Niesułowice
Wojna odciska swoje piętno na wielu aspektach życia człowieka. Nie omija także bezbronnych, w tym dzieci. Ziemie polskie w czasie I wojny światowej były areną zmagań zwaśnionych mocarstw. Zgodnie ze spisem powszechnym z 1921 r. ponad 1,5 mln dzieci do 16. roku życia stanowiły sieroty lub półsieroty (15% wszystkich dzieci w II RP). Większość straciła jedno z rodziców, zazwyczaj ojca, często jedynego żywiciela rodziny. Nie inaczej było na ziemi olkuskiej, na terenie której przebywało 8520 sierot i półsierot, z czego zdecydowana większość z terenów wiejskich. Było to ok. 14% dzieci w powiecie.
Problem ten dostrzegli działacze powstałego w 1916 r. Powiatowego Komitetu Ratunkowego w Olkuszu z inż. Antonim Minkiewiczem na czele. W tym samym roku powołali oni do życia Przytułek dla dzieci w Ojcowie (nazywany również schroniskiem), który prowadził ks. Władysław Zygmunt Pawłowski (1879–1942). Utrzymywał się z dotacji Komitetu Ratunkowego, a także ofiar mieszkańców powiatu zarówno pieniężnych, jak i przekazywanych w naturze (jaja, mleko, chleb, kurczęta). Utworzono również Komitet Opieki nad Przytułkiem, z ks. Stanisławem Raczkowskim na czele. W 1918 r. placówkę przeniesiono do Olkusza. Opiekę nad nią sprawowała Emilia Minkiewicz, a następnie Zofia Okrajni, która pozostała na tym stanowisku do końca jej funkcjonowania.
Prawdopodobnie po zakończeniu działań wojennych przytułek został przeniesiony do Niesułowic, gdzie ok. 70 podopiecznych ulokowano w dawnej komorze celnej (istniała tam od lat 30. XIX w.): „Dzieci biednych, sierot z powiatu oraz dzieci chorych, żebrzących, pozostających bez opieki […]”. Budynek pozostawiał wiele do życzenia i przez cały okres istnienia placówki wymagał wielu remontów. Początkowo lokal składał się z czterech pokoi z kuchnią i spiżarnią w oddzielnym budynku. Na wyposażeniu było 50 łóżek drewnianych, 4 stoły, 6 ławek, 2 szafy, 1 maszyna do szycia oraz niewielka liczba ubrań i bielizny. Kadrę stanowili: administratorka, wychowawczyni, kucharki, praczki, pomocnicy i stróż. W wyniku likwidacji Komitetu Ratunkowego sierociniec w 1921 r. stał się jednostką zarządzaną przez olkuski samorząd powiatowy.
W ciągu kolejnych lat ośrodek poszerzono do 14 pomieszczeń, na które składały się sypialnie dla dziewcząt i chłopców, „umywalnia”, pokój do izolowania chorych z apteczką, jadalnia, szatnia, pomieszczenia dla administratorki i wychowawczyń, a także do celów zajęć praktycznych i gimnastyki. Kuchnię z pralnią pozostawiono w osobnym budynku. Z czasem wymieniono łóżka na metalowe, zakupiono też krzesła, stoliki i ławki dopasowane do wzrostu dzieci. W zakładzie działała biblioteka licząca ponad 300 książek, prenumerowano czasopisma „Płomyk” i „Płomyczek”, sprowadzono radio, zakupiono także piłki do siatkówki, futbolu, a także saneczki.
Do placówki przyjmowano głównie sieroty i półsieroty w wieku od 3 do 14 lat. W latach 1920–1935 na jej utrzymaniu było od 38 do 62 dzieci rocznie (średnio 52 osoby). Najwięcej pochodziło z Olkusza i Bolesławia (w 1930 r. to ponad 50%). Należy zauważyć, że nie wszystkie z nich przebywały na stałe w Niesułowicach. Niektóre ze względu na stan zdrowia zostały umieszczone w specjalistycznych szpitalach bądź ośrodkach wychowawczych (np. w Herbach), inne kontynuowały naukę w szkołach zawodowych lub średnich. Wychowankowie uczęszczali do przedszkola, a po ukończeniu 6. roku życia także do szkoły powszechnej. Ponadto organizowano zajęcia praktyczne w postaci wyrobu guzików nicianych i słomianych mat, figurek z drewna oraz suszenia ziół leczniczych. Zakupiono narzędzia introligatorskie, które powierzono starszym chłopcom do oprawy książek. W zakładzie pracował również szewc szkolący wychowanków w zakresie reperacji obuwia, z kolei dziewczęta uczyły się szycia, haftu i innych robót ręcznych zarówno na potrzeby ośrodka, jak i na sprzedaż. Przy placówce powołano drużynę harcerską. Urządzano uroczystości o charakterze patriotycznym (np. obchody świąt państwowych) i religijnym (np. jasełka lub święcenie pokarmów). Dzieci zabierano też na wycieczki turystyczne m.in. do Krakowa i Ojcowa.
Na przestrzeni lat w ośrodku pracowało wiele wychowawczyń: Adela Wojtasiewicz, Helena Krawiec, Stanisława Lipińska, Irena Wiśnicka, Bronisława Michałowicz i Natalia Barczyńska. Administratorką była Janina Wójtowicz, a plastyki i gimnastyki uczyła Elżbieta Ziegler. Posiłki serwowano 4 razy dziennie, o 1 więcej otrzymywały małe i słabsze dzieci: „Śniadanie […] herbata z mlekiem lub kawa zbożowa, raz na tydzień kakao, i chleb z masłem, obiad – zupa na mięsie lub słonina i jarzyna, kluski lub kasza ze słoniną […]”. Nad zdrowiem podopiecznych czuwali lekarze powiatowi. Co warte podkreślenia, śmiertelność była na niskim poziomie. W latach 1920–1930 zmarło 3 wychowanków (powodem był tyfus i wady serca), nie licząc 1921 r., kiedy to epidemia czerwonki zabrała 7 dzieci. W 1931 roku pisano: „Wygląd dzieci – zadowalający, wesołe, ruchliwe […]”.
Celem kadry zakładu była samodzielność wychowanków w dorosłym życiu. Realizowano to na różne sposoby. Podopieczni kończyli np. szkoły rolnicze w Witowie, Imbramowicach i Trzyciążu czy szkołę rzemieślniczo-przemysłową w Olkuszu. Kierowano ich również do rzemiosła lub placówki ojców salezjanów w Krakowie. W ówczesnym rozumieniu cel ten osiągano również poprzez wydanie podopiecznej za mąż.
Choć wysuwano propozycje rozbudowy zakładu mieszczącego setkę dzieci lub utworzenia żłobka, o jego dalszym funkcjonowaniu przesądziły kwestie finansowe. W marcu 1935 roku, po 19 latach działalności placówka została zlikwidowana ze względu na wysokie koszty utrzymania. Dzieci trafiły pod opiekę swoich rodzin lub rodzin zastępczych, a na ich wychowanie i opiekę władze powiatu łożyły władze powiatu od 12 do 30 zł miesięcznie. Otwartym pozostaje pytanie o losy wychowanków, jest to jednak temat na osobny artykuł.
Mateusz Radomski















