
Nowy starosta bardzo wziął sobie do serca powiedzenie, że przykład idzie z góry. Wyboru na ten urząd nie spodziewał się. Chce prowadzić politykę dialogu i jak najszybciej poprawić wizerunek Starostwa. Pojawi się kilka autorskich pomysłów, a pracownicy mogą liczyć na podwyżki. Mówi, że zrobi wszystko, żeby Starostwo kojarzyło się wszystkim dobrze, a mieszkańcy oceniali go przez pryzmat udanych inwestycji. O konkretach na razie nie chce mówić, bo twierdzi, że najpierw musi dokładnie przyjrzeć się zastanej sytuacji. Ze starostą powiatu olkuskiego - Jerzym Kwaśniewskim - rozmawia Emilia Kotnis-Górka.
EKG: Panie starosto, na samym początku chciałam Panu pogratulować.
JK: Dziękuję serdecznie.
Musi Pan przyznać, że do tej pory nieszczególnie dbał Pan o to, żeby zaznaczać swoją obecność w opinii publicznej. Doskonale znają Pana na pewno mieszkańcy Gorenic, ale pozostali być może trochę mniej. I stąd moje pierwsze pytanie. Co robił Jerzy Kwaśniewski zanim został starostą?
Nie jest tak do końca prawdą, że nie wszyscy mnie znają. Byłem przez dwie kadencje radnym, a to jest już moja trzecia kadencja. Poprzednio, 30 lat, pracowałem w firmie Budostal 2 Kraków. W przyszłym roku będę obchodził jubileusz 40-lecia pracy. W tej firmie byłem kierownikiem zespołu do spraw logistyki. Poza tym działałem samorządowo i społecznie, na rzecz swojej miejscowości. Ale nie tylko, bo przecież droga, która prowadzi do Krzeszowic, służy całemu powiatowi.
Nowego przywódcę zawsze pyta się o wizję. Jaki Pan ma pomysł na najbliższe cztery lata i czy będzie to kontynuacja polityki byłego starosty Leszka Konarskiego, czy być może będą jakieś zmiany?
Trudno mówić o wizji, nie znając jeszcze budżetu, nad którym pracujemy, a który był przygotowany przez mojego poprzednika. Trudno mówić o wizji, jeśli się nie wie, jakie będą środki pomocowe. Powiat nie jest w stanie sprostać inwestycjom sam. Musi mieć pomoc z gmin, a burmistrzowie i wójtowie również muszą się oprzeć najpierw na swoim budżecie. Co do kontynuacji, to nie jestem sterowany przez pana Konarskiego. Jestem osobą samodzielną i to, co mój poprzednik robił dobrze, będę kontynuował. Natomiast będę miał też swoje nowe pomysły.
Musi Pan przyznać, że koalicja, jaka utworzyła się w powiecie, jest dosyć ciekawa. Zastanawiające jest to, czy będzie to sprzyjało dyskusji, i czy przypadkiem wyraźna różnica zdań w konkretnych kwestiach nie będzie przeszkadzała w pracy.
Myślę, że z koalicjantem i poszczególnymi radnymi, którzy zasiadają w Radzie, a nie są w koalicji, współpraca będzie układała się dobrze. Napawa to taką nadzieją, bo wszyscy radni głosowali za moją kandydaturą. Mam nadzieję, że będzie współpraca i uda mi się ją stworzyć.
Starosta to również mediator i pośrednik między różnymi organizacjami i strukturami w powiecie. Na pewno konieczna będzie dobra współpraca z burmistrzami i wójtami. Akurat złożyło się tak, że żaden z nich nie startował z tego samego komitetu wyborczego co Pan. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie?
Dla mnie żadnego. Pragnę podkreślić, że w życiu nie należałem do żadnej partii politycznej. Tu jest samorząd i myślę, że w samorządzie gminnym i powiatowym nie powinno być miejsca na dyskusje partyjne. Powinniśmy się merytorycznie skupić na pracy dla tego powiatu, a nie dla swoich liderów partyjnych. A co do współpracy z tymi, którzy są związani z poszczególnymi ugrupowaniami partyjnymi – ja tych ludzi znam, pracowałem z nimi w poprzednich Radach, a dzisiaj są burmistrzami i wójtami. Deklarowali mi, że będziemy współpracować.
Docierają do nas również sygnały, że atmosfera w Starostwie nie do końca sprzyja spokojnej pracy. Pan jako starosta jest również niejako szefem tego urzędu. Chciałam zapytać, czego pracownicy mogą się spodziewać po swoim nowym szefie. Czy ma Pan w planach podwyżki dla pracowników? Jak wiemy, Pan na dobry początek sam zrezygnował z części swojego wynagrodzenia.
Jeżeli tak jest, że ta atmosfera nie jest idealna, to na pewno będę dążył do tego, żeby była diametralna poprawa. O staroście i o urzędzie decydują pracownicy. To oni spędzają tutaj więcej niż jedną trzecią swojego życia i jak przychodzą do pracy, to powinni czuć się swobodnie i nie mieć obawy, że ktoś ich będzie piętnował o byle co. Oni też muszą mieć jakąś swoją inwencję. To jest potrzebne również dla dyrektorów, żeby nie zaprzątali sobie błahymi sprawami głowy. Będę rozmawiał z poszczególnymi dyrektorami wydziałów, a potem jednostek organizacyjnych. Będę chciał wiedzieć, czego dyrektorzy ode mnie oczekują i co należałoby zmienić. Również zapoznam ich ze swoimi sugestiami, co mi się nie podoba i co chciałbym zmienić już w niedalekiej przyszłości. Bo to jest taki mechanizm, który ma się zazębiać. Jeden z drugim ma współpracować, a nie przeszkadzać sobie nawzajem. I myślę, że dzięki temu ta poprawa będzie.
Zmiana władzy to rotacja na stanowiskach. Czy szykują się jakieś bardzo konkretne zmiany?
Tu nie będzie jakiś wielkich zmian. Oczywiście, postaram się prześledzić zatrudnienie w każdym dziale. Wiem, że pracownicy mało zarabiają. Na przykładzie firmy, w której kiedyś pracowałem, mogę powiedzieć, że jeśli chcemy poprawy, to musimy ją sobie sami wypracować. Jaki jest fundusz płac, to wiemy. Płace są małe. Natomiast co do ilości zatrudnionych, to bym miał tutaj wątpliwości. Fundusz płac jest bardzo dużym obciążeniem dla starostwa, dlatego należy się spodziewać, że będzie jakieś przewietrzenie. Nie w sensie jakiś dużych zwolnień, ale osoby, które na przykład mają oczekiwaną i zasłużoną emeryturę, będą mogły sobie odpocząć.
Mieszkańcy oceniają swoje władze wcale nie przez pryzmat tego, jak prezentują się na oficjalnych uroczystościach, ale przede wszystkim przez pryzmat bardzo konkretnych inwestycji. Czy może Pan już w tym momencie powiedzieć, jakie inwestycje czekają nas w najbliższym czasie?
Tak jak już powiedziałem, trudno składać deklaracje dzisiaj. My musimy zakończyć te inwestycje, które mamy z lat ubiegłych, czyli mówimy o „zedermance” i „bydlince”. Są to trudne jeszcze tematy. Ale myślę, że jeśli będą jakiekolwiek okazje do skorzystania ze wsparcia marszałka czy wojewody w ramach jakiejkolwiek unijnej pomocy, to będziemy chcieli z nich skorzystać. Zadłużenie powiatu nie jest bardzo duże. Inne powiaty mają dużo większe zadłużenie z tego tytułu, że wykorzystywały środki pomocowe. Mówię tu przede wszystkim o" schetynówkach", ale też o innych środkach. Powiat olkuski nie do końca je wykorzystał. I tutaj nadmienię, że chcę poprawić sytuację w zamówieniach publicznych, żebyśmy mogli więcej tych środków otrzymywać.
Bardzo serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.
Ja również dziękuję bardzo serdecznie.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|












Komentarze
Niestety, poza sympatią pan Starosta nie przekazał niczego.
Żadnego programu, pomysłu na siebie i na powiat. Żadnej analizy: jakie szanse, jakie zagrożenia.
A opowiadanie, że Jego program wyłoni się z przygotowanego przez Konarskiego budżetu na 2011 to już totalna groteska.
Też mam wrażenie, że nawet swoi-Wspólnotowcy nie bardzo Mu pomagają i traktują jako rozwiązanie tymczasowe.
Nie dziwi więc bardzo brak programu u pana Starosty, bo może się biedaczyna nie spodziewał, że każą mu być Starostą.
Tymczasem.... Szkoda Polski!
zajmijcie sie wypowiedziami Starosty, jego programem i pytaniami np: czy nie jest przedłużeniem Konarskiego, czy Klichowa zwróciła 15 tys. zł, czy dalej 100 tys. bedzie płynać do Szczecina na doradztwo, czy oszczędność na lekach (czyim kosztem) 2009 - 2,5 mln, 2010 - 1,2 mln dalej bedzie tolerowana, inwestycjami (na kredyt) na ZOZ Olkusz w 2008-2009 które ma spłacać POwiat Olkuski a nie Nowy Szpital, itd. - to tylko część pytań istotnych a nie czy dziennikarka jest postlewicowa, czy postsolidarnosc iowa. czy ktoś kocha Orkisza czy nie. Ktoś chce zmienic kierunek dyskusji. Pan Starosta powinien mieć kilka trudnych pytań i musi na nie odpowiedzieć KONKRETNIE.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.