14

Bogate i zróżnicowane były tegoroczne uroczystości oraz imprezy towarzyszące rocznicy – w tym roku już 77. – zagłady olkuskich Żydów. Idea były taka, by nie tylko kultywować pamięć o ponad 3 tysiącach olkuskich Żydów, których niemieccy okupanci zgładzili podczas Holokaustu, ale także przybliżyć współczesnym olkuszanom kulturę i obyczaje tych dawnych obywateli naszego miasta.

I tak 9 czerwca na rynku odbył się koncert muzyki klezmerskiej w wykonaniu Klezmorim Trio, który występuje w składzie: Karolina Stasiowska (altówka, wokal), Piotr Południak (kontrabas) i Marcin Wiercioch (akordeon). Występ zaczęła Justyna Haberka. Potem Marcin Wiercioch przybliżył publiczności specyfikę muzyki żydowskiej, a następnie zagrali Klezmorim Trio. Muzyka klezmerska jest bardzo popularna i lubiana, a przy tym zespół jest bardzo dobry, gra z wyczuciem i sercem, więc koncert przypadł słuchaczom do gustu. 

15

Kolejnym etapem uczczenia tragicznych wydarzeń sprzed 77 laty były dwudniowe warsztaty „Żyli wśród nas”, które rozpoczęły się 11 czerwca w Centrum Kultury Miejskiego Ośrodka Kultury. Wzięli w nich udział uczniowie Szkoły Podstawowej w Kosmolowie. Uczniowie wysłuchali ilustrowanej archiwalnymi fotografiami prelekcji poświęconej historii olkuskiej społeczności żydowskiej. Następnie obejrzeli przejmujący film „Kandel’s Hora – Pamięci olkuskich Żydów” zrealizowany w 2008 roku na zlecenie Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Olkuszu. Każdy uczestnik warsztatów otrzymał ulotkę poświęconą historii olkuskich Żydów. Potem uczestnicy warsztatów wyruszyli na spacer po olkuskiej starówce, podczas którego odwiedzali miejsca związane z historią olkuskiej diaspory żydowskiej, czyli teren, gdzie do początku lat 50. wznosiła się synagoga, czy miejsce stracenia trzech olkuskich Żydów 6 marca 1942 roku; wciąż rosną tam trzy wielkie kasztanowce, na których Niemcy za szmugiel kilku kilogramów kiełbasy powiesili niespełna 20-letniego Jakuba Mordkę Glajtmana, 40-letniego Moszka Herza Machera i 32-letniego Chaima Pinkusa. To ostatnie chwile tych starych i chorych drzew – jeszcze w tym roku mają być ścięte, a z częściowo zachowanych pni powstanie miejsce pamięci. Potem uczniowie oglądali zabytkowe macewy znajdujące się w Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej. Mieli także możliwość zobaczyć prezentowaną na rynku wystawę planszową „Olkuscy Żydzi”, która prezentuje długą historię olkuskiej diaspory. Na przeszło 180 archiwalnych fotografiach pochodzących ze zbiorów olkuskiego Muzeum Regionalnego PTTK, Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz zbiorów prywatnych, można zobaczyć, jak niezwykle bogate było życie tej mniejszości narodowej i wyznaniowej, która częstokroć w historii Olkusza stanowiła nawet większość mieszkańców miasta. Na koniec uczestnicy wycieczki podeszli pod budynek Starostwa Powiatowego, na którym od kilku lat znajduje się tablica upamiętniająca zagładę Żydów z Ziemi Olkuskiej.

1

13 czerwca o godz. 16.00 w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej odbyła się promocja najnowszego numeru półrocznika „Ilcusiana”, w którym m.in. badacz dziejów diaspory żydowskiej, Krzysztof Kocjan, opisał losy Izraelitów ze Skały. Tego popołudnia odbyło się również spotkanie z Krystyną Bratkowską z wydawnictwa Nisza, które wydało w 2018 roku książkę Mordechaja Canina zatytułowaną „Przez ruiny i zgliszcza. Podróż po stu zgładzonych gminach żydowskich w Polsce”. To bardzo ważna książka! Zmarły w 2006 roku w wieku 103 lat żydowski pisarz Mordechaj Canin (prawdziwe nazwisko Cukierman) nie był do tej pory znany w Polsce, choćby z tego powodu, że pisał w jidysz. Teraz się to zmienia właśnie w związku z wydaniem przez wydawnictwo Nisza książki „Przez ruiny i zgliszcza…” (tłumaczką – z jidysz – jest profesor Monika Adamczyk-Garbowska z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie). Canin wędrował po Polsce w latach 1946-47. Podczas tej marszruty dotarł także na Ziemię Olkuską, stąd w książce znalazły się aż trzy rozdziały dotyczące miejscowości naszego ówczesnego powiatu: Olkusza, Pilicy i Wolbromia. Dodajmy, że nie dość, że rozdział olkuski jest jednym z najciekawszych, to jeszcze książka jest zilustrowana zdjęciami z martyrologii olkuskich Żydów. Mordechaj Canin, elegancki mężczyzna, w dobrze skrojonym garniturze, z fajką, sprawiał wrażenie Anglika; wędrował po kraju szukając śladów społeczności żydowskiej. Nieustannie powtarzał słowa, będące niemal mantrą: „nie, to niemożliwe, żeby tam już nie było Żydów”. Spotykał groby, zdewastowane cmentarze, zniszczone synagogi i ludzi, którzy nie kryli się przed nim, biorąc go za Anglika, co myślą o Żydach, zwłaszcza satysfakcji, że już ich nie ma. A ci nieliczni, którzy wracali, nie mieli do czego wracać, bo Niemcy im wszystko zabrali, a potem…: „W Olkuszu powstało państwowe biuro likwidacji mienia poniemieckiego. Kierownik tego biura, znany przedwojenny antysemita, widząc, że Żydzi zaczynają wracać do miasta, szybko sprzedał żydowskie sklepy Polakom. Kiedy Żydzi przychodzili się upominać o sklepy swoich ojców, było już za późno. Wszystkie umowy zostały już podpisane… Żydowskie sklepy sprzedano za grosze jako własność poniemiecką… Powracający Żydzi rozpoznawali swoje meble u Polaków i przez sąd domagali się zwrotu własności. Żądano od nich takich dowodów, jak informacja o kolorze spodu kredensu albo ile gwoździ tkwi w stole czy ile wieszaków było w szafie.”. Autor pisze, że Żydów nie przyjmowano do związku byłych więźniów obozów koncentracyjnych, bo „byli w obozach z innych powodów niż polityczne”. Canin opisuje, jak Polacy dewastowali cmentarze żydowskie… Na koniec olkuskiego rozdziału czytamy, że zaraz po wojnie było w Olkuszu dziesięcioro Żydów, którzy mieszkali w jednym domu. „Na noc zamykają się na cztery spusty. Wieczorem, kiedy się zamkną i na chwilę zapomną o dzikiej dżungli dookoła, wraca domowa żydowska atmosfera.” Wspomina o dziecku w kołysce, Masze Rywce Zilberszac, która imiona dostała „po obu spalonych babciach”; „Pierwsze żydowskie dziecko urodzone w Olkuszu po potopie jest w tym żydowskim domu jak światełko nadziei”. Żydzi chcieli wyjechać, ale Polacy chcieli, żeby zostali, bo byli fachowcami: radiotechnik, elektryk i blacharz. Zostali więc, ale my wiemy, że w końcu oni też wyjechali. Canin wzbudził zainteresowanie olkuskiej milicji. Milicjanci poinstruowali go, że ma napisać …dobrze o Polsce.
Na sam koniec dowiadujemy się, że w Olkuszu o mało co nie doszło do pogromu, bo i w Srebrnym Mieście – już po pogromie w Kielcach – pewna kobieta rzuciła oskarżenie, że Żydzi porwali jej dziecko. Strach pomyśleć, jak skończyłaby się ta historia, gdyby dziecko nie znalazło się zajęte zabawą w piasku pod kościołem.

27

A w Wolbromiu? Nie ma już Żydów w Wolbromiu – pisał Canin: „W okazałym budynku przy ulicy Krakowskiej, w którym mieszkali tutejsi notable, Alterowie i Zalcmanowie, mieści się dzisiaj poczta…”, synagoga „stoi obrabowana”, „stosy końskiego łajna walają się po kątach” gminnego besmedreszu… Nie oszukujmy się, ciężko się czyta tę książkę Polakowi. Canin nie ma wątpliwości i nieustannie to podkreśla, że za wymordowanie Żydów odpowiadają przede wszystkim Niemcy. Niestety, wielokrotnie ktoś im w tym pomagał – tak było na przykład w Pilicy i Wolbromiu – choćby granatowa policja, „junacy” z Baudienstu i ukraińscy żołnierze – Żydów spędzonych na bagna. Znamienna jest rozmowa Canina z bufetową z dworca w Wolbromiu, którą pisarz zapytał o wolbromskich Żydów. Kobieta powiedziała mu: „Wyrżnięci”. A potem opowiedziała taką historię. „Wielu uciekło, ale motłoch – kobieta wydyma wargi i patrzy na drzwi – motłoch okradał tych, co uciekli, i wydawał żandarmom. Jeden młynarz przechował się u mnie przez dwa lata. Przed własną siostrą musiałam się chować. Całe dwa lata ukrywałam go w piwnicy, a jedzenie zanosiłam mu tylko w nocy, jak wieś spała, jak było ciemno. Teraz ten Żyd za to przechowanie zbudował mi dom. Inni chłopi tylko patrzyli, żeby Żyd przyniósł swój dobytek, a potem wzywali niemieckich żandarmów. U mnie we wsi jedna chłopka znalazła w stogu siana dwie żydowskie dziewczynki, Ściągnęła z tych biednych dzieci ubrania przez głowę, związała je, zaciągnęła do stodoły, tam cisnęła jak worki. I zaraz wezwała żandarmów, którzy zastrzelili te dzieci i zakopali obok stodoły. Niech pan sobie wyobrazi, że te dwie martwe żydowskie dziewczynki ją straszą. Straszą za dnia i po nocy. Więc ta chłopka poszła się wyspowiadać, chciała dostać rozgrzeszenie. Ksiądz wszystkiego wysłuchał i powiedział: „Dobrze, że się wyspowiadałaś, ale rozgrzeszenia ci nie dam. Masz dwa ludzkie istnienia na sumieniu, musisz cierpieć. Później, na tamtym świecie, zostaniesz osądzona…”. I ta chłopka odchodzi od zmysłów, słyszy krzyki tych dwóch Żydówek, a od stodoły ucieka, jakby ją diabły goniły”. Gorzka to dla nas lektura, ale ważna, potrzebna, która wyjaśnia skąd u drugiej strony zdarzają się antypolskie postawy, jak w słynnych słowach ministra spraw zagranicznych Izraela. Niemcy byli barbarzyńcami, mordercami, po których niczego dobrego Żydzi się nie spodziewali, ale Polacy byli ich sąsiadami, a po sąsiedzie można się było spodziewać chociażby empatii. Byli tacy, którzy ratowali, pomagali, ale wielu jednak zawiodło…

33

Zwieńczeniem czerwcowych uroczystości był Marsz Pamięci wiodący ostatnią drogą olkuskich Żydów. Zaczął się 13 czerwca, o godz. 19.00, pod tablicą pamiątkowej na budynku Starostwa, w którym przed 77. laty większość olkuskich żydów spędziła ostatnie chwile w rodzinnym mieście. To już czternasty raz, jak marsz ruszył ulicami naszego miasta – zawsze 13 czerwca, bo 13 czerwca 1942 roku z dworca w Olkuszu odjechał najliczniejszy transport olkuskich Żydów do obozu Auschwitz – Birkenau. Pierwszym razem marsz był jednoosobowy, bo szedł w nim tylko Ireneusz Cieślik, jego pomysłodawca i organizator. W drugim szło nas już trzech. Na rocznicę 10. marszu Cieślik przygotował okolicznościową publikację. W tegorocznym wzięło udział około 30 osób, wśród nich Krystyna Bratkowska z wydawnictwa Nisza. Niestety, nie pofatygował się do nas burmistrz Roman Piaśnik, ani ktokolwiek, kto reprezentowałby władze miejskie, które były przecież jednym z organizatorów rocznicowych obchodów. Nim marsz ruszył przedstawiciele posłanki Lidii Gądek złożyli kwiaty pod tablicą upamiętniającą Holokaust olkuskich Żydów. Historię tragicznych wydarzeń sprzed 77 laty przypomniał Ireneusz Cieślik. W poprzednich latach na tablicach informacyjnych wieszano listy zamordowanych olkuskich Żydów, a każdy uczestnik marszu dostawał zdjęcie jednej z ofiar. W tym roku rozdano reprodukcje fotografii dokumentujących ostatnią drogę olkuskich Żydów ulicami swego miasta, oraz fragmenty list z nazwiskami ofiar. Potem zatrzymywano się w miejscach, które sfotografowano przed 77 laty i opowiadano, co w danym miejscu się zdarzyło. Niektóre z tych miejsc bardzo się zmieniły i wciąż się zmieniają, czego dowodem wyburzenie starej sali gimnastycznej przy Ekonomiku (dawniej Gimnazjum żeńskiej, na którego placu odbywała się w czerwcu 1942 roku selekcja). W tym wyburzonym niedawno budynku odbył się w latach 30. I zjazd wychowanków olkuskiego Gimnazjum, a podczas wojny, gdy wszedł w skład olkuskiego getta, działał tu szop Rosnera, czyli warsztat krawiecki; zdjęcie wnętrza tego warsztatu znajduje się w archiwum fotograficznym Amerykańskiego Muzeum Holokaustu, gdzie trafiło dzięki Belli Borensztajn-Rotner, niemal wiekowej olkuszanki narodowości żydowskiej, która mieszka w USA (listy Belli Rotner do prof. Michała Ostrowskiego, kapitalne źródło wiedzy o przedwojennym Olkuszu, można przeczytać na stronie olkuscyzydzi.pl). Wielka szkoda, że tak ważny dla historii Olkusza budynek został rozebrany. Przy gmachu stacji kolejowej, czyli w miejscu skąd olkuscy Żydzi wyruszyli w ostatnią drogę do komór gazowych KL Auschwitz-Birkenau, zapalono lampki ułożone w Gwiazdę Dawida i odczytano nazwiska zamordowanych olkuskich Żydów. Niestety, tym razem nie miał kto odmówić kadyszu, czyli żydowskiej modlitwy za umarłych, ale każdy mógł się modlić, jak umiał i zapewne wiele osób tak uczyniło.
Organizatorem 77. rocznicy zagłady olkuskich Żydów był Burmistrz Miasta i Gminy Olkusz, a współorganizatorami: Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu, Społeczny Komitet Organizacyjny, Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Olkuszu oraz Samorządowy Zespół Edukacji w Olkuszu. Patronat medialny nad uroczystościami objął Przegląd Olkuski, Kurier Olkuski i portal Olkuscy Żydzi – Ludzie, imiona i pamięć (olkuscyzydzi.pl).

{joomplu:87049}{joomplu:87036}{joomplu:87025}

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o