160 bażantów wypuścili w październiku na pola w gminach: Wolbrom, Żarnowiec i Zawiercie myśliwi z Koła łowieckiego Hubertus. Teraz przygotowują się do zimowej akcji dokarmiania zwierzyny łownej. – O myśliwych krążą tylko niepochlebne opinie. Tymczasem nasza pasja nie ogranicza się tylko do polowań. Dokarmianie zimą, dbanie o równowagę na łowisku, a nawet rekompensowanie rolnikom strat wyrządzonych przez zwierzynę łowną to nasze obowiązki. My zasiedlamy łowiska, a korzystają z tego drapieżniki i kłusownicy – komentują członkowie Hubertusa.

Gdyby nie działania myśliwych, być może trudno byłoby zobaczyć na wolności bażanta czy zająca. Nie zdarza się już spotkać kuropatwę, a wszystko przez… lisa. A przynajmniej w dużej mierze to on spowodował, że na naszych polach drobna zwierzyna niemal wyginęła. Lisy bardzo się rozmnożyły. Przyczyniły się do tego szczepionki przeciwko wściekliźnie i wprowadzenie okresów ochronnych. W dodatku nie mają naturalnych wrogów. Tylko człowiek może ograniczać ich populację. Kiedy bowiem jest ich zbyt wiele, zagrażają człowiekowi – gdy brakuje im pożywienia na polach, zaczynają go szukać w gospodarstwach. Myśliwi Koła Hubertus, które dzierżawi tereny w gminach: Wolbrom, Żarnowiec i Zawiercie, rocznie odstrzeliwują 80-100 lisów, a i tak jest ich za dużo. Z tego powodu bażanty są coraz większą rzadkością, a spotkać kuropatwę to już niemożliwe.
Dlatego myśliwi kupili i wypuścili na podległych im terenach łownych 160 bażantów. – Ludzie często uważają, że to jakieś nieporozumienie, że wypuszczamy zwierzęta po to, by potem na nie polować. To nieprawda. Tylko 60 z wypuszczonych bażantów to koguty. Pozostałe to kury, które mają okres ochronny przez cały rok. Na nie się nie poluje – mówi prezes koła Kazimierz Jankowski.
Bażanty zaobrączkowano, aby później móc łatwiej ocenić, jaki jest skutek zasiedlenia.
– Czasami, kiedy wracam z polowania, spotykam mieszkańców tamtych terenów, którzy pytają mnie, czy mi nie szkoda np. takiego bażanta. Ja porównuję to do gospodarstwa. Mówię: a takiego cielątka, które pan hoduje, to panu nie szkoda? Wtedy słyszę: ale to po to jest. Albo taki gołąbek. Ledwo to w piórka obrosło, a już go na rosołek dla wnuczka… Czy to nie to samo? – komentuje łowczy koła Andrzej Dąbek.
Ale myśliwi podkreślają, że strzelanie to tylko finał tych wszystkich działań, jakie podejmują na łowiskach. – Wśród bażantów panuje kanibalizm. Nie dość, że kogut nie bierze żadnego udziału w wychowywaniu potomstwa, to w dodatku jeśli znajdzie gniazdo z jajami, to je niszczy, żeby pozbyć się potencjalnej „konkurencji”. Dlatego w łowisku nie może ich być zbyt wiele. Kura jest bezbronna i narażona z wielu stron. Często pada łupem wałęsających się psów i kotów. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, że wypuszczając domowe zwierzęta, robią wielką krzywdę nie myśliwym, ale środowisku – opowiada sekretarz Andrzej Solecki.
– A ile znajduje się sideł… – dodaje prezes Jankowski. – Wiatrówki są łatwo dostępne bez pozwoleń. Z takiej broni nawet zająca można zabić. A takiego kłusownika nie obchodzi to, że zwierzęta trzeba dokarmiać, albo że trzeba kupić i wypuścić, kiedy łowisko jest zbyt ubogie. My w zeszłym roku wypuszczaliśmy zające, teraz bażanty, a w przyszłym zamierzamy wypuścić zające i kuropatwy. Kłusownik nie płaci teź za to, co upoluje, a my za każde ustrzelone zwierzę musimy wpłacić odpowiednią kwotę do Koła.
Tegoroczna akcja kosztowała 20 tys. zł. Środki te myśliwi wygospodarowali ze składek członkowskich i zapłat za uzyskaną zwierzynę. Czasami jednak i to nie wystarcza i trzeba dokładać z własnej kieszeni, np. po to, by zrekompensować rolnikom straty poczynione przez zwierzynę łowną, głównie dziki. W sezonie 2008/2009 Hubertus wydał na to ok. 10 tys. zł
Trzeba jeszcze kupić płody rolne, by dokarmiać zwierzęta zimą. Średnio na jedną zimę potrzeba 3-4 tony karmy zbożowej dla ptactwa. Dodatkowo w paśnikach rozkładane są: kukurydza w kolbach, lucerna, buraki, marchew i kasztany – dla dzików i sarn. Zimą niezbędna jest też sól. na „lizaki”, zużywa się ok. 200-300 kg soli.
W okręgu Koła myśliwskiego Hubertus lasy zajmują tylko 700 ha. Pozostałe z 9100 ha to pola, do których zimą drogi najczęściej są nieprzejezdne. Mimo to trzeba się dostać w okolice, gdzie żerują ptaki, by wysypać im karmę. – Jeździmy końmi, skuterem, czym się da. W kole jest 27 myśliwych i każdy musi obowiązkowo odpracować na łowisku 8 dniówek. Dokarmianie bażantów zaczyna się 1 października. To ptak bardzo wygodny i trzeba mu pożywienie dostarczyć „pod dziób”, bo jeśli go nie znajdzie w pobliżu, pójdzie do gospodarstw – zaznaczają myśliwi.
Podczas październikowej akcji zasilania łowiska bażanty wypuszczali Kazimierz Jankowski, Andrzej Dąbek, Andrzej Solecki, Zdzisław Solecki i przedstawiciel Starostwa Powiatowego, które zarezerwowało środki na wsparcie prac myśliwych.

Zapraszamy do obejrzenia naszej fotorelacji

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Pietro
Pietro
12 lat temu

Brawo, brawo!!! Tak trzymać!