Bolesław
Narastający problem wód podziemnych w Bolesławiu przestaje być tylko kwestią środowiskową, a zaczyna wchodzić w obszar realnego zagrożenia dla mieszkańców. Zakłady Górniczo-Hutnicze „Bolesław” w oficjalnym piśmie skierowanym do Ministerstwa Energii alarmują, że sytuacja w rejonie Hutek i Lasek może w najbliższych miesiącach wymknąć się spod kontroli. Spółka wprost wskazuje, że konieczne są szybkie działania na poziomie państwowym, zanim dojdzie do nieodwracalnych skutków.
Z opublikowanego w Internecie dokumentu jasno wynika, że problem narasta i ma bardzo konkretny wymiar. Jak wskazano, „aktualny poziom wody w tym rejonie wynosi 309–310 m n.p.m., a tempo wzrostu jej poziomu to aktualnie około 20 cm miesięcznie”. To oznacza szybkie zbliżanie się do wartości granicznych. „Przekroczenie poziomu 310,50 m n.p.m. może zagrozić stateczności naturalnych skarp ziemnych” – czytamy w piśmie skierowanym do resortu. Skutki mogą być poważne i dotknąć bezpośrednio mieszkańców. „Może to spowodować ich przerwanie i zalanie części domów mieszkalnych w miejscowościach Hutki i Laski” – alarmuje spółka.
Jeszcze mocniej wybrzmiewa jednak kwestia czasu i sposobu działania. ZGH podkreśla, że sytuacja wymaga natychmiastowej reakcji, a standardowe procedury mogą okazać się niewystarczające. „Sygnalizujemy, że powołane działania należy podjąć bardzo szybko, w naszej ocenie w trybie nadzwyczajnym (…) W tym stanie prowadzenie długotrwałych procedur (…) może wręcz doprowadzić do powstania takiego zagrożenia (…) lub nawet doprowadzić do klęski żywiołowej” – czytamy w dokumencie.
Jednocześnie spółka zaznacza, że wciąż jest czas na reakcję. „Na chwilę obecną tego zagrożenia nie ma i podjęcie relatywnie prostych działań faktycznych taki stan zapewni” – podkreślono. Proponowane rozwiązanie opiera się na przywróceniu naturalnego odpływu wód. Chodzi o połączenie zalewisk z systemem odprowadzającym wodę poprzez Sztolnię Ponikowską. Jak wskazuje ZGH, „wykonanie powyższego powinno zapewnić zatrzymanie wzrostu poziomu wody w zalewiskach w rejonie Hutek i kontrolowany jej spływ”.
W sprawę zaangażowani są także naukowcy. Badania prowadzone przez zespół z Uniwersytetu Poznańskiego potwierdziły ryzyko destabilizacji skarp oraz wskazały możliwe działania zapobiegawcze, w tym grawitacyjne odprowadzenie wody lub wzmocnienie nasypów. Problemem pozostaje jednak brak jednoznacznego lidera działań. Spółka zwraca uwagę, że bez wskazania odpowiedzialnej instytucji trudno będzie przejść od analiz do realizacji. „Najistotniejsze wydaje się wskazanie organu/instytucji, która koordynowałaby i zlecałaby wykonanie niezbędnych prac zapobiegawczych” – czytamy w piśmie.
ZGH podkreśla również aspekt ekonomiczny. Ich zdaniem brak reakcji może okazać się znacznie droższy niż szybkie działania. „Koszt doraźnych działań może okazać się mniejszy, niż wysokość potencjalnej szkody materialnej” – zaznaczono. Na koniec pada jedno z najmocniejszych zdań w całym dokumencie, które najlepiej oddaje powagę sytuacji. „Upływ czasu może doprowadzić do powstania stanu zagrożenia powodziowego dla rejonów Hutek i Lasek, którego teraz nie ma” – czytamy w piśmie skierowanym do ministerstwa. To wyraźny sygnał, że sprawa wymaga pilnej reakcji. Na razie jest jeszcze czas, by zapobiec problemowi. Pytanie tylko, czy ktoś zdecyduje się działać zanim będzie za późno.















