Kilka dni temu ktoś na jednej z popularnych stron turystycznych w mediach społecznościowych wrzucił dwa stare zdjęcia, bodajże pocztówki, na pierwszym uwieczniony została kryta strzechą chatynka, w wianuszku brzózek, która wygląda jakby zapadała się w śniegu, ale przy bliższych oględzinach widać wyraźnie, że to nie jest aura zimowa, tylko letnia, a rzekomy śnieg to piasek. Co ciekawe, w tle widać jakąś zaporę, najwyraźniej przeciwko piaskom, a za nią niewysoki sosnowy las. Na drugim zdjęciu widać podobną samotną chatę stojącą na płaskim, ubitym jak klepisko piachu. W komentarzu zawarto pytanie, czy internauci wiedzą, że w Polsce są pustynie, jedna w okolicach Olkusza („Błędowska”), druga pod Łowiczem? Przyznaję, że tej pod Łowiczem nie znam, nigdy o niej nie słyszałem, ale pierwsze zdjęcie, a i owszem, nawet umieszczałem już na swojej stronie pt. ziemia olkuska (na Fb), wszelako z wyjaśnieniem, że to jednak nie jest Pustynia Błędowska, jak się wielu zdaje, ale Pustynia Starczynowska, zwana też Dziadowskim Morzem, albo Dziadowskimi Piachami. I to ta druga właśnie, a nie bardziej znana Błędowska, stanowiła większe zagrożenie dla Olkusza. Tyle, że błąd nie jest tak oczywisty, bo kiedyś obie pustynie stanowiły jedność. A że zagrażały Srebrnemu Miastu, to fakt! Dziś po piaskach, które swego czasu dochodziły do granic miasta, została w Olkuszu tylko nazwa wysuniętej najbardziej na zachód dzielnicy.

Pustynia Błędowska współcześnie. Fot. Autor.

Ubogie wrażenie sprawiała kiedyś Ziemia Olkuska. Widzieli to przede wszystkim ci, którzy nie byli miejscowi, toteż patrzyli oczami, a nie sercem. „Piaski i piaski, nieużytki, wąwozy, skały, jary, zarosłe jałowcem, sztywne osty, na polach i przy drodze żółte, smukłe, porosłe włoskami na liściach i łodygach dziewanny, bujane wiatrem karłowate głogi i sosenki, oto przyroda płaskowzgórza olkusko-krakowskiego. Wyżyna ta dochodzi największego wzniesienia na przestrzeni objętej Olkuszem od zachodu, Książem i Słomnikami od wschodu, a Ojcowem od południa. Piętrzy się tarasami, niby olbrzymiemi schodami, które strumyki, spływające po krawędziach, pocięły w mnóstwo jarów i dolin głębokich. Środkowa część tej wyżyny jest zupełnie prawie pozbawiona wody, bo prócz leniwej Baby, która w olkuskich kopalniach takie szkody ongi robiła, a sławnej tem, że ginie w ruchomych piaskach, „Kurzawką” nazwanych, niema tu innych artyryj wodnych, ani też lasów.” – tak ziemię olkuską opisywał popularny przed wojną pisarz Władysław Umiński, w swej krajoznawczej i zarazem podróżniczej książce „Od Warszawy do Ojcowa”. Ten liczący niemal sto lat opis nie uległ wielkim zmianom. Jedynie rzeka Baba, u Umińskiego „leniwa”, w naszych czasach kompletnie się rozleniwiła i po prostu wyschła. Tylko po większych deszczach jej uregulowanym korytem płynie woda, toteż wyglądem swym bardzo upodobniła się do afrykańskich rzek okresowych.

Pustynia Błędowska współcześnie. Fot. Autor.

Właśnie lotne piaski, pustynie, na to zwracano głównie uwagę. Pustynia Błędowska zwana też bywa przesadnie Polską Saharą, ale kudy jej do królowej pustyń, skoro jej powierzchnia, to raptem ok. 32 km kwadratowych (choć jeszcze w początkach XIX w. miała ponoć 80 km2). Średnio piaski mają tu miąższość ok. 18 m (ale zdarzają się miejsca, gdzie jest to nawet 45 m). Obliczono, że na Pustyni Błędowskiej jest ok. 2,5 mld m3 piasku. Do największych atrakcji należą oczywiście piaszczyste wydmy i fulguryty (stopiony pod wpływem uderzenia pioruna piasek, wielka rzadkość). Tak olbrzymi obszar piasku powstał w wyniku działalności lodowca. Piasek, który wypełnił pradolinę Białej Przemszy naniosła woda z topniejącego lodu. Jeszcze w średniowieczu porastał go las, ale pozyskiwanie drewna dla górnictwa i hutnictwa spowodował powstanie obszaru lotnych piasków. Jest więc ona pośrednio dziełem rąk ludzkich. W dawnych relacjach spotkać się można z opinią, że jej piaski zasypywały Olkusz, toteż król Kazimierz Wielki do zatrzymania żywiołu nakazał sprowadzenie z wydm nadmorskich wydmuchrzycę.  

Przed wojną, gdy znaczne jej fragmenty były jeszcze piaszczyste, można było na niej podziwiać rzadkie zjawisko fata morgany, czyli przenoszenia przez gorące masy powietrza obrazów miejsc, które znajdują się w znacznym oddaleniu. Tak to zjawisko opisał w czasopiśmie „Kosmos” profesor Kazimierz Piecha, który zaobserwował je 18 maja 1924 r.: „Poranek tego dnia był chłodny, w południe słońce prażyło dość silnie. W momencie gdyśmy się znaleźli pośrodku wielkiej płaszczyzny piaszczystej, ukazała nam się w zachodniej stronie pustyni falująca lekko, ciemnostalowa tafla jeziora, w której przeglądały się wydmy i drzewa na nich rosnące, tak, że złudzenie istnienia pobliskiego jeziora było zupełne.

Pustynia Starczynowska. Fot Autor.

Podobny opis pojawił się też w 1935 r. w czasopiśmie „Wszechświat”, pióra prof. Konstantego Steckiego. Bardziej nam współczesnych relacji o zjawisku fatamorgany nie spotkałem, ale kto wie, może to tylko kwestia czasu, wszak po ostatnich pracach znów wygląda, jak na pustynię przystało. Na północ od niej znajdowała się Pustynia Ryczowska (między wzgórzami Grochowcem, Górą Książ i Cisownikiem), ale ta kompletnie zarosła. Podobnie wygląda sprawa z bardziej nas interesującą Pustynią Starczynowską, która tak jak dwie poprzednie, również powstała w wyniku intensywnej wycinki drzewostanu na cele przemysłowe. Przed wojną miała ok. 5 km kwadratowych. I faktycznie jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym bywały w Olkuszu burze piaskowe, gdy przeważające w Polsce wiatry z zachodu nawiewały do centrum miasta piasek z Dziadowskiego Morza. W 1922 r. Okręgowy Zarząd Lasów Państwowych w Radomiu podpisał z Koleją Piaskową Towarzystwa Hrabia Renard i Towarzystwem Górniczo-Przemysłowym Będzin-Olkusz umowę na wydobycie piasku (wykorzystuje się go do wypełniania wycofanych z eksploatacji chodników górniczych). Nie zdążono jednak rozwinąć skrzydeł biznesowi, bo najpierw wybuchł światowy kryzys, a potem II wojna. Po niej, tak jak Pustynię Błędowską, w latach 40. zaczęto Dziadowskie Morze zalesiać, głównie sosną, bo w PRL-u trwała usilna walka z ugorami. To wtedy sprowadzono tu także m.in. wierzbę kaspijską. Pustynia na moment się odnowiła w 1992 r. po ogromnym pożarze, który pochłonął aż 1247 hektary lasu. Ludzie w Bukownie wieszczyli nawet dziennikarzom, że obawiają się, iż pustynia  ruszy i zasypie im domy w Starczynowie. Nadleśnictwo Olkusz zaczęło ją zalesiać, a tu znów wybuchł pożar, tym razem sprokurowany przez … strażaków z jednego z miejscowych OSP, którzy chcieli się wykazać w akcji gaśniczej, a że się akurat nic nie paliło, to sami podłożyli ogień w lesie. Spaliło się od cholery hektarów; jak się jedzie z Bukowna do Olkusza drogą przez las – po lewej stronie drogi mamy tereny wypalone przez pożar w 1992, a po prawej stronie wypalone przez pożar późniejszy; łącznie to ogromny obszar porośnięty małymi, niedawno nasadzonymi sadzonkami sosny i drzew liściastych. Szkoda, skoro można było zrewitalizować Pustynię Błędowską, za dużo mniejszy koszt można było to samo zrobić z Pustynia Starczynowską. Tyle tylko, że pewnie wtedy wróciłyby burze piaskowe, a poza tym Nadleśnictwo byłoby stratne, bo jednak dość spory teren zostałby wycofany z produkcji drewna, choć, bo ja wiem, czy leśnicy dużo by na tym stracili, skoro są na Dziadowskim Morzu miejsca, gdzie stuletnie sosny wyrastają góra do metra, tak uboga tu jest gleba. Inna sprawa, że znów odżył pomysł z kopalnią piasku podsadzkowego między olkuskim Mazańcem i Starczynowem. Oj, szkoda byłoby tego niezwykłego miejsca! A przecież starczynowskim piachom zagraża również rozczłonkowanie przez planowaną nową kolej do Centralnego Portu Lotniczego (podobnie zagrożona jest Pustynia Błędowska).  

Charakterystycznie poskręcane sosny na Pustyni Starczynowskiej. Fot. Autor.

Malowniczo – i, jak na miejscowego przystało, sercem – pisał o Pustyni Starczynowskiej Bogdan Szczygieł, lekarz, autor książek o afrykańskich wojażach, na kartach których często wtrącał jakieś olkuskie migawki: „Po chwili mieliśmy za sobą skryte w lesie domostwa Mazańca. Ścieżyna wiła się teraz i kluczyła wśród małych pagórków, gdzie zimą szaleliśmy na nartach. Las, poprzednio wysoki, cienisty i chłodny, rzedł i wątlał. Drzewa były mniejsze, krzywiczo pogięte. Deptaliśmy po trawie suchej, kępkami kozich bród ledwo pokrywającej piaszczyste podłoże. Olkuski las wyrosły na piaskach  to karłowate, w dziwaczne kształty poskręcane, suchotnicze sosny o anemicznych, bladozielonych igłach. Pomarszczona kora usrebrzona nićmi porostów, pokrywająca pokraczne pnie, upstrzona rzadko ożywczymi plamami mchów, łuszczyła się jak egzema. Gorący piach parzył stopy. Igły, śmiertelną, martwą warstwą ściółki pokrywające ziemię, kłuły bose nogi. Suchy chrust z trzaskiem łamał się pod ciężarem kroków. Ta ziemia nigdy nie miała dość wody. Tutaj drzewa i trawy nigdy nie piły do syta. Piasku przybywało. Jasnymi płachtami przeświecał wśród rzedniejącego lasu, aż wreszcie kilkukilometrowa patelnia Dziadowskich Piachów odsłoniła przed nami dalekie domki Starczynowa.” (Bogdan Szczygieł, „Z całego świata – tamta strona”, Kraków 1984).

Łachy piasku na Dziadowskim Morzu. Fot. Autor.

Moje osobiste wspomnienia wiążą się z grzybiarskimi wyprawami na Pustynię Starczynowską, którą penetrowałem jeszcze w latach 70. z ojcem, kiedyśmy to łazili po niej  w poszukiwaniu maślaków, zieleniatek, a w kępach brzózek wypatrywali dorodnych kozaków. Nawet w października bywało na niej gorąco, jak w piecu i chodziło się z językiem u pasa, taki żar bił od rozlicznych łach piasku, na których nic nie chciało rosnąć.         

Potem jednak te, i tak rachityczne sosnowe lasy, strawił ów olbrzymi pożar z początku lat 90., więc tym bardziej dziś drzewostan na zachód od Olkusza do imponujących nie należy. Krajobraz mamy więc surowy, ale przy tym w tej swojej surowości niezwykle piękny. I bez wątpienia jego najbardziej atrakcyjną częścią są olkuskie piaski.

Widać jak gruba jest warstwa piachu na Pustyni Starczynowskiej. Fot. Autor.

Nazwa Dziadowskie Morze ma jednoznaczny kontekst – dziadowskie, czyli nienajlepsze, byle jakie; morze to życie, to bogactwo, ale „dziadowskie morze”, to coś odwrotnego. Z Pustynią Błędowską też nie ma wielkich ceregieli, nazwę, wywodzącą się od „błądzenia”, zawdzięcza ona geografowi Wacławowi Nałkowskiemu (nadał ją w 1889 r). W podaniach ludowych faktycznie spotkać się można z opinią, że łatwo na niej pobłądzić, bo wydaje się mała i że wszędzie blisko, ale to złudzenie: „Stopy zapadają się w piasek i ciężko nam iść.

– Powiedzcie mi, moi drodzy – odzywa się Roman – ile metrów mamy do tej kępy zieleni na wzgórku?

Spojrzałem przed siebie.

– Ze trzysta – mówię.

Roman zaśmiał się.

– Wiesz, jaka odległość dzieli nas od wzgórka?… Przeszło kilometr! Uległeś wzrokowemu złudzeniu, jak to ma miejsce na pustyni. W czasach wojny, gdy los rzucił mnie na front afrykański, wiele razy przeżywałem tragedię pomyłki w ocenie odległości na pustynnych piaskach!” (opis wędrówki po Pustyni Błędowskiej z książki Jana Jerzego Karpińskiego o zaskakującym tytule „W Dolinie Orlich Gniazd”, Warszawa 1962).  

Widok na Pustynię Starczynowską. Fot. Autor.

Ten fenomen opisał nie tak dawno w swojej wizyjnej powieści „Podkrzywdzie” (Kraków 2015), pochodzący z Krzykawy Andrzej Muszyński: „(…) płożąc się na dziesiątki kilometrów, wymuszała wędrówkę na przełaj, co kończyło się spektakularnymi scenami jakby rodem ze starożytnych apokryfów – karawany dorożek wprowadzone w błąd (…) z powodu iluzji miraży ginęły w burzach piaskowych”. Muszyński wspomina też o sztuce bimbrownictwa, którą parają się mieszkańcy wioski (nie nazwanej w dziele). Zapewne chodzi o Chechło lub Skałbanię, ale ja mam inne wspomnienie związane z zakazanym procederem wyrabiana Czaru Pustyni – otóż domek tonący w piachach, widoczny na wspominanym na wstępie zdjęciu, zdaje mi się łudząco podobny do chatynki, która jeszcze w połowie lat 80. stała kilkaset metrów za funkcjonującym na końcu olkuskiej ulicy św. Jana Kantego Ośrodkiem Harcerskim, czyli faktycznie już na terenie Dziadowskiego Morza, i w którym – z tego, co pamiętam – można było nabyć za niewygórowaną cenę niezły bimber… Pustynie, wiadomo, powodują u wędrowców pragnienie, a to zawsze ktoś z chęcią i dla zysku zaspokoi.     

Charakterystyczne lejki mrówkolwów w piasku Dziadowskiego Morza. Fot. Autor.

Pustynie trafiły do mitologii, bo wedle legend powstały z winy diabła Rokity, który zdenerwowany hałasem górniczych kilofów, które zakłócamy mir domowy w piekle, postanowił zasypać olkuskie kopalnie. Lecąc z workiem piasku nadmorskiego miał pechowo zahaczyć nim o krzyż kościoła w Błędowie (w innych wersjach występuje świątynia w Olkuszu, a nawet ta Kluczach, fakt, XX-wieczna, ale za to przekrzywionym krzyżem na wieży) i zamiast zasypać kopalnie w Olkuszu utworzył pustynię. Bogu dzięki, że był tak nieuważny.  

Fot. 1. Olkusz zdjęcie z 1915 roku podpisane Pustynia Błędowska, w rzeczywistości jej południowa część, czyli Pustynia Starczynowska (Dziadowskie Morze)

11 Osmalony pień na Dziadowskim Morzu, pamiątka po pożarze z 1992 r. Fot. Autor. 

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o