„Superglina” Franciszek Szlachcic

franciszek szlachcicOczywistość nad oczywistościami: nie wszyscy znani ludzie są znani z tego, że zdziałali coś pozytywnego. Istnieje nawet przekonanie, że łatwiej stać się znanym z czynów niegodnych, z występków, czy nawet zbrodni, niż na przykład ze zrodzonej w szlachetnym sercu działalności dobroczynnej. Dziś więc o człowieku, o którym ciężko coś chwalebnego powiedzieć, a może się i nie da – bo raczej jest pewnym, że nic dobrego za jego przyczyną się nie wydarzyło.

Mówiono o nim „tępy”, „twardogłowy”, „okrutny” i „bezlitosny”. I mówiąc tak – nie przesadzano. To w Olkuszu – w latach 1947-48 – właściwie zaczęła się „wielka kariera” Franciszka Szlachcica, człowieka, którego uważa się za szarą eminencję PRL-u końca lat 60 i na początku 70-tych.

Urodził się w 1920 r., po sąsiedzku, bo w Jaworznie-Byczynie; był nieślubnym dzieckiem Franciszki Szlachcic, i to po matce dostał imię. Pochodzenie miał jak najbardziej „słuszne”, bo robotnicze, ale sam przed wojną był na bezrobociu. Należał do ZHP i do OMTUR-u (socjalistyczna organizacja młodzieży związana z PPS). We wrześniu 1939 roku uciekając przed Niemcami trafił do Lwowa. Gdy ZSRR najechała na Polskę i Armia Czerwona zajęła Lwów przyszły „superglina” wrócił w rodzinne strony. Skądinąd ciekawe, dlaczego to zrobił i w jaki sposób? Wnet został wywieziony na roboty do Niemiec. Uciekł z nich do Chorzowa, gdzie jakiś czas pracował jako wozak, a następnie jako ładowacz na kopalni „Kościuszko” w Jaworznie. 15 III 1943 wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej. Także od marcu 1943 r. był dowódcą oddziału Gwardii Ludowej Armii Ludowej w Byczynie. Jego oddział ponoć specjalizował się w wykolejaniu niemieckich transportów kolejowych. W grudniu 1943 r. został ranny w potyczce. W 1944 mianowano go dowódcą chrzanowskiego okręgu Armii Ludowej. Pod koniec wojny był członkiem Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. W 1945 r. był już kapitanem Wojska Polskiego. Po zakończeniu działań wojennych służył w Milicji Obywatelskiej, skąd wnet przeszedł do Urzędu Bezpieczeństwa. W latach 1945-46 Szlachcic kierował kontrwywiadem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Chrzanowie. Następnym miejscem pracy Szlachcica było już nasze powiatowe miasto. W Olkuszu Szlachcic nie tylko szefował Powiatowemu UB, ale także należał do powiatowych władz Polskiej Partii Robotniczej. Sporo o tym okresie pracy Szlachcica znajdziemy w artykule Anna Sobór–Świderskiej, która ciekawe materiały znalazła w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Autorka szkicu do biografii Szlachcica pisze choćby, że szefem PUBP w Olkuszu został on II 1947 r. (spotkać się można też z datą późniejszą 4 III) na wniosek szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie mjra Jana Olkowskiego.

Charakteryzując sylwetkę Szlachcica „podkreślano jego brak zaangażowania w politykę, wynikający z zaangażowania w pracę zawodową, dyspozycyjność, zdolności kierownicze i — co nietypowe dla tego środowiska –abstynencję”. Podkreślano jego bardzo dobrą pracę z agenturą i samodzielność na powierzonym mu stanowisku. Chwalony był również za umiejętności operacyjne; pisano w jego charakterystyce: „postawił na nogi urząd, który znajdował się w opłakanym stanie”, oraz „jest najlepszym szefem PUBP w województwie”. Minus był jeden – niskie wykształcenie. Jego największym sukcesem, jako szefa PUBP w Olkuszu, było wykrycie winnych zabójstwa członka PPR Kazimierza Lisickiego (czerwiec 1947 r.) i aresztowanie trzech osób, m.in. Edwarda Ornata, któremu przypisywano współpracę z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Sprawę tę prowadził na osobiste polecenie ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza. Został za nią odznaczony srebrnym Krzyżem Zasługi. Jesienią 1947 r. mjr Olkowski postulował przeniesienie Szlachcica na stanowisko p.o. zastępcy szefa WUBP, a następnie inspektora w WUBP w Krakowie. Ale jednak postulowanych stanowisk tak szybko nie objął. Jak pisze Anna Sobór-Świderska: „Szlachcic sugerował, iż miało to związek z konfliktem Olkowskiego z mjr. Józefem Światło, który chciał odgrywać rolę szefa urzędu. Oba wnioski odrzucono, motywując to niskim wykształceniem i młodym wiekiem. Dopiero trzeci wniosek personalny uzyskał akceptację i zgodę MBP na przeniesienie Szlachcica do Krakowa 1 II 1948 r. Tego samego dnia otrzymał awans na stopień majora. Szlachcic ociągał się z wyjazdem do Krakowa (ciekawe dlaczego? – dop. OD) i przejęciem nowych obowiązków. Pozostawił olkuski rejon "bez band", o czym jeszcze w drugiej połowie lutego informował Kraków.”

franciszek szlachcic między leonidem breżniewem i edwardem gierkiem

Jego kariera nabrała tempa po wyjeździe z naszego miasta. Trafił więc do Krakowa, gdzie krótko był inspektorem przy kierownictwie WUBP, by wnet – jeszcze w 1948 r. – zacząć pełnić obowiązki zastępcy szefa WUBP w Krakowie (do 1949 r.); od 1950 był nim już z nominacji. Od 1950 do 1953 szefował WUBP w Olsztynie. Następnie partia rzuciła go do Rzeszowa, gdzie również szefował wojewódzkiej „bezpiece”. Od 1954 przez rok był na szkoleniu w Moskwie. Był tam wraz z innymi wysokimi oficerami, z których wielu zrobiło potem karierę w PRL-u (np. wiceminister Morawski, dyrektor departamentu Filipiak). Gdy go pytano po latach, czy podczas tego kursu KGB nie werbowało swych agentów, gorąco zaprzeczał, twierdząc (albo raczej żartując), że byłoby to …„nielegalne”. W latach 1955-56 był kierownikiem WUBP w Stalinogrodzie (w dwa dni po śmierci Stalina, 7 marca 1953 r. Katowice przemianowano na Stalinogród – nazwa ta obowiązywała do 21 października 1956 r.). W 1956 został zastępcą komendanta wojewódzkiego MO ds. Bezpieczeństwa w Katowicach; i wtedy to, we wrześniu, kierował akcją UB, która zmusiła do wyjazdu z diecezji powracających z przymusowego wydalenia biskupów Stanisława Adamskiego i Herberta Bednorza (nota bene UB szło tu wówczas ręka w rękę z ówczesnym wikariuszem kapitulnym, „patriotą” ks. Janem Piskorzem, który w latach 30-tych był nauczycielem religii w gimnazjum w Olkuszu). W latach 1957-62 Szlachcic piastował już stanowisko komendanta katowickiego WUBP. W latach 1962 do 1971 był wiceministrem spraw wewnętrznych. W tym czasie wraz z Edwardem Gierkiem miał doprowadzić do odsunięcia od władzy Władysława Gomułkę. Także w tamtym czasie był zamieszany w jedną z bardziej znanych afer komunistycznych – aferę o kryptonimie „Żelazo”, którą organizowano w Zachodniej Europie. Współpracownicy polskiego wywiadu wespół ze zwykłymi przestępcami – na zlecenie swoich wysoko postawionych mocodawców z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych – organizowali napady rabunkowe na zachodnie banki, kradli pieniądze, złoto, działa sztuki i samochody. Podczas tych akcji nie obyło się bez ofiar – w jedne z akcji zginął francuski policjant, w innej szwajcarski bankier. Łupy, które miały być przeznaczone na nielegalne akcje szpiegowskie, były rozkradane między bandytów i ich mocodawców, w tym także Franciszka Szlachcica.

W końcu lat 60.tych należał do grupy gen. Moczara, odpowiadającej za rosnący w Polsce antysemityzm i wydarzenia 1968 r. Zresztą sam Szlachcic został wiceministrem spraw wewnętrznych po odsunięciu ze stanowiska Antoniego Alstera, którego zdjęto w ramach czystek antysemickich. Tak jak na przełomie lat 40-50 Szlachcic z pełnym zaangażowaniem zwalczał byłych AK-owców, tak w latach 60. wykazywał się niezachwianą wiarą w nacjonalistyczne hasła moczarowców.

W 1971, przez rok, zasiadał na fotelu ministra spraw wewnętrznych czyli był już prominentnym członkiem władz PRL-u; podkreślmy, że w MO miał stopień generała brygady. Przez cały ten okres robił też karierę w partii: w latach 1964-68 był zastępcą członka Komitetu Centralnego PZPR, następnie do 1978 członkiem KC, a w latach 1971-75 członkiem Biura Politycznego KC PZPR, czyli de facto decydował o najważniejszych sprawach kraju. Zapewne zdając sobie sprawę ze słabości i małego znaczenia Parlamentu w PRL-u jakoś nie pchał się na posła, był nim tylko jedną kadencję – w latach 1972-1976. Trzeba podkreślić, że od 1971 r. Franciszek Szlachcic był faktycznie druga osobą w państwie. Widomym dowodem jego znaczenia był fakt posiadania przez niego w KC gabinetu po sąsiedzku z Edwardem Gierkiem. Co ciekawe o ambicjach Szlachcica, który ponoć chciał zostać pierwszym sekretarzem KC PZPR, poinformował Edwarda Gierka …Leonida Breżniew. Gierek raczej nie był aż tak głupi, by nie widzieć, że pod jego bokiem wyrasta mu poważny rywal. A z kolei Szlachcić chyba zorientował się, że jego plany zostały zaprzepaszczone. W tym czasie – po odsunięciu Moczara – mijał również czas Szlachcica i jego polityki. W 1974 r., na Plenum KC, w akcie – jak można przypuszczać – desperacji skrytykował partię i jej kierownictwo, czyli de facto Gierka, za zejście z linii ideologicznej i pozbawioną rozsądku politykę gospodarczą. Trudno powiedzieć na co liczył. W każdym razie potem znalazł się w odstawce, bo choć na początku został wicepremierem (choć nie wiązało się to stanowisko z wielką władzą), to po dwóch latach został mianowany na mało nobilitujące stanowisko prezesa Polskiego Komitetu Normalizacji i Miar (pełnił tę funkcję w latach 1976-1985). Jego zwolennicy w terenie, tzw. franciszkanie, zostali rozbici na grupki, gdy Gierek przeprowadził reformę samorządową, zlikwidował powiaty, a liczbę województw rozmnożył z 17 do 49.

szlachcic franciszek

Franciszek Szlachcic zmarł w listopadzie 1990 roku w Warszawie. Krótko przed śmiercią ukazały się jego wspomnienia i wywiad rzeka z nim, który przeprowadził dziennikarz tygodnika „Wprost” Jerzy Sławomir Mac. Z tego wywiadu kilka wycinków:
- Urodzony?
F.S. – 5 lutego 1920 roku w Byczynie, województwo katowickie.
- Wyznanie?
FS – Ochrzczony w obrządku katolickim. Pochodzenie robotnicze.
- Przynależność do organizacji politycznych?
F.S – Przed wojną Związek Harcerstwa Polskiego i OMTUR, w czasie okupacji byłem członkiem i oficerem Armii Ludowej,. Po wojnie – wiadomo.
- A obecnie?
FS - Bezpartyjny. Nigdzie nie należę.
- Odznaczenia?
FS – Mam ich sporo, trudno nawet spamiętać. Najbardziej cenię sobie Krzyż Grunwaldu III klasy, Sztandar Pracy I i II klasy, Order Odrodzenia II klasy, Krzyż Walecznych i radzieckie: Order Czerwonego Sztandaru i Order Rewolucji Październikowej, to jest niezwykle wysokie odznaczenie. Większość z nich za walkę z okupantem.
- Był pan karany?
FS – Nie.
W tymże wywiadzie przyznawał, że w młodości uprawiał kult dwóch Józefów: Stalina i …Piłsudskiego.

O ziemi olkuskiej wspominał rzadko, w rozmowie z dziennikarzem napomknął o niej raptem dwa razy. Gdy Mac spytał Szlachcica o radzieckich doradców przy każdej komórce aparatu bezpieczeństwa, Szlachcic na to: „Na początku działali oni we wszystkich urzędach powiatowych, wojewódzkich i w centrali ministerstwa bezpieczeństwa. W każdym powiecie był jeden doradca, w województwach po dwóch-trzech, a w ministerstwie jeden-dwóch w każdym departamencie. Z powiatów wycofano ich już w roku 1950, a w województwach i w centrali byli do roku 1956. Oni mieli służyć pomocą i konsultacją, nie prowadzili samodzielnie spraw, ale interesowali się, dawali wskazówki. W Olkuszu miałem za doradcę kapitana Cieplikowa, który głównie pił i zajmował się handlem. W Olsztynie doradcą był pułkownik Maslennikow, „dziadek” chyba sześćdziesięcioletni – ja przecież młody wtedy byłem – jemu z kolei nie chciało się nic robić, przychodził rzadko, mało się interesował. W sumie nie przeceniałbym roli tych doradców. Oni byli zajęci swoimi sprawami i nie można w żadnym wypadku powiedzieć, że te wszystkie błędy, łamanie praworządności to przez nich. Za to całe zło przede wszystkim sami ponosimy odpowiedzialność – ludzie aparatu. Trzeba się do tego przyznać.” Samą obecność Rosjan uzasadniał tym, że zwycięskie mocarstwa musiały dbać o swoje interesy w podbitym kraju.

Drugie jego wspomnienie dotyczące naszego terenu dotyczy braku wykształcenia pracowników bezpieczeństwa: „(…) w pierwszym okresie przyjmowano do służby w aparacie bezpieczeństwa wielu analfabetów, nie potrafiących pisać i czytać, a co dopiero mówić o znajomości prawa. Pamiętam, chyba w 1947 r., kiedy byłem szefem powiatowego urzędu w Olkuszu, przyjechałem na posterunek w Pieskowej Skale i widzę taką scenę: referent do walki z bandytyzmem z tej placówki siedzi na piecu, trzyma w ręce kij, w jednym rogu pokoju siedzi na krześle jeden aresztowany, w drugim rogu drugi i ten trzyma w ręce papier i ołówek. Tamten mówi, ten na piecu pokrzykuje, a ten drugi pisze. Co się okazuje – trafiłem akurat na przesłuchanie zatrzymanego. Ponieważ śledczy był niegramotny, kazał drugiemu aresztantowi pisać protokół i tym kijem dodawał sobie autorytetu. I jeszcze pokrzykiwał na tego, co pisał: „Źle zanotowałeś, on powiedział inaczej”. Tak to było.”
Dalej snuł wspomnienie jak to, jako szef powiatowego UB zarabiał „półtora raza tyle , co górnik na kopalni”. Wcześniej, jeszcze w 1945 r. zamiast wypłaty ubecy dostawać mieli np. „wódkę i konserwy”. Pracowali ciężko, nie oszczędzali się: „A pierwszy raz na urlop pojechałem dopiero w 1956 albo 1957 roku” - dodał.

Niestety, nie za wiele mamy wzmianek o pracy w Olkuskiem w pamiętnikach Szlachcica, bo zaczął je pisać dopiero od 1955 roku.
W ocenie mieszkańców Olkusza okres, gdy Szlachcic piastował funkcję miejscowego szefa UB, to czas największego bestialstwa tych służb. Służba w Olkuszu trwała tylko rok, ale był to znamienny czas. Pierwsze lata po okupacji to okres generalnej rozgrywki władz komunistycznych z przeciwnikami – zwłaszcza z Armią Krajową, Mikołajczykowskim PSL-em, PPS-em i ogólnie ze wszystkimi, którym nie podobały się narzucone przez Rosjan rządy komunistyczne. W willi Kalisty, która podczas wojny została przez Niemców zarekwirowana znanemu olkuskiemu lekarzowi na mieszkanie dla landrata Grolla, zgodnie z logiką historii ulokował się organ nowej władzy – UB. Ubecy w piwnicach budynku zrobili areszt, w którym torturowali aresztantów, głównie akowców i grupę ziemian (m.in. Arkuszewscy, Zamoyski). Za kadencji Szlachcica rozpracowywano olkuskie struktury antykomunistycznej organizacji Wolność i Niezawisłość (większość aresztowań członków WiN Ziemi Olkuskiej miała miejsce w styczniu 1949 roku). Ponoć rozstrzelanych w ogrodzie przy willi Kalisty zakopywano w lesie w Żuradzie i w Dobrakowie, ale są relacje świadków, że pochówków dokonywano także w rogu Starego Cmentarza w Olkuszu. Mieszkańcy okolicznych domów słyszeli wrzaski, wydobywające się z piwnic willi i strychu placówki UB. Maltretowani pozostawili po sobie napisy wydrapane na tynku w piwnicach domu, np. symbole Polski Walczącej. Do Olkusza Szlachcic został przeniesiony krótko po sfałszowanych wyborach, można powiedzieć już na posprzątany teren; nie zdążył więc wziąć udziału w rozgrywce z olkuskimi strukturami PSL, które UB prowadziło w sposób zdecydowany i bezpardonowy (zawieszenie powiatowego ogniwa PSL, aresztowania członka Rady Naczelnej PSL Stefana Pasternaka, zabójstwo działacza Władysława Rogoża), niemniej na obszarze Chrzanowskiego, gdzie działał wcześniej, bezpieczniackie służby postępowały analogicznie.

willa kalisty 001

Z wywiadu ze Szlachcicem dowiadujemy się o ważnej sprawie w kontekście ustawy lustracyjnej: „Kiedy w 1956 r., gdy byłem w Katowicach przyszła decyzja, by zniszczyć wszystko, co niepotrzebne, przejrzeliśmy teczki tajnych współpracowników i zniszczyliśmy chyba 20 tysięcy teczek”. Wynika więc z tego, że czyszczenie archiwów UB i SB odbywało się nie tylko w latach 1989-90.

Dodajmy, że to za czasów pracy Szlachcica w MSW miała miejsce szczególnie zajadła nagonka władz PRL-u na ludzi kultury, zwłaszcza na literatów. To wtedy ograniczano przydział papieru nieposłusznym tytułom prasowym, szalała cenzura, posuwano się do aresztowań – m.in. wówczas do więzienia trafili Kuroń i Modzelewski, a sprawę sądową miał Melchior Wańkowicz; zaś w 1968 r. „nieznani sprawcy” pobili Stefana Kisielewskiego; próbowano też szantażować współpracującego pod pseudonimem z paryską „Kulturą” Cata-Mackiewicza (gdy esbek pokazał mu kompromitujące zdjęcia pisarza w miłosnych uściskach z młodymi damami, tenże wykrzyknął: – Nieźle wyszło!, i poprosił: – Panie majorze, czy mógłby pan zapoznać z tym Wańkowicza, bo jak mu to mówię, nie wierzy?), tym sposobem z szantażowania Cata nic nie wyszło.

Szlachcic uchodził za beton partyjny, przez wiele lat trzymał silną ręką służby wewnętrzne i miał przemożny wpływ na wszystko, co działo się w Polsce. Budził strach. Zabawnie w tym kontekście brzmi opowieść, którą odnajdujemy we wspomnieniach Tomasza Lema, syna wybitnego pisarza SF Stanisława. Otóż Tomasz Lem, jako czterolatek odebrał telefon, zapewne dzwoniący chciał rozmawiać z jego ojcem: „– Tu mówi sekretarz KC Franciszek Szlachcic – w słuchawce rozległ się silny, męski głos. – A tu mówi Tomek – odpowiedziałem rezolutnie. – wspominał Lem junior po latach”
Franciszek Szlachcic umarł w 1990 roku. Dziś, ponad ćwierć wieku po upadku PRL-u, zaskakująco brzmią ostatnie słowa Szlachcica z wywiadu, którego udzielił na cztery miesiące przed śmiercią: Chciałbym, żeby te moje przemyślenia i moja wiedza o sprawowaniu władzy stały się przydatne tym wszystkim, którzy chcą rządzić w naszym państwie, a zwłaszcza tym, którzy chcą w nim demokratycznie rządzić. Żeby nie powtórzyli naszych błędów”. Aż ciśnie się na usta pytanie, czy rzeczywiście jego wiedzy i przemyśleń ktoś nie wykorzystał?!
Olgierd Dziechciarz

Aneks
Kierownicy i szefowie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olkuszu w latach 1945-1956
Wiktor Głuski, por. 19.I – III 1945-
Stefan Kocjan, syn Jana, ppor. 22.II 1945 – 3 I 1946 (niezatwierdzony)
Tadeusz Andrusiewicz, syn Maksymiliana, por. 1 I – 1 X 1946
Władysław Kordyl, syn Józefa, sierż./ppor., p.o. 1 X 1946 – 1 II 1947.
Szlachcic Franciszek, syn Jana, kpt./mjr, 1 II 1947 – 1 II 1948
Albin Dąbrowski, syn Ignacego, chor./por., p.o. 15 III 1948 – 1 V 1950
Józef Chłopicki, syn Jana, por./kpt., 1 V 1950 – 1 II 1952
Franciszek Kasperek, syn Piotra, por./kpt., 1 XI 1951 – 31 III 1955
Marian Banaś, syn Piotra, ppor./ por., 1 IV 1955 – 31 XX 1956

Zastępcy
Edward Popczyk, syn Łukasza, - 21 V 1945 (zginął 21 V 1945)
Leon Góras, syn Ignacego, p.o. 8 I 1946 – 10. IV 1948
Mieczysław Gajda, syn Michała, chor., p.o. 10 IV 1947 – 1 II 1948
Józef Dyśko (Dysko), syn Bolesława, chor., 1 II 1948 – 1 I 1949
Albin Dąbrowski, syn Ignacego, chor./por., 15 III 1948 – 1 V 1950
Aleksander Gnyp, syn Jana, ppor./por., 1 V 1950 – 15 IX 1951
Tadeusz Krzewicki, syn Sebastiana, ppor./por., 1 X 1951 – 30 VI 1956
Tomasz Kłusak, por., 1 V 1952 –
Stanisław Ciołek, syn Wawrzyńca, por., 1 VII – 10 IX 1952
Krzysztof Bielawski, syn Franciszka, por., 1 X 1952 – 31 III 1955
Stanisław Morawski, syn Mieczysława, ppor., 1 VII – 31 XII 1956.(nie mylić z płk. S. Morawskim, w latach 60-tych dyrektorem Departamentu IV MSW).

Bibliografia:
Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza. 1944-1956, Warszawa 2005.
Jerzy Sławomir Mac – „Przesłuchanie supergliny”, Warszawa 1990.
F. Szlachcic – „Gorzki smak władzy. Wspomnienia”, Warszawa 1990.
Anna Sobór–Świderska – „Franciszek Szlachcic (1920–1990) —
przyczynek do biografii „supergliny”, Dzieje Najnowsze, rocznik XLV — 2013, 2.

Zdjęcia.
Fot. 1. Franciszek Szlachcic.
Fot. 2. Spotkanie I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka z Sekretarzem Generalnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonidem Breżniewem (Franciszek Szlachcic między obu „gensekami”).
Fot. 3. Franciszek Szlachcic. (Fot 1-3 Internet).
Fot. 4. Willa Kalisty w Olkuszu. Podczas wojny mieszkał tu landrat Heinrich Groll, a po wojnie przez kilka lat mieściła się siedziba powiatowego UB i więzienie „bezpieki”:, w którym więziono żołnierzy AK i aresztowanych ziemian, wśród nich np. Marię hrabinę Tarnowską, z książąt Światopełk-Czetwertyńskich. (Fot. autor).

 


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.