spr gramy dla olkusza

SPR Olkusz – Słupia Słupsk 32:20 (17:11)
To miało być starcie na miarę hitu I ligi. Miało, a nie było, bowiem dominacja Srebrnych Lwic na parkiecie była totalna. Zespół Marcina Księżyka właściwie zdeklasował Słupię Słupsk, a dzięki zwycięstwu umocnił się na szczycie tabeli.

Nie dość, że sobotni mecz w Olkuszu został okrzyknięty najważniejszym wydarzeniem kolejki, to jeszcze zawodniczki obu drużyn podglądał nie byle kto, bo sam były reprezentant męskiej kadry Artur Siódmiak, który od rana w ramach szkoleniowego campu prowadził w olkuskiej hali zajęcia sportowe. Obecność „Króla Artura” tak bardzo zmotywowała olkuszanki, że te rozbiły rywalki.

Zanim jednak przy Wiejskiej doszło do pogromu, minutą ciszy uczczono pamięć o ofiarach piątkowych zamachów w Paryżu. Atmosfera przygnębienia minęła wraz z pierwszym gwizdkiem, chociaż na wstępie wynik premiował przejezdne ze Słupska, które po golach Łazańskiej prowadziły 3:1. Gospodynie szybko jednak opanowały sytuację i w 7. minucie obowiązywał już remis 4:4. W kolejnych minutach słupszczanki nie miały wiele do powiedzenia. Tylko najlepsza w ich szeregach Łazańska dwoiła się i troiła, aby ciągle pozostawić swój zespół w grze o punkty, jednak w pojedynkę nie miała szans na nic więcej niż tylko małe postraszenie. Dzięki świetnej w obronie i skutecznej w ataku Agacie Wcześniak, Lwice po kwadransie prowadziły 11:6. Niedługo przed przerwą miejscowe zdobyły się na kolejny zryw i za sprawą Alicji Zacharskiej, Wcześniak oraz Pauli Przytuły na kwadrans wytchnienia olkuszanki zeszły przy pewnym prowadzeniu 17:11.

Po zmianie stron kibice byli świadkami niemal identycznych wydarzeń. Nieco lepiej zaczęły słupszczanki, ale Lwice szybko wróciły do swoich najlepszych chwil, systematycznie powiększając przewagę. Błyszczała Zacharska, udanie na drugim skrzydle prezentowała się Katarzyna Nowak, a w bramce nie do przejścia była Dagmara Knapik. Tym sposobem na kwadrans przed końcem SPR prowadził już 24:14. O tym, że wygrana olkuszanek jest już pewna wiedzieli już wszyscy. Niewiadomą były jedynie rozmiary zwycięstwa. Ostatecznie skończyło się na efektownym wyniku 32:20 i dwucyfrowej zdobyczy Zacharskiej. Lwice grały jak z nut, a trener Księżyk przecierał oczy ze zdumienia. Jak sam przyznał po meczu, w żadnym wypadku nie spodziewał się tak łatwej wygranej swojej ekipy.

Może i szkoleniowiec nie do końca wierzył w tak przekonujący sukces, ale swoją postawą Lwice jeszcze mocniej przekonały do siebie olkuską publiczność, która jak zwykle nie zawiodła i przez pełne 60 minut dzielnie wspierała swoje ulubienice.

Teraz przed „żółto-czerwonymi” pracowity środek tygodnia. Już w środę 18 listopada przy ul. Wiejskiej pojawi się drużyna MTS-u Żory. Tak, to nie jest pomyłka, bowiem po niedawnym starciu ligowym, tym razem przyjdzie czas na zmagania w ramach Pucharu Polski. Trzy dni później Lwice zameldują się w Warszawie. W stolicy czeka je pojedynek z tamtejszym AZS-em. Jak dotąd warszawianki przegrały wszystkie sześć spotkań.

 

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o