klucze papiernia pocztówka z czasów carskich

Ileż to pokoleń Polaków pierwsze znane sobie litery stawiało w zeszytach „w trzy linie” wyprodukowanych w Kluczewskich Zakładach Papierniczych.

Decyzję o budowie najważniejszego zakładu przemysłowego w dziejach Klucz – papierni – podjął w końcu XIX w. właściciel tej miejscowości Ludwik Mauve. Idealne miejsce pod zakład, w sąsiedztwie – co miało ogromne znaczenie – czystych wód Białej Przemszy wybrał inżynier z Sosnowca Teofil Skawiński. W 1895 r. wydzielono pod nią teren. Rok później powstała spółka akcyjna, której głównym akcjonariuszem był Mauve. Pierwsze budynki dla maszyny papierniczej powstały w 1897 r., z miejscowych materiałów. W 1898 r. uruchomiona zostaje maszyna papiernicza wybudowana przez Maschinenfabrik Gotzern KMW „o szerokości roboczej sita 182 cm i wydajności 6 ton papieru na dobę”. Z początku zatrudnienie znalazło tu ok.50-70 pracowników. Pracowano od 6 do 19, z godzinną przerwą na obiad. Produkowano papier w dobrym gatunku. Masa celulozowa była sprowadzana lub produkowana we własnym zakresie z lnianych szmat. Materiały dowożono furmankami ze stacji kolejowej w Rabsztynie (dziś Jaroszowiec Olkuski). W 1912 r. powołano Towarzystwo Akcyjne Kluczewskiej Fabryki Papieru. Głównymi akcjonariuszami byli: Karol Mauve, Herman Mauve, Włodzimierz Mauve, Katarzyna Zelewiczowa i Wiera Dietlowa. W 1919 r. w wyniku niesnasek rodzinnych (jak to mówią złośliwi, z rodziną najlepiej wychodzi się na …fotografii) fabryka przeszła w ręce Stanisława Szwarcsztajna. Okazał się on rzutkim przedsiębiorcą. Na dyrektora zatrudnił pochodzącego z Rosji Stanisława Jabłońskiego. O wysokiej jakości papieru z Klucz może świadczyć złoty medal zdobyty przezeń na wystawie w Paryżu w 1924 r. Fabryka zwycięsko przetrwała nawet czasy „wielkiego kryzysu”. W 1929 r. zaczęto budowę bocznicy kolejowe, w tym celu zakpiono od właścicieli Klucz pas ziemi aż do stacji kolejowej w Rabsztynie. Wciąż rozbudowywana znajdowała się w kręgu zainteresowania wielkiego kapitału. Jednym z poważniejszych jej akcjonariuszy stał się rosyjski emigrant Michał Płotnikoff z żoną Elżbietą. W 1931 r. zakład otrzymał nową nazwę: Kluczewska Fabryka Papieru i Celulozy Sp. Akcyjna w Warszawie ul. Moniuszki 2a. W 1933 r. kapitał zakładowy spółki podwyższono do 7 mln złotych. W zarządzie spółki znaleźli się: Maurycy Szwarcsztajn, Stanisław Szwarcsztajn, Maksymilian Friede, duński biznesmen Karol Duus oraz Michał Płatnikoff i Grzegorz Płatnikoff. W latach 1933-35 znacznie zwiększono produkcję papieru. W 1935 r. miesięcznie fabryka produkowała 1000 ton papieru, 1800 ton masy celulozowej, 200 ton ścieru drzewnego i 250 ton klutanu (ekstraktu garbarskiego), który powstawał w nowo wybudowanej fabryce. Kolejna rozbudowa zakładu miała miejsce w 1936 r. (zdolności produkcyjne zwiększyły się wówczas o 45 ton dziennie). W latach 1937-38 wybudowano zeszytownię. Dla kadry urzędniczej pod koniec lat 30. wybudowano za drogą osiedle domków jednorodzinnych.

Wspomnienie. Osada Fabryczna w Kluczach, w latach 30. „Mieszkańcy Osady otrzymywali co miesiąc dwie kartki na przejazd bryczką do Olkusza, by móc na targu zaopatrzyć się w potrzebne im produkty. Tymi końmi i bryczkami opiekował się pan Hojt. Mieszkańcy Osady nie płacili za energię elektryczną, wodę, ścieki, a drewno na opał i węgiel przywożono im z fabryki. Pracownicy fabryki otrzymywali dla swych dzieci zeszyty szkolne, a w okresie Nowego Roku fabryka urządzała choinkę dla dzieci. /…/ Pamiętam rok 1936, to rok olimpiady sportowej, której otwarcia w Berlinie dokonał Kanclerz Rzeszy Hitler. Siedzieliśmy przy odbiorniku radiowym lampowym w mieszkaniu pani F. Latos nad sklepem. /…/ nagle w oknie zobaczyliśmy ogień. Myśleliśmy, ze pali się fabryka, lecz Stasiek Latos powiedział, że pali się dworski tartak na Pile. /…/ Teren za stawami został sprzedany fabryce, a w murach tych jeszcze przed II wojną światową fabryka zrobiła basen kąpielowy z kabinami i piaskownicą. Tu nauczyłem się pływać. Na Osadzie przy willi Wanda były dwa duże ogrody i kort tenisowy. Na korcie tym stawiał swe pierwsze kroki późniejszy mistrz Polski w tenisa Andrzej Licis, pod okiem swej mamy, nauczycielki szkoły podstawowej (ojciec był Łotyszem). Ogród warzywny sięgał aż do istniejącej do dziś kapliczki, która została wybudowana jesienią 1939 r. (starą kapliczkę rozebrano). Drugi duży ogród był w miejscu, gdzie obecnie stoi budynek zeszytowni. Ważnym elementem starej zabudowy fabryki była drewniana wieża, która stała za budynkiem straży pożarnej i służyła strażakom do ćwiczeń. /…/ Kiedy wieżę rozebrano, na jej miejscu postawiono budynek mieszkalny z dwoma mieszkaniami. Od strony ul. Zawierciańskiej zamieszkał w nim główny księgowy zakładu – Noigebauer, natomiast od strony fabryki – dyrektor Biryncwajg. W roku 1937 wybudowano nowy kort tenisowy przy budującym się jednopiętrowym hotelu fabrycznym. Drugie piętro tego hotelu dobudowano ‘za czasów’ dyrektora inż. Włodzimierza Smolarskiego. Stara Osada przy ul. Fabrycznej miała piekarnię /…/ Na przełomie lat 1938/39 rozpoczęto budowę domków willowych wzdłuż ulicy Zawierciańskiej w dwóch szeregach. Powstała wówczas nowa uliczka willowa między tymi domami. Projektantem tego osiedla był pan Skorcz, kierownik działu budowlanego. On to jako pierwszy, na wiosnę 1939 r. zamieszkał w jednym domku. Rewelacją tych domków miało być zastosowanie kuchni elektrycznej. Domek dziewiąty był wybudowany specjalnie dla mieszkańców Osady, posiadał pralnię, suszarnię bielizny, magiel elektryczny oraz prasowalnię bielizny. Przed byłym kasynem (obecnie apteka), przed makietą rakiety była altana, gdzie zakładowa orkiestra pod kierownictwem kapelmistrza Polaczka dawała koncerty. /…/ Kasyno prowadził pan Zielonka. Mieszkańcy Osady wieczorami przychodzili tam grać w bilard. W 1939 r. dyrektor fabryki pan Kowarski polecił ogrodzić fabrykę wysokim murem wybudowanym ze szlaki. Na Osadzie byłą Przychodnia Lekarska, prowadził ja dr Marian Głuszecki, który wyprowadził się przed wojną do Olkusza. Na jego miejsce przyjechał lekarz z Krakowa dr Stanisław Kochmański i zamieszkał na Osadzie. Mieszkali tu także lekarze stomatolodzy: pani Morkusowa, a po niej pan Dymny z Krakowa. Był na Osadzie jeden sklep spożywczy, prowadził go pan Władysław Komendacki. /…/ Na Osadzie wykopano schrony przeciwlotnicze, gdzie w czasie nalotów lotniczych miała się schronić ludność cywilna. Jeden schron przeciwlotniczy znajdował się za fabryką i rzeką, i przeznaczony był dla pracowników fabryki, drugi zaś, dla mieszkańców Osady, był wykopany w miejscu, gdzie dziś stoi budynek łaźni. Przy fabryce utworzono oddział pomocniczy do ochrony fabryki. Na jego czele stał pracownik fabryki pan Korbel”. („Osada Fabryczna w latach trzydziestych”, wspomnienie Wacława Rożniatowskiego, „EK”, nr 4/71 1998).

W końcu lat 30. papier ze znakiem wodnym słonia, łabędzia i kluczy, Społem i Gestethner, chętnie kupowano nie tylko w Polsce, ale także w Europie i dalej. II wojna światowa powstrzymała prężny rozwój zakładu. Niemcy przejęli kierowanie administracją fabryki w grudniu 1939 r. Dyrektorem został Reinhold Jacobsen. Pod niemieckim zarządem zakład pracował w ruchu ciągłym, wszelkie awarie uważano za polski sabotaż. Wśród pracowników tworzących zalążek ruchu oporu zaczęły się aresztowania. W 1940 r. fabrykę przejęła wiedeńska firma „Leicam”. Dyrektorem został niejaki Hnilitschka, członek NSDAP, który pałał do Polaków nienawiścią. Do pomocy sprowadził sobie pewnego inżyniera ze Śląska, który wsławił się donosicielstwem. Tak się w nim zapędził, że zaczął donosić nawet na Niemców. W efekcie trafił na front wschodni. Działający w zakładzie ruch oporu dokonywał sabotaży, choć groziło to najgorszymi konsekwencjami. Kierownikiem grupy sabotażowej był Henryk Niewiara. W tych czasach produkowano celulozę, która wykorzystywana była przez Niemców do produkcji materiałów wybuchowych oraz papier przędny (m. in. do produkcji sienników). W sierpniu 1944 r. wstrzymano produkcję w fabryce, a pracowników skierowali Niemcy do kopania rowów przeciwczołgowych pod Kwaśniowem.

klucze papiernia

Po wojnie zakład odbudowano. W roku 1948 zatrudnienie wynosiło już 1597 osób. W latach 50. Dokonano jego dalszej rozbudowy, zbudowano nowe piece (pirytowe), zmodernizowano celulozownie, co pozwoliło zwiększyć jej produkcję do 90 ton na dobę. W początkach lat 70. zaczęła się pogarszać jakość papieru z Klucz, a to z winy coraz gorszej jakości dostarczanego jej drewna na celulozę. W latach 1976-77 zaczęły się w zakładzie poważne awarie. Wzrosła też do zatrważających wielkości emisja dwutlenku siarki. Od 1980 r. zmniejszono produkcję celulozy. Państwowa Inspekcja Pracy groziła zamknięciem celulozowni, jeśli nie zostaną zlikwidowane zagrożenia, jakie niosły nie remontowane urządzenia. W listopadzie 1982 r. celulozownia przestała pracować, od tej pory całość celulozy sprowadzano. Jak obliczyli autorzy monografii zakładu, przez 52 lata działania celulozowni zużyto w niej ponad 5 mln m3 drewna (głównie świerkowo-jodłowego), co odpowiada wyrębowi na powierzchni 35 tys. hektarów! Do 1980 r. produkowano w zakładzie także spirytus używany w produkcji lakierów, denaturatu i w przemyśle chemicznym. Od lat 50. produkowano też ług zagęszczony dla hutnictwa i odlewnictwa. Od lat 60. dla cementowni „Wiek” w Ogrodzieńcu dostarczano ług rozcieńczony. W latach 1935 -1945 i 1963-1981 produkowano klutan używany w budownictwie (poprawiał własności betonu). Od 1965 do 1972 r. dla górnictwa produkowano tzw. mofurit, produkt grzybobójczy i ognioodporny używany do nasycania kopalniaków. Najwięcej – rzecz jasna – produkowano jednak papieru i zeszytów. Czasy powojenne, to czasy planów: 6-letniego, kolejnych 5-latek itd.. Papier trafiał wtedy nie tylko do krajowych odbiorców, ale także za granicę: ZSRR,. Turcja, Chiny, Holandia. Budowano nowe maszyny do produkcji papieru. Z czasem jednak, w 1965 r., w związku z brakiem papieru w kraju, zaniechano eksportu.
W latach 1954-59 ukazywała się w nakładzie 1 tys. do 1,8 tys. egzemplarzy zakładowa gazeta „Echo Kluczewskiej Papierni”, której redaktorem naczelnym był Remigiusz Polak z Kwaśniowa Górnego, a w ostatnim okresie Andrzej Weber. Wyszło 69 numerów.

Ciekawostki. Na papierze z Kluczewskich Zakładów Papierniczych im. Jarosława Dąbrowskiego wydrukowano m.in.: 12 tomową Wielka Encyklopedię Powszechną PWN. Zeszyty z Klucz w latach 1958-60 trafiały do kilku krajów afrykańskich. Były to zupełnie inne wzory zeszytów, niż te które produkowano na rynek polski.

Dzięki modernizacjom i ciągłym inwestycjom w latach 1972 – 1974. znacznie zwiększono produkcję papieru. W 1975 r. przy MP V (maszynie papierniczej) zainstalowano automat firmy Hobema nieodzowny przy produkcji papieru toaletowego. Jak już wspominaliśmy, w końcu lat 70. pogarszała się jakość papieru z Klucz. Spadała też produkcja. O ile np. w 1976 r. wyprodukowano 31 790 ton papieru, to rok później już tylko 25 990, a w 1980 r. jedynie 20 tys. W następnych latach, m.in. po zatrzymaniu jednej z maszyn papierniczych, produkcja papieru spadła do około 15 tys. ton. Trudno w to dziś uwierzyć, ale brakowało również rąk do pracy. W 1986 r. podjęto starania by papier z Klucz zaczął znów kojarzyć się z dobrą jakości. Wyprodukowano papier do wklęsłodruku, który spotkał się z uznaniem m.in. w Grecji.

Osobną gałąź produkcji stanowiły zeszyty: 16-, 32- i 60 kartkowe. Najwięcej zeszytów 16 kartkowych wyprodukowano w 1979 r. (63 870 tys. sztuk), zeszytów 32 kartkowych w 1976 (16 658 tys. sztuk, w trzy lata później w ogóle zaprzestano ich produkcji), zeszytów 60 kartkowych w 1983 (14 234 tys. sztuk). W monografii zakładu czytamy taki oto passus, z charakterystycznym jeszcze dla lat 80. ideowym zacięciem: „Kluczewskie zeszyty cieszyły się uznaniem na rynku krajowym za dobrą jakość papieru i staranne wykonanie. Duża w tym zasługa załogi tego oddziału, w większości kobiecej, która poświęciła wiele sobót i niedziel, aby młodzież polska nie odczuwała braku zeszytów”. Od grudnia 1976 dzięki sprowadzeniu z Austrii maszyny firmy Voith zaczęto w Kluczach produkować chusteczki higieniczne. Pracownicy tego działu z poświęceniem starali się, by nie zabrakło chusteczek dla zakatarzonych polskich nosów. Ale bez żartów, dzięki MP 6 produkowano: papier toaletowy, ręczniki, serwetki, chusteczki higieniczne, chustki kosmetyczne i ściereczki. W 1986 r. łącznie wyprodukowano 8 044 ton przetworów higienicznych. Zapewne nawet podwojenie produkcji nie nasyciło by rynku krajowego. Pamiętający tamte czasy zapewne wiedzą o czym piszę, chodzi rzecz jasna o notoryczne braki w sprzedaży papieru toaletowego. Dodajmy, że spora część produkcji bibułek wysyłana była na eksport (Anglia, RFN, Norwegia, Austria, a nawet tak egzotyczne kraje, jak Wyspy Kanaryjskie, Malta i Islandia). Dzięki pozyskanym w ten sposób dewizom można było kupić w końcu lat 80. dwie zachodnie (niemieckie i włoskie) linie do produkcji chusteczek higienicznych.

Aż tu nagle przyszedł rok 1989 i wolny rynek! Wtedy to przez chwilę pewną popularnością cieszył się papier toaletowy z Klucz z wizerunkiem znienawidzonego rzecznika prasowego rządu z lat 80. Jerzego Urbana. Od 1991 fabryka nazywała się już: Kluczewskie Zakłady Papiernicze Sp. Akcyjna. W 1996 zakłady zostały sprywatyzowane; powstał International Paper Klucze SA. W 2003 roku fabrykę kupił Kimberly-Clark, a w 2013 r., gdy zakłady obchodziły 115-lecie istnienia, właścicielem papierni stał się Fundusz Avallon; zakłady noszą obecnie nazwę Velvet Care Klucze i są jednym z największych producentów artykułów higienicznych codziennego użytku w Polsce. Od wielu lat firmą kieruje prezes Marek Ściążko.

Fot. 1. Pocztówka z papiernią w Kluczach w czasach carskich.
Fot. 2. Kapliczka przed papiernią w Kluczach. Fot. autor.

 

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o