Od poniedziałku, 18 maja, ruszył kolejny etap odmrażania gospodarki. W końcu możemy  udać się do restauracji, fryzjera czy salonu kosmetycznego. Na tę chwilę czekali nie tylko przedsiębiorcy,  ale też klienci. Niektórzy wizytę zarezerwowali już z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Od poniedziałku rząd dał „zielone światło” na wznowienie działalności kolejnych zakładów usługowych. Tym razem do pracy mogli wrócić fryzjerzy, kosmetyczki oraz pracownicy gastronomii. Wszystkie usługi mają być teraz świadczone w ściśle określonym reżimie sanitarnym. Na czym polegać ma „nowa normalność”, o której tak często słyszmy?

Gdy chcemy skorzystać z usług fryzjera musimy wpierw zdalnie umówić sobie wizytę. W zakładzie musi być zachowany dystans 1,5 m między stanowiskami. Jeżeli nie jest to niemożliwe, muszą one być oddzielone przegrodami z materiału nieprzepuszczającego powietrza. Dla bezpieczeństwa klientów fryzjerzy są zobowiązani do noszenia rękawiczek i maseczek  przy wykonywaniu usług.

Właścicielka salonu fryzjerskiego w Olkuszu Lucyna Dobrek opowiada, że na brak klientów nie może narzekać. – Gdy tylko okazało się, że ruszamy od 18 maja, rezerwacja terminów ruszyła pełną parą. Widać, że wiele osób nie mogło się doczekać otwarcia zakładów fryzjerskich. Zgodnie z wymogami, w salonie po każdym kliencie przeprowadzana jest dezynfekcja stanowiska, myjki, fotela, klamek. Oczywiście nadal – tak, jak przed pandemią – wszystkie narzędzia fryzjerskie są dezynfekowane w sterylizatorze. Dla klientów mamy przygotowane rękawiczki, maseczki i płyny odkażające – mówi Lucyna Dobrek.

Z kolei wytyczne dla klientów salonów kosmetycznych przewidują, że na zabiegi wolno przychodzić bez osób towarzyszących. Klienci muszą zasłaniać nos i usta oraz nosić rękawiczki ochronne, jeśli tylko jest to możliwe ze względu na rodzaj wykonywanego zabiegu. Osoby odwiedzające salon nie mogą także korzystać z telefonów komórkowych w trakcie wykonywania usługi.

Danuta Chodorowska, właścicielka jednego z olkuskich salonów kosmetycznych, nie kryje radości z otwarcia. – Bardzo wielu ludzi czekało na tą chwilę z utęsknieniem.  Jeszcze przed otwarciem otrzymywaliśmy telefony z prośbą o rezerwację terminu. Zabiegi kosmetyczne nie tylko poprawiają nasz wizerunek, ale także samopoczucie. Dla naszych klientów i dla nas jest to powrót do normalności. Zwłaszcza, że wiele z wprowadzonych obostrzeń to standardy sanitarne, które obowiązywały w naszej branży jeszcze przed wybuchem epidemii – mówi.

Do pracy wrócili także restauratorzy. Część z nich korzystała z opcji tzw. „na wynos”, ale od poniedziałku mogą przyjmować klientów w lokalach. Ich także obowiązują obostrzenia. W przypadku restauracji i kawiarni wprowadzono zasadę 1,5 m odległości od krańca blatu jednego stolika do krańca blatu drugiego. W lokalach można korzystać tylko z jednorazowych sztućców. Schowane mają być zaś wszelkie dodatki, takie jak: cukier, serwetki i wazoniki. Wymagana jest również dezynfekcja rąk przy  wejściu na teren lokalu.

– Dostosowanie się do nowej rzeczywistości to wyzwanie, któremu wszyscy musimy sprostać. Nowe przepisy wprowadzają duże ograniczenia w prowadzonej przez nas działalności, głównie przez to, że możemy przyjąć ograniczoną ilość gości. To nas jednak nie zniechęca. Ludzie czekali na to, żeby móc się napić albo coś zjeść poza domem. Dokładamy wszelkich starań, aby im to umożliwić – mówi Paweł Nawrot, właściciel restauracji Batorówka.

Do  właścicieli lokali gastronomicznych należy też ustalenie i kontrola  maksymalnej liczby gości, która w danym momencie w nim przebywa.  Natomiast kucharze i kelnerzy powinni nosić maseczki oraz rękawiczki. Po wyjściu gości, stoliki powinny być każdorazowo dezynfekowane. Ponadto na razie nie można się spotykać w szerszym gronie. W restauracji, osoby nie będące rodziną, mogą się spotykać maksymalnie w parach. Głównym obostrzeniem jest też to, że w lokalu każdy gość powinien mieć do swojej dyspozycji 4 m2.

Mimo tych wszystkich ograniczeń mieszkańcy cieszą się, że mogą w końcu iść do fryzjera czy napić się kawy w kawiarni. – Na ten moment czekałem dwa miesiące. W życiu nie myślałem, że będę tęsknić za takimi rzeczami. Epidemia uczy nas, że trzeba doceniać każdą drobnostkę, bo nasze życie z dnia na dzień może stanąć na głowie – mówi Pan Adrian, mieszkaniec Olkusza.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o