Marsze śmierci – początkowo potoczne, później przyjęte również w nazewnictwie naukowym określenie marszy ewakuacyjnych wyruszających z niemieckich obozów koncentracyjnych w Europie Środkowej bezpośrednio przed zbliżaniem się frontu. Większość marszów odbywała się na mrozie, zimą 1944–1945. Pod groźbą natychmiastowej śmierci, eskortowani przez esesmanów z psami, skrajnie wyczerpani pobytem w obozie i morderczą pracą, nocując pod gołym niebem na zamarzniętej i pokrytej śniegiem ziemi, pozbawieni ciepłego napoju i jedzenia, więźniowie maszerowali bądź byli przewożeni w bydlęcych wagonach w głąb III Rzeszy, gdzie mieli nadal służyć jako darmowa siła robocza na potrzeby niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.

Poniżej publikujemy nadesłany przez naszego czytelnika list, który zdejmuje maskę anonimowości z jednej z tysięcy śmiertelnych ofiar tamtych wydarzeń.

Pomnik w Olewinie
W Olewinie koło Olkusza – obok znajdującej się tam zabytkowej kapliczki – został w 1991 roku odsłonięty pomnik z nazwiskami czterech poległych i zamordowanych mieszkańców tej miejscowości w czasie drugiej wojny światowej. Na płycie pomnika wymienione jest również nazwisko Piotra Kocjana, który zginął siedemdziesiąt pięć lat temu, mając zaledwie trzydzieści jeden lat.

Piotr Kocjan urodził się 28 maja 1913 roku w Olewinie, gdzie jego rodzice posiadali niewielkie gospodarstwo rolne. Wychowany w trudnych warunkach w wielodzietnej rodzinie jako eksternista zdał egzaminy z zakresu 6 klas gimnazjalnych w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu.

W latach 1936-1937 odbył służbę wojskową w 11. pułku piechoty w Tar-nowskich Górach. Po przeniesieniu do rezerwy podjął w 1938 roku pracę ra-diotelegrafisty na dworcu kolejowym PKP w Jaworznie-Szczakowej. Jego jed-nostką przydziałową był 16 pułk piechoty w Tarnowie, do którego nie został zmobilizowany ze względu na pracę w PKP. We wrześniu tegoż roku wraz z innymi kolejarzami z Jaworzna-Szczakowej został ewakuowany w głąb wschodniej Polski.

Po powrocie do rodzinnego domu w Olewinie zaangażował się w 1941 roku konspiracyjnie w organizacji „Orzeł Biały”, a potem w ZWZ/AK. Równocze-śnie pracował jako dróżnik na przejeździe kolejowym znajdującym się między Rabsztynem i Troksem, położonym w pasie granicznym pomiędzy Rzeszą i Generalnym Gubernatorstwem, utrzymując kontakty z działającymi w tym rejonie oddziałami partyzanckimi.

Konspiracyjna grupa do której należał została rozbita wskutek „wsypy” latem 1944 roku. Żandarmi hitlerowscy aresztowali go w jego rodzinnym domu w Olewinie nad ranem 29 sierpnia.

Więziony był w Olkuszu, Sosnowcu i w Mysłowicach, skąd po upływie półtora miesiąca skierowano go w transporcie więźniów do KL Gross-Rosen. Przywieziony tam został pod koniec października 1944 roku, otrzymując numer 80894.

Po kilku dniach spędzonych w obozie macierzystym Gross-Rosen przeniesio-ny został do podobozu „Arbeitslager Breslau II” we Wrocławiu, gdzie zmuszo-no go do niewolniczej pracy przy produkcji części do czołgów w zakładach „Linke Hoffman Werke A.G.”.

W Olewinie pozostawił żonę Zofię i dwoje maleńkich dzieci – syn Józef, ur. wiosną 1943 roku i córka Elżbieta, ur. jesienią 1944 roku, kiedy ojciec przebywał już w obozie koncentracyjnym.

W ostatnim grypsie wysłanym z podobozu we Wrocławiu do żony Zofii, no-szącym datę 30 grudnia 1944 roku, napisał: „List, który otrzymałem od Cie-bie sprawił mi wielką radość z powodu, że mam wiadomość od Ciebie i że mamy małą Elżunię, którą z imienia już pokochałem. Ale później ogarnął mnie wielki smutek i żal. Bo możesz sobie wyobrazić ojca, który ma dziecko i nie zna go, nie może do niego przemówić i uścisnąć go. Elżuniu, ty mój skarbie, bądź zdrowa i rośnij Bogu i nam na pociechę. Pragnę, abyś była kropla w kroplę podobna do Twojej mamusi i przejęła od niej wszystkie cechy charakteru. Teraz muszę coś powiedzieć temu mojemu łobuzowi, którego prawdopodobnie rozpieściła Babunia. Ty mały łobuzie módl się do Bozi, żeby Tatuś powrócił, bo Tatuś modli się do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, aby dała Wam zdrowie i miała Was w swojej opiece”.

W drugiej połowie stycznia 1945 roku, podczas ewakuacji więźniów z wro-cławskiego podobozu do KL Gross-Rosen, Piotr Kocjan został zastrzelony przez esesmana z konwoju, kiedy z wyczerpania nie mógł już iść o własnych siłach. Został pochowany w bezimiennej mogile.

Jego nazwisko jest wymienione na pomniku, upamiętniającym mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, którego odsłonięcie nastąpiło na Starym Cmentarzu w Olkuszu 12 czerwca 2005 roku.

Wdowa po Piotrze Kocjanie – Zofia Kocjan zmarła 16 marca 2012 roku i zo-stała pochowana 19 marca na nowym cmentarzu w Olkuszu. Miała 91 lat.

Adam Cyra 

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o