Jak bardzo może się nudzić młodzież i co z tego wynika, zwłaszcza gdy nudę „zalewają” alkoholem, widać w Olkuszu niemal na każdym kroku. Strażnicy miejscy i policjanci notują w każdym tygodniu co najmniej kilka przypadków wandalizmu.
Młodzi ludzie przewracają kosze na śmieci, skaczą po ławkach, deptają trawniki – wymienia pani Bożena, mieszkanka jednego z bloków przy ulicy Sławkowskiej. Nieraz próbowała zwrócić uwagę nastolatkom, w odpowiedzi zazwyczaj słyszała wulgaryzmy. – Czasem strach się odezwać – mówi. Dlatego postanowiła nie interweniować, gdy grupa nastolatków obległa plac zabaw w parku, gdzie codziennie chodzi z wnukiem. Pięciu chłopaków w wieku około 16. lat najpierw zabawiało się, skacząc z mocno rozpędzonej karuzeli, potem sprawdzali, ilu z nich zmieści się jednocześnie na malutkiej huśtawce sprężynowej. Nastolatkowie nie reagowali na uwagi rodziców, których dzieci nie mogły się doczekać na  skorzystanie z zabawek. Przestraszyli się dopiero fotoreportera „PO”.
– Takie przypadki są nagminne – twierdzi Milena Nowak, która często przychodzi z synkiem na plac zabaw na osiedlu Pakuska. – Jeszcze gorzej, gdy ławki obsiadają amatorzy trunków wyskokowych. Po kilku godzinach są zazwyczaj kompletnie pijani. I na to wszystko muszą patrzeć dzieci – denerwuje się kobieta.
O ile z pijaczkami szybko może rozprawić się policja czy straż miejska, o tyle niemal dorosłym amatorom placów zabaw nic nie można zrobić.
– Nie ma przepisu, który zabraniałby dorosłym korzystania z huśtawek czy ślizgawek – rozkłada ręce Jacek Węglarz, zastępca komendanta olkuskich strażników. Mundurowi, owszem, mogą ukarać, ale tylko wtedy gdy zabawka zostanie zepsuta przez niewłaściwe użytkowanie.
Nawet jeśli sprawcę zniszczenia mienia uda się ustalić i zatrzymać, rzadko ponosi on konsekwencje. Kara jest niewielka lub wręcz żadna z uwagi na… niską szkodliwość społeczną czynu.
Tymczasem przykłady niszczenia mienia czy wręcz wandalizmu można mnożyć. Wystarczy przypomnieć zdarzenia z minionego tygodnia. W rynku cztery osoby  postanowiły wyżyć się na donicach z kwiatami i ławkach. Dwa ciężkie pojemniki z ziemią udało im się nawet przewrócić, jeden pękł. W tym przypadku sprawców zatrzymali policjanci i strażnicy miejscy. Dwóch nastolatków oraz 20-letnia kobieta i jej o rok starszy kompan staną wkrótce przed sądem.
Dzień później w ręce mundurowych wpadło dwóch 17-letnich chłopców, którzy wybili szybę wystawową w sklepie spożywczym przy ulicy Króla Kazimierza Wielkiego. To tylko dwa spośród licznych przykładów bezmyślnego niszczenia mienia publicznego i prywatnego. Najczęściej straty ponoszą magistraty i instytucje publiczne. To one płacą za naprawy przystanków, znaków drogowych, ławek, słupków, koszy na śmieci i zdeptanych zieleńców. Jeśli uda się ustalić sprawców zniszczeń, bardzo rzadko udaje się wyegzekwować od nich zwrot kosztów. Nawet wtedy sprawa nie jest pewna. Przypomnijmy fontannę, którą ustawiono w parku przy ulicy Sławkowskiej. Konstrukcja wytrzymała jeden dzień. Nocą ktoś nasypał do niej proszku do prania, kilka dni później nastolatek, huśtając się na niej, odłamał spory kawał misy, w której gromadziła się woda. Fontanna od dawna jest nieczynna, a wandale nadal nie próżnują. Zaledwie kilka dni temu chyba jakiś amator sportów ekstremalnych skakał po konstrukcji rowerem i znów odłamał się jej spory kawałek. Magistrat ma wkrótce naprawić jedyny w mieście wodotrysk. Pozostaje tylko pytanie: jak długo mieszkańcy będą się nim cieszyć?
Alicja Renkiewicz

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o