Podobno ludzi piszących wiersze, czyli poetów, jest w Polsce ponad dwa tysiące, jeśli nie liczyć dzieci i uczniów, też próbujących pióra w mowie wiązanej. Są poeci, którzy mają już swoje miejsce w podręcznikach (to już najwyższa nobilitacja!) i ci, którzy w pocie poetyckiego czoła wspinają się na Parnas. Profesjonalni i nieprofesjonalni, wykształceni i poetyccy amatorzy, ale granice i podziały są tu więcej niż płynne i niejasne. Kim zatem jest trójka poetów, którzy wystąpili w Bibliotece Miejskiej na wernisażu wspólnego tomiku poetyckiego o dosyć pretensjonalnym tytule „Trzy serca”.

– Wybraliśmy taki tytuł naszego plonu poetyckiego, bo jesteśmy osobliwą trójką przyjaciół z Klubu poetyckiego Miejskiego Ośrodka Kultury. Ja jestem  najstarsza „babcia”, Janusz Czerniak jest człowiekiem wiekowego środka, a Mariusz Majta – najmłodszy. Niedawno ukończył Technikum Budowlane, jest praktykantem w poetyckim fachu – objaśnia Pani Irena Włodarczyk. Pani Włodarczyk jest poetką „od zawsze”, laureatką Olkuskiej Nagrody Artystycznej w roku 2009. Wydała już 7 tomików poezji. – Dlaczego piszę wiersze? Kocham piękno świata i to, co robię, a teraz, kiedy jestem emerytką, ten świat widzę w piękniejszych barwach. Chęć do pisania wierszy chyba odziedziczyłam. Mama też próbowała poetyckich sił – mówi.
– Jestem starym olkuszaninem. Nieraz piszę. Piszę z wewnętrznej potrzeby, z chęci opowiedzenia czytelnikom czegoś o sobie. Poetą bywam. Nie zależy mi na reklamie, na publicznym obnoszeniu się – przedstawia się Janusz Czerniak. I w końcu Mariusz Majta – człowiek uzależniony od insuliny. Pobiera korepetycje w wierszopisaniu od sześciu lat.
Tomik „Trzy serca”- to wiersze o miłości. Temat najtrudniejszy, bo wszyscy poeci i  niepoeci od tego zaczynali i trudno o tym uczuciu powiedzieć coś nowego i oryginalnego, żeby się nie powtarzać, nie popadać w banał. Porywając się na taką poezję, autorzy mieli świadomość trudności zadania. Ale tak się nie stało, może ze względu na układ tomiku. To wiersze widziane w perspektywie czasu. Krótkiego, jak u Mariusza Majty, dłuższego, jak u Janusza Czerniaka, minionego, jak u Ireny Włodarczyk.

Wiersze Mariusza Majty są świeże i ciepłe, jak pierwsza miłość, którą zapewne każdy ma w pamięci. Są w nich piękne osobiste zwroty i odczucia człowieka zakochanego. Formalnie – są to jednak wiersze wymagające szerszego namysłu autora i większej wiedzy literackiej. Nie wszystko, co podoba się kochanej dziewczynie, jest wielką poezją, choć zapewne podyktowane jest wielkim uczuciem. Wskażmy na kilka nieporadności: „cofając się ku tyłowi”,  „komnata serc”, „miłość jest jak przecinak,” „miłość jest jak papier toaletowy biedronek”, „leżałem na krawężniku poddania”. Nie chcemy jednak podcinać poetyckich skrzydeł młodemu autorowi. Mało tego – zachęcamy do dalszych zmagań ze słowem poetyckim i nie przejmowania się  życzliwą krytyką.

Wiersze Ireny Włodarczyk i Janusza Czerniaka pokazują ludzi życiowo i poetycko doświadczonych. Przebija w nich wspomnienie i gorycz przemijania, utraty tego, w co się kiedyś wierzyło. Gorycz, że to, co miało być piękne, zszarzało i zbladło jak „Jesienna miłość…

… już za nami, to, co miało być” (RM), „ta miłość była jak dmuchawiec”, „skończyła się karta na miłość,” „przepraszam cię, że tęsknię” (JC).
Oboje Poeci opanowali umiejętność korzystania z metafory, z poetyckiego skrótu na rzecz wagi słowa bez tanich wzruszeń. To jest prawdziwa poezja, choć wciąż czekamy na jeszcze głębszą refleksję o świecie i życiu. A całość tomiku – to obraz tego, że miłość młodzieńcza jest złudzeniem i trzeba jej zakosztować, dopóki nie przeminie. To ostrzeżenie dla Pana Mariusza.

Pięknie skomponowany graficznie przez Janusza Czerniaka tomik wydało Centrum Poligraficzno-Reklamowe Omega –Art.w Bogucinie Małym na zlecenie PTTK /o. Olkusz przy wsparciu Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Olkuszu

Nazajutrz  Klub Literacki BWA zorganizował prezentację kolejnych dwu nowych tomików poezji Łukasza Jarosza, z wykształcenia polonisty, z pasji muzyka i wokalisty, z powołania – poety. Nowa książka nosi tytuł „Wolny ogień”. – Mam już przygotowane teksty do kolejnego tomiku – mówi Poeta. – Nieważne, czy pisze się jeden tomik wierszy na kilka lat, czy kilka w jednym roku. Piszę, póki nie opuszcza mnie wena. Tytuł nowej książki brzmi „Pełna krew.” Dlaczego piszę wiersze? To niełatwe pytanie i trudna odpowiedź. Zmagam się z pisaniem. Z czymś, co siedzi głęboko w człowieku i trzeba to przenieść na papier… Ciężko jest to napisać. Ale co? Kreślę, drę napisane wiersze, szukam. Trwa we mnie jakaś nieokreślona siła wewnętrzna, jakiś daimonion, jak mówił starożytny poeta. Zmagam się z przeszłością, z upływem czasu, z trwaniem… Wszystko to wraca do mnie i trzeba to napisać.

Łukasz Jarosz ma właściwą samoocenę: jest poetą. Jego kolejne tomiki wierszy nabierają wartości i głębi wraz z upływem lat swego twórcy. „Każdy jego wiersz jest puentą”- jak określiła jedna z uczestniczek dyskusji w BWE. Czyta się te wiersze nie tylko z powodu ich zamyślenia nad światem, ale i znakomitej formy, operowania metaforą, doskonałym wykorzystaniem metody pisarskiej małego realizmu, bliskości spraw codziennych urastających do miary symbolu.

Dlaczego piszemy wiersze? Nie ma na to jednej odpowiedzi…

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o