Przez dwa lata grupa mieszkańców z terenu powiatu olkuskiego zdobywała pieniądze z wyłudzania kredytów bankowych i pożyczek. Łącznie wyłudzili 355 tysięcy złotych. Proceder wyszedł na jaw i 13 osób już usłyszało łącznie 62 zarzuty prokuratorskie w związku z poświadczaniem nieprawdy w dokumentach oraz z oszustwami. Nie jest to pierwsza tego typu sprawa, bo w ostatnich latach tego typu przestępstwa są prawdziwą plagą.

Oszustwo wyszło na jaw, kiedy olkuski oddział jednego z większych polskich banków zorientował się, że trzy przedłożone przez klientów zaświadczenia o zatrudnieniu są fikcyjne. Policja dotarła do nieuczciwego przedsiębiorcy, który je wystawił. Policjanci ustalili, że łącznie takich fałszywych dokumentów wydano więcej – 12 osobom. Wszyscy zainteresowani na ich podstawie wyłudzali kredyty, szybkie pożyczki, abonamenty w jednej z sieci komórkowych i zakupy na raty. Łącznie poszkodowanych jest 11 instytucji – w tym banki i parabanki. Każda z nich poniosła straty na kwotę od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

– Sprawą, pod nadzorem prokuratury, zajmowali się policjanci z Referatu Do Walki z Korupcją i Przestępczością Gospodarczą Komendy Powiatowej Policji w Olkuszu. Proceder ten odbywał się w latach 2009 – 2011. Mechanizm oszustwa wyglądał w ten sposób, że osoby, które zaciągały kredyty oraz pożyczki gotówkowe „wyposażano” w fikcyjne zaświadczenia o zatrudnieniu. Zaświadczenia były wystawiane bądź przez rzeczywistego przedsiębiorcę, który tych osób w ogóle nie zatrudniał lub były one podrabiane przez osoby, które współdziałały w oszustwie – tłumaczy nadkom. Agnieszka Fryben z olkuskiej Komendy Powiatowej Policji. Podejrzewani o popełnienie tych przestępstw wyłudzali nie tylko pieniądze, ale również skutery, piły mechaniczne, kosiarki do trawy, telefony komórkowe i inny sprzęt kupowany na raty. Straty spowodowane tą przestępczą działalnością wyniosły ponad 355 tysięcy złotych. – Większość z podejrzanych przyznała się do zarzucanych im czynów i wyraziła chęć dobrowolnego poddania się karze. Za popełnione przestępstwa sprawcom grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 – dodaje nadkom. Fryben.

Prokurator rejonowy Wiesław Zięba informuje, że ta sprawa jest jedną z większych w ostatnim czasie, ale nie jedyną tego typu. Jak się okazuje, takie kłamstwo ma krótkie nogi, bo wcześniej czy później osoby muszą odpowiedzieć za wyłudzenie. – W ostatnich latach takich spraw zgłaszano do nas dziesiątki. Informacje o podejrzeniu przestępstwa pochodzą od banków, często na trop wpada policja. Przeważnie tego typu oszustwa wychodzą na jaw po kilku latach, bo ktoś nie spłaca kredytu i bank zaczyna się nim interesować. Podrobione zaświadczenia od pracodawców służą do wyłudzania kredytów bankowych na konkretną sumę pieniędzy lub są potrzebne do zakupów ratalnych – tłumaczy Wiesław Zięba, olkuski prokurator rejonowy.

Zapytaliśmy jednego z olkuskich doradców finansowych, jak to w ogóle jest możliwe, że bank czy firma udzielająca pożyczek na samym początku nie weryfikuje takich podstawowych informacji, tylko od razu godzi się na kredyt. – Konkurencja na rynku finansowym jest bardzo duża, o czym świadczy choćby duża ilość oddziałów bankowych w samym Olkuszu. Banki starają się maksymalnie upraszczać procedury związane z udzielaniem kredytów. Podejrzewam, że kwoty, na jakie udzielono tych kredytów nie były duże, w związku z czym bank nie zdecydował się na weryfikację kontrahenta. Nie jest to usprawiedliwienie, bo takie sytuacje osłabiają w ogólnym rozrachunku zaufanie do instytucji bankowych. Firmy specjalizujące się w udzielaniu szybkich pożyczek na małe kwoty również maksymalnie upraszczają procedury. Myślę jednak, że oszustwo, jakie może się przytrafić, jest wliczone w ryzyko i taka polityka tych instytucji musi się mimo wszystko opłacać. Jak widać, jest to zachętą dla drobnych oszustów, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak łatwo takie przestępstwo wykryć – tłumaczy „Przeglądowi” olkuski finansista.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o