List do redakcji - w odpowiedzi panu Ireneuszowi Cieślikowi z Olkusza

e-mailNa stronach portalu „Forum: Żydzi - Chrześcijanie - Muzułmanie” przeczytałem tekst pana Ireneusz Cieślika „Dekada leczenia pamięci w Olkuszu”, który został opublikowany 5 kwietnia 2012 r. Autor tego tekstu wysuwa wobec mnie bezpodstawne zarzuty, na które odpowiadam w artykule polemicznym "W odpowiedzi panu Ireneuszowi Cieślikowi z Olkusza".

W odpowiedzi panu Ireneuszowi Cieślikowi z Olkusza

W dniu 12 czerwca 2005 r. nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Z inicjatywą budowy tego pomnika wystąpił w 2001 r. Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu. Realizacją jego budowy zajął się Społeczny Komitet, którego byłem członkiem. Pomnik ten jest wyrazem zaangażowanej i patriotycznej postawy wszystkich jego fundatorów, którymi byli w dużej mierze członkowie rodzin pomordowanych, akceptujący jego kształt i dobór nazwisk na nim umieszczonych.

Wiele nazwisk zostało jednak na nim pominiętych ze względu na brak dokumentacji, potwierdzających dokładnie miejsce śmierci tych więźniów, co wyjaśniam w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005 (stron 250), wydanej na okoliczność odsłonięcia pomnika oraz w opublikowanej dwa lata później broszurze „Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu – czerwiec 2007 r.”, Oświęcim – Olkusz 2007 (stron 36).

Na pięciu kamiennych tablicach utrwalono ponad trzysta imion i nazwisk – Polaków, Żydów i Cyganów – mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen oraz w hitlerowskich więzieniach w Bytomiu, Katowicach, Mysłowicach i Sosnowcu.

Pomnik składa się z dwóch części. Pierwszą  stanowi poziomy monolit w kształcie półkolistego powiększającego się ku środkowi „ofiarnego stosu” symbolizującego falę ludobójstwa. Na jego frontowej pochyłej ścianie wykuto ręcznie napis: „Mieszkańcom Olkusza i ziemi olkuskiej zamordowanym w obozach koncentracyjnych i hitlerowskich więzieniach w latach 1940-1945 w hołdzie społeczeństwo, Olkusz 2005”.

Ponadto na jego frontowej pochylonej ścianie wykuty ręcznie powyższy tekst zakończony jest w najwyższym punkcie płaskorzeźbą Krzyża Oświęcimskiego. Całość zamyka na obwodzie półkula-zespół ażurowo uszeregowanych pionowych brył kamiennych, każda osadzona na specjalnej zalewie betonowej. Przednie pionowe ściany brył szlifowane stanowią tablice dla tekstów. Nazwiska ofiar grupowane są alfabetycznie w układzie obozów koncentracyjnych i hitlerowskich więzień zakończone zbiorowym tekstem dla ofiar bezimiennych: „(…) oraz pamięci tych ofiar, których imion i nazwisk lub miejsca śmierci nie zdołano ustalić”.

Na ostatniej z tablic został umieszczony napis: „Pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu” oraz cytat „Różne są języki naszych modlitw, lecz łzy są zawsze takie same Abraham Joshue Heschel”.

W trakcie budowy powyższego pomnika i przez kilka miesięcy po jego odsłonięciu trwała ożywiona dyskusja na temat zasadności jego budowy i doboru napisów             i nazwisk ofiar na nim umieszczonych. Wszystkie teksty, które wówczas powstały i komentarze do nich zostały opublikowane w obszernej książce pod redakcją Ireneusza Cieślika, Olgierda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana, zatytułowanej „Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów”, Olkusz 2007 (stron 423).

W tej dyskusji sprzed kilku lat był bardzo aktywny pan Ireneusz Cieślik z Olkusza, nie szczędzący twórcom tego pomnika samych krytycznych uwag, w większości zupełnie bezpodstawnych i niesłusznych, a często bardzo złośliwych, szczególnie pod adresem mojej osoby.

Obecnie pan Ireneusz Cieślik powrócił do tamtej dyskusji, w tekście „Dekada leczenia pamięci w Olkuszu”, opublikowanym w dniu 5 kwietnia 2012 r. na stronach portalu „Forum: Żydzi - Chrześcijanie - Muzułmanie”. Powtarza w nim stare zarzuty, m.in. pisząc: „Do rangi symbolu zafałszowania historii, którego wyrazem jest pomnik, urasta fakt, że spośród ponad 3 tys. osób, jakie straciły życie w komorach Birkenau w wyniku akcji likwidacji olkuskiego getta, jedynym, którego nazwisko znalazło się na pomniku jest … Polak, Leopold Jarno, dołączony jako psychicznie chory do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi zagazowany”.

Nie zachowały się żadne niemieckie nazistowskie dokumenty obozowe potwierdzające śmierć olkuskich Żydów (wymienionych z imienia i nazwiska), w komorach gazowych Birkenau lub w obozie zagłady Bełżec, chociaż najprawdopodobniej ci ludzie, podobnie jak Żydzi ze Sławkowa, w większości zostali zamordowani zapewne w Birkenau. Z powodu jednak braku dokumentów, potwierdzających miejsce ich śmierci, nazwisk tych osób nie sposób było wymienić na pomniku w Olkuszu.

Na temat Leopolda Jarno zebrałem wnikliwą dokumentację, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że nigdy nie ustalę dokładnych okoliczności jego śmierci. W związku z powyższym w swojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych” napisałem: „Jarno Leopold, ur. 2.11.1901 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, (…) zamierzał zostać organistą, w czym przeszkodziła mu choroba psychiczna, (…) dołączony do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi najprawdopodobniej zamordowanych w komorze gazowej KL Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1942 r.” Ustalając te dane byłem w kontakcie z rodziną pana Jana Jarno, mieszkającą w Olkuszu, która nawet dostarczyła odpis aktu urodzenia ich krewnego Leopolda z ksiąg parafialnych i zabiegała o to, aby Jego nazwisko zostało umieszczone na pomniku na starym cmentarzu w Olkuszu. Wolę rodziny Leopolda Jarno spełniłem, narażając się na zarzuty pana Ireneusza Cieślika, niezorientowanego  w szczegółach tej sprawy.
Bezpodstawny jest także zarzut w jego artykule, że na pomniku w Olkuszu zamierzano umieścić tylko nazwiska tych więźniów, których obozowe akty zgonów zachowały się. W rzeczywistości bazowano od początku na różnych ustaleniach, opartych  o wszelkie zachowane dokumenty obozowe i inne wiarygodne źródła, np. relacje i wspomnienia byłych więźniów.

Kolejny zarzut pana Ireneusza Cieślika wobec mnie to: „(…) ojciec Zbigniewa Makusza (legendy olkuskiego harcerstwa i kontrwywiadu AK) figuruje na pomniku (i w książce  Cyry) jako Ryszard Makusek”. Wyjaśniam, że nazwisko to wraz z krótką notką biograficzną wyszczególnione  jest książce „Więzienia hitlerowskie na Śląsku, w Zagłębiu Dąbrowskim i w Częstochowie 1939-1945” (opracowanie zbiorowe pod red. Andrzeja Szefera), Katowice 1983. Autorzy tej publikacji stwierdzają, że Ryszard Makusek, ur. 19.09.1877 r. we Lwowie, zamieszkały w Ogrodzieńcu, emeryt, zginął w więzieniu hitlerowskim w Sosnowcu 13.03. 1943 r.

W mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych” wprawdzie Mordka Jakub Glajtman i Chaim Pinkus znaleźli się w wykazie Żydów, „którzy przeżyli pobyt w obozach koncentracyjnych lub ich los jest nieznany”, ale już po ukazaniu się tej publikacji udało się ustalić, że są to dwaj – z trzech olkuskich Żydów, będących więźniami KL Auschwitz, których powieszono publicznie w Olkuszu.  Obszernie na ten temat napisałem w artykule, zatytułowanym „Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.”, który wydrukowany został w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55, str. 58-60.            

Należy się również odnieść do dwóch ostatnich uwag krytycznych w omawianym artykule pana Ireneusz Cieślika, zwracających uwagę na to, że na tablicach pomnika nie ma nazwisk: Antoniego Kocjana, słynnego konstruktora  lotniczego  szybowców i Jerzego Stamirowskiego, starosty powiatu olkuskiego w latach 1918-1932 (obydwaj zostali rozstrzelani na Pawiaku).

Osobiście uważam, że przeoczenie umieszczenia na pomniku nazwiska Antoniego Kocjana, jakkolwiek przykre, w sposób szczególny nie zaszkodziło zachowaniu pamięci o Nim, ponieważ Jego imię nosi jedna z olkuskich ulic, a także istnieje Zespół Szkół nr 3 im. Antoniego Kocjana w Olkuszu.

Z kolei Jerzy Stamirowski, wprawdzie mocno związany z historią Olkusza, nie urodził się na ziemi olkuskiej ani w ostatnich latach swojego życia nie mieszkał w Olkuszu, ponieważ w 1935 r. przeniósł się do Warszawy.

Obydwa wymienione powyżej nazwiska nie figurują na tablicach pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, ale jeżeli pan Ireneusz Cieślik bardzo chce, aby je tam umieścić, jego twórcy przewidzieli możliwość umieszczania na pomniku dalszych nazwisk zamordowanych, o ile zainteresowani będą o to zabiegać i przekażą  fundusze, które pokryją koszty niezbędnych w tym zakresie prac kamieniarskich.

Adam Cyra
Oświęcim, 10 kwietnia 2012 r.

lista1

lista2

Ireneusz Cieślik

Dekada leczenia pamięci w Olkuszu

W trzecim roku hitlerowskiej okupacji Olkusza, w nocy z 9 na 10 czerwca 1942 roku teren tutejszego getta – które utworzono rok wcześniej w północno-wschodniej części miasta – został otoczony przez niemieckie siły policyjne. Nad ranem rozpoczęło się systematyczne przeszukiwanie pomieszczeń, dom po domu. Wszyscy ludzie byli zabierani i spędzani na plac gimnazjalny (przy dzisiejszej ul. Nullo). W ciągu doby zgromadzono tam ok. 3400 wywleczonych z domów osób. Następnego dnia odbyła się selekcja, po której ok. 200 osób wywieziono do sosnowieckiego dulagu, a stamtąd do pracy w niemieckich obozach (Annaberg, Blechhammer, Gross-Rosen i Buchenwald). Pozostałych zaprowadzono na ul. Mickiewicza i zamknięto w murach budowanego gmachu Kasy Chorych (budynek dzisiejszego Starostwa Powiatowego). Stamtąd – w dwóch turach: 13 i 15 czerwca – zostali odstawieni na olkuski dworzec kolejowy, zapakowani do wagonów, zawiezieni do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i tam uśmierceni w komorach gazowych.

Jest to fakt bez precedensu w całej historii Olkusza. Nie zdarzyło się nigdy poza tym, aby tylu mieszkańców miasta zostało pozbawionych życia w ciągu zaledwie kilku dni. W ponadośmiusetletnich dziejach Olkusza ciężko nawet znaleźć drugie takie wydarzenie, które z tym faktem można by porównać.

W 2002 roku, w 60 rocznicę likwidacji olkuskiego getta ukazała się książka Krzysztofa Kocjana „Zagłada olkuskich Żydów”. We wstępie do książki jej autor pisał, iż powstała ona „z potrzeby sumienia, by wypełnić to niezrozumiałe milczenie, jakie zapadło wokół losu olkuskich Żydów po ich wymordowaniu i trwało przez ostatnich sześćdziesiąt lat przerywane z rzadka pojedynczymi głosami”.

Dobrze jest zatrzymać się chwilę nad tymi słowami, trafiają one bowiem w sedno problemu, jakim jest fakt, iż przez ponad sześćdziesiąt lat bez echa mijały w Olkuszu kolejne rocznice najtragiczniejszych wydarzeń w historii miasta, nie zorganizowano upamiętniających je uroczystości, nie wspominano w szkole, nie postawiono żadnego pomnika… Można wręcz powiedzieć, że przez ponad pół wieku panowała na ten temat zmowa milczenia. A przecież zginęła więcej niż jedna trzecia mieszkańców miasta! Czy możemy dziś sobie wyobrazić taką sytuację, żeby w ciągu kilku dni zostali wymordowani prawie wszyscy mieszkańcy któregoś (a nawet dwóch) z dużych olkuskich osiedli i przez wiele następnych lat fakt ten nie był przez pozostałych mieszkańców w żaden sposób upamiętniony?

Warto tym niemniej mieć na uwadze, że pierwsze kilkadziesiąt lat tego okresu przypadało na czas rządów komunistycznych w Polsce, a w warunkach totalitarnego państwa taka sytuacja w przestrzeni publicznej nie mogła mieć miejsca bez przynajmniej przyzwolenia PZPR. Mamy tu jednak do czynienia nie tylko z biernym przyzwoleniem, ale z amnezją społeczną w dużej mierze sterowaną. Wymazanie tej tragedii z pamięci Polaków jawi się bowiem jako jeden z celów polityki historycznej ówczesnych rządzących, co można stwierdzić nie tylko po szkolnym nauczaniu, braku pomników i uroczystości, ale też po tym, jak sprawa była przedstawiana w rozmaitych publikacjach, podlegających wszak całkowitej kontroli władz (młodszym czytelnikom trzeba tu przypomnieć, że wydrukowane wtedy mogło być tylko to, co miało pisemną zgodę urzędowego cenzora). Przykładowo, kiedy wspominano ofiary okupacji, unikać należało słowa „Żydzi”. Mówiono i pisano dużo o ciężkim losie Polaków pod niemiecką okupacją i że z Olkusza hitlerowcy wymordowali ok. 3,5 tys. mieszkańców, bądź to obywateli państwa polskiego. I jedno, i drugie niby prawda, ale czy na pewno? Zwłaszcza, że jako przykłady najbardziej tragicznych wydarzeń z tego czasu stale wspominano 20 straconych i „krwawą środę”, nigdy likwidację getta. O Żydach pisano właściwie tylko wtedy, kiedy już całkiem trudno było temat ominąć, tzn. w publikacjach stricte historycznych. A i to niewiele. Tytułem przykładu wystarczy tu wspomnieć, że w liczącej ponad 1100 stron dwutomowej monografii historycznej „Dzieje Olkusza i regionu olkuskiego” największa hekatomba w dziejach miasta została de facto jedynie skwitowana w paru zdaniach przy okazji omawiania zmian ludnościowych w powiecie podczas II wojny światowej!1. W publikacjach z tego okresu można dodatkowo zauważyć tendencję do depersonalizacji żydowskich ofiar okupacji, czemu służyć miało m. in. niewymienianie ich imion i nazwisk. Dość dobrze widać to we wspomnianym już opracowaniu z „Dziejów Olkusza”, szczególnie po sposobie potraktowania dwóch zbiorowych egzekucji, jakie miały miejsce w Olkuszu podczas hitlerowskiej okupacji2. Ale prawie podręcznikowym przykładem jest pod tym względem książka Jana Kantyki „Na jurajskim szlaku”3, zwłaszcza, że już sam autor był niejako gwarantem wizji historii „po linii Partii”4. W aneksie zatytułowanym „Straty w ludności cywilnej ziemi olkuskiej 1939-1945” znalazły się w książce Kantyki personalia znacznej większości z polskich ofiar okupacji – około 1,5 tysiąca nazwisk – z miejscowości położonych na terenie dawnego powiatu olkuskiego oraz informacja, że w zestawieniu pominięto ponad 15 tysięcy zamordowanych Żydów5. Wedle tej wizji historii, im nazwiska jakoś nie przysługiwały, wystarczyła liczba.

Chociaż skończył się PRL, to przez następne lata siłą inercji dalej dominowała w Olkuszu zaszczepiona przez jego propagandę wizja lokalnej historii w odniesieniu do wojennej martyrologii. Na dobrą sprawę to dopiero książka „Zagłada olkuskich Żydów” Krzysztofa Kocjana przerwała panującą tu zmowę milczenia wobec największej tragedii w dziejach miasta i stworzyła podstawy do przełamania dominacji zafałszowanego obrazu tej historii. O odmiennym od dotychczasowego podejściu do tematu świadczą m. in. słowa autora wypowiedziane podczas zorganizowanego w sali Urzędu Miasta spotkania promującego jego książkę, na które do Olkusza zawitał ambasador Izraela, prof. Szewach Weiss. Opowiadając o pracy nad tą książką, Kocjan podkreślał, iż najważniejsze było dla niego, aby wymordowani olkuscy Żydzi nie byli tylko widziani przez pryzmat suchych danych statystycznych, ale jako znani z nazwiska pojedynczy ludzie6.

Jeśli chodzi o przedstawienie historii zagłady tutejszej wspólnoty żydowskiej oraz pamięć olkuszan o wymordowanych współmieszkańcach, ukazanie się książki Kocjana jest niewątpliwie kamieniem milowym. Niedługo minie dziesięciolecie od tej edycji, zbliża się zarazem 70. rocznica likwidacji olkuskiego getta – warto więc choćby pobieżnie odnotować, co i jak się w tej sprawie zmieniło przez ostatnią dekadę.

Wkrótce po ukazaniu się „Zagłady olkuskich Żydów” rozgorzał w lokalnej prasie spór wokół projektowanej wówczas budowy na Starym Cmentarzu w Olkuszu pomnika ofiar hitlerowskich obozów7. Według początkowego założenia na pomniku tym miało być wyryte 180 nazwisk osób z terenu przedwojennego powiatu olkuskiego, które poniosły śmierć w nazistowskich obozach, z dodaniem zdania o tych, których nazwisk „nie udało się ustalić” oraz informacją, iż z tego terenu było takich ofiar ponad 15 tysięcy, w tym Żydzi. Obrazowym więc skrótem ujmując koncepcję tego pomnika – było to wykucie w kamieniu PRL-owskich stereotypów na temat okupacyjnej martyrologii (zdaje się zresztą, że wspomniany przeze mnie aneks z książki Kantyki był faktycznie inspiracją dla pomysłodawców pomnika). Po ukazaniu się „Zagłady olkuskich Żydów”, do Komitetu budowy pomnika zostały skierowane najpierw pytania, a potem zarzuty w sprawie pominięcia na pomniku nazwisk Żydów. Kocjan zamieścił bowiem w swojej książce kopię tzw. listy wysiedleńczej, przechowywanej aktualnie w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Jest to jedna z list sporządzonych przez hitlerowców podczas likwidacji getta w Olkuszu, na której znajdują się imiona, nazwiska i lata urodzenia ponad siedmiuset Żydów wywożonych stąd wówczas na śmierć. Nietrudno było zauważyć, że tylko jedna taka lista z jednej tylko miejscowości w powiecie, zawiera kilkakrotnie więcej nazwisk niż zamierzano umieścić na pomniku. Ale, ku zdziwieniu autorów tych uwag, okazało się, że dla budowniczych pomnika to żaden argument. Broniąc swojej koncepcji, posuwali się nawet do tak kuriozalnych pomysłów, żeby na pomniku umieścić nazwiska tylko tych osób, których zachowały się akty zgonu. A główny ideolog Komitetu, a zarazem autor napisów na pomnik, dr Adam Cyra z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (rodzinnie powiązany z Olkuszem), gdzie tylko mógł, deprecjonował w swoich wypowiedziach wartość opublikowanego przez Kocjana dokumentu.

Nie zamierzam relacjonować tu ówczesnego sporu. Kto ciekawy, niech zajrzy do dokumentacji zgromadzonej w książce „Olkusz: zagłada i pamięć”. Spór miał zresztą niewielki wpływ na kształt pomnika, którego uroczyste odsłonięcie odbyło się 12 czerwca 2005 r. (w dalszej części tej uroczystości, w Miejskim Ośrodku Kultury odbyła się też promocja wydanej jednocześnie książki Adama Cyry  „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”). Nie sposób jednak pominąć w tym opracowaniu wizji historii prezentowanej przez ten pomnik, zwłaszcza że – udzielając pozwolenia na postawienie pomnika, uczestnicząc w jego odsłonięciu i organizując pod nim później różne rocznicowe uroczystości – lokalne władze niejako podpisują się pod tą wizją i ją autoryzują (także w wymiarze edukacyjnym, bo przecież na uroczystości te sprowadzani są uczniowie z olkuskich szkół). Nasuwa się pytanie, czy nie jest to wizja zafałszowana, skoro taka leżała u początków projektu?

Niestety, pomnik zrealizowany w nieznacznym tylko stopniu różni się od pierwotnej jego koncepcji. Główną różnicę stanowi dodanie stu kilkudziesięciu nazwisk, gdyż ostatecznie na pięciu kamiennych tablicach pomnika wyryto ponad trzysta nazwisk ofiar hitlerowskich obozów i więzień (w tym kilkadziesiąt – ok. 20% – Żydów). Szóstą, najmniejszą, poświęcono – jak głosi napis – „pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu”. Aż chciałoby się dopowiedzieć intencję autorów: bezimiennych i niech tak już zostanie. Na pomniku nie zostało bowiem wyryte ani jedno nazwisko ze wspomnianej tu już „listy wysiedleńczej” z olkuskiego getta (ani też z zachowanej bardzo dokładnej dokumentacji osobowej likwidacji getta w Sławkowie8). Że nie wspomnę już o innych źródłach, np. dokumentacji z archiwum Instytutu Yad Vashem. Na tablicach pomnika umieszczono nazwiska tylko tych ofiar spośród Żydów z powiatu olkuskiego, którzy wcześniej trafili do obozowej bądź więziennej hitlerowskiej ewidencji. A i to skromnej ich części. Przykładowo: na pomniku znalazło się ledwie 19 nazwisk z 77 Żydów, których w swojej książce Adam Cyra zamieścił na liście tych, którzy zginęli w KL Auschwitz (większość z tej listy miała nawet wypisane przez hitlerowców akty zgonu!)9. Pamiętać trzeba przy tym, że jest to lista, na którą w swojej książce autor Żydów raczej niechętnie wpisywał, o czym świadczy np. fakt, iż Mordka Jakub Glajtman i Chaim Pinkus, więźniowie KL Auschwitz powieszeni 2 marca 1942 r. w Olkuszu, znaleźli się w książce Cyry na liście Żydów, „którzy przeżyli pobyt w obozach koncentracyjnych lub ich los jest nieznany”!10.

Do rangi symbolu zafałszowania historii, którego wyrazem jest ten pomnik, urasta fakt, że spośród ponad 3 tys. osób, jakie straciły życie w komorach Birkenau w wyniku akcji likwidacji olkuskiego getta, jedyną, której nazwisko znalazło się na pomniku jest... Polak, Leopold Jarno, dołączony jako psychicznie chory do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi zagazowany. W przeciwieństwie do Żydów, których nazwiska znalazły się na „liście wysiedleńczej”, na temat Jarny nie ma śladu w hitlerowskiej dokumentacji. Wedle kryteriów pana Cyry, nie przeszkadzało to jednak wcale, aby jego nazwisko znalazło się na pomniku, ich natomiast – nie. Ot, i metodologia dra Cyry.

Po licznych wypowiedziach pana Adama Cyry w kwestiach związanych z pomnikiem na Starym Cmentarzu, jest dla mnie aż nadto oczywistym, że dyskusja z nim na ten temat pozbawiona jest sensu. W związku jednak z faktem, że pod tym pomnikiem organizowane są czasem oficjalne  uroczystości z okazji rocznic historycznych wydarzeń, wypada w tym momencie postawić kilka pytań pod adresem przedstawicieli władz Olkusza i elit miasta. Czy – jak z tego by wynikało – podpisujecie się Państwo pod wizją regionalnej historii, której wyrazem jest ten pomnik, i czy taki jej obraz pragniecie przekazać następnym pokoleniom, skoro na uroczystości pod nim sprowadzana jest młodzież szkolna? Czy naprawdę w gronie osób decydujących o takich uroczystościach nie ma nikogo, kto potrafiłby ocenić, że w przypadku tego pomnika mamy do czynienia z reliktem minionej epoki fałszowania historii? Bo nie chodzi przecież tylko o sprawę potraktowania zagłady Żydów, chociaż na tym przykładzie jest to widoczne w sposób najbardziej jaskrawy. Również, gdy weźmiemy pod uwagę listę nazwisk Polaków, da się wszak na nim zauważyć symptomatyczne pominięcia i błędy. I to nawet w odniesieniu do tzw. sztandarowych postaci, osób, którymi Olkusz powinien się chlubić i o nich pamiętać. Tytułem przykładu można tu wskazać brak na pomniku nazwiska Antoniego Kocjana (konstruktora szybowców, w czasie wojny stojącego na czele komórki AK rozpracowującej niemiecką broń V1 i V2, w 1941 r. więźnia Auschwitz, w sierpniu 1944 r. rozstrzelanego na Pawiaku) i Jerzego Stamirowskiego (współtwórcy Komitetu Ratunkowego w Olkuszu podczas I wojny światowej, w latach 1918-1932 pierwszego w niepodległej Polsce starosty powiatu olkuskiego, w trakcie wojny działacza konspiracji warszawskiej, autora artykułów w prasie podziemnej, aresztowanego przez gestapo i rozstrzelanego na Pawiaku w maju 1943 r.), czy fakt, że ojciec Zbigniewa Makusza (legendy olkuskiego harcerstwa i kontrwywiadu AK) figuruje na pomniku (i w książce Cyry) jako Ryszard Makusek. Nie muszę tu chyba dodawać, że wymienione osoby nie były również hołubione przez PRL-owską historiografię (np. Antoni Kocjan w monografii „Dzieje Olkusza i regionu olkuskiego” nie został nawet wspomniany!).

Oczywiście, nie mam nic przeciwko temu, aby bliscy tych, którzy są wymienieni na pomniku, traktowali go jako symboliczny grób drogich ich sercu osób. Ale organizowanie pod nim oficjalnych uroczystości to jest jednak coś innego. A zwłaszcza nie powinno się pod nim organizować obchodów rocznicy likwidacji olkuskiego getta, bo w świetle koncepcji pomnika zakrawa to wręcz na kpinę z ofiar tej akcji.

Skoro już o obchodach rocznicy likwidacji getta mowa, to trzeba tu koniecznie odnotować zasadniczą pozytywną zmianę, jaka nastąpiła w ostatnim dziesięcioleciu. Oto bowiem od 2006 roku rocznica ta jest corocznie upamiętniana. I to na różne sposoby. Pierwszą była społeczna inicjatywa tzw. marszu pamięci. Od kilku lat,13 czerwca – w rocznicę pierwszego i najliczniejszego transportu olkuskich Żydów do Oświęcimia – marsz wyrusza ostatnią ich drogą po rodzinnym mieście, tzn. spod obecnego budynku Starostwa Powiatowego na dworzec kolejowy (ulicami: Szpitalną, Kościuszki, Nullo, Kazimierza Wielkiego). Chcemy11 symbolicznie przejść tę drogę wspólnie z zamordowanymi wówczas olkuszanami, niejako nawiązać z nimi (i znaczną częścią historii miasta, którą oni reprezentują) zerwaną nić wspólnoty. Chcemy też pójść pod prąd zaplanowanemu przez nazistów dziełu ich odczłowieczania, sprowadzenia do statystyki. To dlatego przy tej okazji na słupach ogłoszeniowych i tablicach w mieście rozwieszane są listy z imionami, nazwiskami, wiekiem i adresem pomordowanych, a także powiększone kopie zdjęć z czasu likwidacji olkuskiego getta. Ofiary są ważne jako konkretni ludzie mający twarz, imię, nazwisko12.
Od tegoż 2006 roku rocznica ta obchodzona jest również oficjalnie, z udziałem lokalnych władz. Za pierwszym razem wspomnienie likwidacji olkuskiego getta dołączono do corocznych obchodów rocznicy tzw. krwawej środy z 31 lipca 1940 roku. W następnych latach upamiętniano likwidację getta już zgodnie z czasem wydarzenia, w połowie czerwca. Z reguły było to krótkie przemówienie i złożenie przez przedstawicieli lokalnych władz wieńców pod którymś z pomników związanych z II wojną światową.

Warto też dodać, że w ostatnich latach obchodom upamiętniającym rocznicę likwidacji getta towarzyszyło w mieście zazwyczaj jakieś wydarzenie o charakterze edukacyjnym (prelekcja, wystawa, spotkanie) poświęcone tematyce związanej z Zagładą. Z okazji zaś 65. rocznicy likwidacji getta ukazały się dwie osobne publikacje13.

Wiele wskazuje więc na to, że w ciągu ostatniej dekady dokonała się w Olkuszu zasadnicza zmiana w odniesieniu do pamięci o najtragiczniejszym wydarzeniu w jego dziejach – po kilkudziesięciu latach przemilczania zagłady miejscowej społeczności żydowskiej, ukazała się solidna publikacja historyczna na ten temat, naucza się o tym w miejscowych szkołach, a obchody rocznicy hitlerowskiego mordu weszły zdaje się już na trwałe do olkuskiego tzw. kalendarza wydarzeń. Normalniejemy. Wcześniej chcąc nie chcąc żyliśmy w świecie rasistowskiego podziału na ofiary warte i niewarte upamiętnienia, co dobitnie ukazywała dysproporcja w upamiętnianiu takich okupacyjnych wydarzeń jak „krwawa środa” i likwidacja getta.

Stan obecny – zwłaszcza w porównaniu z tym, co było wcześniej – to oczywiście ogromny postęp i trzeba to docenić. Trudno jednak być z niego całkiem zadowolonym. Przede wszystkim rzuca się w oczy fakt, że dalej nie ma pomnika, ani nawet tablicy upamiętniającej najtragiczniejsze wydarzenie w historii miasta (pod tym względem wciąż miażdżąca jest dysproporcja w stosunku do „krwawej środy”). A pytają o nie zarówno odwiedzający Olkusz bliscy ofiar zagłady, jak nawet postronne osoby zainteresowane sposobem upamiętniania w mieście jego historii. Brak takiego miejsca negatywnie zresztą odbija się też na rocznicowych obchodach oficjalnych z udziałem lokalnych władz. Odnosi się bowiem wrażenie, jakby ich organizatorzy trochę na „chybił-trafił” wybierali ich lokalizację. Niestety, chybionym jest organizowanie uroczystości rocznicowych związanych z likwidacją miejscowego getta pod pomnikiem na Starym Cmentarzu. Fakt, iż takie uroczystości zdarza się olkuskim władzom właśnie tam lokalizować jest świadectwem, że ich organizatorzy niezbyt się przejmują tym, czy forma w jakiej to robią, może ranić uczucia bliskich ofiar wydarzenia, które się upamiętnia (oprócz wskazanych tu już krytycznych uwag na temat tego pomnika, pamiętać też należy, że jest to teren cmentarza katolickiego, a ofiary katolikami nie były). Lepszym, choć dalekim od ideału pomysłem była organizacja tych obchodów pod pomnikiem na rynku (który to pomnik został w zeszłym roku z rynku usunięty w związku z tzw. rewitalizacją). Tylko, czy naprawdę trzeba działać w myśl zasady, że „na bezrybiu i rak ryba”? Czy nie można wreszcie urządzić odpowiedniego miejsca przypominającego najtragiczniejsze w historii miasta wydarzenie? Przecież to wstyd, że przez 70 lat  takie miejsce pamięci w Olkuszu nie powstało! Zwykle, kiedy się tą kwestię podejmuje, w odpowiedzi słychać o trudnej sytuacji finansowej miasta. Ale w świetle wkładu społeczności żydowskiej w historię Olkusza na przestrzeni wieków, czy choćby wobec majątku, jaki tu po ofiarach hitlerowskiego mordu pozostał i z którego przez 70 lat miasto i olkuszanie korzystali i dalej korzystają, wymawianie się względami finansowymi w takiej sprawie jest postawą po prostu niegodną!

W czerwcu tego roku minie 70 lat od wydarzenia, w trakcie którego ponad 3 tysiące mieszkańców Olkusza straciło życie. To dobra okazja, żeby przynajmniej odsłonić jakąś pamiątkową tablicę. Powinna ona być wmurowana w ścianę gmachu obecnego Starostwa Powiatowego (tam byli stłoczeni przed wywózką), bądź dawnego budynku gimnazjum przy ul. Nullo (na placu gimnazjalnym odbywała się selekcja), bądź też na dworcu kolejowym14. Byłby to dobry akcent na zakończenie dekady, której w zakresie leczenia olkuskiej pamięci trzeba wystawić w sumie dość pozytywną ocenę. A może przy okazji „okrągłej”, 70. rocznicy tego wydarzenia dobrze byłoby też połączyć dwie dotychczasowe formy jego obchodów i np. odsłonić tablicę upamiętniającą likwidację getta na początku lub na końcu „marszu pamięci”?

Ireneusz Cieślik

Bibliografia

Cieślik Ireneusz, Egzekucja 1942, „Ziemia Olkuska” nr 2/2008, s. 16-17.
Cyra Adam, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim – Olkusz 2005.
Cyra Adam, Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu - czerwiec 2007 r., Oświęcim - Olkusz 2007.
Dzieje Olkusza i regionu olkuskiego, pr. zb. pod red. F. Kiryka i R. Kołodziejczyka, t. I-II, Warszawa-Kraków 1978.
Kantyka Jan, Na jurajskim szlaku. Z dziejów walk z okupantem hitlerowskim na ziemi olkuskiej, Katowice 1977.
Karabin Ewa, Odzyskane imiona, strona internetowa: guardiansofmemory.com/olkusz.
Kocjan Krzysztof, Zagłada olkuskich Żydów, Olkusz 2002.
Kocjan Krzysztof, Zagłada sławkowskich Żydów, „Ilcusiana” nr 4 (maj 2011), s. 71-133.
Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów, red. Ireneusz Cieślik, Olgerd Dziechciarz, Krzysztof Kocjan, Olkusz 2007.


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.