Powiat
Zapach świeżo wypieczonego chleba, misternie plecione wieńce z kłosów zbóż, kolorowe stroje ludowe i radosne świętowanie końca żniw. Dożynki od pokoleń kojarzyły się z wdzięcznością za plony oraz integracją lokalnych społeczności. W tym roku sielankowy klimat w powiecie olkuskim i miechowskim brutalnie przerwał niespodziewany gość. Na dożynkach m.in. w Porębie Górnej, Przegini oraz Bukowskiej Woli mieli pojawić się pracownicy Krajowej Administracji Skarbowej.
Wszystko rozegrało się pod koniec sierpnia. W Porębie Górnej 30 sierpnia 2026 roku celebrowano dożynki gminy Wolbrom, a analogiczne imprezy trwały również w Przegini czy Bukowskiej Woli. W tamtym czasie na terenach festynowych pojawili się nieproszeni goście z KAS. Ich głównym celem było weryfikowanie, czy każda transakcja na stoiskach ląduje rzetelnie w kasie fiskalnej.
Zamiast podziwiać korowody, inspektorzy KAS wzięli pod lupę stoiska gastronomiczne, handlowe, a nawet te prowadzane przez lokalnych społeczników. Był to dzień, w którym zamiast o obfitości zbiorów, w regionie zaczęto głośno mówić o nałożonych mandatach. Bilans inspekcji wywołał falę oburzenia: w Przegini ukarano trzy osoby na sumy od 600 do 1500 zł. Prawdziwa burza rozegrała się jednak w Bukowskiej Woli, gdzie łączna pula nałożonych kar sięgnęła zawrotnych 7500 złotych. W gronie ukaranych znaleźli się nie tylko komercyjni przedsiębiorcy z wesołych miasteczek czy winnic, ale również panie z Kół Gospodyń Wiejskich.
Sprawa natychmiast odbiła się szerokim echem, wywołując falę oburzenia wśród lokalnych społeczników i parlamentarzystów. Wśród argumentów przewija się m.in. wątek członkiń Kół Gospodyń Wiejskich, które stawiły się na święcie plonów w celach reprezentacyjnych i kulturalnych, a nie po to, by napędzać komercyjny biznes.
Gdy sprawą żyła już cała Małopolska, doczekaliśmy się wyjaśnień z drugiej strony. Wobec rosnących kontrowersji głos zabrała Agata Jagodzińska, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS. W oficjalnym wpisie na platformie X próbowała uśmierzyć społeczny gniew, argumentując, że działania skarbówki wymierzone są w nieuczciwych handlujących np. alkoholem bez akcyzy czy standardowych przedsiębiorców masowo sprzedających piwo i lody. Podkreśliła przy tym z mocą: „Koła Gospodyń Wiejskich podczas dożynek zazwyczaj nie prowadzą sprzedaży, lecz oferują poczęstunek przygotowany z własnych wyrobów. Taka forma działalności NIE JEST przedmiotem działań KAS”.
Brzmi uspokajająco? Niestety, słowa przedstawicielki związkowców brzmią jak kiepski żart w obliczu faktów: skoro panie z KGW według administracji nie są kontrolowane, to skąd wzięły się nałożone na nie kary? Zabezpieczanie interesu państwa na imprezach kulturalnych, gdzie lokalne społeczności za symboliczną złotówkę częstują domowym ciastem, stawia deklarację KAS w bardzo dwuznacznym świetle.
Wygląda na to, że dla bezdusznych przepisów nie ma znaczenia, czy ktoś próbuje dorobić się fortuny, czy po prostu kultywuje tradycję – paragraf pozostaje paragrafem, a tegoroczne dożynki wielu uczestnikom zapadną w pamięć nie dzięki wieńcom, lecz dzięki wyjątkowo gorzkim „plonom” wystawionym przez skarbówkę.
Mieszkańcy i lokalni aktywiści zadają dziś fundamentalne pytanie: czy urzędnicy nie zatracili zdrowego rozsądku? Dożynki to unikalny fundament polskiej kultury, napędzany czystą pasją i zaangażowaniem ludzi dobrej woli. Jeśli państwowe instytucje będą dalej straszyć mandatami panie piekące ciasta czy strażaków grillujących kiełbaski na festynach, szybko dojdziemy do momentu, w którym nikt nie odważy się już wystawić żadnego stoiska
Trudno uwierzyć w troskę o tradycję, kiedy w praktyce uderza się w tych, którzy tę tradycję bezinteresownie podtrzymują. Bo chociaż fiskus szuka luk w budżecie, może niechcący skasować coś o wiele cenniejszego – ludzką solidarność i lokalną wspólnotę.















