W miniony weekend na olkuskim rynku po raz drugi odbył się zlot restauracji na kółkach. Podczas dwudniowej imprezy mieszkańcy Srebrnego Grodu mieli okazję zakosztować potraw z czterech stron świata. Na przybyłych czekał także szereg atrakcji towarzyszących.

W listopadzie ubiegłego roku do Olkusza po raz pierwszy zawitały food trucki. Impreza przyciągnęła na starówkę setki mieszkańców. Niemal pewnym było więc, że restauracje na kółkach ponownie przyjadą do naszego miasta. Tak też stało się w miniony weekend. Przez dwa dni, od południa do godziny 22:00, na olkuskim rynku odbywał się festiwal street slow food.

W trakcie imprezy olkuszanie mieli okazję skosztować przysmaków serwowanych przez kilkanaście najlepszych polskich restauracji na kółkach. Na gości czekały m.in. owoce w czekoladzie, burgery i hot dogi, naleśniki, lody, sałatki, pizza, dania z grilla, kanapki na ciepło, gorące kurczaki, dania orientalne czy kuchnia azjatycka. Wszystko świeże i przygotowane na miejscu. Można było także skosztować aromatycznej kawy, pysznych deserów oraz piwa z rzemieślniczych browarów.

Organizatorzy imprezy zadbali o to, aby umilić gościom czas oczekiwania na jedzenie różnego rodzaju atrakcjami. Na przybyłych mieszkańców czekał: DJ, strefa chillout, animacje dla dzieci oraz kino 7D.

Jak podkreślają osoby odpowiedzialne za organizację wydarzenia, festiwale food trucków to nie tylko okazja do skosztowania kuchni z różnych zakątków globu. Jest to także świetny sposób na spędzenie czasu z przyjaciółmi i rodziną.

{joomplu:67259}{joomplu:67238}{joomplu:67225}

2
Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
2 Wątków
0 Odpowiedzi
0 Subskrybentów
 
Najbardziej aktywny
Najczęściej komentowany
0 Autorzy komentarzy
Batmanpavv Ostatni autorzy komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Batman
Batman

ten gostek z brodą w czapce, który stał na środku miał dwie płyty CD – po jednej w każdym odtwarzaczu, takie zmixowane, długogrające łomoty. Każdy od początku do końca w tym samym tempie, jakieś 128 BPM. I tylko czasami zmieniał źródło. Nie wiele trzeba , żeby być „DJem do kotleta”.

pavv
pavv

Ten DJ to mnie do szału doprowadzał! Dudnił jakimiś komputerowymi umyckami że uszy bolały.