Dzieje Sławkowa od 1905 do 1939 r.

1Powołanie straży ogniowej. W 1905 r. powstała w Sławkowie Straż Ogniowa Ochotnicza. Strażacy znaleźli się wśród straży obywatelskiej, którą powołano podczas istnienia Rzeczpospolitej Sławkowskiej. Pierwszym prezesem SOO został Czesław Wasilkowski. W momencie powołania do straży zapisało się aż 192 mężczyzn. Zaraz po powstaniu strażacy wybudowali sobie remizę.
Już w 1907 r. ze składek społecznych ufundowano strażakom pierwszy sztandar. Od 1908 r. dysponowano wozem, oraz własną ręczną sikawką „Warszawską”, która jeździła do pożarów zaprzężona w dwa konie. Już w latach 1906-7 z inicjatywy Józefa i Maksymiliana Napielskich powstaje orkiestra strażacka. W 1916 r. towarzyszyła ona przeniesieniu doczesnych szczątków Fr. Nullo z Krzykawki na Stary Cmentarz w Olkuszu. W latach 1917-19 strażacy-muzycy witają gen. Józefa Hallera w Sławkowie, oraz wojska francuskie. W następnych latach SOO zmieniono na Ochotniczą Straż Pożarną, zorganizowano plutony i sekcje. Z większych pożarów w początkach działalności straży wymieńmy: pożar drewnianych stodół przy ul. Świętokrzyskiej (w 1923 r. i znów w 1938 r.), pożar w Chechle (w 1927), pożar lasów w 1928, pożar fabryki „Braci Szajn” w 1929, i w maju 1938 r. pożar stodół i domów przy ul. Podwalnej i Zawalnej. Najdłużej funkcję naczelnika, a później komendanta OSP Sławków, piastował Jan Nowak (żył w latach 1904-1988). Pożar to był wówczas żywioł, którego się obawiano, a siły strażaków były niewspółmierne do zagrożenia. Wywołać go można było poprzez zaprószenie, ale dość często był powodowany przez gromy. Gdy zbliżała się burza starano się ją odgonić dzwonkiem „z Loretto” na wieży kościółka św. Jakuba. „Jeśli burza minęła Sławków – zasługa była dzwonka. Jeśli nie – kładziono to na karb późnego dzwonienia” – ironizował Mieczysław Frycz, kronikarz obyczajów Sławkowa w pocz. XX w., na którego trafne obserwacje jeszcze nie raz będziemy się powoływać, a ich fragmenty cytować. Daje on też kapitalny opis początków tutejszej straży, którego nie zastąpi żaden naukowy rys: „Sławków był drewniany, a jak się palił?! Ja ze swej strony widziałem cztery takie pożary. W ogniu staje cała ulica - kilkanaście domów wraz z oborami, stajniami, stodołami. Jeśli jest lato i wiatru nie ma, dym jak trąba powietrzna wznosi się pionowo do góry na parę kilometrów. Jak gołębie, w górze wznoszą się kartki papieru. Z wieży ratuszowej rozlega się spazmatyczne łkanie trąbki, zwołującej miejscowych strażaków. Wszystkie obce furmanki, stojące na rynku, spiesznie uciekają, by ich nie zaangażować do pożaru.

5

Zrekonstruowana studnia na rynku. 

Co znaczy beczka wody strażackiej? Ludzie wtedy klękają przed kapliczką św. Floriana, patrona strażaków, która jest na rynku, wyciągają do niej ręce, proszą o cud, błagają w modlitewnej ekstazie - i może wtedy modlą się prawdziwie. Cud dopiero stwarza straż z Będzina, Sosnowca, Dąbrowy Górniczej, gdy zobaczy ową „:trąbę dymu” nad Sławkowem. /.../ Strażacy jednak byli dumą wszystkich mieszkańców zwłaszcza gdy pożaru nie było. Na wszystkie uroczystości występowali w pełnej gali, zwłaszcza w dniu swego patrona. /.../ W tym dniu strażacka trąbka z ratuszowej wieży /.../ wydawała dźwięki przymilne i nawet dumne. Na to hasło brać strażacka wyciągała zza zapiecków swój sprzęt strażacki, czyściła „sidolem” swoje złociste hełmy i wielgachne trąby - gęsto popluwając - pucowała je na „glanc”. Wszyscy gromadzili się przed remizą, która do dziś stoi na środku rynku (była na tyłach ratusza - dop.) i szykowali się w czwórki. Trochę było zamętu z odliczaniem, przy zwrotach - ale w końcu uformowali się tak, że w każdym szeregu było po czterech. /.../ Zawsze za idącym oddziałem straży biegły wszystkie dzieci miasteczka”.

4

 Ratusz w Sławkowie.

W czasie wojny kapelmistrzem orkiestry strażackiej został Niemiec. Wyzwalające Sławków wojska radzieckie witała oczywiście orkiestra strażacka. W 1949 r. strażacy doczekali się autocysterny, a w rok później zakończono budowę świetlicy w budynku OSP. Latem 1953 r., w trakcie powodzi, strażacy pomagali w ewakuacji mieszkańców zagrożonych żywiołem. W dwa lata później strażacy doczekali się nowego sztandaru. Na 60-lecie OSP Sławków dostała samochód gaśniczy Star 25”. W latach 60 orkiestra OSP kierowana przez kapelmistrza Stanisława Sabudę uzyskała kilka nagród w konkursach orkiestr strażackich w Olkuszu i Bolesławiu. W związku z kolejną rocznicą 65-leciem – strażacy doczekali się trzeciego już sztandaru, a w rok później samochodu pożarniczego Żuk i nowej motopompy. W 1977 r., gdy Sławków był dzielnicą Dąbrowy Górniczej, już jako część składowa Komendy Rejonowej w Dąbrowie OSP Sławków wygrała I Rejonowe Zawody Sportowo-Bojowe w Okradzionowie.

6

XVIII-wieczna austeria.

Strażacy prócz gaszenia pożarów organizują też życie kulturalne swego miasta. Grali i grają w orkiestrze, organizują przedstawienia (bodaj pierwsze w 1908 r. kiedy akompaniowali amatorskiemu przedstawieniu Józefa Niepielskiego), zabawy, konkursy. W latach 90-tych staraniem Społecznego Komitetu wybudowano nową, okazałą (800 m2 powierzchni, sama sala weselna na 166 m2) strażnicę, nad którą prace rozpoczęto jeszcze w 1974 r. Oficjalne otwarcie nowego Domu Strażaka 20 września 1998 r. było wielkim świętem nie tylko tutejszej Ochotniczej Straży Pożarnej, ale całej lokalnej społeczności, tak jak wszędzie gdzie istnieją OSP, zżytej ze swoimi strażakami. W nowej remizie, do której klucze otrzymał prezes OSP w Sławkowie Jerzy Marcinkowski, umieszczono też tablice pamiątkową, którą odsłonięto na 70-lecia OSP. W 2005 r. straż sławkowska obchodziła 100 lecie istnienia; z tej okazji ukazał się książka Rafała Jaworskiego i Zbigniewa Matuszczyka „100 lat pod wezwaniem św. Floriana. Historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Sławkowie”.

8

Domy przy Małym Rynku.

Ciekawostka. W początkach wieku tereny na południe od Sławkowa, za torami kolejowymi, nazywano Brodem, od brodu nad Strugą (prowadził do Niwy). Owa rzeczka rozlewała czasem szeroko, były tam duże bagna i stawy. Tereny te wykorzystywano na pastwiska dla Sławkowskiej gminy.
W 1913 r. powstało Towarzystwo Pożyczkowo-Oszczędnościowe w Sławkowie, które po śmierci swego założyciela Fr. Stefczyka (w 1924 r.) przyjęło nazwę Kas Stefczyka. Dzięki zachowanym dokumentom kasy wiemy m.in. o klęsce nieurodzaju w 1924 r. (z tego okresu pochodzą prośby o pieniądze na zakup ziarna siewnego). W 1931 r. Kasa liczyła 141 członków (przemysłowcy, handlowcy, przewagę stanowili właściciele gospodarstw rolnych nie większych niż 20 ha). W późniejszym czasie wyszły na jaw duże niedociągnięcia w jej prowadzeniu. Kasy Stefczyka działały do 1948 r.

2

Sławków, Departament Wojskowy Naczelnego Komitetu Narodowego z prawej ppłk Władysław Sikorski w środku znany później historyk, badacz dziejów powstania listopadowego Wacław Tokarz.

Legioniści. Po zajęciu terenów Powiatu Olkusz przez wojska austro-węgierskie w regionie pojawili się żołnierze polscy J. Piłsudskiego. Zrazu przedstawiciele Naczelnego Komitetu Narodowego nie cieszyli się większym poparcie, bo władze okupacyjne nakładały na mieszkańców kontrybucje, zdarzały się też aresztowania. Z czasem sytuacja uległą niewielkiej poprawie. Z terenu Sławkowa do Legionu Zachodniego zgłosiło się od sierpnia 1914 do końca 1915 r. tylko 37 ochotników, gdy jednak porówna się tę liczbę z ogólną liczbą ochotników z terenu powiatu, okazuje się, że tylko Sułoszowa dała ich więcej. Dodajmy, że przez kilka miesięcy (od stycznia do marca 1915 r.) Sławków był siedzibą Departamentu Wojskowego NKN (później przeniesiony do Piotrkowa). Przebywał tu m.in. ppłk Władysław Sikorski i znany później historyk, oraz badacz dziejów powstania listopadowego Wacław Tokarz.

10

Dom z podcieniami.

Sylwetka. Pułkownik i historyk - Wacław Tokarz. Wszyscy znamy drogę życiową i znaczenie Władysława Sikorskiego, zatrzymajmy się wiec przy jego bliskim współpracowniku z czasów wspólnej pracy w Departamencie Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego Wacławie Tokarzu, bo postać to nietuzinkowa, o olbrzymich zasługach dla nauki polskiej. Poprzez sam fakt urodzenia się w rodzinie o tradycjach patriotycznych (pradziad walczył pod Napoleonem, kolejne pokolenia walczyły w powstaniach listopadowym i styczniowym) niejako zdeterminowane były losy Wacława Tokarza, który też włączył się w wir walki o niepodległą Polskę, a na niwie naukowej skupił się na dociekaniu prawd o słuszności zrywów powstańczych XIX wieku. Młodość spędził w rodzinnej Częstochowie, gdzie zresztą przyszedł na świat, i w Radomsku, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej. Po częstochowskim gimnazjum podjął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Historii. Ponieważ w owych czasach zabraniano studiowania dziejów Polski późniejszych niż XVI w., Tokarz swą pracę doktorską napisał o Sejmie walnym za czasów Zygmunta Augusta, jednak jego największe zainteresowanie budziły czasy końca XVIII w., a zwłaszcza oba powstania z wieku XIX. Gromadził materiały, wczytywał się w nie, by w 1905 r. opublikować bardzo dobrze ocenioną dwutomową pracę „Ostatnie lata Hugona Kołłątaja (1794-1812)”.

14

Wał i fosa w parku miejskim.

Dzięki następnej pracy dotyczącej dziejów Galicja w początkach ery józefińskiej uzyskał katedrę na UJ. Wtedy też w 1909 r. podjął badania archiwów w Moskwie i Paryżu. Efektem tych prac była książka „Warszawa przed wybuchem powstania 17 kwietnia 1794 r.”. Podkreślić też trzeba, że badania w Moskwie, na krótko przed I wojną i przewrotem bolszewickim ocaliły dla nauki polskiej wiele materiałów źródłowych. Blisko związany w tym czasie z Narodową Demokracją nie zgadzał się jednak z Romanem Dmowskim w jego postawie wobec Rosji, ugodowości wobec władz carskich, jakim była zdaniem Tokarza zgoda na udział w wyborach do dumy, co dla niego było de facto porzuceniem idei niepodległości. Związał się więc Tokarz z ruchem strzeleckim zostając w latach 1912-14 prezesem koła Drugiej Krakowskiej Drużyny. Na swe seminaria naukowe zapraszał uważanych wówczas za wywrotowców – Józefa Piłsudskiego czy tak zasłużonych bojowników o wolność jak sędziwy socjalista, uczestnik powstania styczniowego – Bolesław Limanowski. W domu Tokarza miała też zapaść decyzja o wymarszu I kadrowej do Królestwa. Sam Tokarz wstąpił do Legionów 1 sierpnia 1914 r. jako prosty szeregowy w drugim pułku piechoty. Został jednak szybko wykładowcą szkół podchorążych, a potem zbliżywszy się do Władysława Sikorskiego, stał się jego najbliższym współpracownikiem w Departamencie Wojskowym NKN. To właśnie wtedy, przez kilka miesięcy mieszkał w Sławkowie, gdzie znajdowała się siedziba Departamentu Wojskowego. Tokarz, pozostający jeszcze wówczas w dobrych kontaktach także z Piłsudskim, starał się obu wojskowych godzić. Jednak następuje kryzys przysięgowy, i Tokarz za radą szanowanego przez siebie Limanowskiego, który doradza bronić zaczątków armii polskiej, inaczej niż Piłsudski, zgodził się uczestniczyć w tzw. Polnische Wehrmacht. Rozdźwięk z Piłsudskim pogłębiają przyjaźnie i znajomości Tokarza z oponentami komendanta, jak dowódca II brygady gen. Zygmunt Zieliński, pułkownik i też historyk Marian Kukiel, czy gen. Tadeusz Rozwadowski. Podczas służby legionowej redagował Tokarz Bibliotekę legionisty, w której sam opublikował dwie prace: „Kraków w początkach powstania styczniowego i wyprawa na Miechów” oraz „Armia Królestwa Polskiego 1815-1830”. Już w wolnej Polsce, po 1 listopada 1918 r., był Tokarz szefem Sekcji IV w MSW, a następnie szefem Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego. Pod jego kierownictwem opracowywano pismo dla oficerów „Bellona” oraz przeznaczonego dla prostego żołnierza „Wiarusa”. Jego instytut wydawał popularne książki i opracowania dla wojska. Stworzył też wówczas Centralna Bibliotekę Wojskową i Centralne Biuro Wojskowe. Będąc kapitanem rezerwy zrezygnował w październiku 1920 r. z katedry na UJ. Po nominacji od Sikorskiego został pułkownikiem piechoty. Dalej szefował Instytutowi, z którym współpracowało grono wybitnych piór wojskowych II RP (m.in. Stefan Rowecki, późniejszy generał Grot, dowódca AK). Po przewrocie majowym, poczuwając się do solidarności z Sikorskim i Kukielem – i pod naciskiem piłsudczyków, którzy nie mogli mu wybaczyć, że zgodził się na opublikowanie w „Bellonie” artykułu Kukiela podważającego zasługi Piłsudskiego w operacji warszawskiej 1920 r. – Tokarz zrezygnował z szefowania WINW i odszedł z wojska.

19

Zabytkowa organistówka przy kościele parafialnym.

 Choć piłsudczycy mieli rację, gdyż rola Piłsudskiego pozostaje bezsporna, a udowadnianie, że to gen. Rozwadowski czy Weygand byli autorami pomysłu kontruderzenia znad Wieprza, przypomina porzekadło o sukcesie, który ma wielu ojców, a tylko porażka pozostaje sierotą, to jednak potraktowano Tokarza niegodnie. Mimo oporów czynników zgodził się Tokarz objąć katedrę historii Polski na Uniwersytecie Warszawskim. Dzięki decyzji odejścia z wojska mógł więcej czasu poświęcić pracy historyka, na czym z pewności skorzystała polska historiografia. Powstały bowiem dwie najważniejsze jego prace: „Sprzysiężenie Wysockiego i noc listopadowa” (W-wa 1925) oraz „Wojna polsko-rosyjska 1830-31” (W-wa 1930). Oba dzieła opierają się na dogłębnej wiedzy źródłowej. W pracach tych Wacław Tokarz udowadniał, że powstania były koniecznością. Opór wobec zaborców był – w jego mniemaniu – obowiązkiem Polaka, a takie jego naświetlanie obowiązkiem historyka. Zwracał jednak uwagę – jak pisał prof. A. Zahorski „że należało walkę taką podejmować dokonując dokładnych obliczeń własnych możliwości, trzeba było poddawać chłodnej ocenie całość sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej i ogarniać wszystko, co stanowiło o powodzeniu walk”. W pracy poświęconej całej wojnie surowo oceniając dowództwo dowodził, że było to powstanie straconych szans, bo miało widoki na powodzenie. Ostatnią jego pracą była „Insurekcja warszawska 17-18 kwietnia 1794 r. (W-wa 1934). Ostatnie lata życia to coraz większy rozdźwięk między Tokarzem a Piłsudskim. Prace Tokarza atakowane były coraz ostrzej przez historyków – piłsudczyków, którzy „bardziej marszałkowscy niż sam Marszałek” zarzucali temu historykowi brak – można powiedzieć – romantycznej wizji powstań. Wacław Tokarz zmarł na raka w 1937 r. Dwukrotnie żonaty, pierwsza żona Władysława z domu Taefs, zmarła w pięć lat po ślubie, w 1906 r., z drugą Ryszardą z Mioduszewskich, miał troje dzieci, z których syn Ludwik zginął w czasie II wojny światowej.

7

XVIII-wieczna austeria.

W jednym z pierwszych rozkazów, wydanym w Sławkowie 15 stycznia, z okazji przeniesienia się na teren Królestwa, Władysław Sikorski pisał: „Stoimy w tym Sławkowie, który ongi tak serdecznie przyjmował krakowski oddział Kurowskiego. Jesteśmy tu więc u siebie na tej ziemi krakowskiej, wśród mogił i nikt nam nie może odmówić prawa do tej ziemi. Zastajemy tu ludność dotkniętą skutkami ekonomicznemi wojny, niepewną, niezdecydowaną nieraz. Nie zrazi to Nas ani na chwilę. Żołnierze, bo wyj nie jesteście z tych, co to za zbyt niska cenę, za łatwo chcą zdobyć lepszy los dla kraju. Wy wiecie, że to są bracia nasi, Polacy, których można i należy pozyskać dla idei, z którą przychodzimy”. Napomknijmy, że szef sztabu NKN Władysław Sikorski powierzył stanowisko komendanta werbunkowego do legionów przedwojennemu olkuskiemu lekarzowi, wtenczas lekarzowi Legionów Stefanowi Buchowieckiemu. To ponoć w Sławkowie powstał nowa wersja Mazurka Dąbrowskiego, którą autor nowego tekstu Bolesław Pochmarski nazwał „Pieśnią Legionów Polskich”:
„Marsz, Marsz Piłsudski/ Prowadź na bój krwawy, Pod Twoim przewodem/ Wejdzie do Warszawy.” (refren).

13

Zamek biskupi w Sławkowie.

Sylwetka. Jeden z ochotników. Franciszek Ziętek. Urodził się w Sławkowie w 1889 r., jako syn Mikołaja i Wiktorii z domu Skupień. Miał papiery czeladnika ślusarskiego, gdy dał się porwać uczuciom patriotycznym. W styczniu 1915 r. zaciągnął się do Legionów. Przyjął pseudonim Zieniewski. Walczył w bitwach i potyczkach 1915 r.: pod Majdanem Bożechowskim, Jastkowem i Józefowem, Kozłówką-Siedliskami, Kamionką-Kiszówką, Łysobykami, Wolą Ossowińską, Paskudą, pod Kamieniuchą, Wołczkiem, a w 1916 pod: Jeziorcami, Arsymowicami Podlaskimi, Sitowicami i Dubniakami. W grudniu 1916 r. awansowany na starszego żołnierza. Odznaczony Odznaką I Brygady „Za Wierną Służbę” w Pułku Artylerii LP, baterii Haubic Polowych. W kryzysie przysięgowym poszedł za przykładem Józefa Piłsudskiego i odmówił dalszej służby w Legionach i przysięgi wierności cesarzowi. Trafił do obozu w Szczypiornie pod Łomżą (był tam od 13 X 1917 do 26 III 1918). Z tego pobytu została mu pamiątka, będąca później w posiadaniu rodziny, którą był ręcznie przepisany tomik wierszy obozowych. Za walkę w Legionach otrzymał w 1926 r. Krzyż Walecznych. Do emerytury pracował jako maszynista w Łazach. Zmarł w 1975 r. Dodajmy, że w Legionach służył i poległ jego brat, plut. Paweł Ziętek.

18

Ulica Gołębia.

I wojna światowa w Sławkowie (cenne wspomnienie Mieczysława Frycza opublikowane w Kurierze Sławkowskim z marca 1993 r.).
„Wybuchła wojna!
Pamiętam, że w tym dniu rozbito sklep „Monopoli” i wódka popłynęła strugą w kierunku Przemszy. Moskale ulotnili się jak kamfora.
Na pastwisku pokazali się młodzieńcy sławkowscy w kapeluszach zielonych, ze skrzydłem zapiętym okrągłą kokardą biało-czerwoną. Byli to „Sokoły”. Dowodził nimi Władysław Sujkowski. Ćwiczyli kijami i śpiewali pieśń: „Hej, bracia Sokoły, dodajcie mu sił... itd.”
Tymczasem Austriacy tzw. centusie wkroczyli do Sławkowa. Granica była niedaleko (Szczakowa), więc wkroczyli prawie pojedynczo. Ubiór ich był zupełnie inny niż Rosjan. Niedaleko stały ich widety – na przekopkach Olszówki – lecz dość rzadko. Podszedłem do takiego żołnierza. Leżał za wałem ziemnym, oddzielającym pola od drogi. Na wale rosły stare wierzby. Patrzył na wschód. Gdy się przybliżyłem przywołał mnie po polsku. Mówił dobrze i biegle. Kazał mi spoglądać na okolicę, a sam ułożył się na wznak. Pokazał mi bączka na czapce i znaki FJ. Pierwszy raz w życiu dowiedziałem się o cesarzu Francu Józefie, który teraz był i moim cesarzem, po Mikołaju II.

Od tego czasu życie w Sławkowie potoczyło się raźniej. Zarekwirowano konie i wozy. Wkrótce przetoczyła się na wschód wielka armia Prusaków. Szły: piechota, artyleria, tabory. Ujęli życie w karby. Zarekwirowano wszystkie żarna, wydano kartki na chleb. Żydzi – piekarze piekli chleb na pół z gotowanymi ziemniakami; był to kluch, którego jeść nie można było.

20

Kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Św. Stanisława.

Słychać było dalekie huki armat od strony Olkusza. Wojsko szło nieprzerwanie. Byłem świadkiem dramatu dziejowego zwanego „Pierwszą Wojną Światową”. Od tej pory przez długie lata szło wojsko pruskie, austriackie i polskie Legiony. Oni wystawili wielki drewniany krzyż na pobojowisku z 1863 r. w pobliskiej Krzykawce, gdzie zginął płk. Nullo. Oni też dali ulicom nazwy polskie jak Kościuszki, Kilińskiego, Krakowska, Olkuska, Siewierska i inne.

Zaraz na początku wojny został sformowany z miejscowej młodzieży – Legion Sławkowski. Pamiętam, że w nim był mój stryj Franciszek, człek liczący ponad 30 lat, mający żonę i paru synów. Mówiono, że był socjalistą. Co to oznaczało – wtedy nie wiedziałem, ale pamiętam, jak przyszedł do swych rodziców, a mych dziadków w legionowym mundurze i w czapce, na której pierwszy raz w życiu zobaczyłem blaszanego białego orła. Pamiętam, że w mieszkaniu czapki zdjąć nie chciał. Babcia błagała go słowami: „Franusiu, przecież tu są święte obrazy, a ty chodzisz w czapce?!” On wyprostował się dumnie, wskazał palcem na orła i wyrzekł: „To jest ważniejsze jak obraz!”
Wkrótce „Legion” wyruszył na sławne boje.

22

Okładka polskiego wydania książki „Dzieci ze Sławkowa”.

Jak się żyło?
Ja w tym czasie najwięcej przesiadywałem u dziadków. Mieli dom w rynku, z którego widać było, kto jedzie drogą, jakie oddziały maszerują i przy tym babcia podkarmiała częstymi zacierkami i prażuchą. W domu tego nie miałem, było głodno i chudo. Ojciec udał się w okoliczne lasy, które wieńcem otaczały Sławków do tzw. Boru Biskupiego, gdzie pracował przy wyrębie jako „taksator”. Praca była sezonowa i mało płatna. Później zmienił ją i pracował przy skupie zboża dla aprowizacji miasta. Zaczęło nam się powodzić lepiej. /.../

Ja się w tym czasie w ogóle nie uczyłem, bo nikt tu się nie uczył. Szkół w ogóle nie było. Wszyscy chłopcy trudnili się pasterstwem i zależnie od zamożności swych rodziców tworzyli zrzeszenia pastuchów krów i kóz. Każdy pastuch miał bat rzemienny i procę do rzucania kamieni tzw. sznajdrę oraz nóż-kozik. Oprócz powyższych oznak władzy pastuszej, co czwarty chłopiec miał worek na plecach, a w nim garnek – żelaźniak, kawałek słoniny lub jajko. Wyruszały krowy z każdej chaty, szły gęsiego jedna za drugą, za nimi gromada chłopców. Paśli krowy na pastwiskach swojej gminy lub w pobliżu sąsiednich jak: Bolesław, Strzemieszyce, Okradzionów lub Łosień. Chłopcy jednej gminy byli wrogami drugiej. Przy spotkaniu się zawsze dochodziło do walki, najpierw słownej, a później przy pomocy procy sznajdry na kamienie. Rozejm był zawsze w porze obiadowej, gdy wyciągano z worka żelaźniak i pieczono w nim kartofle. Ułożone w garnku kartofle (obrane i umyte) przykrywano liśćmi kapusty i na to kładziono krążek wyciętej darni. Każdy chłopiec kozikiem wystrugał sobie cienki patyk tzw. „dzidkę”, który zastępował widelec i łyżkę.

Coś a’la golf dla ubogich? Mieczysław Frycz opisuje dziecięcą zabawę, która dziś już zaginęła. „Ulubioną zabawą chłopców byłą zabawa w „świnię”. Każdy chłopiec miał kij, którym odbijano puszkę po konserwach zwaną „świnią”, nie pozwalając jej wprowadzić do dołka centralnego. Wokół tego dołka w pewnej odległości były dołki, w których chłopcy trzymali swe kije. Gdy „gońcarz” potrafił przeprowadzić puszkę przez kordon chłopców, którzy mu ją odbijali, następowała zmiana dołków, a któremu brakło, stawał się „gońcarzem”. Zabawa była wesołą, żywa, czasami się dostało bo bosych nogach – ale to nic.

21

Stare budownictwo w centrum miasta.

A nocą?
„Noc uspakajała wszystkich, cisza zapanowała w osiedlu. Zaczęli teraz urzędować wyznaczeni przez wójta „stróże nocni” rekrutujący się z kawalerów. Mieli oni za zadanie obchodzić wszystkie ulice, strzec mienia przed złodziejami i osiedle przed ogniem. Co robiła starsza młodzież? Dziewczęta pomagały w gospodarstwie, a młodzież męska, zamożniejsza, urzędowała po karczmach i restauracjach grając w karty, popijając gorzałkę i piwo. Druga - trudniła się szmuglem. Granica austriacka była niedaleko za Przemszą, w Szczakowie, ale była strzeżona i jej przekraczać nie było wolno, mimo że tu i tam panowali Austriacy. W Szczakowie były: sól, cukier, świece, tekstylia – u nas tego nie było. Żydzi byli świetnymi organizatorami szmuglu. Werbowano młodych i silnych chłopców i dziewczyny do przenoszenia szmuglu. Wieczorem udawali się wiadomym szlakiem przez las do Szczakowy, przekraczano Przemszę i nad ranem wracano z workami szmuglu na plecach. W tym czasie nawet był modny śpiewany na ten temat szlagier:
„Szła szmuglerka przez las,
napotkał ja finans” itd.
Uwaga. Literacki opis szmuglowania przez tę granicę pozostawił Jan Waśniewski w swojej trylogii górniczej: „Na podszybiu”, „Po dniówce” i „Ognie w pirytach”.

W 1917 r. wreszcie otwarto w Sławkowie szkołę powszechną, w dawnym przytułku dla staruszków, który odremontowano, zamalowano przy okazji wizerunki świętych na frontonie (wizerunki zostały zrekonstruowane w ostatnich latach – patrz zdjęcie.). Austriacy wydali nakaz zapisywania dzieci. „Nauczyciele przyjechali z Galicji. Były to piękne panny i budziły zainteresowanie u wszystkich” (M. Frycz). Również w 1917 r., w marcu, trzech obywateli Abram Klein, Antoni Tylec i Stanisław Cębrzyński podpisali umowę na otwarcie w Sławkowie kina Odeon. Kinematograf czynny był w soboty, niedziele i święta.

Rok 1918. Sławkowianie nie oglądali się na innych, tylko własnymi rękami wzięli się za wyzwalanie swego „kawałka” Ojczyzny. Już 4 listopada 1918 r. grupa tutejszej młodzieży pomimo braku broni rozbroiła sławkowskiej żandarmerii. Dopiero wtedy, już ze zdobycznymi karabinami, opanowali dworzec kolejowy i fabrykę braci Szajn. Wśród prowodyrów tych wydarzeń wymienia się kolejarza Jana Baranowskiego i nauczycieli Jana Kołpanowicza oraz Władysława Kota.

3

Stanisław Doktorowicz-Hrebnicki lata trzydzieste XX w Archiwum Fotograficzne Polskiego Instytutu Geologicznego PIB.

Na początku lat 20. powstała mapa geologiczna Sławkowa. Wykonał ją Stanisław Doktorowicz-Hrebnicki (1888-1974), urodzony w Petersburgu, syn profesora biologii tamtejszego uniwersytetu, wybitny polski geolog i inżynier górnictwa. Karierę zaczął jeszcze w carskiej Rosji. Badał wówczas m.in. Zagłębie Donieckie, Zakakukazie, Ural, dotarł aż na Syberię, gdzie przy granicy z Mandżurią i Mongolią rozpoznawał złoża wolframu. Na Zabajkalu badał złoża molibdenu. W rejonie Nereczyńska oceniał złoża złota i wolframu. W latach 1918-20 tworzył mapy płd. zach. Bajkału. W okręgu Irkuckim, już po rewolucji październikowej oceniał rozmieszczenie złóż rud żelaza. Od 1922 r. pracował w Państwowym Instytucie Geologicznym w Warszawie, to wtedy trafił na Górny Śląsk i Zagłębie, gdzie tworzył mapy geologiczne tych terenów, w tym i Sławkowa. W latach 30. Również w Zagłębiu badał złoża glinek ogniotrwałych, a w okolicach Olkusza zasoby rud cynku i ołowiu. Po wojnie w dalszym ciągu badał pokłady węgla w Górnośląskim Zagłębiu Węglowym. Później także zasoby węgla brunatnego w okolicach Wałbrzycha. Łącznie Doktorowicz-Hrebnicki opublikował 67 map.
W dwudziestoleciu międzywojennym mieszcząca się w Sławkowie „Fabryka Gwoździ i Drutu Braci Szajn” była drugim co do wielkości zakładem w powiecie olkuskim (ustępowała tylko Fabryce Naczyń Emaliowanych Westena w Olkusza. Zatrudnionych w niej było od 200 do 800 pracowników. W czasie wojny produkowano tu na potrzeby wojska. Przy fabryce rozlokowano też baterię przeciwlotniczą. Gdy w początkach stycznia 1945 r. Niemcy zaczęli demontaż zakładu, chcąc wywieźć maszyny i sprzęt w głąb Rzeszy, niektórzy pracownicy starali się zabezpieczyć niektóre urządzenia, by jednak pozostały one w Sławkowie. Jak wspominał Adam Frycz, np. „przeciągadła z „vidia” stali zatopiono w wiadrach z mydlinami” i potem mogły posłużyć do uruchomienia zakładu przez inż. Mikę. Po wojnie zakłady upaństwowiono i przemianowano na Zakłady Wyrobów Metalowych. W 1984 r. obchodzono uroczyście 115-lecie istnienia fabryki.

Ciekawostka. Dobosz. Przed wojną Sławków miał swojego dobosza. Dokładnie mówiąc był to woźny gminny, który chodził po mieście w okrągłej czapce, walił w bębenek, i ogłaszał komunikaty, np. „że komuś zginęła Koza, świnia lub inna gadzina”. Oczywiście towarzyszyła mu hałastra dzieciaków.

11

Zamek biskupi w Sławkowie.

Żydzi sławkowscy. Zaginiony świat sprzed Holocaustu. O ile wcześniej, w czasach, gdy Sławków był miastem biskupim, Żydzi tu nie mieszkali, o tyle później, gdy nic już nie stało na przeszkodzie, by się tu osiedlali, liczba ich systematycznie rosła. Gmina Wyznaniowa Żydów w Sławkowie powstałą w 1904 r., choć murowana bożnica stała tu już w 1896 r. Pierwszym rabinem był Szulim Zając (do śmierci w 1928 r.). Do czasu wyboru nowego rabina, czyli do 1931 r., śluby dawał gminny duchowny Josek Lederman. Ostatnim rabinem był Boruch God Hepner, który pełnił ten urząd od 1931 r. aż do wywózki Żydów ze Sławkowa do obozów zagłady. Do 1931 r. sekretarzem gminy był Icek Berek Makowski, którego od 1931 r. zastąpił syn Mendel. Przewodniczącym Zarządu Gminy był Gutman Libermensz. W przedwojennym Sławkowie Żydzi stanowili już dość liczną mniejszość (około 15 proc). W 1939 r. tutejsza gmina liczyła ok. 900 osób. Żydzi mieli swój heder (szkołę), rytualną myjnię (mykwa), i bożnicę. Tak wspominał ich nieoceniony Mieczysław Frycz: „/../ w białych pończochach, w myckach na głowie i długich, błyszczących, czarnych chałatach. Z rozporków dyndały im strzępy jakiejś niegdyś białej materii tzw. cycełe. Wchodząc do budynku każdy z nich z pietyzmem dotykał na futrynie przybitej rolki pergaminu (mezuzy – dop.) z wypisanymi na niej modlitwami – i palce całował. Z ich szkoły tzw. heder, wydobywał się nieprzerwany szwargot głosów, które na krzyk rebego” – sztil! – wszystkie milkły. Od tej pory rozlegał się zgodny śpiew czy recytacje, o różnej modulacji głosów – którego nikt z nas nie rozumiał.

9

Zabytkowy drewniany dom przy Małym Rynku.

Gmina żydowska z rabinem na czele, rządziła się niezależnie od gminy miasteczka. Ja przyjaźniłem się z jednym /.../ Dawidkiem, który starał się mnie nauczyć ich mowy - ale krótko. Raz nawet zaprowadził mnie do ich rytualnej łaźni, tzw. mykwy. Była to szopa dość duża, drewniana, w której był basen z wodą. Woda byłą gęsta, brudna, zapewne nigdy nie zmieniana - w niej Żydzi kąpali się”. Frycz wspomina o bijatykach i obopólnym wyzywaniu się („Chłopcy wyzywali Żydów od „Bejlisów”, ci odwzajemniali się „Macochami”), ale – jak przyznaje – „do większych ekscesów nie dochodziło, bo przecież rodzice brali artykuły potrzebne ze sklepów żydowskich i to na „borg” (krecha – sop.).

16

 XVIII-wieczny przytułek z tarczą herbową biskupa Załuskiego.

W 1993 r. odwiedzili Sławków goście z Izraela - prezes Światowego Związku Żydów Zagłębiowskich i członek Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego dr Arieh Ben-Tov Hassenberg oraz przewodniczący Związku Żydów Zagłębia w Izraelu Abraham Green. Spotkali się z władzami miasta. Okazało się, że obu panów dużo łączyło ze Sławkowem. Abraham Green miał kontakt ze Sławkowem podczas II wojny światowej, jeszcze bardziej osobiste wspomnienia łącza z tym miastem Arieha Ben Tova. Otóż Icek Berg, dziadek urodzonego w Będziniu dr Ben-Tova był przed wojną sekretarzem gminy żydowskiej w Sławkowie. Sekretarzował też działającej przy tej gminie Bezprocentowej Kasie Pożyczkowej. Do dziś stoi tu dom, w którym mieszkał (przy ul. Piekarskiej). Dr Ben-Tov, jedyny z liczącej osiem osób rodziny, który przeżył wojnę, ponoć z ogromnym wzruszeniem obejrzał w Urzędzie Stanu Cywilnego zachowany akt zawarcia małżeństwa przez jego rodziców. Poza tym przeglądał wydaną w Paryżu w 1992 r. autobiografię 15-letniego w momencie wybuchu wojny Żyda, pochodzącego ze Sławkowa Jo Testylera pt. Les enfants de Slawkow. Une jeunesse dans les camps Nazis” (polskie wydanie: „Dzieci ze Sławkowa. Młodość w nazistowskich obozach”, Warszawa 2010). Oglądano też synagogę, dom Gminy Żydowskiej, oraz inne miejsca związane z życiem i martyrologią narodu „naszych starszych braci w wierze”. Zwiedzono dobrze utrzymany cmentarz na „Kirkowie” (za północno-wschodnimi rogatkami miasta, ale już w Krzykawce). To podczas tej wizyty podjęto decyzję umieszczenia tablicy pamiątkowej na gmachu przedwojennej synagogi. Tablicę ufundowało społeczeństwo miasta. Dr Arieh Ben-Tov popnownie zjawił się w Sławkowie jeszcze w styczniu i sierpniu 1995 r. Zmarł w rok później, miał 73 lata.

17

Odsłonięte freski przedstawiające błogosławionego Świętosława ze Sławkowa i św. Stanisława – na dawnym przytułku.

Samą tablicę z tekstem „W budynku tym do czasu niemieckiej okupacji mieściła się synagoga Żydów Sławkowa” (i w tłumaczeniu hebrajskim) zawieszono podczas uroczystości 31 sierpnia 1983 r. Do Sławkowa przybyli wówczas wspomniani już wcześniej dr Arieh Ben-Tov, Abraham Green, przedstawiciele władz Sławkowa, Dąbrowy Górniczej. Zjawili się tez dwaj przedwojenni sławkowscy Żydzi, jeden z Izraela, a drugi, Jerzy Jura, aż z dalekiej Kanady. Wspomnieniom nie było końca, takoż wzruszeniom. Odbyła się tez wystawa „Fragment historii Żydów Sławkowa”, na której zgromadzono wiele pamiątek i dokumentów związanych ze społecznością żydowską w tym mieście. Drugą tablicę okolicznościową poświęconą zagłębiowskim Żydom rozstrzelanym w dniach 6-8 września 1939 r. umieszczono 27 sierpniu 1995 r. także koło mostu nad Przemszą (miejsce martyrologii kilkudziesięciu Izraelitów, którzy zginęli wracając z tzw. ucieczki, a Niemcy rozstrzelali ich tylko dlatego, ze rozwścieczyło ich wysadzenie przez ustępujące polskie oddziały mostu na Przemszy). Staraniem p. Rozenberga Niemcy zgodzili się na ekshumację zamordowanych przy moście i tam pochowanych Żydów, których w styczniu 1940 r. przeniesiono już na sławkowski kirkut. Uroczystego wmurowania aktu erekcyjnego dokonali dr Arieh Ben-Tov, Abraham Green i burmistrz Józef Niewdana. Z zaproszonych gości, prócz przedstawicieli władz miast zagłębiowskich była m.in. posłanka Barbara Imiołczyk.

Goście z Izraela odwiedzają Sławków dość często. Duża, 25-osobowa grupa odwiedziła to miasto w sierpniu 1999 r. Odwiedzono miejsca związane z bytnością Żydów w Sławkowie, modlono się na miejscach ich martyrologii. Grupie przewodził Abraham Green, który na stanowisku prezydenta Światowej Federacji Żydów Zagłębia zastąpił zmarłego dra Arieha Ben-Tova.

15

Miejska zabudowa z widokiem na kościół parafialny.

Z kolei w wakacje 1999 r. na zaproszenie Światowej Federacji Żydów Zagłębia z wizytą do Izraela wraz z grupą zagłębiowskiej młodzieży wybrała się uczennica sławkowskiego liceum Elżbieta Andrysek. Uczestnicy wycieczki zwiedzali miejsca związane z Biblią, współczesną historią Izraela, spotykali się młodzieżą żydowską oraz przedstawicielami Żydów, którzy pochodzą z Polski (m.in. kapitanem Rosengartenem, uczestnikiem bitwy pod Monte Cassino, naczelnym rabinem w II Korpusie gen. Andersa). W instytucie Yad Vashem, upamiętniającym Holocaust zadany Żydom przez hitlerowskie Niemcy, oglądali znajdujące się tam pomniki i nekropolie. Na jednym z nich widnieją miasta Zagłębia i ziemi olkuskiej, w których była diaspora żydowska (w pisowni hebrajskiej i polskiej: Żarnowiec, Olkusz, Sławków, Bolesław, Skała, Pradła, Wolbrom)

Żydom sławkowskim poświęcona jest stała ekspozycja w Muzeum Regionalnym, na która złożyły się eksponaty częściowo zyskane dzięki mieszkańców, którzy udostępnili je na okolicznościową wystawę w związku z 50 rocznicą zagłady Żydów Zagłębia. Wtedy też kilka eksponatów trafiła do Muzeum Holokaustu w Nowym Jorku.

12

Zamek biskupi w Sławkowie.

Brak pracy. W 1938 r. w Sławkowie było 798 bezrobotnych, co stanowiło ponad 13 proc. wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych w powiecie. Ogółem bez pracy było tu 1673 ludzi. W Olkuskiem tylko Bolesław miał większą liczbę bezrobotnych.

Zdjęcia: 1, 6, 16, 14 - Internet, pozostałe -  autor.

Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Przegląd Olkuski nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze obraźliwe, szkalujące i naruszające ogólnie przyjęte normy współżycia społecznego będą usuwane. Prosimy o rozwagę w formułowaniu wypowiedzi. Chcielibyśmy, żeby dyskusja była rzeczowa i pożyteczna dla innych internautów. Zastrzegamy sobie możliwość usuwania komentarzy, których forma i treść znacznie odbiegają od tematu artykułu, przyjętej etykiety internetowej oraz naszego regulaminu. Jako redakcja szanujemy wolność i swobodę wypowiedzi, ale cenimy sobie również dbałość o kulturę języka
UWAGA: jeśli chcesz zamieszczać komentarze pod własnym imieniem i nazwiskiem musisz się zarejestrować. Rejestracja i używanie awatarów zapobiega także podszywaniu się innych internautów pod wybrany przez Ciebie nick. Komentarze użytkowników ukazują się w czasie rzeczywistym. Zachęcamy do zgłaszania administratorowi komentarzy naruszających regulamin.
Apelujemy do naszych Czytelników o zamieszczanie przemyślanych komentarzy. Administrator portalu ma obowiązek udostępnić organom państwowym na ich wniosek dane użytkowników zamieszczających groźby karalne, komentarze obraźliwe bądź naruszające dobra osobiste. Nasz portal pozwala na dodawanie komentarzy bez rejestracji apelujemy jednak o niewykorzystywanie "pozornej" anonimowości do obrażania innych osób.
Do wszystkich którzy NIE ZROZUMIELI zamieszczonego powyżej apelu: zapewne zauważyli Państwo, że zostaliśmy zmuszeni do usunięcia niektórych komentarzy z naszej strony. Nie jest to wyrazem naszej cenzury, próby ograniczania prawa do merytorycznej dyskusji czy też wolności wypowiedzi, lecz jedynie stosowaniem się do przepisów obowiązującego prawa. Komentarze są usuwane na podstawie uzasadnionego wniosku pokrzywdzonej osoby lub w wyniku PROWADZONEGO POSTĘPOWANIA o zniesławienie, naruszenie dóbr, z powodu gróźb karalnych itp. Redakcja ma OBOWIĄZEK UDOSTĘPNIĆ (na podstawie pisemnego wniosku) uprawnionym organom dane użytkowników którzy takie komentarze zamieścili oraz usunąć je z publikacji. W pewnych kręgach nastała wręcz moda na ustalanie tożsamości komentujących, więc PONOWNIE APELUJEMY o zamieszczanie przemyślanych komentarzy.
NIE HEJTUJĘ, BO SZANUJĘ !!!