Pisano o niej: „Jedna z największych skandalistek PRL-u”. Krystyna Mazurówna, blisko 81-letnia, emanująca młodością charyzmatyczna tancerka, choreografka, dziennikarka, pisarka, jurorka telewizyjnych programów tanecznych przypadkiem zainteresowała się Katarzyną Gałązką-Biedul i przyleciała specjalnie z Paryża przez Warszawę, do… Wolbromia. W ciągu dwudniowego pobytu spotkała się z czytelnikami swoich książek, poprowadziła warsztaty dla uczennic szkoły tańca nowoczesnego w pracowni artystyczno-tanecznej Kwadrance, a na koniec spotkała się z miłośnikami tańca i swoimi fanami.

Można śmiało powiedzieć, że Krystyna Mazurówna jest ikoną tańca współczesnego. Urodziła się w 1939 r. w przedwojennym Lwowie, jako młodsza córka znanego matematyka prof. Stanisława Mazura i chemiczki Bronisławy. Jej kariera, rozpoczęta w PRL-owskiej Polsce, po ukończonej w 1957 r. szkole baletowej, praktycznie przez przypadek potoczyła się w zupełnie nieoczekiwany sposób. Niespodziewany traf sprawił, że została stypendystką w paryskiej szkole tańca nowoczesnego, który pokochała wielką miłością, porzucając dla tej dziedziny wyuczoną w wymarzonej szkole baletowej klasykę. Szybko została gwiazdą rozwijającej się w latach sześćdziesiątych polskiej telewizji, gdzie zrobiła karierę, początkowo jako solistka, a potem w gronie równie jak ona utalentowanych członków założonego przez siebie zespołu. Tańczyła ze sławnym Gerardem Wilkiem. Wyrzucona z kraju w okresie rozkwitu polskiej kariery, bo nie pasowała do komunistycznych kanonów, znalazła przyszłość i rozkwitła na zachodzie. Pełna wyrzeczeń praca pozwoliła jej rozwijać się w cieniu sław. W Paryżu na scenie występowała z Josephiną Baker, najsławniejszą tancerką wszech czasów, a gdy ta nagle odeszła, rozpoczęła indywidualną karierę, zdobywając serca miłośników tańca. Założyła własny zespół „Ballet Mazurowna”, który występował z powodzeniem na całym świecie. Jak twierdzi – kocha mężczyzn i miała ich bardzo wielu. Była w związkach z aktorem Tadeuszem Plucińskim,  pisarzem Sławomirem Mrożkiem, muzykiem Wacławem Kisielewskim, ma syna z Krzysztofem Teodorem Toeplitzem, a także syna i córkę – wszyscy uzdolnieni artystycznie – z Francuzem, Jeanem Pierrem Bluteau. Zna i przyjaźni się z wieloma sławami zachodniego świata artystycznego, i nie tylko. Jest znana nie tylko z ekscentryczności, ale także ofiarności i chęci pomagania innym. Mówi o sobie „Już nie Polka, tymczasowo od 50 lat mieszkanka Paryża, nigdy Francuzka, obywatelka świata”. Kiedy nudziły jej się kolejne role, zmieniała życie, zawody, mężów i kochanków. O swoich barwnych, odważnych poczynaniach na przestrzeni lat opowiedziała w kilku książkach – jedną z nich: „Ach ci faceci” promowała na sobotnim spotkaniu autorskim w wolbromskiej Bibliotece Publicznej.

A skąd właściwie wzięła się w Wolbromiu? Przypadkiem, bo – jak twierdzi Mazurówna, która przyznała, że została uwiedziona pewnym listem – wszystkie ważne rzeczy dzieją się przez przypadek.

– Dostałam list z Paryża i zupełnie oniemiałam, kiedy zobaczyłam od kogo – opowiada Katarzyna Gałązka-Biedul, tancerka, choreografka, instruktorka i właścicielka Pracowni artystyczno-tanecznej Kwadrance w Wolbromiu. – Okazało się, że ktoś napisał do Krystyny Mazurówny, opowiadając jej, co robię. Ta zainteresowała się moją historią i postanowiła nawiązać ze mną kontakt, czego efektem był list do mnie, nasza dalsza korespondencja, a teraz ta wizyta. Stosunkowo szybko dogadałyśmy szczegóły jej pobytu: przylot do Warszawy,  dalej – pociągiem do Krakowa, skąd odebraliśmy ją wraz z Albertem Goncerzem, sympatykiem i uczniem mojej szkoły tańca. Wszystko odbyło się bardzo spontanicznie i wciąż nie do końca mogę uwierzyć, że dzieje się naprawdę – dodaje wolbromska tancerka.

Wydawać by się mogło, że spotkanie z „taaaką gwiazdą” będzie sztywne. Nic bardziej mylnego. Mazurówna to urocza, bezpośrednia i dowcipna osoba, która natychmiast nawiązała sympatyczny kontakt z czytelnikami przybyłymi na popołudniowe spotkanie autorskie do MBP, prowadzone przez Wojciecha Szotę. Artystka chętnie opowiadała „smaczki” ze swojego życia i odpowiadała na pytania. Na koniec radosna, energiczna i barwna (nie tylko ze względu na kolorową głowę) autorka różnobarwnymi flamastrami, przyniesionymi w różowym, włochatym piórniku, podpisywała swoją książkę i rozmawiała z czytelnikami. Bardzo cieszyła się ze spontanicznej realizacji swojego kaprysu, jakim był przyjazd do miejsca, którego syn artystki nie mógł znaleźć na mapie…

W niedzielę przed południem Krystyna Mazurówna pojawiła się w „królestwie tańca” Katarzyny Gałązki-Biedul – wolbromskiej Pracowni artystyczno-tanecznej Kwadrance. Był to czas niezwykłych emocji i wrażeń – wszak mało który miłośnik tańca w małym miasteczku na prowincji może spotkać się i, choćby przez chwilę, pracować pod okiem paryskiej legendy… Po warsztatach dla tancerek, wieczorem znów znalazła czas i siłę na kolejne spotkanie z sympatykami oraz adeptami tańca i dalsze opowieści o karierze, życiowych przygodach, wyzwaniach i realizacji kolejnych planów.

Na pytanie, jak ocenia pracę Katarzyny Gałązki-Biedul Mazurówna stwierdziła: „Wspaniale – ona ma to, co najważniejsze – pasję, i kocha to, co robi. Na pewno tu wrócę!”

Z pewnością wizyta w Wolbromiu tej miary gościa z Paryża zapadnie w pamięć zwłaszcza młodym wychowankom wolbromskiej szkoły tańca. Być może stanie się nawet inspiracją do kolejnych artystycznych karier. Krystyna Mazurówna, choć mocno kontrowersyjna w podejściu do życia i ekscentryczna w wyglądzie, z pewnością może być wzorem pracowitości, odwagi w realizacji nawet najambitniejszych planów oraz konsekwencji w dążeniu do wyznaczonych celów. Widocznie zaprzyjaźniła się z Katarzyną Gałązką-Biedul, odnajdując w niej pokrewną duszę. Od razu też zapowiedziała, że chce jeszcze wrócić do Wolbromia.

Zdjęcia: Ewa Barczyk
Pisano o niej: „Jedna z największych skandalistek PRL-u”. Krystyna Mazurówna, blisko 81- letnia, emanująca młodością charyzmatyczna tancerka, choreografka, dziennikarka, pisarka, jurorka telewizyjnych programów tanecznych przypadkiem zainteresowała się Katarzyną Gałązką-Biedul i przyleciała specjalnie z Paryża przez Warszawę, do... Wolbromia. W ciągu dwudniowego pobytu spotkała się z czytelnikami swoich książek, poprowadziła warsztaty dla uczennic szkoły tańca nowoczesnego w pracowni artystyczno-tanecznej Kwadrance, a na koniec spotkała się z miłośnikami tańca i swoimi fanami.
« 1 z 3 »

Ewa Barczyk Wolbrom

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o