Spójnia Osiek – Borek Kraków 0:3 (0:2)

Cztery mecze, trzy porażki i 360 minut bez gola to najczarniejszy scenariusz, jaki przed startem piłkarskiej wiosny mogli wymyślić sobie w Osieku. Niestety, smutny serial trwa, ale w Spójni jak na razie nie chcą wykonywać nerwowych ruchów. – Jeszcze wszystko może się zdarzyć, gramy dalej – dało się usłyszeć pod szatnią gospodarzy po sobotniej porażce z krakowskim Borkiem.

Spotkanie jeszcze dobrze się nie zaczęło, a miejscowi już musieli odrabiać straty. W 2. minucie goście wywalczyli rzut rożny, po którym objęli prowadzenie. Józkowicz zgubił obrońców i z bliska trafił do siatki. Upłynęło kilkadziesiąt sekund, a sytuacja trenera Tukaja i jego podopiecznych była jeszcze trudniejsza. Kolejny stały fragment gry krakowian i zagranie piłki ręką przez Szewczyka przyniosły rzut karny dla Borku. Futbolówkę „na wapnie” ustawił sobie Gorgoń i szansy nie zmarnował, choć Dziedzic miał już piłkę na palcach. Po takich ciosach ciężko byłoby się podnieść każdemu, tym bardziej Spójni, której tej wiosny idzie jak po grudzie. – Nie mam słów, żeby opisać to, co się stało. Wystarczyła dosłownie chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe. Nie ma się co oszukiwać, mamy problem. Musimy jak najszybciej znaleźć receptę na tę naszą dziwną niemoc. Przecież w piłkę grać potrafimy – mówił zaraz po ostatnim gwizdku mocno zakłopotany grający szkoleniowiec V-ligowca z Osieka. Dla gospodarzy mogłoby się skończyć jeszcze większą wpadką, gdyby więcej spokoju zachował Gorgoń, a uderzający głową Tyrpuła zamiast rąk Dziedzica, szukał dalszego słupka jego bramki. Spójnia przed zmianą stron odpowiedziała indywidualną akcją Tukaja, zakończoną mocnym, lecz minimalnie niecelnym uderzeniem nad poprzeczką.

Na drugie 45 minut drużyna z Osieka wyszła z trzema nowymi zawodnikami, jednak nie miało to większego znaczenia dla boiskowych wydarzeń. Piłkarze Borku kontrolowali sytuację na murawie, a przy główce Berety dopisało im szczęście, bowiem futbolówkę z linii bramkowej wybił Anton. Od czasu do czasu przyjezdni wyprowadzali też groźne kontrataki. Po jednym z nich, oko w oko z Dziedzicem, stanął Nowak i z zimną krwią trafił na 0:3, zupełnie pogrążając do niedawna jeszcze zespół ze ścisłej czołówki ligowej tabeli.

Spójnia w czterech pierwszych wiosennych występach ugrała ledwie punkt, więc nikogo w Osieku nie może dziwić, że o trzecim miejscu w klasyfikacji zajmowanym po pierwszej rundzie pozostało już tylko wspomnienie. Obecnie „Kasprzyk i Spółka” plasują się na 9. pozycji, choć strata do bezpośrednich rywali w walce o awans nie jest wcale duża. – Przed nami jeszcze jedenaście spotkań, a więc wszystko może się zdarzyć. Karta przecież musi w końcu się odwrócić – zakończył z nadzieją trener Tukaj, który po ostatnim meczu otrzymał od klubowego Zarządu „żółtą kartkę”. Najbliższy pojedynek w Krakowie z Orłem Piaski Wielkie będzie więc dla Spójni potyczką z gatunku tych o życie.

Spójnia Osiek – Borek Kraków 0:3 (0:2)
0:1 Józkowicz 2′ , 0:2 Gorgoń 5′ (karny), 0:3 Nowak 71′

Sędziował: Sebastian Widlarz (Wadowice)
Żółta kartka: Kupiec
Widzów 100.

Spójnia: Dziedzic – D.Glanowski, Gocyk, Kordaszewski, K.Glanowski (46′ Michał Mróz) – Bereta, Rzeźniczek, Kasprzyk, Ziarno (46′ Czarnota) – Tukaj, Szewczyk (46′ Tomaszewski).

Borek: Matysiak – Zawora, Tyrpuła, Wanatowicz, Anton – Nowak (74′ Dąbrowski), Józkowicz, Kupiec (68′ Pachacz), Mitka – Gorgoń (78′ Włodarczyk), Gawron (87′ Boczarski).

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o