Olkusz
Kontakt z publiczną służbą zdrowia w Olkuszu po raz kolejny staje się tematem skarg naszych czytelników. Choć od lat słyszymy zapewnienia o analizie liczby połączeń, oddzwanianiu do pacjentów i planach wdrażania nowych rozwiązań, w praktyce wielu mieszkańców wciąż odbija się od ściany milczenia. Telefony są. Numery widnieją na stronach internetowych. Problem w tym, że – jak relacjonują nasi rozmówcy – nikt ich nie odbiera.
Do naszej redakcji ponownie zgłaszają się pacjenci, którzy próbują zarejestrować się do poradni specjalistycznych działających przy Nowym Szpitalu w Olkuszu lub w ramach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Scenariusz jest podobny: wielominutowe oczekiwanie na połączenie, sygnał zajętości albo automatyczna sekretarka i muzyka w słuchawce. Czas mija, a sprawa zdrowotna pozostaje nierozwiązana.
Pan Stanisław, emeryt z Olkusza, otrzymał skierowanie do poradni specjalistycznej i – jak mówi – chciał po prostu stanąć w kolejce. „Nie wymagam cudów. Mam skierowanie i chcę się zapisać. Dzwonię od kilku dni, po kilkanaście razy dziennie. Albo jest zajęte, albo wisi na linii i nikt nie odbiera. Czy ja mam tam jeździć tylko po to, żeby dowiedzieć się, czy łaskawie mnie zapiszą?” – pyta z wyraźnym rozgoryczeniem. Jak dodaje, dla osoby starszej każda dodatkowa wizyta w placówce to wysiłek logistyczny i zdrowotny. „Człowiek całe życie płacił składki, a teraz musi walczyć o to, żeby ktoś podniósł słuchawkę”.
Z podobnym problemem mierzą się osoby aktywne zawodowo. Pani Monika pracuje od rana do późnego popołudnia. „Nie mam możliwości brać wolnego tylko po to, żeby osobiście zapisać się do lekarza. Próbuję dzwonić w przerwach, przed pracą, po pracy. Bez skutku. W końcu i tak będę musiała tam pojechać, wystać swoje w kolejce, a potem przyjechać drugi raz na wizytę. To jest podwójna strata czasu” – mówi. Jej zdaniem system w praktyce premiuje tych, którzy mają czas stać pod okienkiem, a karze tych, którzy pracują.
Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczy rodziców małych dzieci. Pani Karolina opowiada, że gdy nie może dodzwonić się do rejestracji, musi iść osobiście – z kilkuletnim synem. „Nie mam z kim go zostawić. Idę z nim tylko po to, żeby się zarejestrować. Potem muszę przyjść drugi raz, znowu z dzieckiem, już na wizytę. To są dwie wyprawy, dwa razy stres i dwa razy czekanie w kolejce. A wszystko dlatego, że nikt nie odbiera telefonu” – relacjonuje. Jak dodaje, w poczekalniach często panuje tłok, a chore dzieci mieszają się ze zdrowymi.
To nie pierwsza taka fala sygnałów: w przeszłości wielokrotnie opisywaliśmy problemy z rejestracją telefoniczną, długimi kolejkami i ograniczonymi godzinami zapisów w olkuskim szpitalu i okolicznych przychodniach. Przedstawiciele placówek medycznych tłumaczyli wówczas, że wszystkie połączenia są odbierane, choć czas oczekiwania bywa długi, a liczba telefonów podlega analizie. Zapowiadano również rozwój alternatywnych form rejestracji, w tym rozwiązań internetowych.
Tymczasem – jak pokazują relacje mieszkańców – lata mijają, a w służbie zdrowia wciąż „po staremu”. Formalnie możliwość kontaktu istnieje. W praktyce pacjent często musi wykazać się determinacją godną maratończyka. Problem nie dotyczy pojedynczego przypadku ani jednej placówki, lecz – jak twierdzą nasi czytelnicy – jest zjawiskiem powtarzalnym.
W dobie cyfryzacji usług publicznych i coraz bardziej zaawansowanych systemów informatycznych paradoks polega na tym, że podstawowa forma komunikacji – rozmowa telefoniczna – wciąż bywa barierą nie do przejścia. Dla wielu mieszkańców Olkusza to symbol szerszego problemu: systemu, który teoretycznie działa, ale w praktyce wymaga od pacjenta czasu, zdrowia i cierpliwości, aby mógł z niego skorzystać.
Czy coś się zmieni? Czy zapowiadane rozwiązania organizacyjne i cyfrowe realnie odciążą rejestracje i skrócą drogę pacjenta do lekarza? Na razie do redakcji wciąż dzwonią czytelnicy z tym samym pytaniem: jak telefonicznie zarejestrować się do lekarza, skoro nikt nie odbiera telefonu?
fot. pixabay.com















