logo zielone swiatlo

Stres                                                                                                                                        Chory na nowotwór staje się osobnym, szczególnym elementem rodziny czy społeczności.  On i „inni”, choćby najbliżsi, stają naprzeciwko siebie. Podzieleni chorobą. Stres w ich życiu jest czymś nieuchronnym, ale i oczywistym. Jednak problemem nie jest to, żeby go w ogóle nie było (to dopiero byłoby niepokojące), ale by etapami, kontrolując sytuację, poradzić sobie ze strachem i napięciem psychicznym w chorobie. Nawet jeśli będą chwile załamań,   bo na pewno będą. Pierwsze zderzenie ze stresem to diagnoza. Reakcja może być zaskakująca – od wyparcia problemu po stwierdzenie, że już nic się nie da zrobić. Tak właśnie szarpie nas stres. Słuchamy wybiórczo – przyswajamy albo tylko złe, albo tylko dobre informacje. Częste jest wyparcie problemu lub myślenie magiczne – skąd tylko krok do picia cudownych mikstur. Poradzenie sobie ze stresem oznacza życie dniem dzisiejszym, z jego konkretnymi wyzwaniami. Pamiętajmy, że chroniczne zmęczenie jest skutkiem ubocznym terapii onkologicznej. Z kolei stres, brat zmęczenia, osłabia działanie układu odpornościowego.

Książki pełne życia
Półka w księgarni pod hasłem poradniki. Tych o zdrowiu jest najwięcej, a wśród nich – o chorobach nowotworowych. Tytuły jasno mówią, czego oczekują chorzy: najczęściej używane sformułowanie to „pokonać raka”, potem długo, długo nic i „wiara, nadzieja, miłość”, wreszcie fundamentalne pytanie: „Jak żyć z chorobą nowotworową”. Trudno się dziwić, że proponuje się tak wiele wzmacniających psychikę publikacji. Przecież wiele osób      z chorobami nowotworowymi ma zdiagnozowaną depresję. Szczególnie, że już stany łagodniejsze często wymagają terapii.  Człowiek, który przestaje sobie radzić, ma zaburzenia snu, napady lęku, poczucie winy. Nie ma apetytu, a więc chudnie, trudno się z nim porozumieć. Stale jest drażliwy, odczuwa bóle bez fizycznej przyczyny. Oczywiście, samemu choremu jest najtrudniej wychwycić te symptomy. Nie lekceważmy wiec uwag najbliższych lub przyjaciół, choć w chorobie mamy na pewno „cieńszą skórę” i wiele uwag bardziej nas rani niż wcześniej.

Idealny opiekun
Rodziny przyjmują różne strategie. Najczęstszą i chyba najrozsądniejszą jest „wydelegowanie” do chorego jednej osoby, która będzie go wspierać, pomagać konkretnie i informować resztę: jak mogą pomóc i jak rozwija się leczenie. Przeważnie jest to po prostu osoba najbliższa np. współmałżonek lub córka. Ale rodzina, grupa przyjaciół często intuicyjnie i słusznie wybiera kogoś, kto wydaje się kimś dalszym, a jednak, co zaskakujące, idealnie nadaje się na opiekuna i posłańca. Musi to być osoba spokojna (nie ma wspólnego płakania nad życiem chorego i lamentowania, co to będzie), niemająca własnych, poważnych problemów (bo za chwilę nie będzie wiadomo, kto i kogo wspiera), będąca w dobrych relacjach z chorym (podświadome lub nie – odgrywanie się za pretensje z przeszłości byłoby straszne). Jednocześnie ten ktoś nie powinien mieć zapędów wodzowskich, bo chory za chwilę kroku bez niej nie zrobi, i winna posiadać rzadki dar dyskrecji, gdyż nie wszystko, czego się dowie, nadaje się do przekazywania dalej, nawet w najlepszych intencjach.
„Oddelegowany” musi pasować do oczekiwań chorego. Jednego czego nie może z nim robić, to płakać nad „straconą przyszłością”. Wiem, to bardzo trudne zadanie. Najpierw podejmujemy się wspierania, wydaje się to proste, a potem okazuje się, że trudno sobie poradzić z brakiem nadziei i lękiem. Czasem także z wyrzutami sumienia – bardzo często przebieg choroby byłby łagodniejszy, gdyby chory trafił do szpitala wcześniej. Narzucają się pytania: co przeoczył, co my przeoczyliśmy? Gdy choroba i stres wkraczają do rodziny, część jej członków staramy się przed tą wiedzą uchronić. Szczególnie dzieci. Niepotrzebnie – senior rodu i kilkulatek powinni otrzymać dopasowane do swoich możliwości informacje. To wszystko lepiej pozwoli im radzić sobie ze stresem w rodzinie.                                            

Najbliżsi murem
Dla wielu pacjentów niezwykle ważne jest nie tylko poczucie, że najbliżsi stoją za nimi murem. Potrzebne jest im też szczególne poczucie wspólnoty, jakim jest spotykanie się z innymi pacjentami. Jednym wystarczy co dwa tygodnie poczekalnia i godziny dzielące od chemioterapii. Wymienią doświadczenia, poznają nowe twarze. Inni zapisują się do stowarzyszenia pacjentów, gdzie spotykają ludzi w podobnej sytuacji. To dodaje im sił. Poza tym znajomi-pacjenci mają wiele praktycznych porad.

Eksperci zamiast cudów
Gdy  przeprowadzono badania na temat oczekiwań pacjentów, okazało się, że 87 proc. chorych chciałoby otrzymać jak najwięcej informacji o swojej chorobie, 90 proc. oczekuje szczerych wypowiedzi o metodach alternatywnych, a jedna trzecia ma depresję lub przewlekłe stany lękowe.  Nie łudźmy się, nie wyrwiemy nowotworu jak chwast. Od gniewu, poczucia winy, agresji trzeba posuwać się w kierunku planowania zdrowienia.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o