Relacje uczestników bitwy pod Krzywopłotami i Załężem

1Hucznie, bo jakże inaczej, obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości. Ziemia Olkuska ma swoje znaczące miejsce w czynie niepodległościowym. Pod Krzywopłotami wszak i Załężem rozegrała się jedna z pierwszych bitew, w jakich brali udział legioniści Józefa Piłsudskiego; sam Naczelnik nazwał ją „polskimi Termopilami” (fot. 1 - narada sztabu austriackiego i Piłsudskiego na zboczu wzgórza św. Krzyża; w tle cmentarz i kaplica w Bydlinie 9 listopada 1914).

Trzeba jednak pamiętać, że takich bitew, jak ta, było podczas I wojny światowej, w trakcie tzw. Bitwy Jurajskiej, kilkadziesiąt; w zmaganiach wzięło udział prawie milion żołnierzy, z których ok. 160 tysięcy zostało zabitych i rannych. Z okazji, że w tych dniach obchodzimy 104 rocznicę bitwy pod Krzywopłotami i Załężem kilka relacji i materiałów archiwalnych. 

Przypomnijmy jednak na początek sytuację przed bitwą. W nocy z 8 na 9 listopada 1914 r. pod Krzywopłotami znalazły się oddziały austriackie; w ich skład wchodzili również żołnierze pod komendą Józefa Piłsudskiego. Ponieważ Piłsudski dostał rozkaz dokonania zwiadu na tyłach Rosjan, pozostawił w Krzywopłotach pod komendą majora Mieczysława Rysia-Trojanowskiego czwarty i szósty batalion piechoty oraz czwartą i piąta baterię (ok. 1300-1400 żołnierzy), a z resztą żołnierzy nocą przedostał się bezdrożami przez Strzegową i Ulinę Małą pod Kraków. Pod Krzywopłotami i Załężem oddziały legionowe obsadziły bagnisty odcinek między wzgórzem Świętego Krzyża, a lasem Zawadka, mając na skrzydłach wojska austriackie (złożone m.in. z żołnierzy czeskich i polskich). Wszystkie oddziały wchodziły w skład armii dowodzonej przez gen. Dankla.
Bitwa odbyła się między 16 a 18 listopada. Rosjanie nacierali od strony Domaniewic.

2

Legioniści pod Krzywopłotami

Zapis bitwy Legionów Polskich pod Krzywopłotami i Załężem 17-19 listopada 1914 r.

Autor Józef M. Musiałek „Rok 1914. Przyczynek do dziejów Brygady Józefa Piłsudskiego.”, Kraków 1915 r. Nakładem Autora.
Przedruk w całości lub częściowo Departamentowi Wojskowemu N.K.N. dozwolony.

Krzywopłoty

W dniu 11 listopada 1914r. zajęły dwa bataliony 1 pułku Legionów Polskich pozycjyę pod Krzywopłotami, o milę na zachód od Wolbromia. Był to IV batalion dowodzony przez Komendanta kpt. Wyrwę i batalion IX pod komendą kpt. Herwina.
Oprócz tego naciągnęły tam IV-ta i V-ta bateria artyleryi polskiej, znajdująca się pod komendą kpt. Brzozy.
Mimo niewysłowionego zmęczenia i wyczerpania wskutek walk podczas marszu na Warszawę i podczas forsownego i uciążliwego odwrotu, mimo zimna i głodu, duch w oddziałach był doskonały, zapał do walki wielki.

W szczególności artylerya nie biorąca dotychczas udziału w boju, pałała niezmierną żądzą zmierzenia się z odwiecznym wrogiem.
Dnia 4 listopada 1914 r. batalion uzupełniający świeżo zwerbowanego w Królestwie rekruta w sile około 500 ludzi opuszczał pod komendą majora Mieczysława Trojanowskiego Częstochowę, kierując się na Pilicę, gdzie spodziewano się spotkać bataliony Piłsudskiego.
W batalionie, jako reprezentant ziemi kaliskiej, był pluton Kaliszan, wcielony jako pluton 3 do kompanii por. Narbuta.
Kilkudniowe uciążliwe, forsowne marsze bojowe odbywał świeży rekrut Polski z dużą wytrzymałością i zupełną pogodą ducha. Słabe wyćwiczenie wojskowe uzupełniane ciągle po drodze musztrą, a na nocnych postojach odbywano wykłady z zakresu obchodzenia się z bronią. Wyzyskano specyalnie trzydniowy postój w Chechle. Na ogromnych piaszczystych przestrzeniach, otoczonych dookoła lasami, ćwiczył cały batalion. Były to jedyne większe ćwiczenia przed bitwą pod Krzywopłotami.

3

Zdjęcie z czasu bitwy pod Krzywopłotami

W kilka dni uzupełniono wykształcenie wojskowe młodego rekruta: tydzień robił to, co normalnie w armii regularnej robią miesiące.
Żołnierz słuchał wykładów skwapliwie: ćwiczył karabinem zapamiętale, gdyż rozumiał, że to ostatnia nauka przed szalejącą w pobliżu bitwą.
W Chechle padł nagle rozkaz wymarszu. Batalion przedefilowawszy przed przebywającą właśnie komendą korpusu, odmaszerował na Krzywopłoty, gdzie stały już bataliony IV-ty i VI-ty i artyleria kpt. Brzozy. Batalion uzupełniający wcielono między obydwa stojące pod Krzywopłotami bataliony Brygady Piłsudskiego.
Pozycye Legionów znajdowały się na wschód od Krzywopłotów w odległości około 2000 kroków od wsi.
Dominujące wzgórze, leżące na południu od Załęża z ruinami starego klasztoru, było centrum walki. Rozlegał się z niego doskonały, blisko na 25 km widok. Pozycya bardzo silna z obszernym polem obstrzału.

Ku południowi ciągnął się w stroną Bydlina lekko falisty teren, który zbaczając łagodną linią ku wschodowi, tworzył w rodzaju podkowy obszerną kotlinę.
Poza wzgórzem klasztornym, rozlegały się moczary, ciągnące się koło Załęża ku północy, łamały się następnie ku północnemu wschodowi, tworząc jakby drugie ramię olbrzymiej podkowy.
Poprzez te moczary od Domaniewic, przez Załęże i poza wzgórze klasztorne płynęła bagnista rzeczka, formując poza prawą południową stroną wzgórza rodzaju małego wodnistego basenu.

Rozłożenie wojsk było następujące:
Wzgórze klasztorne zajął batalion IV-ty Legionów (kpt. Wyrwa) umieściwszy się w przygotowanych przez batalion VI-ty (kpt. Herwina) w Okopach. Batalion VI-ty umieścił się w okopach na północ od wzgórza, na skraju lasu, wsuniętego nieco poza frontową linią wzgórza klasztornego.
Dalej ku północy poza VI-tym batalionem zajęły pozycje czeskie pułki austryackie.
Na południe od pozycyi Legionów, w stronę Bydlina, okopały się polskie pułki austryackie.

4

Tereny bitwy

Szczegółowe rozłożenie sił polskich przed rozpoczęciem walki było następujące:
Północną część wzgórza klasztornego zajęła w okopach 1-sza kompania IV-tege batalionu pod dowództwem Konstantego Aleksandrowicza, południową 3-cia kompania tegoż batalionu pod komendą Rokity, Za kompanią Rokity, za szczytem na zachodniej pochyłości wzgórza, umieściła się połowa V-tej baterii (2 działa) kpt. Brzozy, a niżej u podnóża wzgórza stała w rezerwie 2~ga kompania IV-tego batalionu pod komendą Słomki. Więcej na prawo na równinie, stała reszta V-tej bateryi Brzozy (2 działa).

Na lewo, ku północy od pozycyi Aleksandrowicza, na moczarach, wsunięta niecę w tył poza rzeczkę ku lasowi, stała świetnie ukryta IV-ta baterya (4 działa) kpt. Brzozy. Jako ochronę dodano jej dwa plutony 4-ej kompanii IV-tego batalionu.
Poza stanowiskiem kpt. Brzozy był las, w którym był ukryty batalion VI-ty a którego komendę przed rozpoczęciem walki objął kpt. Satyr-Flesza.
Prawe, skrajne skrzydło lasu, obok VI batalionu, w tyle za IV. bateryą Brzozy zajmował Narbut z dwoma plutonami 4 kompanii IV. Batalionu.
Poza pozycyami polskimi stała artylerya austryacka: za lasem (za VI batalionem) dwie baterye armat polowych, po prawej, za skrajną prawoskrzydłową połową V bateryi Brzozy, stały dwie baterye austryackich haubic.

5

Plan bitwy po Krzywopłotami i Załężem

Na wschód od pozycyi polskich, u stóp wzgórza klasztornego zajętego przez batalion IV kpt. Wyrwy, w odległości 60-80 kroków znajdował się cmentarz z kaplicą. Obok niego równolegle do wzgórza biegła droga, wychodząca ze skraju lasu obsadzonego przez batalion VI, prowadząca ku południowi poprzez moczary i błota, obok stawu i młyna poprzez mostek na rzeczce. Dalej przeszedłszy popod wzgórze klasztorne, poza cmentarzem, kierowała się łagodnym łukiem ku południowemu wschodowi. Na lewo, poza młynem i błotami, ku północy, leży wieś Załęże.

Na wschód od wzgórza klasztornego rozciąga się las domaniewicki, którego skraj ciągnął się linią ukośną przed pozycyami polskimi, odległą od skrajnego prawego skrzydła kompanii Rokity o 1000, a od lewego od pozycyi Aleksandrowicza, o 800 kroków. Linia lasu dobiegając na przeciw VI batalionu i pozycyi artyleryjskiej (IV baterii) kpt. Brzozy, łamała się niemal pod ostrym kątem ku wschodowi i zbliżając się coraz więcej do drogi prowadzącej z Załęża do Domaniewic, przekraczała ją nieopodal od Domaniewic.

W dniu 15 listopada otrzymano pierwszą wiadomość o zbliżaniu się Rosyan. Porucznik Marian Sroczyński, adiutant kpt. Brzozy wysłany do Wolbromia po zakup owsa i żywności dla oddziałów polskich, został uwiadomiony przez krążące poza miastem patrole polskie o zbliżaniu się do miasta nieprzyjacielskiej straży przedniej. Wysłał wozy z żywnością i furażem do oddziałów, ściągnął posterunki, a sam pozostał w Wolbromiu, aby zapłacić za zakupione prowianty. Postanowił osobiście przekonać się o sile nadciągającego nieprzyjaciela: powzięty zamiar wykonał, a zawrócił ku swoim dopiero wtenczas gdy pojawił się patrol kozacki i począł go ścigać. Poczynione spostrzeżenia zakomunikował Komendzie Legionów Polskich.
Z brzaskiem dnia 16 listopada zauważono u polskiego frontu przebiegające ku pozycyom austryackim patrole austryackie. Rosyanie zbliżali się, od strony Domaniewic i w krótkim czasie pojawiły się na skraju lasu pierwsze ich szeregi i poczęły się szybko okopywać. Równocześnie prawie rosyjska artylerya otwarła ogień w kierunku frontu polsko-austryackiego.

6

Dom w Załężu, w którym miał nocować Piłsudski

Gdy tylko pojawili się na skraju lasu domaniewickiego pierwsi żołnierze rosyjscy, rozpoczęła silny ogień artylerya austryacka, celem przeszkodzenia Rosyanom w okopywaniu sieci. Niekiedy od wybuchu pocisków austryackich, cały las stawał się unosić w mgle dymu. Wojska rosyjskie jednakże, mimo strasznego ognia artyłeryi austriackiej, zdołały się szybko i dobrze, jak się później przekonano, okopać.
Rosyanie zajęli cały skraj lasu. Naprzeciw frontu polskiego stała dywizya najlepszych, najbitniejszych wojsk rosyjskich – dywizya strzelców syberyjskich.

Okopawszy się wyśmienicie, umieścili naprzeciw frontu polskiego klika karabinów maszynowych. Jeden z nich był przy drodze z Załęża do Domaniewic – prawie pod samym lasem i raził silnym ogniem szczególnie plutony Narbuta.
W ciągu dnia udało się centrum polskiemu karabin ten zniszczyć. Cały dzień odbywała się strzelanina. Rosyanie ostrzeliwali głównie lewe i prawe skrzydło austryackie, centrum polskie nie ucierpiało.
Nastała niespokojna noc. Strzelanina ucichła, lecz Rosyanie stale alarmowali front polsko-austryacki strzałami, jakby chciano przekonać przeciwników o czuwaniu.

Rosyanie mieli doskonałą służbę wywiadowczą. Ich tzw. sekrety posuwały się z nadzwyczajną ostrożnością i zręcznością aż po sam cmentarz, odległy od 60-80 kroków od polskiego centrum i dawały znać swoim tyralierom o każdej zmianie patroli polskich. Wskutek tego zmiany polskich patroli były silnie ostrzeliwane, lecz bez szkody dla nich. Na ogień rosyjski nie odpowiadano: szkoda było w nocy marnować amunicyę.
Następnego dnia po południu otrzymano rozkaż do ogólnego ataku na prawe skrzydło rosyjskie. W odcinku, zajętym przez oddziały polskie, otrzymały rozkaz atakowania kompanie IV batalionu. Do ataku mianowicie poszły: 2-ga kompania IV. batalionu pod dowództwem Słomki, jeden pluton 1-szej kompanii IV. batalionu pod dowództwem podoficera 1 jedna kompania VI batalionu pod wodzą Styka.
Pozostałe na wzgórzu w okopach dwie kompanie IV batalionu jak również batalion VI i artyleria Legionów otrzymały rozkaz silnego popierania ogniem atakujących.

7

Poświęcenie przez biskupa Władysława Bandurskiego krzyża na grobie legionistów w Bydlinie, w drugą rocznicę bitwy – 1916 rok

Atak polski poszedł po lewej stronie stawu na Załęże, mając na przedłużeniu swego lewego skrzydła czeskie pułki austriackie.
Podjęty na całym polskim-austriackim lewym skrzydle atak, wobec silnego ognia rosyjskiego, zdołał zaledwie postąpić w pierwotnej sile na ok. 400 kroków przed okopy. Batalion IV Legionów polskich z brawurą przeszedł całe Załęże i już był w bliskości okopów rosyjskich.
Przekonano się jednak wkrótce, że wskutek zbyt wielkiego wysunięcia się naprzód i odkrycia swej lewej flanki posuwać się dalej nie można; korzystając przeto z szarówki, cofnął się batalion z nieznacznymi stratami na swoje dawne stanowiska.
Tegoż dnia unosił się nad pozycją IV. batalionu aeroplan austriacki, silnie, lecz bezskutecznie ostrzeliwany przez Rosjan. Kule i odłamy szrapneli sypały się na wzgórze klasztorne zajęte przez batalion IV, nie wyrządzając jednak żadnej szkody.

Na dzień 18 listopada został wyznaczony nowy atak. Rozpoczął go o godz. 9 rano batalion VI Legionów pod wodzą Fleszara, który mając na lewem skrzydle pułki czeskie-austriackie, parł z brawurą naprzód. Teren po którym miały atakować siły polskie był nadzwyczaj trudny: rozległe moczary zamieniały się miejscami w błoto, w którym powyżej pasa zapadali się polscy żołnierze. Atakujących legionistów wsparły silnym ogniem artyleria Brzozy i dwie kompanie IV batalionu Wyrwy. Pozostałe dwie kompanie. Wyrwy były w lasku jako rezerwa.
Posuwanie się całego frontu atakujących początkowo było bardzo dobre, mimo silnego ognia rosyjskich karabinów maszynowych. Bataliom VI przeszedł już pod silnym nieprzyjacielskim ogniem najtrudniejszy teren, obsadził już prawie połowę Załęża i w największym spokoju okopał się, aby nie stracić zdobytego terenu.

W tym ciężkim położeniu wydał kpt. Brzoza rozkaz cofnięcia się. Pod silnym ogniem nieprzyjacielskim skoncentrowanym na VI batalionie nie można było nawet myśleć o wykonaniu rozkazu. Batalion Legionów polskich, mając do przebycia trudny teren, mógł był wyginąć do nogi.
Kapitan Brzoza ocenił błyskawicznie sytuację i widząc grożące wielkie niebezpieczeństwo nieuchronnego zniszczenia całego batalionu, zdecydował się na śmiały krok: postanowił poświęcić w obronie batalionu piechoty swoją artylerię. W tym celu polecił baterii V wyjechać na szczyt wzgórza po prawej stronie ruin klasztornych — poza kompanią Rokity — i rozkazał otworzyć jak najsilniejszy ogień na szańce rosyjskie pod Domaniewicami. Baterię IV. wyprowadził z okopów na otwarte pole i zmieniając ciągle stanowiska ostrzeliwał rosyjskie pozycje, ciągnące się na skraju lasu na południe od Załęża, silnym ogniem. Równocześnie otrzymał IV. batalion rozkaz ostrzeliwania salwami nieprzyjacielskim stanowisk.
Salwy obydwu baterii Legionów i IV. batalionu zmusiły nieprzyjaciela do milczenia. Batalion VI Fleszara, korzystając z osłony nocy, cofnął się na poprzednie swoje stanowisko.

8

Krzyż na grobie legionistów w Bydlinie

Straty stosunkowo do ciężkiej sytuacji były skromne: zabitych 49 i rannych 121 oficerów i żołnierzy, w czem kilku zabitych i rannych z dnia poprzedniego. Nieustraszone wykonanie śmiałego rozkazu Brzozy, umiejętność w manewrowaniu strzelającą dymnym prochem artylerią, uratowała batalion VI od niechybnej zagłady, a samej artylerii nie przyniosła żadnej szkody, nie było bowiem nawet żadnego rannego. Komendant Brzoza i jego dzielna artyleria okryła się od razu w pierwszej swej walce wielką sławą. Przyprowadzeni nazajutrz jeńcy rosyjscy opowiadali, iż od razu po pierwszych strzałach artylerii Legionów wszyscy oficerowie uciekli z okopów, a celność ognia kierowanego wprawną dłonią młodych polskich artylerzystów z małych, starego typu armatek Brzozy była tak wielka, iż na 100 ludzi w jednym oddziale rosyjskim został zaledwie 3 nie rannych. Podobnie ogień polski odczuto we wszystkich oddziałach rosyjskich.
Sam kpt. Brzoza wybierał dla siebie najtrudniejsze cele i po mistrzowsku załatwiał się z nimi.

Do pomocy sanitariuszom zgłosił się wieczorem pod komendą kpt. Herwina oddział ochotników ze służby liniowej, który łącznie z sanitariuszami udał się na pobojowisko, celem zabrania rannych na plac opatrunkowy.
Sanitariusze i ochotnicy z latarkami przeszukiwali niedawne pole walki, dochodząc na 400 do 300 kroków pod linią nieprzyjacielską i byli silnie przez Rosjan ostrzeliwani. Sanitariusze Legionów złożyli podczas ataku VI batalionu dowody wielkiego męstwa i bezprzykładnej ofiarności. Pod gradem nieprzyjacielskiego ognia zbierano z pobojowiska rannych i odnoszono ich na miejsce bezpieczne. Dopiero na wyraźny rozkaz Komendy, wydany ze wzglądu na liczne zranienia służby sanitarnej, ustąpili polscy sanitariusze z pola bitwy, aby pod osłoną zbliżającego się, wieczoru pozabierać resztę rannych.

9

Tablice z nazwiskami poległych legionistów na grobie w Bydlinie

Nastąpiła noc podobna do poprzedniej: tu i ówdzie strzelanina po stronie rosyjskiej, na ogół cisza.
Z zapadnią ciem nocy komendant IV. batalionu kpt. Wyrwa wysyła na prawo i lewo patrole, celem ochrony polskiego frontu przed niespodziewanymi atakami Rosjan. Patrole miały rozkaz dochodzenia aż do linii okopów. W tem już późnym wieczorem przynoszą patrole polskie wiadomość, że okopy na lewo i na prawo są puste. Haubice cofnięto, zostawiono tylko artylerię polową. Komendant IV. batalionu zakomunikował tę wiadomość Komendzie Legionów. z zapytaniem co czynić należy. Rosjanie bowiem w razie przekonania się o istotnym stanie rzeczy, mogą wykonać atak i zgnieść swą przemocą nieliczne siły polskie. Otrzymuje odpowiedź „trzymać się na swoich pozycjach”.
Trzymać się – dobrze. Mało kto potrafi lepiej od Wyrwy przyjąć taką wiadomość. On, który już tyle razy potrafił wyprowadzić bez dotkliwych strat swych zuchów z ciężkich opresji, który miał już poza sobą śmiały marsz pod Warszawą, przyjął ten rozkaz z całym spokojem. Wydał potrzebne zarządzenia, celem przeszkodzenia Rosjanom w wykonaniu nagłego, niespodziewanego ataku i czekał. Zaufanie do swej komendy i siebie stanowi najgłówniejszą zaletę żołnierza.

Noc jednakże minęła względnie spokojnie. Rosjanie nie atakowali, zadawalając się podpaleniem paru domów w Załężu.
O świcie dnia 19. listopada wojska austriackie zajęły z powrotem opuszczone z wieczora okopy.
Za mężne zachowanie się wobec wroga i utrzymanie się na swoich stanowiskach zyskały bataliony Legionów uznanie naczelnej CK Komendy austriackiej, która w rozkazie dziennym zaznaczyła wyraźnie, że dwa bataliony polskiego Legionu utrzymały pozycje.
W dniu 19 listopada Austriacy wykonali ponowny atak ale już na lewe skrzydło rosyjskie.
Przed samym południem poszedł do ataku na pozycję nieprzyjacielskie 32-gi austriacki pułk polski piechoty. Wspierany był aż do odległości 800 do 400 kroków ogniem IV. batalionu Legionów, poczem, by nie razić atakujących, musiał być batalion IV. biernym widzem. Rosjanie przyjęli atakujących strasznym ogniem artyleryjskim, lecz ten bynajmniej nie zdołał zachwiać szeregami polskimi. Atak był wykonany z nadzwyczajną brawurą: śmiało, ostro, w nadzwyczajnym porządku, z niewielkim okopywaniem się parły naprzód polskie szeregi. Po kilku godzinach ataku zbliżył się pułk polski ku lasowi domaniewickiemu, wielkim półkolem zachodząc las niemal od wschodu. Rosjanie prażyli go ogniem salwowym, z natury rzeczy mniej celnym. Wkrótce zanurzył się w las domaniewicki pierwsze szeregi i parli stale naprzód.

10

Krzyżyk Krzywopłoty-Załęże odlany na II rocznicę bitwy

Wreszcie z głębi lasu, z odległości mniej więcej półtora km. od pozycji Legionów polskich, rozdarł powietrze; straszny krzyk atakujących, który rozpływając się wokoło gromkim echem, zdawał się przypieczętowywać stare, niezmiernie polskie męstwo, zdobiąc czoła bohaterów w nowy laurowy wieniec sławy.
Zamilkły strzały. Pierś w pierś zwarły się straszne odwiecznych wrogów szeregi i poczęły sobie piędź po piędzi wyrywać krwią przesiąkła polską ziemię.
Nie ostał się polskiemu męstwu hardy wróg. Bagnet jego łamał się na stali polskiej piersi, którą wypełniała bezgraniczna nienawiść plemienna do najeźdźcy i miłość wielka do swej matki — ziemi.
Wrażenie tej grobowej ciszy wśród walczących, w szeregach legionistów było ogromne. Odczuwały one całym swoim jestestwem powagę wielkiej majestatycznej chwili. Tam bracia ich, bracia rodzeni, zwarli się w zawziętym boju z śmiertelnym wrogiem. Ta sama polska dusza zmaga się na śmierć i życie z ciemnym azjatą, pławi się z rozkoszą w krwi wroga za setkę lat ciężkiej niewoli, za krzywdy całych pokoleń. Z krwią swoją serdeczną rzucają w ziemię szczodrze krwawe ziarno, które wydać musi zdrowy plon dla całego polskiego narodu. O godz. 8 wieczorem wziął 32-gi pułk piechoty na bagnety Domaniewice od wschodu.

Ustępujący Rosjanie zapalili Domaniewice, Lgotę, Wolbrom i cały szereg wsi. Niebo rozjaśniła wielka krwawa łuna.
W nocy z daleka ostrzeliwali Rosjanie bardzo silnie granatami wielkiego kalibru las domaniewicki, przypuszczając widocznie, że tam ukryły się rezerwy austriackie.

W walce pod Krzywopłotami brało udział 1300 polskich żołnierzy pomiędzy nimi, jak wspomnieliśmy wyżej, pięciuset nowozaciężnych ochotników z Królestwa. Mimo nadzwyczajnego znaczenia i wyczerpania duch w Legionach polskich był doskonały: pomimo, że odczuwano ogólnie iż wypoczynek słusznie im się należy, z żalem ustępowano z pola walki W szczególności artyleria kpt. Brzozy, odbywszy tak szczęśliwie - bez strat żadnych - swój chrzest bojowy, pałała wielką rządzą walki. Małe wydrwiwane dotychczas ogólnie górskie armatki, zdobyły sobie ogólny szacunek.
W trzydniowej upartej walce żołnierz polski okazał wielką wartość bojową: nie było ludzi małych - wszyscy dorośli do wysokości zadania. Tak oficerowie, jak żołnierze okazali się godnymi spadkobiercami bohaterów spod Ostrołęki, Grochowa, Raszyna.

11

Krzyżyk Krzywopłoty-Załęże odlany na II rocznicę bitwy

Typowym przedstawicielem bohaterstwa polskiego oficera. w boju może służyć kpt. Herwin (Kazimierz Piątek). Pod Krzywopłotami z rozpaczą patrzał, jak karabin maszynowy zniósł mu niemal całą kompanię, którą sam prowadził do ataku. Kule Go oszczędziły, choć szedł pierwszy, świecąc przykładem. Stąd poszła legenda, że kule go się nie imają. Opowiadając później ten fakt w ściślejszym gronie, kółku przyjaciół mówił: wszystkich kula dostała, ja zostałem żywy. Wprost wstyd mi było wracać z tego piekła.
Po ukończonym ataku zebrał ochotników i poprowadził ich na silnie ostrzeliwany plac boju do pomocy sanitariuszom. Pozbierawszy rannych zbierał jeszcze osobiście broń przez nich pożyczoną i dopiero niemal przemocą został uprowadzony z pola.

Z żołnierzy wielkim duchem i inicjatywą odznaczył się między innymi 15-letni legionista Madej. Pewnego dnia zabrakło IV batalionowi amunicji. Na ochotnika, celem przyniesienia naboi zgłosił się Madej. Przebrnął z wielkim trudem przez błota, dostał gdzieś konia i obładował go nabojami. Następnie wśród gradu kuł nieprzyjacielskich, przyjechał do okopu na wzgórze i rozdał żołnierzom amunicję. Po walce otrzymał srebrny medal za waleczność. Oprócz tego został odznaczony pewien podoficer i żołnierz VI batalionu. (…)
Pośród szeregów polskich podczas całej walki był wzorowy porządek dyscyplina ognia wspaniała. Nie marnowano zbytecznie amunicyi, w okopach, nawet podczas najgorętszej strzelaniny uważano na porządek strzałów, co świadczy o opanowaniu się w boju żołnierzy. W okopach na wzgórzu klasztornym, mimo tego że były cokolwiek za płytkie i nie chroniły dostatecznie całego ciała nie było żadnych strat: to też dworowali sobie nasi chłopcy z tak marnie strzelających moskali.

Z dostawą jedzenia do pozycyi na wzgórze klasztorne było bardzo trudno. Dostarczyć jedzenia do okopów możny było tylko od lewego skrzydła, drogą prowadzącą koło młyna poprzez mostek silnie przez nieprzyjaciela ostrzeliwany. W celu ochrony tej drogi trzymano stale w młynie plutonową placówką. Dostawa żywności od tyłu wzgórza klasztornego, wskutek mokrego terenu była wykluczona. Na domiar złego drugiego dnia walki zestrzelili Rosyanie kuchnię polową z mostku do stawu i już tam więcej silna wola musiała wynagrodzić brak żywności.
19 listopada o godz. 9.30 odbyła się w Głównej Kwaterze polskiej odprawa oficerów na której po otrzymaniu raportu, komendant oświadczył, że bataliony Legionów zostały przez CK Komendę armii austryackiej zwolnione i mają się udać na krótki odpoczynek.

12

Józef Piłsudski i biskup Władysław Bandurski w 1916 w Olkuszu

Na odprawie wydał Komendant następujący rozkaz na dzień następny:
Kw. Główna, Krzywopłoty 19.XI.1914r.
…Odprawa 19.XI.14 9.30
1. 20.XI. o godz.7 rano zgłoszą się w Kwaterze Głównej 4 próżne wozy czwórkowe artyleryi i dwa plutony saperów dla przetransportowania poległych z placu boju na cmentarz.
Natychmiast po spełnieniu swojego obowiązku wrócą z powrotem do oddziału.
2. Wszystkie oddziały muszą być przygotowane do odmarszu na tyły do odpoczynku. W tym celu rozkazuje się co następuje:
a/ Oddziały stojące na ruinach i w Krzywopłotach rozpoczną przygotowania od rana.
b/ Tabory stojące w tartaku, z wyjątkiem artyleryi, odejdą o 8.00 rano pod komendą podoficera wyznaczonego od saperów, do Kwaśniowa gdzie przyłączą się do stojącego tam taboru.
c/ Saperzy po powrocie 2 plut. /poz.1/ maszerują do Kwaśniowa gdzie zakwaterują się.
d/ Obie baterye artyleryi po powrocie 4 wozów /p.1/ odjadą do Kwaśni owa i zakwaterują się tam, odbierając swe wozy od chor. Wierzchlejskiego, który wróci do swojej baterii
3. Komendanci batalionów i sap. taborów i sanit. złożą jutro do godz. 7 wieczór szczegółowe raporty zawierające: ilość ludzi zdolnych do służby i chorych z wyszczególnieniem szarż, straty z ostatnich 3-ch dni imiennie, ilość koni, straty ilości wozów z wyszczególnieniem rodzaju ładunku. Ilość zapasowej żywności dla ludzi i koni.
Niedotrzymanie terminu lub nieścisłość będę uważał za naruszenie dyscypliny i odpowiednio traktował.

Dnia 20 listopada od rana, w myśl otrzymanego rozkazu, rozpoczęły się przygotowania do odmarszu. Zabrano z placu boju poległych i po stwierdzeniu identyczności pochowano ich z należnymi honorami na pobliskim cmentarzu we wspólnym grobie (na cmentarzu w Bydlinie – dop. OD).
Wieczorem obydwa polskie bataliony były w pełnym marszu ku Galicyi. 25 listopada stanął oddział w Strzemieszycach.
W Strzemieszycach panowało na ogół denerwujące oczekiwanie rozkazu wyjazdu. Żołnierz polski pragnął jak najprędzej połączyć się z pułkiem Piłsudskiego. Panujące pod tym względem wątpliwości potęgowały ten więcej denerwujący nastrój oddziałów polskich. Wreszcie dnia 26. listopada godz. 1 w południe przyjechał z Katowic komendant Brzoza z wiadomością, że wieczorem bataliony wyjeżdżają do Suchej. O godz. 5.00 po południu wyznaczono zbiórkę – odjazd nastąpił o godz. 10 wieczorem.

Ok. godz. 3 po południu dnia 27. listopada – przejechano przez Kraków. Wielu z jadących z Krakowa pragnęłoby chociaż na chwilą wysiąść z pociągu by zamienić z najbliższymi chociaż parę słów, chociaż jedno – jedyne spojrzenie, lecz bóg wojny porwawszy raz młodzież w swoje objęcia nie pozwala na żadne sentymenty, lecz pcha żelazną mocą do spełnienia twardego żołnierskiego obowiązku.
Wkrótce zniknęły z oczu pędzących w wir nowych walk ostatnie wieżyce umiłowanego w sercu miasta. Wspaniała sylwetka umiłowanego miasta, starego Zamku, dawnego pomnika minionych lepszych lat skrywała się, powoli za wzgórzami, pogłębiając w młodej duszy polskiego żołnierza miłość do nieszczęśliwej Ojczyzny, ryjąc w niej stygmat bezwzględnego oddania się idei odbudowy Polski.

13

J. Piłsudski w Mechaniku w Olkuszu, 1916 rok, II rocznica bitwy

Wreszcie ok. godz. 9 wieczorem pociąg stanął, w Suchej. Powoli pustoszeją wozy: zbierają się żołnierze w mniejsze i większe grupy, poczem formują się w pochodową kolumnę. Część oddziału zostaje w Suchej, a batalion VI. i artylerya ok. 12 w nocy odchodzi na kwatery do Makowa.
Dzień 28 listopada, był pierwszym dniem odpoczynku na ziemi galicyjskiej.
(strona 132).
Po dwóch dniach uzupełniwszy uzbrojenie, amunicyę i odzież wyszły bataliony polskie na nowe pole walki.”
(Kraków, dnia 11 lipca 1915 r.)

A jak tę bitwę zapamiętali mieszkańcy? Tak zapamiętał ją Stanisław Szot, mieszkaniec Załęża, rocznik 1899, którego relację spisał 11 listopada 1988 r. Władysław Rams.

Stanisław Szot
Załęże, nr. 32.
Relacja z okresu bitwy pod Krzyopłotami i Załężem 17- 19 listopada 19l4r.

Jestem mieszkańcem wsi Założę od urodzenia t.j. 2.11.1899r. Ojciec mój Andrzej Szot był właścicielem gospodarstwa rolnego i zagrody nr. 8 - licząc od zachodniej strony wsi. Rodzina moja była liczna. Z początkiem listopada 19l4r. wielkie masy wojska austriackiego, w tym Legionów Polskich zatrzymały się w odwrocie ze wschodu pod Krzywopłotami, Załężem i Bydłinem. Na północ od Załęża zajęli pozycje Austriacy, Czesi i Węgrzy. Na wzgórze Św. Krzyża i w Lasu Zawadka oraz w Załeżu zajęli pozycje Legioniści. W Załężu gotowano strawę dla żołnierzy, którą zanoszono do oddziałów na wzgórzu i lasku. Ja również nosiłem tam posiłki dla żołnierzy - niewiele ode mnie starszych przez drogę młyńską na skróty. Legioniści z udziałem mieszkańców wsi okolicznych razem z żołnierzami budowali okopy. To samo czynili Austriacy na swoich pozycjach. Wiedzieliśmy już, że tutaj bidzie bitwa. Rosjanie się zbliżali. Aby uchronić się przed pociskami mieszkańcy Załęża przygotowywali sobie ziemianki w swoich zagrodach tzw. „dekunki”. Wszyscy byli wystraszeni, ale pozostawali na miejscu. Już 16 listopada Rosjanie zajęli Smołeń, Lgotę Wolbromską, Domaniewice i wschodnią cześć Załęża i tereny po stronie północnej i zaczęli się okopywać. Legioniści opuścili Załęże, cofając się na pozycje. Austriacy podpalali domy by mieć lepsze pole ostrzału. W czasie bitwy spalono zagrody nr.6 (stodoła), 7,12,15,16,18-37 razem 24 zagrody – najwięcej po stronie wschodniej Załęża. Rosjanie również palili. Wojska zajęły pozycje i zaczęły się ostrzeliwać.

W tym dniu ok. godz. 11.00 obok naszej zagrody (w której miał również swoje stanowisko austriacki karabin maszynowy) stanął austriacki kilkunastoosobowy oddział wywiadowczy na koniach. Ubrani byli w kożuszki i czerwone spodnie. Oficer wysłał 2-osobowy patrol na zwiady. Nagle usłyszałem strzał i po chwili ujrzałem wracającego pędem na koniu Austriaka. Gdy zatrzymał się przy oddziale, oficer zaczął go policzkować i krzyczeć. Jak się okazało strzał został oddany przez żołnierza rosyjskiego, który zabił jednego z patrolu austriackiego. Patrol dojechał do nr. 23 Andrzeja Drożdża, a żołnierz rosyjski strzelał zza muru zagrody nr. 26 Józefa Wiśniewskiego. Żołnierz ten zebrał zabitemu dokumenty, a Drożdżowi kazał wziąć jego karabin. Oddział austriacki wycofał się w kierunku swoich pozycji.

14

Józef Piłsudski w Dworku Mroczkowskich w Olkuszu, w 1916 gdy obchodzono drugą rocznicę bitwy

Również postrzelony został, na szczęście niegroźnie, mieszkaniec wsi Marcin Muchajer, kiedy szedł po wodą z Janem Cygroniem. W dniu 17 listopada trwał ostrzał z obydwa stron. Pod wieczór zaczął się wzmożony ogień. Grały karabiny maszynowe i armaty, Słychać było świst przelatujących pocisków. Jak się później okazało legioniści atakowali od młyna - wzdłuż drogi młyńskiej, poprzez łąki w kierunku lasku domaniewickiego. Doszli nawet prawie pod pozycje rosyjskie aż do obecnego rzędu drzew (wówczas tych drzew jeszcze nie było). Na trasie natarcia na wysokości zagrody nr.66 w odle. ok. 150 m. od drogi przez Załąże (od rzeczki ok. 50 m) było kilku poległych i rannych – z tego miejsca zabrałem kilka pasów wojskowych i ładownic.

W drugi dzień t.j. 18.listopada od rana nastąpił drugi atak austriacki i polski. Rozszalało się piekło. Cały czas przebywamy w dekunkach. Rozstrzelały się karabiny maszynowe i armaty. Słychać było już nieustanny świst pocisków. Słyszeliśmy obok krzyki, nawoływania, jęki atakujących legionistów. Jęki rannych były przerażające - ratujcie, dobijcie. Legioniści atakowali wsią. Sąsiednia zagroda Macieja Szota płonęła. Dalej w kierunku wschodnim płonęły dalsze zabudowania. Po ustaniu bitwy widziałem obok spalonej stodoły Szota popalone ciała trzech legionistów. Ranni byli zabierani zaraz po bitwie. Zabitych po odparciu Rosjan, poległych legionistów zbierali ich koledzy i mieszkańcy wsi, którzy przenosili na cmentarz. Był to straszny widok. Poległych Austriaków (i – dop. red) Rosjan zakopywali w miejscu śmierci i stawiano krzyże. Po latach, w okresie międzywojennym, zbierano szczątki do woreczków i przenoszono na cmentarz. Po stronie północnej Załęża atakowali Austriacy. Były walki wręcz stąd duża ilość poległych z obydwu stron. Gdym wszedł do lasku domaniewickiego ujrzałem masę wystrzelonych łusek. Zaraz po bitwie dowiedziałem się - żołnierze opowiadali i wskazywali miejsce gdzie poległ por. Paderewski. Było to przy drodze mniej więcej naprzeciw chałupy nr 1. Dostał w serce, w rok potem miejsce to zostało ogrodzone, a w r. 1916 został ustawiony krzyż dębowy. w r. 1916 został ustawiony krzyż kamienny na cmentarzu dla uczczenia poległych legionistów. Na cokole wmurowano pamiątkowe tablice z nazwiskami poległych legionistów. W tymże roku odwiedził Krzywopłoty Komendant Józef Piłsudski z biskupem Bandurskim, w drugą rocznice bitwy. Byłem na tej Uroczystości. Po raz drugi Komendanta widziałem już w wojsku w r. 1919 w Kielcach. Po wojnie w rocznicę bitwy odwiedzali Krzywopłoty legioniści. W r. 1939 wybudowano w Bydlinie szkołę podstawową i nazwano imieniem Marszałka Józefa Piłsudskiego. W poprzednich latach ogrodzono cmentarz murem kamiennym i utwardzono drogę z Bydlina.
W projekcie miał być wykonany skansen bitwy. Przód wojną należałem do Strzelca. W czasie okupacji byłem łącznikiem batalionu Surowiec Armii Krajowej, którego dowódcą był „Hardy” Gorard Woźnica. W moim domu odbywały się spotkania konspiracyjne. W czasie akcji na Koppegp w Krakowie w lipcu 1944 r. do Załęża przywieziono rannego uczestnika zamachu z obstawą w potyczce pod Udorzem. Rannego złożono do stodoły u sołtysa Sojki – już nieżyjącego – trzeci dom od mojego domu.

W moim domu odbyło się spotkanie żołnierzy Parasola z dowództwem batalionu „Hardego”. Po wojnie komendant „Hardy” zamieszkał w Poroninie. Byłem u niego kilka razy. Odwiedzał również Założę i Góry Bydlińskie.
Z początkiem lat 50-tych krzyż dębowy w miejscu śmierci Paderewskiego został usunięty i wywieziony w niewiadomym kierunku. Ogrodzenie zniszczone. W miejscu tym zostanie postawiony znów krzyż. Już są starania w tym kierunku.

15

Strona tytułowa książki Musiałka

Nazwiska właścicieli zagród wsi Załęże w roku 1914 i informacja o zniszczeniach wojennych, jakie ich dotknęły (numeracja od strony zachodniej).
1. Krzywda Jan, 2. Mędrek Stanisław, 3. Smółka..., 4. Bachor Stanisław, 5. Smętek Ludwik,
6. Mędrek Paweł – spalona stodoła, 7. Szot Kaciej - spalony dom, 8. Szot Andrzej - ojciec Stanisława, 9. Cygroń Karek, 10. Muchajer Michał, 11. Muchajer Marcin, 12. Cygroń Maciej - spalony dom, 13. Cygroń Leon, 14. Szot Antoni, 15. Szot Paweł – spalony dom, 16. Szczur Tomasz – spalony dom, 17. Kaziród Marek, 18. Kaziród Jan – spalony dom, 19. Straszak Antoni - spalona stodoła, 20. Maruszczyk Piotr - spalona stodoła, 21. Sojka Ignacy – spalony dom, 22. Sojka Kazimierz – spalony dom, 23. Dróżdż Andrzej – spalony dom, 24. Muchajer Bogusław- spalony dom, 25. Chłosta Michał – spalony dom, 26. Wiśniewski Józef – spalony dom, 27. Paś Marcin – spalony dom, 28. Paś Marcel – spalony dom, 29. Krzywda Maciej – spalony dom, 30. Krzywda Walenty – spalony dom, 31. Straszak Władysław – spalony dom, 32. Kudela Szczepan – spalony dom, 33. Muchajer Paweł – spalony dom, 34. Kaziród Adam – spalony dom, 35. Gajewski Walenty – spalony dom, 36. Stefanowicz Maciej, 37. Mędrek Mikołaj – spalony dom, 38. Zawada Franciszek, 39. Smętek Maciej, 40. Bojarski Franciszek, 41. Bieda Kuba, 42. Straszak Bronisław, 43. Kudela Jan, 44. Straszak Antoni, 45. Chłosta Marcin, 46. Chłosta Wojciech, 47. Birlet Teodor, 48. Mędrek Wincenty. 49. Szot Józef, 50. Muchajer Marcin, 51. Mędrek Augustyn, 52. Paś Władysław, 53. Kalarus Mikołaj i 54. Kalarus Roman.

Pamięć bywa zawodna, ale nawet relacje, które po sprawdzeniu przez historyków są kwestionowane, warte są czasami przytoczenia, bo mówią coś istotnego o tamtym czasie.

List Franciszku Zawady, gospodarza ze wsi Załęże, poczta Klucze, z 1935 r., do legionistów (towarzyszyły mu nie najwyższych lotów wiersze pióra autora korespondencji).

Drodzy żołnierze VI-go Baonu!
Jako naoczny świadek bitwy w Załężu pod Krzywopłotami w r. 1914 ułożyłem tych kilku wierszy, tytułem wspomnienia, a to z tego powodu, że w naszym domu gościło trzech żołnierzy, oficerów legionowych, którzy przybyli w godzinach popołudniowych 13 listopada. Miałem na uwadze, że jednym z nich był Komendant Józef Piłsudski. Zażądali żeby im zagotować wody na herbaty. Po paru minutach woda była na stole i po wypiciu kilka szklanek herbaty, poczęli ze sobą rozmawiać. W tej rozmowie był rozkaz wydany, aby każdy gospodarz w Załężu jak najprędzej wypiekł jedną bułkę chleba i dał jedną miarę owsa dla wojska polskiego. Wtem wpada do mieszkania żołnierz- adiutant i powiada: - Panowie, bo kozaczki niedaleko!- słysząc to moja matka zemdlona upadła na ziemią, a goście żegnając nas, powrócili do swoich obowiązków. Matka po kilku godzinach zmarła na udar sercowy. Pogrzeb matki odbył się bez żadnych posług religijnych, ponieważ nie wolno było, jednak została pochowana na cmentarzu bydlińskim. Szanowni panowie! Była to chwila wielkiego smutku, bo po powrocie z cmentarza do domu, nie zastałem już nic. Wszystek inwentarz żywy i martwy, został zabrany, pozostawiono tylko kilka snopów żyta, z któregośmy mieli pożywienie. Tego samego dnia wypełniono rozkaz Komendanta, tak że każdy gospodarz dał to, co mu rozkazano, to jest jeden bochenek chleba i jedną miarę owsa dla wojska polskiego. Wojna się skończyła. Dzięki Opatrzności, dom mój został ocalony od ognia, tylko lekko uszkodzony od kul szrapnelowych, obecnie chyli się już ku upadkowi. Pozostał mi jedynie stolik, na którym jedli obiad Najdostojniejsi Wodzowie Wojsk Polskich, a osobiście Pan Marszałek Józef Piłsudski. Przechowuję ten stolik jak największą relikwię i chcę przekazać go swoim dzieciom. Szanowni Panowie! Nie ulega wątpliwości, że po 23 latach posyłam wam te wiersze, możeście ciekawi, dlaczego tak późno. Otóż te wiersze ułożony były jeszcze w r. 1918. i dopiero w r. bieżącym, to jest w styczniu przybył do Założą jeden pan z Warszawy, żołnierz legionowy, który był obecny w bitwie pod Krzywopłotami, aby opisać ważniejsze szczegóły bitwy. Spisując w poszczególnych domach v Załężu raczył przybyć do mojego domu. Po dłuższej rozmowie pokazałem Szanownemu Panu wiersze, a on powiedział żeby je przekazać Komendzie Koła Żołnierzy VI-go Baonu Legionów Polskich - Warszawa Koszykowa 82.
List Franciszka Zawady do Zarządu Koła Kombatantów VI-Batalionu Legionów w Warszawie z roku 1935.

(Uwaga! W swoich wspomnieniach zatytułowanych „Moje boje” Józef Piłsudski nie napomyka o takiej wizycie. Ponadto 13 listopada Piłsudski nie mógł być w domu p. Zawady, bo w tym czasie szedł z batalionami, które nie wzięły udziału w bitwie, do Krakowa).


Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż nowe konto.