Powiat

Najpierw Mocny Konwój, potem Mocna Ekipa, teraz Mocna Fundacja. Spontaniczna akcja szybko przerodziła się w regularną pomoc. Już jedenaście razy byli w różnych miejscach w Ukrainie nieść pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebują – przede wszystkim dzieciom i żołnierzom.

Akcja – reakcja. Nie ma na co czekać

-25 lutego wrzuciliśmy post na Facebooka, z informacją o pierwszej w naszym powiecie zbiórce odzieży dla Ukraińców. Niedługo potem zadzwonił do mnie Marek Mocny, pytając, czy jedziemy za dwie godziny na Ukrainę. Zorganizowaliśmy 4 busy i pojechaliśmy – wspomina początki akcji ks. Tadeusz Budacz, proboszcz Parafii Polskokatolickiej p. w. św. Barbary w Krzykawie – Małobądzu.

-Pojechaliśmy wtedy do Medyki, zobaczyliśmy, że pomoc po polskiej stronie jest spora, a największe potrzeby są po drugiej stronie – ukraińskiej. I to stało się naszym głównym celem. Zebrała się grupa osób. Mamy za sobą już 11 konwojów. Jeździmy przede wszystkim do domów dziecka, sierocińców, ale wozimy też artykuły medyczne do szpitali oraz żywność dla żołnierzy – opowiada Marek Mocny.

Marka Mocnego wielu osobom przedstawiać nie trzeba. To tata Nikosia, o którym pisaliśmy kilka lat temu, gdy trwała zbiórka na jego leczenie w Stanach Zjednoczonych. Nikoś z walki o zdrową nóżkę wyszedł zwycięsko. A jego tata postanowił – jak sam mówi – spłacić dług wdzięczności. – Nazwisko pomaga i wciąż zobowiązuje – uśmiecha się założyciel fundacji. Poza nim fundację tworzą: Marek Mocny, ks. Tadeusz Budacz, Bartłomiej Prychodko, Janina Borawska – Piętka, Kasia Mocny oraz Катерина Сухоцька – lekarka z Ukrainy mocno zaangażowana w pomoc swoim rodakom.

Ludzi dobrej woli jest więcej”

Pomoc na dużą skalę to ciężka praca wielu ludzi. Tych na szczęście nie brakuje. Nieocenieni są wolontariusze, którzy pomagają przy zbiórkach w kościele w Małobądzu, pakują żywność, przyjmują dary, robią paczki.

Nieocenieni są również sponsorzy – firmy, organizacje, prywatne osoby, które w miarę możliwości przynoszą ubrania, żywność, potrzebne rzeczy. Nie można zapomnieć o osobach, które decydują się uczestniczyć w konwojach i nie boją się jechać tam, gdzie trwa wojenne piekło. To dzięki nim udało się już dotrzeć w kilkanaście miejsc w Ukrainie, gdzie brakuje dosłownie wszystkiego.

Przykłady? Akcja „Światło dla Ukrainy – kilka tirów świeczek i wkładów do zniczy, które pojechały w miejsca, gdzie brakuje elektryczności. „Woda Dla Ukrainy” – tym razem udało się wysłać kilka tirów do miejscowości, gdzie nie ma wody.

Kolejna akcja to „Święta na Ukrainie”. -Nie mogłem być tym razem z Nimi, choroba rozłożyła, ale całym sercem wspierałem i trzymałem kciuki za powiedzenie misji. Dzień przed wyjazdem zbombardowano Lwów, pytałem zespół – co robimy? Nikt z nich nawet przez sekundę się nie zawahał! -Przecież te dzieciaki mają Święta! One muszą mieć te dary – mówili. Narażając siebie na niebezpieczeństwo przejechali ponad 1000 km, by sprawić uśmiech na ustach tych małych dzieciaczków – tak o świątecznej akcji pisał Marek Mocny.

Poza pomocą rodaków, Mocna Fundacja ma spore wsparcie m. in. z Kanady, USA, Francji, Anglii i Niemiec. Nie sposób wymienić wszystkich, którzy od końca lutego nie ustają w wysiłkach, by nieść różnego rodzaju wsparcie.

Marko, czy ja mogę jechać z tobą do domu?”

-Ryzyko? Jest zawsze. Przecież wjeżdżamy na teren, gdzie toczy się wojna. Kiedyś 5 kilometrów w linii prostej od naszego konwoju spadały bomby. Wyjazdy są bardzo wyczerpujące, 24 godziny na dobę w trasie, rozłąka z rodzinami… To trudne, ale jednocześnie konieczne. Nie można zostawiać ludzi mieszkających w Ukrainie samym sobie. Oni potrzebują pomocy, a my tam jesteśmy. I to jest najważniejsze – uważa Marek Mocny.

Każdy wyjazd to ogrom emocji. I nie chodzi tylko o strach przed bombami i niepewnością, co może stać się po drodze. Członkowie konwojów spotykają się z najbardziej bezbronnymi ofiarami tej wojny – dziećmi z sierocińców. Wtedy łzy same napływają do oczu, ale trzeba się trzymać – przecież przyjeżdżają tam po to, by dać choć trochę radości…

Kolejne zbiórki, konwoje są na bieżąco relacjonowane na FB Mocnej Fundacji. Trudno przejść obok tych wpisów obojętnie. Niedawno na ten profil trafiła moja koleżanka. Zadzwoniła i powiedziała: „Niby wszyscy znamy wojenne relacje z mediów. Wydawało mi się, że z czasem człowiek się trochę „uodparnia” na taki przekaz. Ale po przeczytaniu fundacyjnych postów czuję się tak, jak w pierwszych dniach wojny – nie mogłam obejrzeć jakichkolwiek zdjęć czy przeczytać tekst na ten temat, żeby się nie rozpłakać. A wpis o Jasienicy rozwalił mnie zupełnie. Dzieci proszące o kartkę i długopis, a nie o zabawki czy słodycze! Wiem, że nie da się zmienić na lepsze całego świata, ale dzięki takim ludziom, którzy nie boją się tam jechać, dla tych dzieciaków chociaż na trochę zmienia się cały świat. I to jest takie światełko w całym tym wojennym okrucieństwie”.

-Wyjazd do Jasienicy na długo pozostanie w mojej pamięci… ciężko zebrać w słowa i opisać, jak bardzo to był dla Nas trudny wyjazd, i tu nie chodzi o odległość, niebezpieczeństwo czy ogromne zmęczenie… Ciężko zrozumieć, dlaczego żyjemy w świecie, gdzie maleństwa muszą patrzeć i doświadczać takiego cierpienia… Serce wczoraj pękło, jak jeden chłopczyk przez cały czas jak tam przebywałem trzymał mnie za rękę, jak powiedział „będę pamiętał Ciebie i Bartka do końca życia”. Serce pęka, jak mówi do mnie „Marko, czy ja mogę jechać z tobą do domu?” Dorosłe chłopy, niby twardziele, a płakali jak bobry! Tak nie powinno być nigdy! Tej wojny nigdy nie powinno być! – tak właśnie pisał na fundacyjnym profilu kilka tygodni temu Marek Mocny po powrocie z Jasienicy, położonej ok. 180 km od Lwowa.

Konwoje to nie wszystko

Mocna Fundacja to nie tylko konwoje za wschodnią granicę. To również ogromna pomoc tu, na miejscu, gdzie mieszkają osoby, które uciekły do Polski przed wojennym koszmarem. -24 kwietnia, gdy kościół prawosławny obchodził Wielkanoc, u nas było około 400 osób, by święcić koszyczki. Po mszy św. odbyło się spotkanie obu narodów. Polacy i Ukraińcy jedli razem wielkanocne śniadanie, a dla dzieci przygotowaliśmy wiele zabaw – opowiada ks. Budacz.

Ale ważna jest także pomoc w codziennych problemach – zawiezienie do lekarza, szukanie pracy, załatwienie formalności w urzędach, pomoc w wyremontowaniu lokali na mieszkania.

– Nasi uchodźcy nie chcą być dla nikogo ciężarem. Aktywnie szukają pracy, mieszkania, pomagają sobie nawzajem. Włączają się w działania fundacji. Wiele przeszli, ale wiedzą, że muszą swoje życie poukładać na nowo. A my im staramy się im w tym pomagać najlepiej, jak potrafimy – mówi ks. Tadeusz Budacz. Proboszcz dodaje, ze od drugiego dnia wojny Kościół Polsko – Katolicki w Małobądzu jest cały czas otwarty dla uchodźców, którzy mogą przychodzić tam po żywność czy ubrania. I tak jest do dziś.

Ty też możesz pomóc!

Nie wiadomo, kiedy wojna się skończy. Wiadomo na pewno, że pomoc będzie potrzebna jeszcze przez bardzo długi czas, a konwoje jeżdżą regularnie. Przydadzą się zabawki, ubrania, żywność, środki czystości. Członkowie Mocnej Fundacji zapewniają, że im siły i chęci do dalszych działań nie zabraknie. Nieważne, ile to potrwa.

Każdy, kto chciałby wesprzeć Mocną Fundację, może to zrobić wpłacając datki na podane niżej konta lub kontaktując się w sprawie np. przekazania potrzebnych rzeczy – tel. 696 131 802, e – mail: mocnafundacja@gmail.com

MOCNA FUNDACJA” z siedzibą w Kwaśniowie Górnym przy ulicy Głównej 58

Nr rachunku PLN 54 1020 2430 0000 8402 0089 9849

Nr rachunku EUR 10 1020 2430 0000 8602 0089 9864

Nr rachunku USD 05 1020 2430 0000 8802 0089 9856

fot. Mocna Fundacja

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
mike
mike
1 miesiąc temu

W Polsce używa się alfabetu łacińskiego więc proszę poprawić imię i nazwisko tej pani Катерина Сухоцька na łaciński odpowiednik.