne
w mieście i jego okolicy): fot. z archiwum Österreichische Nationalbibliothek (www.bildarchivaaustria.at)

Nie pamięta się nawet, że wcześniej wybił władzom pomysł, by ta nazwą ochrzcić …Częstochowę – miał wtedy zwrócić uwagę, że ludzie będą się „modlić do Matki Boskiej stalinogrodzkiej”. Po akcji ze zmianą nazwy Katowic Morcinek spotkał się z ostracyzmem społecznym, odsunęli się od niego przyjaciele, dostawał listy z wyzwiskami, albo paczki, w których były zwracane mu przez czytelników książki jego autorstwa; kiedyś nawet postawiono jego samochód kołami do góry. Przez dwa lata nie pisał i niczego nie publikował. Zmarł na białaczkę, w Krakowie, 20 grudnia 1963 roku, a pochowany został w Cieszynie. Ponieważ Morcinek nie spisał testamentu dom w Skoczowie przejęła jego gosposia; podobnie się stało z prawami do jego utworów.
W pamięci potomnych zapisał się Morcinek głównie niechlubnym faktem, że był niejako twarzą zamiany nazwy Katowic na Stalinogród, nie mniej jako pierwszy opisał literacko pracę śląskich górników, a swoim życiem pokazał, że potrafił być twardy i odważny, szkoda, że tej odwagi zabrakło mu w 1953 roku, co przypłacił nie tylko załamaniem nerwowym, ale karą dla pisarza największą – literackim zapomnieniem; jego książek się nie wznawia i mało kto je czyta.
Gustaw Morcinek doceniany był bardziej jako prozaik, ale pisał też liryki i właśnie rymowanym wierszem z 1930 roku chciałbym zaprezentował tego pisarza.

17

Transport rannych z dworca kolejowego w Olkuszu. Pocztówka z I wojny światowej

Z cyklu: Pieśni śląskie.
„Kiedy maki kwitną”

Zapachniały przy alei stare lipy miodem,
rozgorzały się purpurą maki w słonku młodem.
Grają w lipach pszczelne roje, jak złote organki,
poszło dziewczę między zboża rwać maki na wianki.
rozzłociły się zórz świty
złotem malowane,
rozśpiewały się w błękity
ptaszki rozśpiewane...
Szumią zboża szumem szumnym na słonecznym łanie,
wygrzewa się słonko złote na pachnącem sianie.
Idzie dziewczę między zboża bławatną drożyną,
idzie zrywać maki kraśne bieluchną rączyną.
zaszumiały zboża szumnie
złotemi łanami,
rozgorzały maki dumnie
między bławatami. . .
Przy szeleścił wiater wiewny lipami pachnący,
rozkołysał zboża na wiatr kłosami mieniący.
Narwij, dziewczę, maków naręcz, narwij całe pęki,
uwij wianki purpurowe w makowe dożynki!
i narwało maków krocie
dziewczę roześmiane
i uwiło wianki w złocie,
słonkiem malowane...
Jeden wianek w nockę letnią na Wisłę chynęła,
w nockę letnią, świętojańską, gdy zorza płonęła.
Drugi wianek purpurowy temu obiecany,
kto najwdzięczniej w jej serduszku tęsknotą pisany.

(Zaranie Śląskie, 1930, R. 6, z. 2).

1a

Okładka zbiorczego wydania dorobku twórczego Józefa Łapsińskiego

Głupi pomysł poety
Józef Łapsiński był mocniej związany z Ziemią Olkuską, niż nasz poprzedni bohater: urodził się na niej, w niej też krótko mieszkał, a potem zdarzało mu się o niej pisać. I ten człowiek – jak Gustaw Morcinek – popełnił w życiu błąd, za który mu przyszło gorzko żałować.
Choć urodził się w 1805 r. w Pieskowej Skale, to jednak dzieciństwo Józef Łapsiński, syn Franciszka, spędził w podkrakowskim Białym Prądniku. Rodzina była biedna. Łapsiński zapowiadał się na bardzo dobrego poetę romantycznego. W swej twórczości wzorował się na Mickiewiczu, Byronie, Schillerze i Lamartinie. W 1828 r., czyli późno, bo w wieku 23 lat, ukończył Liceum św. Anny w Krakowie, tego samego roku debiutował wierszem poświęconym prof. Sebastianowi Girtlerowi, rektorowi UJ. W następnym roku zapisał się na Wydział Filozoficzny tejże uczelni. Utrzymywał się z korepetycji. Biedował. W grudniu 1829 r. tomik wierszy Łapsińskiego wydała oficyna Ignacego i Stanisława Gieszkowskich, ale za druk zapłacić miał sam poeta. Historycy literatury podkreślają walory kompozycyjne i wersyfikacyjne jego utworów (prof. Zenon Jagoda). Jako pierwszy (jeszcze przed znanym Edmundem Wasilewskim) opisywał w swych wierszach okolice Krakowa (Wzgórze Świętej Bronisławy, Łobzów, Tyniec, Bielany, Mogiłę) i Ziemię Olkuską (Ojców i Pieskową Skałę) oraz groby królewskie na Wawelu. Jednak cień na tej twórczości położyła negatywna recenzja, jaką wystawił jej Seweryn Goszczyński.

Ówcześni podkreślali ułańską fantazję Łapsińskiego, która podsunęła mu zgubny pomysł na wzbogacenie się; nie wyrabiał bowiem na życie korepetycjami, a przede wszystkim dlatego, że nie mając pieniędzy na zapłatę wydawcy, zadłużył się u żydowskiego faktora. Co znamienne, tomik się sprzedał, ale wydawca naliczył za jego druk tak wysoką cenę, że środki ze sprzedaży nie wystarczyły na spłacenie zadłużenia. Co wymyślił Łasiński?
Tak ów głupi pomysł opisał księgarz Ambroży Grabowski (cyt. za K. Grodziską - „Józef Łapsiński. Wspomnienie”, GWwK, z 22-23 VII 2000): „Było to na początku r. 1830, wtedy, kiedy jeszcze komunizm ani socjalizm u nas nawet z nazwisk znane nie były; o przecież, wyprzedzając czasy, już chciał z nauk tych na drodze praktycznej zebrać owoce, i sam nie mając, zapragnął, aby mu udzielił z mienia swego ten, który ma. Napisał on bezimiennie list do Floryana Straszewskiego, znakomitego i majętnego obywatela krakowskiego, z tą pogróżką, że jeśli w oznaczonym miejscu, t.j. pod figurą Najświętszej Panny przed kościołem OO Kapucynów nie złoży mu pewnej pieniężnej kwoty, on się na życie jego targnie. Straszewski oddał list do urzędu policyi, która potajemnie obsadziła miejsce strażą policyjną z ludzi w cywilne suknie przebranych. W godzinie oznaczonej człowiek w liberyi Straszewskiego złożył w miejscu wskazanem worek zapieczętowany pieniędzy (a była to moneta zdawkowa miedziana), po którą nierozważny Łapsiński pospieszył. Za danym znakiem otoczyli go policyanie i z workiem do urzędu doprowadzili”.

2a

Bitwa pod Grochowem pędzla Wojciech Kossaka

Czynem tym Łapsiński wykluczył się poza nawias społeczeństwa; usunięto go także z uniwersytetu. Wprawdzie czyn jego potraktowano jako młodzieńczy wybryk, dostał raptem 10 dni aresztu, ale w Krakowie poeta był skończony: „moralnie zabity”. Przyjaciele poety zrobili zrzutkę i spłacili jego dług u wydawcy, ale on, zawstydzony, opuścił Kraków. By odkupić winy, zaraz po wybuchu powstania listopadowego, zaciągnął się w żołnierskie szeregi. Zginął w bitwie pod Grochowem 25 lutego 1831 r. Ojciec Łapsińskiego, Franciszek, który był naocznym świadkiem śmierci syna, tak ją opisał (cyt. za K. Grodziską „J. Łapsiński...”): „Kiedy w bitwie pod Grochowem wojsko cofnęło się do Warszawy, zapalny poeta, niezadowolony jeszcze z owoców morderczej bitwy, wychodził samopas z innymi ochotnikami na wybrzeże Wisły i strzelał do uwijających się po drugiej stronie rzeki Kozaków. Srogo opłacił swój zapał, bo jeden z Dońców odpowiedział wystrzałem z janczarki i na miejscu położył trupem dzielnego Krakowianina”. Wspomniany Ambroży Grabowski podaje inna wersję jego śmierci: poeta miał zginąć od kuli armatniej, która miała mu urwać głowę. Gdzie spoczęły jego doczesne szczątki – nie wiadomo.
Po Józefie Łapsińkim, zmarnowanym talencie, zostało trochę wierszy, sonetów. Dwa z sonetów o miejscowościach ówczesnej Ziemi Olkuskiej warto przytoczyć.

„Ojców”
Pośród zniszczałych ozdób szkielet gmachu stoi,
Przyśpiewuje mu puszczyk pieśń pogrzebu z wieży,
A przeszłość łzawem okiem, w żałobnej odzieży
Wyziera szczelinami wypartych podwoi.

Bluszcz, pożółkły upałem, nagie ściany stroi,
Strojone zbroicami walecznych rycerzy;
W kaplicy staropolskich nie słychać pacierzy;
Tylko przez święte okna wpada szelest zdroi!

Raz wędrowiec przy lubym promyku księżyca,
Dumał o zgasłej chwale nad tą rozwaliną,
A nadzieja mu blade rozjaśniała lica.

Dumał — jak nam zdradziecko chwile szczęścia płynąć —
— Pomagała dumaniu nadobna dziewica;
I płakała nad swoją wygasłą rodziną. —

 

„Pieskowa Skała”
Wołałem a głos w skałach rozległ się sto razy
I umilknął — myśl znikła w piękności natłoku;
A wzrok, płynąc daleko z nurtami potoku,
Utonął w czarodziejskie omamień obrazy.

Chcesz się ocucić znowu i zebrać wyrazy?
Wtem nowy cel zdumienia pojawi się oku:
Szczyty gmachu Szafrańców we mglistym obłoku!...
Sambyś rzekł, iż szatany dźwigały nań głazy!

Dalej sterczą w dwa rzędy granitowe mury,
Po wiszarach się chwieją czarnych lasów chmury,
A nad lasami błyszczy okrąg lazurowy;

Na straży dolin stoi kolos Herkulowy,
Nachylony, jak olbrzym nieczuły — ponury —
Zazdroszcząc głośnej źródeł z kwiatami rozmowy.


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.