Czy zachowały się jakieś ślady dawnych epidemii, które dotknęły nasz region? Tak, są takie: np. w Olkuszu, na Zagajach, był kiedyś cmentarz choleryczny. Podobna nekropolia znajdowała się też pod lasem na Pomorzanach. Co ciekawe, nazwa tej obecnej dzielnicy Olkusza bywa utożsamiana z pomorem, czyli zarazą, aczkolwiek historycy utrzymują, że jednak pochodzi ona od wziętych do niewoli mieszkańców Pomorza, którzy trafili tu w okresie panowania Bolesława Krzywoustego. Cmentarze choleryczne znamy też m.in. z okolic Ojcowa, choć dziś pozostały po nich na ogół tylko nazwy miejscowe. Być może taki cmentarz znajdował się też w miejscu, gdzie dziś wznosi się kapliczka pw. św. Stanisława w lesie pod Żuradą – wskazywać by na to miały dawne przekazy, że wznosi się ona na kopcu usypanym z pozostałości po jakimś cmentarzu. Na możliwość, że był to cmentarz ofiar jakiejś epidemii może wskazywać również znaczne oddalenie tego miejsca od skupisk ludzkich.      

W szaleństwie, jakiego jesteśmy świadkiem, nie pozostaje nam nic innego, jak próbować opanować emocje, uspokoić się, a żeby ten chwalebny stan osiągnąć najlepiej sięgnąć po dzieła opisujące jak ludzie zachowywali się w podobnej sytuacji w przeszłości, gdy – uwierzcie drodzy Państwo – mieli zdecydowanie mniejsze szanse na przeżycie, a mimo to przetrwali. Sięgnąłem zatem po „Dekameron” Boccaccia, dzieło powstałe ok. w 1350 roku we Florencji, które to miast przeżywało podówczas kolejną zarazę morową. Dżuma rozprzestrzeniała się wtedy po Europie w tempie nieporównywalnie mniejszym, niż dziś koronowirus, za to ze skutkami dużo posępniejszymi, wszak umarło wówczas kilkadziesiąt milionów mieszkańców Europy. Ubocznym skutkiem zarazy było rzeczone dzieło Boccaccia, czyli spisane opowieści grupki uciekinierów z Florencji, którzy w oczekiwaniem  na koniec pomoru, znudzeni, opowiadają sobie różne, na ogół pikantne historie: „Ilekroć, miłe damy, pomyślę o wrodzonym wam współczuciu, zaraz wystawiam sobie, że dzieło niniejsze będzie miało dla was smutny i przykry początek. Zaczyna się ono bowiem od wspomnienia morowej zarazy, strasznej i żałosnej dla każdego, kto był jej świadkiem albo też  jakimkolwiek sposobem o niej uznał. Nie chciałbym jednak, abyście przeraziły się, nim czytać poczniecie, i pomyślały, że przez cały czas czytania płakać i wzdychać będziecie. Niechajże ów smutny początek będzie dla was tym samym, czym dla wędrowców stroma i spadzista góra, za którą skrywa się miła i piękna równina. Im trudniejsze było wejście i zejście, tym słodsze jest późniejsze odetchnienie”. 

Triumf śmierci czyli dżuma, rysunek z epoki.

Morowe powietrze. Wg dziejopisa Jana Długosza morowe powietrze panowało na ziemiach polskich wielokrotnie, m.in. na pocz. XI wieku (lata: 1303, 1306), w końcu XII w. (1186), a także na pocz. XIII w. (kilka fal od 125 do 1228 r.) i w I poł. XIVI w. (również kilkakrotnie od 1301 do 1319 r.). Nie wiemy na ogół czego to były wirusy – dżumy, cholery, tyfusu czy ospy. Wiemy tylko, że był to posępny czas i że zmarło wielu ludzi. Za to wiemy dokładnie, że po najazdach tatarskich pojawił się na naszych ziemiach w II poł. XIII w. trąd. Wspomniana już tzw. czarna śmierć, czyli dżuma z połowy XIV w. dotarła – ponoć via Węgry – i do ówczesnego Królestwa Polski. Dżuma to choroba zakaźna małych ssaków, najczęściej szczurów, która przenosi się na człowieka przez pchły zainfekowane poprzez kąsanie zarażonych gryzoni. Dżuma, ze względu na objawy, zwana też bywa gorączką krwotoczną;  przenosiła się także przez kontakt z osobą zapowietrzoną, przez dotyk, a także metodą kropelkową. Choroba w Krakowie, gdzie pojawiła się w 1360 r., zabiła ok. 1/3 z 15 tyś. mieszkańców stołecznego miasta. Teraz wirus groźny jest przede wszystkim dla osób starszych, wtedy umierali głównie biedni, którzy żyli w skrajnie niehigienicznych warunkach, a poza tym nie mogli uciec z zadżumionego miasta.  W ostatnich latach XV wieku pojawiła się w Polsce ciężka choroba weneryczna – kiła, którą miała przywlec z pielgrzymki do Włoch pewna pobożna niewiasta (tę historię znamy z dzieła Macieja Miechowity i ze scenki wystawianej w kabarecie Piwnica pod Baranami). 

Papież w Olkuszu. W Olkuszu chwalimy się, że w 1588 r. gościł u nas Ippolito Aldobrandini, czyli późniejszy papież Klemens VIII. Z jakiego to powodu się u nas pojawił? Ano właśnie, to ciekawa historia. Urodzony w 1536 r. we włoskim Fano, nauki pobierał młody Aldobrandini dzięki stypendium od kardynała Alessandro Farnese. Łatwo mu było też piąć się w górę, bo „szlak” przecierali jego starsi bracia. Pracując w papieskich trybunałach Roty i Sygnatury, dał się Ippolito poznać jako wybitny prawnik. W 1585 r. został wybrany kardynałem, a trzy lata później, w 1588 r. trafił do Polski z misją legacką. Gdy jednak legat przebywał w stołecznym Krakowie, zapanowała tam …zaraza, która zabiła w krótkim czasie ponad 6 tys. mieszkańców miasta. Nie znalazł się w tym nieszczęsnym gronie legat Aldobrandini, bo podobnie jak inni możni, znaczy ci, których było na to stać – opuścił zarażone morem miasto. Aldobrandini przedłożył, wtedy jeszcze czyste, olkuskie powietrze nad krakowski zaduch. Mieszkał w Olkuszu dwa tygodnie. Srebrne miasto bardzo mu się spodobało. W pozostawionej przez siebie relacji pisał, że miasteczko jest „bardzo wygodne i wesołe”, ma „bardzo wygodne mieszkania” i „bardzo piękne domy”. Zwrócił jeszcze uwagę, że Olkusz jest „dość czysty”, dodał jednak do tej pochwały: „jak na warunki polskie”. Wiadomo że odprawiał msze św. w kościele pw. św. Andrzeja. W kaplicy św. Anny, na ścianie widnieje nawet fresk z portretem Aldobrandiniego, ale pochodzi on już z późniejszych czasów. Po zakończeniu misji legackiej (której głównym sukcesem było uzyskanie zwolnienia z polskiej niewoli dla arcyksięcia Maksymiliana Habsburga), jeszcze w tym samym roku wyjechał Aldobrandini do Rzymu, gdzie został jednym z kandydatów do papieskiego tronu. W staraniach o tę najwyższą kościelną godność mógł liczyć na poparcie wdzięcznej mu austriackiej dynastii. Kiedy w ciągu półtora roku zmarło czterech nowo wybranych papieży (Sykstus V, Urban VII, Grzegorz XIV, Innocenty IX), konklawe zdecydowało się wybrać na Stolec Piotrowy pobożnego Ippolito. To było 30 stycznia 1592 r. Świątobliwy Klemens VIII (bo takie wybrał sobie imię) miał wtedy 54 lata i cieszył się opinią wybitnego jurysty. Jego pontyfikat jest jednak różnie oceniany. To przecież za jego rządów rzymska inkwizycja spaliła na stosie wybitnego humanistę Giordana Bruno.

Klemens VIII, fresk w kaplicy w bazylice olkuskiej. Fot. autor.

Zaraza z Olkusza. Niezwykle tragiczna dla naszego kraju była zaraza z lat 1651-52, która w samym Krakowie zabrała do grobu 30 tys. ludzi. Ciekawy i znamienny jest wątek olkuski, który wynikł w kwietniu 1680 r., kiedy to zaraza zapanowała właśnie w naszym mieście. Mieszkańcy gremialnie opuścili wtedy Srebrne Miasto. Nie oszukujmy się, nigdzie nie byli witani z otwartymi rękami. Morowe powietrze, tak ja obecny wirus, przymuszają ludzi do separowania się od potencjalnych zarażonych. Kto więc był z Olkusza, ten był zagrożeniem. Wtedy to wiosną 1680 r. władze miejskie stołecznego Krakowa ogłosiły, że każdy przybywający z Olkusza, a nie posiadający świadectwa zdrowia, jak i ten, kto się tam uda, nie ważne, kupiec, kramarz: „gardłem karany będzie”. Latem wystawiono pięcioosobowy konny patrol, którego zadaniem było zawracanie z drogi do Krakowa podejrzanych o roznoszenie zarazy: „żadnego nie będą puszczać po gościńcach bez atestacyjej panów swych i plebanów, tak ze wsi, jak i miasteczek”. Tych, których łapano na podrabianiu rzeczonych dokumentów wysyłano do lazaretów; wiadomo, wiązało się to z ogromnym ryzykiem śmierci, wszak podówczas szpitale były raczej przytułkami, a w okresie zarazy po prostu umieralniami. Jesienią tego samego roku ponowiono zakaz przyjazdu do Krakowa kramarzom z zarażonych terenów, czyli głównie z Olkusza – wciąż za jego złamanie karano „gardłem”.   

Pamiętne były także zarazy z XVIII wieku, po tzw. Wojnie Północnej, gdy po naszych ziemiach grasowały wojska różnorakiego autoramentu. Tak, obce wojska częstokroć przywlekały ze sobą jakieś ciężkie choroby.

Rynek w Olkuszu i komenda obwodu w 1914 roku.

Cholera. W XIX wieku częste na ziemi olkuskiej były epidemie cholery. Tę bardzo groźną chorobę powodują bakterie ze szczepu przecinkowców cholery, którymi można się zarazić poprzez układ pokarmowy (występują w jedzeniu i wodzie).  Nieleczona w połowie przypadków kończy się śmiercią. Jeszcze w 2001 roku zanotowano na świecie ponad 182 tys. zarażonych cholerą (głównie w Azji i Afryce), zmarło – 2728 osób. Pandemia cholery miała miejsce w dziejach ludzkości siedem razy. W Polsce pojawiła się wraz z wojskami rosyjskimi, które walczyły przeciwko powstańcom listopadowym. Zmarł na nią np. rosyjski marszałek Iwan Dybicz. Podejrzewa się również, że to na cholerę zmarł w 1855 r. w Konstantynopolu wieszcz Adam Mickiewicz (patrząc na maskę pośmiertną autora „Dziadów” można zobaczyć charakterystyczne dla tej choroby wyostrzenie rysów i zapadnięcie oczu). Ostatnia pandemia cholery na ziemiach polskich miała miejsce w 1894 r. Dotknęła wówczas mocno nasz region. W 1890 r. ludność powiatu olkuskiego wynosiła 105 tys. 464 osób. Kilka lat później, w 1894 r. nieco stopniała, gdyż we wschodnich i północnych miejscowościach powiatu szerzyła się wspomniana epidemia. Pierwsze zachorowanie zanotowano 6 czerwca w Smoleniu, w ciągu kilku tygodni było już 196 chorych. W dwa dni po zachorowaniu zmarło 129 osób. Ocenia się, że na choroby wirusowe w XIX w. zmarło ok. pół miliona obywateli zamieszkujących tereny Polski.

Cholera powróciła na nasze tereny w pierwszym roku wojny światowej. Wspomina o tym szef olkuskiej straży pożarnej Jan Jarno w swoich kontrowersyjnych, ale od strony historycznej niezwykle ważnych dziennikach, które prowadził w latach 1924-20. 12 listopada 1914 r. Jarno zanotował o pierwszym sygnale zbliżającej się epidemii: „Nocował u mnie jeden ludowy nauczyciel z Preszburga (Bratysława – dop. red.) który wiele rzeczy mi opowiedział, mianowicie że w okolicach Zagłębia w armii austro-węgierskiej wybuchła cholera która sporo zabiera ofiar. Szpitale w Olkuszu przepełnione chorymi i rannymi, których setkami codziennie do Krakowa odwożą, napływają zaś oni przeważnie nocami do miasta z różnych stron prawie. Sporo z nich kończy życie tu na miejscu, a ciała ich bez trumien bywają na miejscu w ogródkach i to bardzo płytko zakopywane przez sanitariuszów nie czyniących sobie z trupami żadnych ceremonii”. Trzy dni później kontynuował interesujący nas wątek: (…) oto zawleczono do miasta cholerę azyatycką, która wprawdzie jeszcze ludności się miejscowej nie czepiła, za to jednak w szeregach armii austro-węgierskiej w zastraszający szerzy się sposób, codziennie kilkunastu trupów wynoszą na nowy cmentarz, który dziś zostanie poświęcony wpierw już jednak zaległy go w sporej ilości ciała zmarłych na te straszną epidemię. W celu zapobiegnięcia szerzenia się w armii tej zarazy zaczęto ją szczepić żołnierzom, czy jednak będzie to radykalnym środkiem powstrzymania wobec wysoce niehigienicznego zachowania się armii pomocnem rzecz bardzo wątpliwa. O godzinie 2ej po południu odbyło się poświęcenie nowego cmentarza; w uroczystym pochodzie wzięły udział wojska austriackie (…) Wracając z cmentarza spotkaliśmy  3 wozy trupów żołnierzy, wszyscy oni zmarli na epidemię cholery”. 19 listopada, gdy Jarno pisze o sporej liczbie umierających codziennie rannych żołnierzy, zaznacza: „daleko więcej umrze na cholerę, która szerzy się w zastraszający sposób, a nawet już i pomiędzy ludnością miejscową w Olkuszu trafiają się wypadki śmierci wskutek epidemii, pisma zaś donoszą, że we wsi Okradzionowie i Krzykawie tuż za Bolesławiem umiera dziennie po kilkanaście osób”. Dzień później wspominając o kilka zmarłych na cholerę mieszkańcach Olkusz i tłumacząc przyczyny zapadnięcia na nią m.in. głodem, zauważa: „Grzebanie zaś epidemicznych  zmarłych żołnierzy  wbrew prośbom  i protestom mieszczan odbywa się tuż pod miastem masowo i zaledwie na łokieć płytko, sanitariusze  i grabarze twierdzą, że na nowy cmentarz zmarłych nosić lub wozić jest za daleko, ich władze jak zwykle i tu ich tolerują”. Jeszcze tylko raz do końca 1914 r. Jarno wspomina o epidemii, a potem, albo ta wygasła, albo po prostu zajęty relacjonowaniem wydarzeń natury wojskowej, o cholerze już nie pisze.               

Ulica Krakowska w Olkuszu, 1918 rok, pocztówka.

Tyfus. Kolejną epidemią, która dotknęła nasz region był tyfus, czyli dur brzuszny (choroba zakaźna, która wywoływana jest przez pałeczki Salmonelli). Pojawiła się ona w powiecie olkuskim w latach 1917-19. Zachorowało wówczas i było leczonych w domu prawie 6 tys. mieszkańców, zmarły zaś aż 532 osoby. Najbardziej ucierpiał podówczas Bolesław; podczas epidemii tej choroby w 1919 zapadło na nią 1161 mieszkańców tej gminy, a zmarło na nią 131 osób. Szpital endemiczny znajdował się w Starczynowie. Kronika Powiatu Olkuskiego pisała 101 lat temu: „Tyfus plamisty zawleczony (został – dop. OD) do pow. Olkuskiego przez Rusinów, ewakuowanych z Wołynia przez b. okupantów austriackich w 1918 r. i rozmieszczonych po wsiach naszego powiatu”.      

Po I wojnie na całym świecie ponure żniwo zebrała grypa zwana Hiszpanką. Zachorowało na nią ok. 500 mln ludzi, z czego umarło od 50 do 100 mln. W Polsce zmarło na nią od 68 do 130 tys. osób. Wyludniło się wiele wsi, bo umieralność była największa wśród osób pozbawionych opieki lekarskiej.

Wciąż pamięta się w Polsce ospę, z której powodu zamknięto i objęto kwarantanna Wrocław w 1963 r. Zarażeniu uległo wówczas kilkaset osób, zmarło siedem. Potem były m.in. choroba Creutzfeldta-Jakoba (tzw. choroba wściekłych krów), ptasia i świńska grypa itd., itp., ale żadna z nich nie wywołała tak wielkich reperkusji w skali światowej, jak obecna pandemia  Wszystkie te choroby, przeróżne groźne wirusy w końcu ustępują. Organizm ludzki zaczyna wytwarzać przeciwciała, albo wirusy mutują, na ogół stając się mniej groźne (koronawirus akurat, niestety, staje się coraz groźniejszy) . Prędzej, czy później naukowcy opracowują skuteczne metody leczenie i szczepionki zapobiegające zarażeniu. I tak samo będzie z obecnym wirusem. W końcu nauczymy się go zwalczać. Na razie najważniejsze, żebyśmy  zachowywali się zgodnie z zaleceniami służb medycznych; nie plątali się niepotrzebnie po mieście, nie robili zbiegowisk, dbali o higienę, myli się (nie tylko ręce), wysypiali i nie panikowali.

Fot. 1 Kapliczka św. Stanisława w lesie pod Żuradą. Fot. autor.

Bibliografia:

Olgerd Dziechciarz – „Przewodnik po ziemi olkuskiej. Tom I, Gmina Olkusz”, Olkusz 2002, „Przewodnik po ziemi olkuskiej. Tom II, cz. 2. Gminy: Bolesław, Bukowno, Sławków”, Olkusz 2000 .

Jan Kracik – „Pokonać czarną śmierć”, Kraków 1991.

„Relacje nuncjuszów apostolskich i innych osób o Polsce”, Wyd. E. Rykaczewski, tom II, Berlin – Paryż 1864

Jacek Sypień – „Olkusz i ziemia olkuska podczas I wojny światowej. W pamiętnikach Jana Jarno”, Olkusz 2014.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o