skarby_olkusza_001

Piątek, godzina 7 rano. Dzień zapowiada się słonecznie. Na ulicy Bóżniczej do pracy przystępuje 20 „kopaczy”. Ci pomarańczowi odkopują przeszłość, ci zieloni budują kanalizację. Kopią głęboko, widać tylko ich głowy. Widok godny fotografii, ale mieszkańcy i właściciele okolicznych sklepów nie są z tego powodu szczęśliwi. Ta praca trwa już wiele tygodni. Roboty trwają i trwają. I trwać jeszcze będą podobno przez następne dwa tygodnie.

– Co wy tu robicie? – pytamy jednego z  pracowników – prawdopodobnie brygadzistę
– Budujemy kanalizację na tej i sąsiedniej ulicy.
– Tak głęboko?
– No bo to miejsce historyczne.
Widać tu jakieś pozostałości starych murów.
– O to proszę pytać Panią Izę. Ja buduję kanalizację! Powiem tylko, że my budujemy kanalizację, przedtem jednak trzeba odkryć i opisać to, co znajduje się w ziemi olkuskiej.
Robota postępuje a gwar jest taki, jak na olkuskim targu. Nic dziwnego, wszak ci „kopacze” to sami młodzi ludzie, wyglądają nawet na studentów…Godzina 11.30. Zaczyna kropić deszcz, ale nie zwalnia to tempa robót. Natomiast pojawiają się dwie młode osoby: Pani Olga, studentka i pani mgr Joasia, archeolog. Zmagają się z urządzeniem, które, jak się okazało, nazywa się niwelatorem.
– Co wy tu robicie, urodziwe dziewczyny w zabłoconych adidasach i roboczym felszalunku. Wasza praca, jak widać nie przypomina Indiana Jonesa w Egipcie…
– To, co robimy, jest ciekawsze od Egiptu. O Egipcie słyszeli wszyscy, a kto słyszał o Olkuszu? Jesteśmy pracownicami w firmie, która prowadzi te badania i wykopy. Sporządzamy dokumentację fotograficzną i rysunkową wykopaliska. Narysowany musi być każdy kamień i jego położenie, wszystko dokładnieskarby_olkusza_002 pomierzone. Praca archeologa wymaga i precyzji i cierpliwości, dokumentacja musi być zinterpretowana. To jest zadanie skomplikowane, bo jest dużo odkrytych warstw, a w każdej jest materiał,  który trzeba naukowo skomentować.
– Moja pasja, to średniowieczne miasta – mówi Pani Olga – i tym się zajmę po studiach. Archeologia to naprawdę moja pasja. Dla niewtajemniczonych takie wykopki to nic ciekawego…
Pani Joasia wykonuje jakieś skomplikowane pomiary, łopatką odsłania kolejne odcinki  podziemnego kamiennego muru. Wyłaniają się fragmenty plątaniny rur współczesnej kanalizacji. Robotnicy wydobywają olbrzymie głazy piaskowca parczewskiego, niegdyś tkwiących zapewne w fundamentach olkuskich kamienic. Ci od kanalizacji zasypują fragmenty wykopalisk. Początek końca.
Godzina 12. Przybywa  „na plan” oczekiwana Pani Iza, czyli Pani Izabela Mianowska, kierowniczka badań archeologicznych, właścicielka firmy archeologicznej z Krakowa, która prowadzi te podziwiane przez nas (a niektórych irytujące) prace. Stoimy nad głęboką, jakby sztolnią, w której uwijają się kopacze.
– Co wy tu robicie? – pytamy.
– Budujemy kanalizację. A zanim ją zbudujemy, zanim położymy te trzy ciągi rur, my archeolodzy, musimy skrupulatnie sprawdzić przeszłość. To prawdziwe szczęście i szansa dla Olkusza, że poznamy jego średniowieczne budownictwo. Wszak jest to miasto historyczne, a jego dzieje, to fragment przeszłości naszego kraju. Mieszkańcy powinni być z tego dumni.
Zresztą, jak to było – nie wiadomo. Wiadomo tylko, że niegdyś ulicy Bóżniczej nie było, a domy tu stojące przylegały do klasztoru stojącego na miejscu dzisiejszej kamienicy, chyba także posadowionej na średniowiecznych fundamentach, ale tego sprawdzić się nie da, bo trzeba by robić wykopy w piwnicach, a mieszkańcy zapewne nie byliby uszczęśliwieni taką perspektywą. Taki już los archeologa, że nigdy nie wie, co odkopuje i co znajdzie w ziemi. W przeciwieństwie do „budowlańców”- niczego nie można zaplanować. Zdejmujemy jedną warstwę gruntu, drugą, następne, coraz głębiej. Ze względu na te wszystkie rury nie dokopiemy się do calizny, coś trzeba chyba zostawić następcom. W każdej warstwie ślady przeszłości, które można dokładnie określić historycznie. Ówczesne śmieci, gwoździe, buty, mnóstwo garów. Codziennie coś znajdujemy. Dopiero jak opracujemy to, cośmy znaleźli, możemy wydawać naukowe sądy. Dotąd pozostajemy w sferze przypuszczeń. Na tej ulicy, podobnie zresztą, jak i na innych, kryją się różne archeologiczną tajemnice. Na przykład tu widać jakieś zapadlisko. Co to jest? Nie wiem. Jeszcze nie wiem. Na tym „nie wiem” polega urok badania przeszłości, urok pracy archeologa. A jak wyglądały w całości stojące tu niegdyś domy? Czy szperanie w ziemi to moja pasja? Nie, chyba nie. Zaczynałam od architektury, ale archeologia wydała mi się ciekawsza i tak sądzę do dziś.
– Te wykopki nie mają nic z atrakcji znanych z filmów o archeologach…
– Eeee… W Egipcie robią to samo i tak samo, taką samą łopatą i gracką. Tak samo, jak ta pracująca tu w wykopie pracownica techniczna. Trzeba odsłonić każdy załamek muru, bo układ elementów może mieć znaczenie naukowe. Tylko, że oni przewalają w piekielnym żarze tony Sahary, filmują ich różne telewizje. A tu słoneczko świeci, ludzie oglądają, komentują, zagadują do robotników.
– Skarby?
– A co? Nie odkopałam wam skarbu w postaci Ratusza, o którym myśleliście, że ślad po nim zaginął ? Gdyby nie my – sądzilibyście tak nadal!
Godzina 17. Wykopalisko postąpiło o jakieś 20 metrów. Tyleż zostało zasypane na następne stulecia! Koniec pracy na dziś! Na ulicy Bóżniczej zapanowała chwilowa cisza.

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments