Wolbrom
Mieszkańcy jednego z bloków w Wolbromiu od pewnego czasu zmagają się z nietypowym i niepokojącym problemem. Pod ich oknami niemal codziennie parkuje ten sam samochód. W środku siedzi starszy mężczyzna, który przez lornetkę śledzi każdy ruch lokatorów. Interwencje policji kończą się rozłożeniem rąk, a atmosfera na osiedlu gęstnieje.
Do naszej redakcji zgłosili się mieszkańcy, którzy mają już dość życia „pod lupą”. Scenariusz niemal zawsze jest ten sam: pod blok podjeżdża srebrne auto, w którym zasiada mężczyzna w wieku około 70 lat. Zamiast jednak wysiąść i udać się do celu, wyciąga lornetkę i godzinami wpatruje się w okna, balkony oraz plac zabaw. Ostatnio był widziany przy bloku nr 14 na osiedlu Łokietka.
Mieszkańcy nie kryją irytacji, ale przede wszystkim lęku:
„Na początku myśleliśmy, że na kogoś czeka. Ale on siedzi tu godzinami. Kiedy wychodzę z dzieckiem na spacer, czuję jego wzrok na plecach. Gdy podchodzę bliżej, on po prostu opuszcza lornetkę i patrzy przed siebie z kamienną twarzą” – relacjonuje jedna z mieszkanek osiedla Łokietka w Wolbromiu.
Lokatorzy zastanawiają się, co kieruje starszym panem. Czy to objawy choroby, samotność, czy może coś znacznie bardziej mrocznego?
Niestety, wielokrotne telefony na numer alarmowy niewiele pomogły. Policja owszem, przyjeżdża na miejsce, legitymuje mężczyznę, ale na tym działania się kończą. Z punktu widzenia prawa sytuacja jest patowa. Miejsce jest publicznie dostępne a mężczyzna nie wykazuje agresji.
Zdesperowani lokatorzy zaczynają sami dokumentować obecność „lorneciarza”. Robią zdjęcia jego auta, licząc na to, że nagłośnienie sprawy w mediach zmusi mężczyznę do rezygnacji z dziwnego hobby lub skłoni jego rodzinę do reakcji – jeśli faktycznie mamy do czynienia z problemami zdrowotnymi.
Czy wolbromska policja znajdzie sposób na rozwiązanie tego problemu, zanim dojdzie do jego eskalacji?















