Olkusz

Remont drogi krajowej nr 94 w Olkuszu od miesięcy budzi frustrację kierowców. Tym razem zgłosił się do nas mieszkaniec, który po wjechaniu w wyrwę na remontowanym odcinku ciężko uszkodził swoje auto i – jak twierdzi – utknął w urzędniczym absurdzie. Mimo policyjnej dokumentacji i wielomiesięcznej korespondencji, do dziś nie udało mu się ustalić, kto ponosi odpowiedzialność za szkodę. Czy w czasie remontu kierowcy są pozostawieni sami sobie?

„Jako poszkodowany znalazłem się w kuriozalnej sytuacji” – pisze do naszej redakcji pan Mariusz, kierowca, który pewnego listopadowego wieczoru 2025 roku wjechał w wyrwę na przebudowywanej drodze krajowej nr 94. Dwa zniszczone koła, odholowany samochód, notatka policyjna – i pół roku korespondencji, która nie doprowadziła absolutnie do niczego. W tle – trwający już ponad dwa lata remont DK94, który skutecznie paraliżuje komunikację w mieście i od dawna generuje skargi mieszkańców.

A zaczęło się prozaicznie. 4 listopada, około godziny 19:45, pan Mariusz jechał DK94 z kierunku Katowic w stronę Olkusza. „Wjechałem w dziurę znajdującą się na jezdni, w wyniku czego uszkodzone zostały dwa koła samochodu, którym się poruszałem” – opisuje osoba kontaktująca się z naszą redakcją. „Z uwagi na brak możliwości kontynuowania jazdy zjechałem z drogi w najbliższym możliwym miejscu” – dodaje. Samochód trzeba było odholować ze skrzyżowania DK94 i ulicy Mickiewicza. Na miejsce przyjechała policja, sporządziła notatkę, potwierdziła fatalny stan nawierzchni jako przyczynę uszkodzenia. Wszystko udokumentowane, czarno na białym.

Wydawałoby się, że dalej powinno być z górki. Nasz Czytelnik niezwłocznie napisał do biura budowy. Poprosił o wskazanie kroków, które trzeba podjąć, żeby naprawić szkodę. I tu zaczęła się jazda bez trzymanki, tyle że nie po dziurawej drodze, a po urzędniczych korytarzach. Wykonawca odpowiedział pismem. Pan Mariusz odpisał. Firma wysłała kolejne pismo. Czytelnik znów odpowiedział. Minęły tygodnie, potem miesiące. A sprawa nie ruszyła z miejsca ani o centymetr. „Od kilku miesięcy odbijam się od ściany” – podsumowuje pan Mariusz wprost. „Wykonawca kwestionuje zasadność roszczeń lub żąda doprecyzowania informacji, które są jasno zawarte w dokumentacji policyjnej, a co więcej aktualnie twierdzi, że nie jest w stanie wskazać, która firma w tamtym czasie była odpowiedzialna za ten fragment drogi.”

Pan Mariusz równolegle próbował szukać sprawiedliwości u zarządcy drogi, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Efekt? Klasyczne odbijanie piłeczki: „Zarządca drogi twierdzi, że to nie jego sprawa, bo wynajął firmę” – relacjonuje pechowy kierowca. GDDKiA zasłoniła się umową z wykonawcą, powołując się na klauzulę, zgodnie z którą to firma budowlana ponosi pełną odpowiedzialność za stan drogi w trakcie robót. Innymi słowy – umyła ręce. I tak poszkodowany kierowca utknął w martwym punkcie: „Policja potwierdza szkodę i winę zaniedbania drogi. Zarządca drogi twierdzi, że to nie jego sprawa, bo wynajął firmę. Wykonawca unika merytorycznego rozstrzygnięcia, mimo posiadania kompletu danych” – wylicza pan Mariusz. Trudno o bardziej dobitny opis tego, co sam nazywa „spychologią”.

Ale ta historia to nie jest opowieść o jednym pechowym kierowcy i jednej dziurze w jezdni. Nasza redakcja od miesięcy dostaje sygnały od mieszkańców dotyczące niedogodności związanych z remontem. Prace budowlane trwają ponad dwa lata, dezorganizują życie całego miasta, a końca wciąż nie widać. Nasz Czytelnik zresztą sam o tym pisze: „Zwracam się z prośbą o zainteresowanie się sprawą, która dotyka nie tylko mnie, ale prawdopodobnie wielu kierowców poruszających się po przebudowywanej drodze krajowej nr 94 w Olkuszu.” I stawia diagnozę, która powinna zaniepokoić każdego, kto tą drogą jeździ: „Chodzi o rażący brak odpowiedzialności za szkody powstałe w wyniku prowadzonego remontu oraz spychologię stosowaną przez GDDKiA oraz wykonawcę robót.”

Na koniec pan Mariusz pisze coś, co trafia w sedno. „Mieszkańcy Olkusza i okolic, którzy codziennie ryzykują uszkodzenie mienia na tej budowie, powinni wiedzieć, że w razie szkody zostaną zostawieni sami sobie w gąszczu wzajemnych oskarżeń urzędników i budowlańców.” Bo jeśli nikt nie ponosi odpowiedzialności za wyrwy na drodze, którą codziennie przejeżdżają tysiące samochodów – to znaczy, że system po prostu nie działa. A za tę niedziałającą maszynę płacą zwykli ludzie – felgami, oponami i nerwami.

 

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze