5 liga

Piłkarscy kibice zacierają ręce. Po niespełna dwóch miesiącach rozbratu z ligowymi emocjami, drużyny wróciły na boiska. Szkoda tylko, że po raz kolejny przyjdzie nam się emocjonować rozgrywkami, których poziom daleki jest od tego, z jakim mamy do czynienia podczas telewizyjnych transmisji. Jest jak jest i raczej długo się to nie zmieni, więc pozostaje nam uważnie śledzić poczynania naszych drużyn na poziomie krakowskiej Klasy Okręgowej. Jeśli uważnie przysłuchać się głosom docierającym z klubów, dla niektórych obecny sezon może być prawdziwym wyzwaniem, jeśli o jakimkolwiek wyzwaniu na poziomie V ligi można w ogóle mówić…

 

CLEPARDIA Kraków – IKS Olkusz 4:2 (3:0)
Zaczęło się jak w najczarniejszych snach. Powracający do zespołu Maksymilian Przybyła tak niefortunnie interweniował, że po zagraniu rywala wzdłuż bramki, wpakował piłkę do własnej siatki. Do przerwy miejscowi jeszcze dwukrotnie pokonali Mędrka – najpierw Adamczyk, a później Moszumański. W obu przypadkach gracze Clepardii skutecznie dobijali strzały swoich kolegów. Po przerwie gospodarze szukali kolejnych trafień i znaleźli jedno, ale za to jakie. W pole karne dośrodkował Zębala, a efektownym wolejem popisał się Błasiak. Nokaut! Przy takim wyniku można było jedynie powalczyć o uratowanie sportowej twarzy. Ambicja olkuszan została nagrodzona. Z dystansu celnie przymierzył Krzysztof Wdowik, a już w doliczonym czasie gry, celną główką po centrze z kornera popisał się Dawid Tumiłowicz. Ostatnie fragmenty meczu zacierają nieco niewyraźny występ naszych piłkarzy. Nie zmienia to faktu, że zupełnie innego otwarcia sezonu spodziewano się na Czarnej Górze.

PRZEMSZA Klucze – WIECZYSTA Kraków 2:0 (1:0)
Miłą niespodziankę swoim kibicom i wrogom sprawiła za to pogrążona w wewnętrznych konfliktach Przemsza, która na inaugurację ograła Wieczystą. Przed meczem w obozie gospodarzy sporo było obaw i niepewności. Boisko jednak pokazało, że nie taka ta liga straszna, a w krakowskich zespołach też grają ludzie, a nie maszyny. Trzeba jasno sobie powiedzieć, że goście w Kluczach zaprezentowali się bardzo przeciętnie, a wynik 2:0 stanowi dla nich najniższy wymiar kary. Sobotni pojedynek był debiutem w roli szkoleniowca Przemszy Andrzeja Lenartowicza. Tajemnicą żadną nie jest, że debiut wypadł okazale. Główna w tym zasługa Radosława Musiała, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. W obu przypadkach wykorzystał dogrania ze skrzydeł swoich kolegów. Wieczysta właściwie tylko raz poważniej zagroziła Drabie, jednak poprzeczka to przecież według statystyk strzał niecelny.

JURA Łobzów – SPÓJNIA Osiek 1:3 (0:3)
Równie dobre nastroje co w Kluczach, panują także w Osieku. Naszpikowana znanymi z występów w Olkuszu zawodnikami Spójnia pewnie wygrała z Jurą, która dopiero na tydzień przed startem rozgrywek dowiedziała się, że w nich zagra… Już do przerwy było jasne, kto zainkasuje trzy punkty. Niedługo po rozpoczęciu trafił pozyskany z Przeboju Wolbrom Tomasz Wdowik, a w 20. min przyjezdni prowadzili już różnicą dwóch bramek, bowiem celnie przymierzył Bartek Lizończyk. Tuż przed przerwą łobzowian pogrążył Arkadiusz Żak, a więc kolejna nowa postać w zespole Piotra Kasprzyka. Gospodarzy (rozgrywających swoje mecze na stadionie Przeboju) stać było jedynie na honorowe trafienie ze strony Dawida Zięby. Później co prawda gracze Jury przekonywali jeszcze, że odbita od poprzeczki piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową, jednak na nic zdały się ich protesty – sędziowie nakazali grać dalej.

BRONOWIANKA Kraków – LEŚNIK Gorenice 3:1 (1:0)
Gdy na przedmeczowej zbiórce okazało się, że Leśnik do Krakowa pojedzie w sile zaledwie jedenastu osób wydawało się, że historyczne, bo pierwsze spotkanie na tym szczeblu rozgrywkowym, będzie dla goreniczan srogą lekcją futbolu. Wcale tak nie było. Co prawda to miejscowi po pół godzinie gry objęli prowadzenie za sprawą Kowalówki, jednak w 70. min wyrównał as atutowy beniaminka, Piotr Szpejna. Dopiero na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry, Bronowianka potwierdziła swoją wyższość, a uczynił to ciemnoskóry Fall, który na boisku pojawił się kilka minut wcześniej. Jego główka dała prowadzenie gospodarzom. Ten sam zawodnik podwyższył je jeszcze chwilę później. Leśnik trzymał się bardzo dzielnie, lecz w końcówce zabrakło mu już sił. To tylko jedna z przyczyn porażki „kopciuszka” w stolicy Małopolski. Druga, ta zdecydowanie ważniejsza, to absencja aż siedmiu zawodników. Jeśli tylko piłkarze pokroju Siuduta, Kurkowskiego, Tomsi czy Molędy dołączą do zespołu, to Leśnik pewnie jeszcze nie raz namiesza w ligowym towarzystwie.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o