1

Kto to byli księża patrioci, mało kto już dziś pamięta. O tych kapłanach, którzy zgodzili się na współpracę z komunistycznymi władzami niewielu chce pamiętać, a już najmniej sam Kościół katolicki. I nie ma co się dziwić, bo to wspomnienie bolesne i w liczącej ponad dwa tysiące lat historii Kościoła rana wciąż świeża. Dziś na chwilę rozdrapiemy tę ranę, by przedstawić jednego z takich „patriotów” – ks. Jana Piskorza.

„Ze względu na małe wymagania tlenowe, piskorze bywają trzymane w prowizorycznych nawet akwariach jako żywe barometry. Gdy następuje zmiana ciśnienia atmosferycznego, podpływają do ścian akwarium, a jeśli te zmiany są duże i nagłe, przemieszczają się aż pod samą powierzchnię wody”.
J. Vostradovsky, J. Mały – „Ryby i przynęty”, Warszawa 1976.

 

Ideologiczne tło
Przypomnijmy na wprowadzenie kilka faktów. Na przełomie lat 40-50. XX stulecia wcale niemałe grono kapłanów rzymsko-katolickich groźbami, szantażem, czasem ze strachu, a bywało dla szybkiej kariery czyli kolejnych szczebli w hierarchii kościelnej, zgodziło się poprzeć linię jedynie słusznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Komuniści wykorzystywali patriotów w sutannach do walki z Kościołem. Pomysł z powołaniem tego ruchu powstał na fali oburzenia, jakie wywołał u komunistów dekret papieski z 1949 r., który zabraniał katolikom wstępowania do partii komunistycznej. Wygłaszali więc owi usłużni kapłani piętnujące hierarchię kościelną przemówienia stanowiące odgórnie zalecaną ingrediencję do wszelakich zebrań i zjazdów. Jako tzw. reprezentanci szeregowego (czytaj: postępowego) duchowieństwa działali w PAX-ie, koncesjonowanej organizacji katolickiej, którą na zlecenie gen. NKWD Iwana Sierowa, tego samego, który pojmał 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego i AK, założył przedwojenny radykalny narodowiec Bolesław Piasecki. Większość księży, jak i sam prymas kardynał Stefan Wyszyński, była zmuszona do tolerowania w swoim gronie wiernych partii kolegów. Kościół musiał iść na ustępstwa, bo komuniści szukali tylko pretekstu do frontalnego ataku. Przykładem dla opornych miał być los biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka aresztowanego pod absurdalnym zarzutem dywersji i szpiegostwa, skazanego następnie na 12 lat więzienia, który torturowany stracił podczas przesłuchań zęby, a w wyniku ogólnego wycieńczenia krótko po uchyleniu wyroku i uwolnieniu zmarł. A przecież uwięziony był również sam Prymas. Kim byli ci, którzy się ugięli, ci, do których prymasowskie non possumus nie dotarło, ci, którzy dali się złamać? Oto sylwetka jednego z nich, ks. Jana Piskorza, który przez pewien czas był wikariuszem kapitulnym diecezji katowickiej, a wcześniej m.in. uczył religii w olkuskim gimnazjum.

Chwalebne początki
Urodził się w 1901 r. w Lipniku koło Białej (dziś Bielsko-Biała). Jako dziecko był zdolny, błyskotliwy i chętnie się uczył. Po prostu idealny kandydat na księdza. W Białej zdał maturę w 1919 r. i rzeczywiście postanowił zostać księdzem. Ojciec z matką – rzecz oczywista – pochwalali wybór syna, bo ksiądz w domu, to było wtedy marzenie każdej wiejskiej rodziny; stąd wzięło się nawet porzekadło: „Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie”. A dla sąsiadów powód do zazdrości. Seminarium duchowne skończył Jan Piskorz w Kielcach, tam też otrzymał święcenia kapłańskie w 1923 r. W latach 1923-27 studiował teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeszcze jako student, będąc na kuracji w Rabce, pełnił funkcję kapelana kaplicy zdrojowej i to dzięki jego staraniom wybudowano wówczas kościół św. Teresy. Od 1928 do 1931 r. uczył religii w szkole w Kielcach, krótko (w 1931) posługiwał Polonii francuskiej. Po powrocie z Francji trafił – jak czytamy w Polskim Słowniku Biograficznym – do szkoły powszechnej w Olkuszu, gdzie jako prefekt miał spędzić lata 1931-35. Potem krótko był proboszczem w parafii Kossów, a ponieważ znów miał problemy ze zdrowiem wyjechał na urlop do Rabki, by w 1936 r. wrócić do Olkusza. Pozostawał tu aż do 1939 r. Zadziwiające, ale w broszurze wydanej z okazji 70-lecia Szkoły Podstawowej nr 1 im. Mikołaja Kopernika w Olkuszu (przed wojną za patrona miała J. Piłsudskiego), która ukazała się w 1996 r., w gronie nauczycieli pracujących w tej placówce w latach 1926-1940 nie ma nazwiska ks. Piskorza, choć wymienia się pięciu innych księży. Czyżby jego nazwisko umknęło uwadze autorów? – zastanawiałem się. W tym czasie była tu jeszcze szkoła nr 2, ale tylko dla dziewcząt (chłopcy uczyli się w I). Być może to w niej uczył ks. Piskorz? – dociekałem. A może – w mojej głowie zrodziła się inna hipoteza – ks. Piskorz nie uczył w szkole powszechnej, ale w tutejszym sławetnym już 80-letnim Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Kazimierza Wielkiego? Postanowiłem sprawdzić ten trop. Eureka! W wydanej w 1956 r. z okazji 40-lecia szkoły „Księdze Pamiątkowej Liceum” znalazłem księdza Piskorza. Tyle tylko, że napisano, iż uczył tu religii jedynie w latach 1930-34. O latach 1936-39 i jego tu pracy ani słowa. Ba, o samym księdzu w opasłej „Księdze” nie ma żadnego wspomnienia, prócz imienia i nazwiska na długiej liście nauczycieli. Czyżby nie pozostawił po sobie żadnego wspomnienia wśród wychowanków, czyżby nikt go nie zapamiętał?

2

 

Prawdopodobnie tak właśnie było. Cóż, być może nie był osobą z charyzmą, którą się zapamiętuje i wspomina po latach… Wszelako w „Jednodniówce wychowanków >>Kazimierzówki<< wydanej na 90. rocznicę powstania gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu 1916-2006” znalazł się ks. Jan Piskorz na zdjęciu (patrz fot. 1) z I Zjazdu Wychowanków i Wychowanek Gimnazjum w Olkuszu 3-4 maja 1935 r. Widzimy go wśród uczestników zjazdu, konkretnie w sali gimnastycznej przy ul. Augustiańskiej; prawdopodobnie jest to fotografia wykonana 3 maja, między g. 12.30, a 14.30, podczas otwarcia zjazdu; ks. Piskorz (łysiejący mężczyzna w okularach) siedzi w drugim rzędzie, po prawej stronie ławy, na samym jej końcu. Przed nim jest ówczesna dyrektorka gimnazjum żeńskiego Elżbieta Zbiegowa, a za nim inna znana osobistość Olkusza, znana działaczka społeczna Zofia Okrajniowa. Nie dość więc, że ks. Piskorz, wtedy już nie nauczający religii w olkuskim gimnazjum, został zaproszony, to jeszcze otrzymał dość eksponowane miejsce. Na pewno w jakimś stopniu odpowiada za ten stan rzeczy profesja, jaką uprawiał (księża – podobnie jak dziś – byli wtedy mocno hołubieni podczas wszelakich uroczystości), ale być może był dobrze pamiętany, wszak od jego pracy w gimnazjum minął raptem rok. Wszelako pytany przeze mnie kilka lat temu Mieczysław Karwiński (zmarły przed rokiem znany olkuski społecznik, w końcu lat 30-tych podjął naukę w olkuskim Gimnazjum), jakoś go sobie nie przypominał.

Okupację spędził ks. Piskorz w Jędrzejowie, gdzie uczył najpierw w liceum, a po jego zamknięciu podjął trud i ryzyko tajnego nauczania. Od 1941 r. administrował parafią Bielany, następnie ukrywał się. Jako wikariusz spędził pewien czas w Skalbmierzu, Sieciechowie, Uniejowie i Naramie (ostatnia wioska leżąca na wschodnich rubieżach ziemi olkuskiej należała wtedy do naszego powiatu). Od 1945 r. pojawił się znów w liceum w Jędrzejowie. Potem wyjechał na – jak to się wówczas mówiło – ziemie odzyskane. Uczył religii m.in. w szkole w Oleśnicy. W latach 1946 – 1951 pełnił różne funkcje w kurii wrocławskiej, choćby nadzorując odbudowę świątyń. Od maja 1952 r. był członkiem odnowionej kapituły metropolitalnej wrocławskiej. W sierpniu tegoż roku ks. Kazimierz Lagosz, wikariusz kapitulny we Wrocławiu, mianował Piskorza wikariuszem generalnym. Rok później był już dziekanem – infułatem kapituły wrocławskiej.

Wspierając pokój
W tym czasie już współpracował z władzą ludową, gdyż był członkiem Komisji Intelektualistów i Działaczy Katolickich przy Polskim Komitecie Obrońców Pokoju, a od 1951 r. przewodniczył tej komisji w woj. wrocławskim. Nie wiemy co go do tej współpracy skłoniło, dlaczego dał się namówić na kolaborację z systemem? Czy go złamano, czy przekonano…? Trudno dziś orzec, czy stała za tym li tylko niepohamowana ambicja, by szybciej awansować. A była ta współpraca daleko posunięta. Dostąpił wszak „zaszczytu” przewodzenia komitetowi organizacyjnemu Ogólnopolskiego Zjazdu Duchownych i Działaczy Katolickich, który odbył się w grudniu 1951 r. Pełnienie tych funkcji na pewno pomagało mu w karierze duchownej. Pomagał władzy nie tylko organizacyjnie. Pisał słuszne artykuły (m.in. programowy elaborat wspomnianego zjazdu), piętnował remilitaryzację NRF. W sprawach niemieckich miał się chyba za fachowca, skoro brał udział w obradach Stałej Delegacji Międzynarodowej Konferencji dla Pokojowego Rozwiązania Problemu Niemieckiego (odbyła się w Berlinie w czerwcu 1953 r.). Był też członkiem władz krajowych Komisji Duchownych i Świeckich Działaczy Katolickich przy Ogólnopolskim Komitecie Frontu Jedności Narodu. Wszystko to w czasach, gdy inni księża byli szykanowani, więzieni, a nawet skazywani na śmierć, by wspomnieć choćby ks. Józefa Lelito, który taki wyrok otrzymał w styczniu 1953 r. za „związki z emigracyjną Radą Polityczną i z ośrodkiem w Bergu”. Postawa społeczno– polityczna Piskorza, zdaniem władz komunistycznych, stanowiła gwarancję, że da on sobie radę w bardzo trudnej diecezji katowickiej. W wyniku porozumienia władz państwowych z kościelnymi (porozumienie polegało wówczas na tym, że władza nakazywała, a Kościół – dla własnego „dobra” – musiał się z nakazem zgodzić) ks. Jan Piskorz został 20 stycznia 1954 r. wikariuszem kapitulnym diecezji stalinogrodzkiej (przypomnijmy, że na wniosek autora „Łyska z pokładu Idy” Gustawa Morcinka Katowicom po śmierci Wielkiego Językoznawcy nakazano zmienić nazwę na Stalinogród). Jako wikariusz miał być pomocnikiem biskupa, szybko jednak zastępca zastąpił zastępowanego. W marcu tegoż roku inny spolegliwy wobec PRL duszpasterz, bp Michał Klepacz, za zgodą Watykanu, nadał Piskorzowi prawa biskupa rezydencjonalnego. Jerzy Pietrzak w PSB, w gorącym politycznie 1981 r., tak opisywał rządy bpa Piskorza na Górnym Śląsku: „Rządy P.-a w diecezji katowickiej upłynęły pod znakiem konfliktu z przeważającą częścią duchowieństwa, które zarzucało P.-owi nie respektowanie prawa kanonicznego, autokratyczne poczynania, nadmierne obciążenia finansowe parafii, zbytnie uleganie czynnikom polityczno-administracyjnym. Ponadto większość księży poczuwała się do wierności wobec wysiedlonego z diecezji do Wielkopolski bpa katowickiego Stanisława Adamskiego i jego sufraganów (bpa Adamskiego oskarżono o dywersję, bo dał zgodę księżom ze swojej diecezji, by zbierali podpisy w sprawie nauki religii w szkołach – dop. OD).

3

Obcięta kopuła
„W czasie swego urzędowania P. zakończył w r. 1955 budowę katedry katowickiej pod wezwaniem Chrystusa Króla, odstępując wszakże od dawnych planów architektonicznych” (PSB).
– Ksiądz Jan Piskorz nie był nigdy biskupem – zapewniał po latach ksiądz Stanisław Puchała, proboszcz Katedry Chrystusa Króla w Katowicach. O działalności stalinowskiego „pasterza” katowickiej diecezji wspominał niechętnie. W archiwum katedry nie zachowano po nim wielu pamiątek. – To ksiądz Piskorz podjął decyzję o jej obniżeniu o całe 38 metrów, czyli 40 procent w stosunku do pierwotnych planów architektonicznych – mówił ksiądz Puchała. – Władze komunistyczne tego zażądały, żeby katedra nie była najwyższym budynkiem w mieście, aby nad robotniczymi Katowicami (a właściwie Stalinogrodem – dop. OD) nie górował krzyż – dodawał.
Katedra jest absurdalnie przysadzista. W albumie „Katedra Chrystusa Króla w Katowicach”, wydanym staraniem parafii katedralnej Chrystusa Króla pod redakcją księdza Stanisława Puchały oraz Anny Liskowackiej, o stalinowskim wikariuszu kapitulnym napisano niemało, ale niewiele pozytywnie. W pamięci wiernych zapisał się jako ten, który dopuścił do obniżenia katedry i w ten sposób do jej oszpecenia. Zapamiętano mu także pośpiech, przez co wybudowano ją byle jak. „Wszystko podporządkowano wyznaczonemu terminowi konsekracji katedry w dniu 30 października 1955 roku. (…) Tabernakulum na ołtarz główny wmurowano dopiero w nocy z 29 na 30 października. W tym pośpiechu w ogóle nie myślano o dzwonach, zastąpiono je dźwiękami z taśmy magnetofonowej” – czytamy w albumie.
Konsekracja odbyła się w terminie, ale traktowano ją bardziej jako uroczystość propagandową niż kościelną oraz sukces „postępowego” wikariusza. Dlatego też została zbojkotowana przez wielu księży. A kapituła wręcz odmówiła w niej udziału.

Wikariusz nie osiadał na laurach, ale działał dalej, zajął się np. nowym podziałem administracyjnym powierzonej mu diecezji. „(…) zorganizował 9 nowych dekanatów. Poza tym w roku 1954 odebrał księżom misjonarzom kierownictwo Śląskiego Seminarium Duchownego i powierzył je ponownie klerowi diecezjalnemu oraz przekazał Spółce Wydawniczej PAX tygodnik diecezjalny «Gość Niedzielny»”. Na niedługiej liście pozytywnych działań można mu zapisać niedopuszczenie do wysiedlenia ze Śląska żeńskich zakonów, bo był i taki pomysł. Ciągle jednak działał Piskorz i to z prawdziwym zaangażowaniem we Froncie Jedności Narodu (ogólnopolskie stowarzyszenie współpracujące z PZPR), toteż popadał w coraz głębszy konflikt z duchowieństwem. W 1955 r. ukazał się jego słuszny politycznie podręcznik „Wierzę w Boga. Katechizm dla najmłodszych”. W tym okresie biskup łódzki Klepacz (notabene sam przecież przewodniczący Konferencji Episkopatu, która złożyła przysięgę przed rządem PRL 17 grudnia 1953 r.) prosił go o ustąpienie ze stanowiska, ale Piskorz odmawiał. Gdy we wrześniu 1956 r. bp Adamski wrócił do diecezji po wywołanej poznańskim czerwcem „letniej odwilży”, wikariusz kapitulny Piskorz nie chciał go nawet widzieć w diecezji. Dopiero w listopadzie, prawdopodobnie pogodzony z przegraną swojej polityki, oddał diecezję Adamskiemu. Zapewne psychicznie nie był wtedy w najlepszej formie, czuł chyba, że nadeszły gorsze dla niego dni.

Przegrany
Nie udało mu się, choć wił się jak ów przysłowiowy piskorz w garści rybaka, powrócić do kapituły wrocławskiej. To był już schyłek jego krótkiej kariery. Błąkał się potem po poślednich parafiach (Zabrze, kościół garnizonowy w Sopocie), by na koniec wrócić do rodzinnego Bielska-Białej. Do końca życia opiekę nad nim sprawował PAX i Zrzeszenie Katolików Caritas. Zmarł 5 stycznia 1964 r. Jak o mało którym pasterzu, nie można powiedzieć, by bp Jan Piskorz pozostał we wdzięcznej pamięci swoich owieczek. Może w Rabce, gdzie pobudował przed wojną kościół, usłyszelibyśmy jakieś o nim pochlebne słowo, choć głowy za to dać nie można. Ba!, można się nawet zastanawiać, czy w ogóle ktoś jeszcze ks. Piskorza pamięta…

Bibliografia
„Jednodniówka wychowanków >>Kazimierzówki<< wydana na 90. rocznicę powstania gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu 1916-2006”, Olkusz, czerwiec 2006.
„Katedra Chrystusa Króla w Katowicach”, Katowice 2000.
„Księga pamiątkowa Liceum w Olkuszu”. Kraków 1957.
J. Pietrzak – „Piskorz Jan”, PSB, tom XXVI/3, zeszyt 110, 1981.

Zdjęcia:
Fot. 1. Uczestnicy I Zjazdu Wychowanek i Wychowanków Gimnazjum w Olkuszu w sali gimnastycznej przy ul. Augustiańskiej. Zdjęcie wykonane 3 maja, między g. 12.30, a 14.30, podczas otwarcia zjazdu. Ks. Jan Piskorz (łysiejący mężczyzna w okularach) siedzi w drugim rzędzie, po prawej stronie ławy, na samym jej końcu. Przed nim jest ówczesna dyrektorka gimnazjum żeńskiego Elżbieta Zbiegowa, a za nim inna znana osobistość Olkusza, znana działaczka społeczna Zofia Okrajniowa.
Fot. 2. Ks. Jan Piskorz.
Fot. 3. 30 listopada 1955 r. konsekracja „stalinogrodzkiej” katedry w Katowicach dokonał biskup częstochowski Zdzisław Goliński, pierwszy z lewej, z brewiarzem, ks. Jan Piskorz (fot. z albumu „Katedra Chrystusa Króla w Katowicach”, Katowice 2000”). 

4
Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
4 Wątków
0 Odpowiedzi
0 Subskrybentów
 
Najbardziej aktywny
Najczęściej komentowany
0 Autorzy komentarzy
autochtonhistoria  obok  nasStalina OgródJan Sztaudynger Ostatni autorzy komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
autochton
autochton

[quote name=”historia obok nas”]tacy księża patrioci zagnieździli się w Bolesławiu pod nazwą kościól polsko-katolicki.[/quote]
Ależ jedno z drugim nie ma nic wspólnego !!! Kościół tzw „polskokatolicki”, tzw „hodurowcy”, powstał w Stanach Zjednoczonych Ameryki Pn i do dzisiaj jest odrębnym kościołem chrześcijańskim, natomiast tzw „księża patrioci” należeli za komuny do kościoła rzymskokatolickiego, ale współpracowali z komunistami i bezpieką !! Znam doskonale sprawę przejęcia kościoła w Bolesławiu przez „hodurowców” i księdza Gotówkę.Można to znaleźć w necie. Nawiasem mówiąc, „narodowcy” także byli mili komunie, bo rozbijali jedność kościoła rzymskiego.

historia  obok  nas
historia obok nas

tacy księża patrioci zagnieździli się w Bolesławiu pod nazwą kościól polsko-katolicki.

Stalina Ogród
Stalina Ogród

Pamiętam, jak babcie kupujące bilety kolejowe w kasie dworcowej w Olkuszu w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku prosiły o bilety do „Stalina Ogrodu”.

Jan Sztaudynger
Jan Sztaudynger

Szanuje…

Szanuje biskupa swego,
Kto nie mówi rym do niego.