Listy do redakcji: Pani Barbarze Orkisz w odpowiedzi

e mailSzanowna Pani,
z wielkim zdziwieniem przeczytałem na stronie „Przeglądu Olkuskiego” Pani list i znajdujące się w nim bezpodstawne zarzuty pod moim adresem. Zrozumiałem je dopiero po przeczytaniu komentarzy, jakie znalazły się pod zamieszczonym na stronie tegoż „Przeglądu” moim artykułem „Jubileusz przemilczania” (nie jest to list otwarty; nic na to nie poradzę, że redakcja „PO” moje artykuły publikuje jako „listy do redakcji”).

Przypuszczam, że Pani zarzuty pojawiły się raczej pod wpływem lektury złośliwych i niedouczonych komentatorów mojego tekstu niż samego artykułu. Oświadczam, iż osobiście nigdy i nigdzie nie sugerowałem, że Pani ojciec zdefraudował publiczne pieniądze! 

 

Cieszę się, że podjęła się Pani wyjaśnienia tej sprawy. Ufam, że uda się Pani bez większych problemów sprawdzić prawdziwość zawartych w moim artykule informacji. W razie potrzeby, służę pomocą. Tym niemniej już teraz należałoby wyprostować parę kwestii.

O fakcie ofiarowania pieniędzy Kazimierzowi Czarneckiemu przez delegację ze Schwalbach dowiedziałem się z doniesień medialnych (olkuskich portali internetowych i prasy) relacjonujących w 2008 roku niemiecką wizytę. Czy je faktycznie otrzymał, tego nie wiem, mogę tylko domniemywać na podstawie braku sprostowania tej informacji. Niezależnie od tego, trzeba jednak podkreślić, że – wbrew pochopnym interpretacjom komentatorów – nie były to pieniądze przeznaczone na ten konkretny cel, tylko na opiekę nad miejscami pamięci narodowej w Olkuszu. Pan Kazimierz Czarnecki mógł je przeznaczyć na co innego, a on z własnej woli zadeklarował, że przeznaczy je na pomnik na placu poaugustiańskim, czym wzbudził moje wielkie uznanie. Kiedy na początku 2009 roku otrzymałem informację o znacznym pogorszeniu się stanu jego zdrowia, starałem się w olkuskim magistracie dowiedzieć, co dalej z zapowiadanym na marzec tegoż roku odsłonięciem pomnika. Nikt jednak nie mógł bądź nie chciał mi udzielić na ten temat informacji. Podobnie było w latach następnych, o czym napisałem w tekście artykułu. Rodziny i samego pana Kazimierza nie chciałem niepokoić, wiedząc, że ma w tym czasie poważniejsze problemy na głowie.

Pragnę też mocno zaakcentować, że ani osoba pana Kazimierza Czarneckiego, ani jego pieniądze nie były głównym tematem mojego artykułu. Jest to tekst jubileuszowy, napisany z okazji 75. rocznicy hitlerowskiej zbrodni w Olkuszu, która – podobnie jak, niestety, w poprzednich latach – została całkowicie przez przedstawicieli miasta przemilczana. Przecież nigdy nie zdobyli się oni nawet na to, by z tej okazji choćby złożyć kwiaty i zapalić znicze na miejscu zbrodni. Na tym tle pan Kazimierz Czarnecki został przywołany jako pozytywny przykład osoby, która coś w tym względzie chciała zmienić i na pomnik poświęcony ofiarom przeznaczyć nawet konkretne pieniądze. Nie rozumiem, jak można zupełnie odwrócić sens tego, co zostało napisane.

A może aż za dobrze rozumiem. Nie od dziś przecież wiadomo, jak wygląda kwestia upamiętnienia męczeństwa żydowskich mieszkańców Olkusza. Wystarczy przywołać ciągnącą się od wielu lat sprawę zamieszczenia tablicy pamiątkowej na gmachu starostwa, gdzie olkuscy Żydzi byli uwięzieni. A sprawa ma też pewne podobieństwa z przypadkiem pomnika na placu poaugustiańskim. Otóż dwa lata temu, po zapoznaniu się z szokującymi wypowiedziami i działaniami starosty Pawła Piasnego w tej sprawie, były wicewojewoda małopolski, Jerzy Meysztowicz zadeklarował, że z własnej kieszeni wyłoży pieniądze na tę tablicę „choćby jutro”. Przez obstrukcję olkuskich samorządowców tablicy nie ma do dzisiaj. Mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie jednak do głowy zarzucanie p. Meysztowiczowi defraudacji tych pieniędzy. Choć po tym, co się stało po „Jubileuszu przemilczania”, nie byłbym już tego taki pewny.

Szanowna Pani Barbaro!
Jest mi niezmiernie przykro, jeśli mój artykuł przyczynił się do naruszenia dobrej pamięci Pani ojca. Mogę tylko zapewnić, że nie było to jego intencją.
Nota bene, dla własnej kondycji psychicznej lepiej się za bardzo nie przejmować nikczemnymi opiniami komentatorów „Przeglądu Olkuskiego”. Nie wiem, czy bardzo to Panią pocieszy, ale – jak Pani pewnie zauważyła – oszczerstw pod adresem mojej osoby jest tam znacznie więcej i z doświadczenia wiem, że żaden z tych samozwańczych strażników moralności nigdy mnie nie przeprosi. Myślę jednak, że i te ataki szkalujących hien jakoś przeżyję.

Serdecznie Panią pozdrawiam,
Ireneusz Cieślik


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.