Zespół Lao Che zagrał dwugodzinny koncert w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu. Członkowie formacji rodem z Mazowsza odwiedzili nasze miasto po raz pierwszy, w ramach swojej trasy koncertowej, promującej najnowszy album grupy, pt. „Soundtrack.” Na koncercie zjawiło się około 250 osób. Można było zobaczyć dzieci z rodzicami, młodzież i osoby starsze. Przedział wiekowy nie był ważny. Liczyła się dobra zabawa. Na koncert swoich ulubieńców, fani przyjechali m.in. z Krakowa i okolic, Myślenic, Jaworzna, okolic Olkusza oraz z samego Srebrnego Grodu. Pierwsze muzyczne akordy rozbrzmiały kilka minut po godzinie 18- tej, a kolorowe światła opanowały scenę. Publiczność powoli zaczęła smakować muzykę podaną przez Lao Che.

Prawdziwe szaleństwo, przede wszystkim pod sceną, ogarnęło zgromadzonych, przy kawałkach z płyty „Powstanie Warszawskie”, czy singlach: „Zombie” i „Jestem psem”, z najnowszej płyty zespołu. Zabawa była przednia, o czym świadczyła reakcja publiczności. Miejmy nadzieję, że sami muzycy także byli zadowoleni. W końcu z takim zamiarem przyjechali przecież do Olkusza. Liderem zespołu jest Hubert Dobaczewski – śpiew i gitara rytmiczna. Skład ponadto tworzą: Michał Jastrzębski- perkusja, Filip Różanski – instrumenty klawiszowe, Rafał Borycki- gitara basowa, Marek Dzierżanowski- instrumenty perkusyjne oraz Mariusz Denst- sampler. Pochodzą z Płocka, Włocławka i Warszawy.

 

 
Z menagerem zespołu Lao Che – Rafałem Kołacińskim – rozmawia Dawid Konieczny:
                                                        

– Jesteście pierwszy raz w Olkuszu. Jakie zatem pierwsze wrażenia?
– Przyjechaliśmy od razu, prosto z trasy na salę i miasta oczywiście nie widzieliśmy. Wgląd jedynie mamy na salę koncertową, na której dzisiaj będziemy grać. Sala, jak widać, jest nowa i bardzo nam się tu podoba. Wydaje mi się, że wszystko będzie ładnie brzmiało.

– Jak reaguje na Waszą muzykę publiczność w miastach, w których występujecie po raz pierwszy?
– W takich przypadkach chyba nie ma żadnej reguły. Często wygląda to tak, że nasz koncert jest długo oczekiwany przez publiczność, przez ludzi, którzy wcześniej nas nie widzieli na żywo. Czasem na nasz koncert fani czekają 2,3,4,5 lat, a czasem nawet dłużej. Wtedy ten odbiór jest bardzo pozytywny. Zdarza się też tak, co prawda rzadko, że publiczność  przychodząc na koncert musi się nieco oswoić  z muzyką, którą gra Lao Che. Wówczas reakcja publiczności jest  bardziej zachowawcza, ale z takimi sytuacjami spotykamy się na szczęście rzadko.

– Skąd wzięła się nazwa zespołu?
– Oczywiście więcej informacji na ten temat jest w stanie udzielić zespół, ale generalnie nazwa pochodzi z filmu „Indiana Jones.”  Bandyta Lao Che pojawia się w jednym z odcinków tego filmu. I właśnie to jest bohater, od którego wzięła się obecna nazwa zespołu.

– Gdzieś przeczytałem, że gracie podobną muzykę do Republiki. Jak się do tego odniesiecie?
– Wydaje mi się, że gdzieś brzmieniowo zespół odwołuje się do lat 80. i może pewne rozwiązania muzyczne, które były na poprzedniej płycie, czyli „Prąd stały – Prąd zmienny”,  nawiązywały muzycznie do Republiki. Dlatego mogło to powodować jakieś skojarzenia z tym zespołem. Ale oczywiście, przede wszystkim, trzeba by porozmawiać z zespołem, jak się odnosi do tej kwestii.

– Wobec tego jaki typ muzyki gracie? Pytam, gdyż można usłyszeć opinie, że Wasza twórczość ociera się o rocka, reagge, muzykę elektroniczną, funk, czy nawet hip-hop.
– Wygląda to tak, że zespół z płyty na płytę „rozwiązuje się i zawiązuje” na nowo z celem takim, aby znaleźć taki klimat, którego wcześniej nie uprawiał. Stara się każdą płytę przygotować tak, aby była inna od poprzedniej. Zależy nam na tym, by nie była to tylko kontynuacja tego, co znalazło się na poprzedniej płycie. Szukamy nowych gatunków, nowych rozwiązań muzycznych czy nowych pomysłów na to, jak można brzmieć. Często można znaleźć opinie, że zespół na każdej następnej płycie nie przypomina siebie. Zdarza się tak, że z płyty na płytę ludzie mają problem, żeby dopatrzeć się, gdzie jest zespół, który znali z wcześniejszych nagrań. Wszystkie gatunki muzyczne, które zostały tu wymienione, są jak najbardziej na miejscu. Można powiedzieć, że zespół podchodzi pod styl muzyczny zwany crossover, czyli jest to skrzyżowanie różnych gatunków muzycznych. Na nowej płycie „Soundtrack” jest tak, że te wszystkie gatunki są poszczególnie wyczuwalne, bo taki był zamiar. Można powiedzieć, że całość jest gdzieś tam przefiltrowana przez tych sześciu muzyków. Na pierwszej płycie zespołu, „Gusła”, pojawia się trochę jakby gwarowych, staropolskich słów, czy ukraińskich akcentów. Pomysł na pierwszą płytę był taki, by spróbować odtworzyć  czasy dawnych Słowian. Płyta miała za zadanie wprowadzić słuchacza w nastrój tamtych czasów.

– W 2005 roku wydaliście płytę „Powstanie Warszawskie”, która to płyta przyniosła Wam ogólnokrajowy rozgłos. Czy nadal bazujecie na jej sławie w swojej twórczości?
– Biorąc pod uwagę media muzyczne i recenzje – to wydaje mi się, że płyta została bardzo bobrze przyjęta. Ludzie doceniają jej wielowarstwowość, wielowątkowość i dojrzałość muzyczną. Płyta „Powstanie Warszawskie” była tematem, który bardzo silnie skupił dużą część publiczności identyfikującą się z tym tematem, jakim było Powstanie warszawskie. Ludzie oczekiwali, że po nagraniu tej płyty  zespół będzie nagrywał kolejne płyty poświęcone innym wydarzeniom historycznym. Płyta „Powstanie Warszawskie” była albumem, który skupił się na tym, by pokazać to konkretne wydarzenie, a nie wiernie trzymał się kolejnych koncepcji historycznych. Wydaje się, że z punktu widzenia komercyjnego można by wziąć na „tapetę” kolejny wątek polskiej historii, zwłaszcza, że po wydaniu tej płyty pojawiało się bardzo dużo propozycji od ludzi, którzy chcieli nam w dobrej wierze pomóc, wybrać kolejne tematy, które mamy przygotować i zagrać. Zespół jednak z założenia wiedział, ze nie będzie szedł tą drogą. W momencie kończenia płyty „Powstanie Warszawskie”  już było wiadomo, że następna płyta będzie się diametralnie różnić od swojej poprzedniczki.

– Czy kawałek  z najnowszej Waszej płyty  „Soundtrack” pt.„Zombie” uważacie za najlepszy na niej?
– Chyba to nie jest tak, że jest on najlepszy. W zespole każdy z członków grupy ma swojego faworyta muzycznego. Myślę jednak, że kawałek „Zombie” u niektórych pojawiłby się, powiedzmy, w pierwszej trójce fajnych utworów. Myślę, że każdy z muzyków wytypowałby inny numer. Z punktu widzenia radiowego jest to jeden z najdynamiczniejszych utworów na płycie. Pewnie dlatego też utwór zbiera bardzo dobre recenzje jako utwór singlowy.

– Wróćmy może na zakończenie naszej rozmowy do Olkusza. Czy skuteczne jest promowanie własnych płyt na tzw. prowincji?
– Przez te wszystkie lata działalności zespołu, które mamy za sobą, zespół zawsze podchodził w bardzo otwarty sposób do tego, gdzie gra, tzn. wydaje mi się, że tak samo warto jest grać w dużych miastach, jak i w mniejszych, gdyż zawsze wychodzimy z założenia, że raz zasiane ziarno zawsze w jakiś sposób zacznie kiełkować. Mamy świadomość, że wiele osób, które nas słucha, mieszka w tych mniejszych miastach i nie wybiera się do większych miast, by nas zobaczyć. Dlatego my staramy się przyjeżdżać ze swoją muzyką do różnych miejscowości i przekazywać swoją muzykę na żywo. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że sale koncertowe w dużych miastach inaczej działają na wyobraźnię, ale z perspektywy czasu i tego, jakie koncerty graliśmy do tej pory, właśnie w mniejszych miastach zespół staje się bardziej otwarty dla fanów i dużo więcej pozwala sobie poeksperymentować muzycznie.

– Czego oczekujecie po dzisiejszym koncercie w naszym mieście?
– Oczekujemy przede wszystkim dobrego przyjęcia przez publiczność. Mam pewność, że zespół ze swojej strony zagra na pewno na 100%. Uważam również, że warunki dla naszego koncertu są dobre, więc oczekujemy dobrej zabawy.

lao1

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o