logo zielone swiatlo

Zaproponowano mi główną rolę w teatrze życia. Bez castingów, przesłuchań, sesji zdjęciowej. Propozycja nie do odrzucenia i to w sensie dosłownym. Mocno wzięłam sobie rolę do serca, gdyż należę do grona osób „ambitnych”. Lubię scenę, kostiumy i nietypowe scenerie, szybko więc wskoczyłam w piżamkę i pozwoliłam zamknąć się na oddziale onkologicznym. Niekończące się badania, zabiegi, kroplówki, łóżko na kółkach, krzątanina na korytarzu i inne rekwizyty pomogły mi wczuć się w rolę. Rolę niezwykle trudną, wymagającą – osoby chorej na raka.

Byłam zaskoczona, gdy usłyszałam od reżysera, że mam wpływ na wybór jednego ze scenariuszy:
1. Położyć się i użalać nad sobą, wyć do ściany, nienawidzić świata i wszystkich dookoła;
2. Żyć udając, że nic się nie zmieniło i trwać w rzeczywistości sprzed choroby;
3. Przyjąć to, co mnie spotkało, zaakceptować to,  czego nie mogę zmienić i zmienić to, co mogę.
Po chwili zastanowienia wybrałam scenariusz trzeci, lecz wiem, że nie jest on jednorazowym wyborem.  Jedno jest pewne – chcę zagrać swoją rolę najlepiej jak potrafię.
Nie pytałam nigdy „dlaczego ja” zostałam obarczona tą rolą. Po prostu ją przyjęłam.

Utarło się, że życie z tak poważną chorobą nie może być życiem szczęśliwym, satysfakcjonującym, radosnym. Ponura mina i poważny ton jest wręcz wskazany podczas wymawiania słowa „rak”, coś na kształt  Szekspirowskiego Hamleta.  Nie można też opowiadać o swojej chorobie tonem lekkim i pobłażliwym, bo to i owszem, komedia ludzka, ale o innym zabarwieniu.  Nie chodzi jednak o to, aby pozować, aby uśmiechać się przez łzy. Ważne jest, aby nie utożsamiać choroby jedynie z cierpieniem i stratą, strzec się przed tym, aby nie wyolbrzymiać bólu i nie umniejszać radości. Ważne też, by być świadomym, że mamy realny wpływ na to, co się z nami dzieje i w jakiej kondycji psychicznej jesteśmy.

Choroba nowotworowa to nowe i z pewnością trudne doświadczenie, ale traktuję je jako niezwykle cenną lekcję:  lekcję pokory, dystansu do rzeczy błahych, odwagi, miłości do świata,  motywacji, wrażliwości i ofiarności. Ta niezwykła relacja jaka związała mnie z rakiem i dzielenie z nim swojego ciała może wnieść w życie coś wartościowego, dobrego, mądrego. Postanowiłam więc ujeździć chorobę, wziąć ją pod siodło i oswoić.

Czas choroby to moment, kiedy dotkliwe odczuwamy, że nasze ciało ma termin swojej ważności.  To czas na konfrontacje naszych pragnień i pomysłów na życie z tym, jak faktycznie żyjemy, to czas na realizacje marzeń i planów, które zostawiliśmy na kiedyś, to moment, kiedy trzeba zadać sobie pytanie o to, co naprawdę jest ważne.  Przy zderzeniu naszych pragnień z rzeczywistością można nabić sobie guza, ale to pierwszy krok ku zmianom.  Nagle okazuje się, że mamy w sobie więcej sił i motywacji niż przypuszczaliśmy, że nasz organizm jest w stanie wykrzesać w sobie znacznie więcej energii niż wtedy,  gdy nie miał żadnych trudności do pokonywania.  Choroba mówi STOP, każe zatrzymać się i przypatrzeć temu, co do tej pory było tylko mignięciem w pędzie życia. Można zobaczyć, czego się nie widziało, oddzielić na zatrzymanym obrazie rzeczy ważne od mniej istotnych.   To pole, na którym można przyjrzeć się sobie i drodze, którą podążamy. Mamy pretekst, żeby zastanowić się, czy to, co robimy, to, jak żyjemy daje nam szczęście i satysfakcję czy może tylko chwilową przyjemność.

Choroba to ogromny bagaż doświadczeń, które mogą sprawić, że staniemy się mądrzejsi, silniejsi, bardziej świadomi wielu ważnych spraw, bardziej kochający, lepiej rozumiejący siebie i świat.

Choroba nowotworowa to także ciężka walizka, którą ciągniemy za sobą i która spowalnia nasze kroki, ale sami możemy zdecydować, co z niej wyrzucić aby było nam lżej.  Czego się pozbyć?  Złości, wygórowanych ambicji, poczucia bycia skrzywdzonym.  Zostawiamy za to: wyrozumiałość dla siebie i świata, okulary, żeby widzieć ostro cel swojej drogi, bystre spojrzenie, żeby nie przegapić żadnego powodu do radości, wdzięczność za to, że jesteśmy, za każdy dzień kiedy budzimy się bez bólu. Bierzemy ze sobą tylko to, co pomoże nam przebiec życiowy maraton.

Każdego dnia dokonuję wyboru scenariusza i choć miewam słabsze dni, to konsekwentnie wybieram scenariusz trzeci, bo wiem, że realizując go stworzę wspaniałą rolę o swoim życiu. Rolę o życiu szczęśliwym, rolę na miarę Oskara.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o