Bukowno

Światowa polityka zazwyczaj pozostaje dla mieszkańców naszego regionu czymś odległym i abstrakcyjnym, lecz czasem jedno zdanie wypowiedziane tysiące kilometrów stąd potrafi dotknąć bardzo lokalnych emocji. Tak stało się ostatnio w Bukownie, gdzie głośna wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych uruchomiła wspomnienia sprzed lat i przypomniała, że wojny w Iraku i Afganistanie miały także swój tragiczny, lokalny wymiar – w postaci śmierci pochodzącego z Ziemi Olkuskiej żołnierza, który poległ na misji w Iraku.

Sprawy międzynarodowe nie należą do naszych podstawowych kompetencji i rzadko trafiają na nasze łamy jako temat wiodący. Są jednak momenty, w których wydarzenia rozgrywające się tysiące kilometrów od Olkusza, Bukowna czy Bolesławia w bardzo realny sposób wpływają na życie lokalnych społeczności. Tak było w czasie pandemii COVID-19, gdy globalne decyzje sanitarne decydowały o funkcjonowaniu szkół, zakładów pracy i służby zdrowia. Tak było po wybuchu wojny w Ukrainie, kiedy na dworcu kolejowym w Olkuszu zatrzymywały się pociągi z uchodźcami, a mieszkańcy regionu spontanicznie organizowali pomoc. Dziś podobny mechanizm zadziałał ponownie – tym razem nie za sprawą bomb czy kryzysu humanitarnego, lecz słów wypowiedzianych w politycznym wywiadzie.

Niedawna wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, kwestionująca realne zaangażowanie państw NATO w misjach wojskowych w Afganistanie i Iraku, wywołała międzynarodową dyskusję i ostrą krytykę ze strony wielu sojuszników USA. Sugerowanie, że inne państwa „trzymały się z tyłu” i nie ponosiły rzeczywistego ciężaru działań, zostało odebrane jako uproszczenie, a miejscami wręcz jako zaprzeczenie faktów. W Bukownie te słowa zabrzmiały szczególnie mocno. Nie dlatego, że mieszkańcy na co dzień śledzą globalne spory polityczne, lecz dlatego, że misje w Iraku i Afganistanie nie są tu pojęciem abstrakcyjnym. Mają konkretne imię, nazwisko i datę.

12 września 2004 roku, podczas ataku terrorystów na polski patrol saperski w pobliżu miejscowości Al Mashru, około 30 kilometrów od obozu Babilon w Iraku, poległ pochodzący z Bukowna st. szer. Grzegorz Nosek. Zginął, próbując ratować swojego dowódcę, por. Daniela Różyńskiego, z którym pełnił służbę w 1. Batalionowej Grupie Bojowej Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe. Za postawę na polu walki został pośmiertnie awansowany do stopnia kaprala i wpisany do Księgi Honorowej Ministerstwa Obrony Narodowej. Grzegorz Nosek urodził się 27 listopada 1976 roku w Olkuszu. Służbę wojskową rozpoczął w 1999 roku, był żołnierzem 16. batalionu desantowo-szturmowego, wcześniej brał udział w misji stabilizacyjnej SFOR w Bośni i Hercegowinie. Irak nie był więc jego pierwszym wyjazdem na misję zagraniczną. Okazał się jednak ostatnim.

O dramacie tamtych dni w niezwykle poruszający sposób pisała w 2007 roku „Rzeczpospolita”. W artykule zatytułowanym Kula go dosięgła, gdy biegł ratować kolegę opisano nie tylko okoliczności śmierci kaprala Noska, ale także historię jego żony Moniki, ich wspólnych planów, niedokończonego listu zaczynającego się od słów „Cześć kochanie” oraz codzienność, która została nagle i brutalnie przerwana. To nie była opowieść o strategii wojskowej ani o geopolityce. To była historia o człowieku, który zginął, biegnąc pod ostrzałem, by ratować kolegę, oraz o rodzinie, która poniosła konsekwencje tej decyzji do końca życia.

Aby właściwie zrozumieć, dlaczego podobne wypowiedzi wywołują dziś tak silne emocje, konieczne jest przypomnienie szerszego kontekstu historycznego. Po zamachach na World Trade Center 11 września 2001 roku NATO po raz pierwszy i jak dotąd jedyny uruchomiło artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego, stanowiący o wspólnej obronie w przypadku ataku na jednego z sojuszników. W odpowiedzi Polska, obok Stanów Zjednoczonych i innych państw sojuszu, zaangażowała się w działania wojskowe w Afganistanie. Najpierw w ramach operacji Enduring Freedom, a następnie w misjach stabilizacyjnych. W ciągu blisko dwóch dekad przez afgańską misję przewinęło się ponad 33 tysiące polskich żołnierzy i pracowników wojska. Ten wysiłek miał swoją cenę. W Afganistanie zginęło 44 Polaków. Pierwszym był por. Łukasz Kurowski, poległy 14 sierpnia 2007 roku w wyniku ostrzału konwoju w rejonie bazy Gardez. Ostatni polski żołnierz zginął siedem lat później.

Równolegle Wojsko Polskie brało udział w operacji w Iraku, rozpoczętej w marcu 2003 roku pod dowództwem Stanów Zjednoczonych. Polska objęła odpowiedzialność za środkowo-wschodnią część kraju, dowodząc Międzynarodową Dywizją Centrum-Południe. Do 2008 roku Polski Kontyngent Wojskowy realizował tam zadania bojowe, stabilizacyjne i szkoleniowe. W trakcie misji w Iraku poległo lub zginęło 22 polskich żołnierzy. Jednym z nich był kapral Grzegorz Nosek z Bukowna.

Te liczby nie są elementem statystycznego bilansu ani argumentem w bieżących sporach politycznych. To zapis realnych strat poniesionych w imię sojuszniczych zobowiązań i decyzji podejmowanych przez państwo. Dlatego dla rodzin poległych, dla weteranów i dla lokalnych społeczności słowa podważające sens lub realność tego zaangażowania nie są abstrakcyjną debatą. Dla Bukowna nie jest to historia o „udziale NATO”. To historia o sąsiedzie, mieszkańcu, żołnierzu, który nie wrócił z misji.

Rolą lokalnych mediów nie jest rozstrzyganie globalnych sporów ani ocenianie strategii światowych mocarstw. Jest nią przypominanie, że wielka polityka zawsze ma swój lokalny wymiar – zapisany w nazwiskach na nagrobkach, w tablicach pamiątkowych i w pamięci wspólnoty. Wypowiedzi polityków zmieniają się wraz z kampaniami i kadencjami. Pamięć o Grzegorzu Nosku w Bukownie pozostaje. I to ona sprawia, że nawet słowa wypowiedziane tysiące kilometrów stąd potrafią mocno i boleśnie wybrzmieć także tutaj.

grafika: wojsko-polskie.pl

 

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze