1

Z ziemi niemieckiej do Polski
Nie wiem jak srogą była zima na przełomie lat 1536 i 1537; narzekamy na tegoroczną, że okrutnie nieludzko mroźna i napadało nieco śniegu, przez to ciężko poruszać się po drogach. A jaka mogła być wówczas, przed 480 laty? Być może podobna, ale drogi, o Boże, jakie wówczas mogły być drogi?! Wyobraźmy więc sobie niemieckiego palatyna Ottheinricha, który wraz z dworem na zmęczonych wierzchowcach w śnieżycach i zawieruchach podążą ze swych włości czyli z Neuburga nad Dunajem do Polski, o której wie niewiele, a kto wie, może nawet zgoła nic. A po co i dlaczego tak się trudzi i dlaczego zimą? O, to długa i zawiła historia…

Książę Ottheinrich uwieczniony na kilku portretach (dwa reprodukujemy), z których jest znany; na pierwszym to mężczyzna około 40-letni, widać, że dobrze mu się powodzi, więc stać go na wyszukane szaty i elegancję, na jaką kilka wieków temu mógł sobie pozwolić tylko ktoś nadzwyczaj majętny; odziany w atłasy, z drogocennym wisiorem na szyi, znany był palatyn z Neuburga współczesnym z tego, że potrafił przehulać cały majątek i w ogóle każdy grosz, który wpadł mu w garść. Na późniejszym obrazie Hansa Wertingera książę jest bardziej tęgi, przez co rysy oblicza nieco mu złagodniały, nie był to chyba jednak srogi pan, tacy zresztą, na ogół prowadzą surowy żywot, często wręcz ascetyczny, a przecież o życiu Ottheinricha nie można tego powiedzieć, wszak na zbytki trwonił pieniądze z godną podziwu konsekwencją. I właśnie dla pieniędzy przedsięwziął podróż, dzięki której kilkadziesiąt niemieckich, czeskich i polskich miast może się dziś poszczycić panoramami namalowanymi w I poł. XVI wieku, a więc najstarszymi ze znanych.

Książę, palatyn Ottheinrich wyruszył więc ze swoich włości, jak ustaliliśmy, bo skończyły mu się środki. Przepuścił je na zagranicznych malarzy, artystów, ich dzieła oraz drogocenne księgi, a także na uciechy życia, od których nie stronił. A tak się szczęśliwie składało, że babką palatyna była polska księżniczka, Jadwiga, córka króla Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Habsburżanki, która żyła w latach 1457-1502. Jadwigę wydano w 1475 roku za księcia Bawarii -Landshutu Jerzego Bogatego. W wianie miała wnieść Jadwiga 32 tysiące węgierskich guldenów, czyli znaczną – jak na owe czasy – kwotę. Jednak pieniądze – nie wiedzieć dlaczego, może Jerzy Bogaty była tak bogaty, że owo wiano zawieruszyło się w jego pamięci? – nie zostało wypłacone. Jednakowoż wnukowie – Ottheinrich i jego brat Filip Swarliwy odziedziczyli po babce skrypt dłużny – oj bardzo im się przydał! Gdy roztrwonili majątek palatyn Ottheinrich w porywie desperacji postanowił wybrać się w podróż do Polski, do swego ciotecznego dziadka Zygmunta Starego. O desperacji niech świadczy, że jechał upomnieć się o należne jego rodzinie pieniądze po sześćdziesięciu latach zwłoki, dziś nawet banki szwajcarskie robiłyby kłopoty z wypłaceniem kasy po upływie takiego szmatu czasu. Nie jechał jednak książę – jak byśmy dziś powiedzieli – w ciemno, co to, to nie! Już w 1531 r. rozmawiał bowiem w Ratyzbonie z polskim biskupem Janem Dantyszkiem, zapewne o owym honorowym długu właśnie. Dogadał się też z bratem, by ustalić jak podzielone winny być odzyskane kwoty.

Wraz z 45 osobami osobistego dworu zimą, korzystając z różnych szlaków ruszył w kierunku Polski, w długą liczącą 2 tys. km peregrynację. O kwestie językowe w drodze nikt się zbytnio nie troszczył, wszak większość patrycjatu w miastach, które palatyn i jego świta mieli odwiedzić, było niemieckiego pochodzenia, zawsze też z polskimi szlachetnie urodzonymi można się było porozumieć za pomocą wszechobecnej wówczas łaciny, zaś z gminem gadającym po czesku czy polsku nikt przecie nie zamierzał gwarzyć. Map też nie posiadano, korzystając z tzw. itenerariów (zwoje z opisami tras i miast). Towarzyszyło palatynowi ośmiu szlachetnie urodzonych towarzyszy oraz orszak kamerdynerów, w tym gronie cyrulik, sekretarz, koniuszy i czeladź. O płci niewieściej kronikarze milczą, ale czyż mogło jej w orszaku zabraknąć? Był w nim także artysta, który miał otrzymał zadanie uwiecznienia odwiedzanych miast i zamków na rysunkach. Malarz nie podpisywał swoich prac, więc jego identyfikacja nastręcza pewną trudność. Historycy przypuszczają, że był nim Matthias Gerunga (ok. 1500-1570), który w latach 1530-32 ilustrował tzw. Biblię Ottheinricha i projektował dla palatyna arrasy. Artysta był pochodzenia frankońsko-szwabskiego, a niektóre szczegóły malowanych przezeń krajobrazów oraz drzew, przemawiają, że to on mógł być malarzem towarzyszącym księciu w podróży. Oczywiście nie malował akwarelą w plenerze, po prostu wykonywał rysunki w szkicowniku i dopiero po powrocie stworzył z nich cykl pięćdziesięciu obrazów przedstawiających 70 miast niemieckich, czeskich i polskich. „Artystycznie uderza przede wszystkim umiejętność operowania farbą akwarelową – podobnie jak u Albrechta Dürera – szczególnie przy przedstawianiu poprzecinanych rozpadlinami skał, gór, jak również przy budowaniu perspektywy barwnej i powietrznej” – czytamy w katalogu „Podróż przez centrum Europy”. Za tym, że to Gerunga był autorem wedut przemawia też fakt, iż był uczniem Hansa Schaufeleina, który sam pobierał nauki malarstwa u Durera. Malarzowi widoków zawdzięczamy pierwsze w dziejach europejskiego (bo nie ręczę za japońskie czy chińskie) malarstwa topograficznie określone pejzaże zimowe (Burglangenfeld i Sandersdorf). Na jednym z obrazów leje deszcz, a być może nawet jest to gradobicie, „mistrzowsko oddane delikatnymi liniami”, kolejny dowód, że artysta był kimś niepoślednim, bo bacznym obserwatorem świata, który przemierzał; potrafiącym przy tym oddać ten świat, w jego dotąd pomijanych w malarstwie niuansach.

2

Palatyn jechał konno. Jego ludzie, co rusz wyprzedzali orszak i zjawiali się w miastach by uprzedzić o zbliżającym się księciu. Od władców brali glejty podróżne dla swego pana, ale bywało iż dostawali także zbrojną eskortę. Eskapada zaczęła się, naturalnie, w Neuburgu, skąd podróżni wyruszyli 27 listopada 1536 roku. Książę miał wtedy 32 lata, czyli był w kwiecie wieku. Dlaczego wyruszono zimą? Z kilku powodów; po pierwsze zimowe miesiące to czas, gdy koń ma mało ruchu, zwykle tkwi w stajni zajadając się obrokiem, a właściciel nie ma z niego żadnego pożytku, a tylko koszty. Powód drugi jest taki, że zmarznięta ziemia, nawet zasypana śniegiem była dużo lepszym traktem niż na przykład jesienna czy wiosenna breja, w którą trakt na ogół się zamieniał. Przez Sandersdorf, Riedenburg, dojechali podróżnicy do Burglengenfeld (należał do Filipa, brata Ottheinricha). Potem przekroczyli granicę Czech, następnie Złotą Drogą podążyli do Pilzna i Pragi. Od Pragi Ottheinrihowi towarzyszył marszałek dworu Peter Rasin. Przez słynne Góry Stołowe wjechali do Kłodzka, a potem jechali przez Śląsk. W Nysie osobiście witał Ottheinricha książę biskup Jacob von Salza. W Koźlu, zapewne łodziami, bo mostu wtenczas na Odrze nie było, przeprawiono się przez rzekę. Wiemy, że do Krakowa orszak palatyna zawitał w wigilię świąt Bożego Narodzenia 15376 roku. Wiemy też, że noc wcześniej podróżni spędzili w Olkuszu. To w naszym powiatowym mieście dołączyło do orszaku czterech królewskich dostojników i tysiąc jeźdźców wysłanych palatynowi na powitanie przez Zygmunta Starego. W Krakowie, jak sądzą historycy, intelektualista Ottheinrich zachwycił się musiał zachwycić się dopiero co ukończonymi zamkowym dziedzińcem i kaplicą Zygmuntowską, które zaprojektował Włoch Bartolomeo Berrecci. Zygmunt przyjął palatyna po królewsku, zachował się też przyzwoicie, bo zdecydował o wypłaceniu Ottheinrichowi zaległych kwot. W biogramie księcia na Wikipedii napisano, że nie dostał od Zygmunta Starego pieniędzy (nie chce mi się w to wierzyć, tym bardziej, że Ottheinrich hulał potem przez parę lat, a tego za darmo czynić się nie da, ale o tym za chwilę). Nie wiemy, co niemiecki pan pomyślał i ewentualnie powiedział na widok Olkusza, ale być może większe wrażenie zrobiło na nim miejscowe górnictwo, zwłaszcza jego skala, wszelako ówczesna ziemia olkuska należała do najbardziej uprzemysłowionych i zindustrializowanych terenów w Europie. Mieszkańcy Sławkowa, dumni, że na panoramie widać ich miasto w pełnej okazałości, pozwalają sobie na żarty, że Olkusz musiał zrobić na malarzu niespecjalne wrażenie, skoro przedstawił Srebrny Gród nadzwyczaj skromnie.

To fakt, kiedy patrzy się na Olkusza jego pędzla, to jakoś zachwyceni wizją artysty nie jesteśmy; mało zresztą widać, zarys kościołów św. Andrzeja i Najświętszej Marii Panny, pomiędzy nimi chyba dach ratusza, ale głowy za to dać nie można, dostrzec jeszcze można dwie baszty i bodaj Bramę Krakowską. Mury miejskie zdają się ledwie wystawać ponad ziemię, a krajobraz wokół jest zupełnie nieprawdopodobny, w tle góra niczym Giewont nad Zakopanem, góruje nad naszym miastem, z przyczyn chyba wyłącznie kompozycyjnych. Nieco bliżej jednak, są dwa pagórki, które – można przypuszczać – mają przedstawiać Pomorska Górę i Sikorkę. Na prawo od Olkusza widzimy Będzin, okazały gród, na wzniesieniu zamek (w pierwotnej formie architektonicznej) i kościół; do tego liczne domy i okalające je mury oraz podgrodzie. Na lewo od Olkusza mamy z kolei Sławków, z zamkiem (jedyny jego znany widok), z kościołem parafialnym; wszystko narysowane wyraźnie, z całą masą szczegółów, których brak w widoku Olkusza. Zawsze jednak można odparować, że to jednak w Olkuszu książę nocował, co więcej, gdy już wracał palatyn z Krakowa, kolejny raz spędził nocleg w Srebrnym Grodzie. Dodajmy, że Olkusz, a także Sławków, Będzin i Bytom, odwiedził Ottheinrich dwukrotnie, bowiem, od Bytomia palatyn wraz z orszakiem skręcił na północ, gdyż Zygmunt III, korzystając z okazji poprosił księcia, by ten zabrał do Berlina dyplomatyczne papiery dla swego zięcia księcia Joachima II. Można wiec uznać, że dzięki polskiemu królowi eskapada palatyna zmieniła trasę i dzięki temu także wiele innych miast zyskało najstarsze w swych dziejach weduty. W widoku Olkusza (oraz Będzina i Sławkowa) zwraca uwagę jeszcze kilka rzeczy, po pierwsze w ogóle nie ma tu ludzi, a w innych panoramach czasami ich widzimy, tyle że na ogół jako ofiary powieszenia lub łamania kołem. Niemal na połowie panoram widnieją liczne szubienice, czasem murowane konstrukcje, na których na raz można było powiesić po kilku czy kilkunastu nieszczęśników; owe masowe szubienice nazywane w Niemczech „Rabenstein” czyli Kruczy Kamień (może stąd nazwa naszego Rabsztyna – dedukowaliśmy swego czasu z olkuskim archeologiem Jerzym Rosiem) na naszym widoku nie pojawiają się. Albo więc tacy litościwi byliśmy, albo akurat tak się złożyło, że nikogo w Olkuskiem wtenczas nie obwiesili. A może po prostu artyście szubienice jakoś nie korespondowały z krajobrazem, bo rzeczywiście dziwnie by wyglądały w sąsiedztwie dymiących pieców hutniczych (kilka dymarek stoi pod Sławkowem); mógłby kto pomyśleć, że to jakieś wędzarnie umarlaków. Dodać zresztą wypada, że dla uatrakcyjnienia krajobrazu malarz wzbogacał go nie tylko o nieistniejące w rzeczywistości góry czy skały, ale także w inne elementy; na wielu więc wedutach widzimy nie tylko szubieniczne konstrukcje i koła obwieszone ludzkimi szczątkami (ofiary tzw. łamania kołem), ale także samotne chatki w bukolicznym entourage, gdzieś przycupnie kapliczka, gdzieś wyrasta zza wzgórza kościółek, gdzieś indziej toczy się leniwie wóz drabiniasty; żywych ludzi, nie licząc pojedynczych pasterzy, niemal w ogóle nie uświadczy, jakby wszystkich wywiało, albo pomór jakiś dokumentnie przetrzebił miejscową populację. Jako ciekawostkę podkreślmy, że wedle historyków sztuki, widoczna na wspólnej panoramie Olkusza, Sławkowa i Będzina grupa chat przypomina widok Weiherhaus autorstwa wspominanego już Albrechta Dürera.

O znaczeniu panoram Gerunga można by długo opowiadać. Niektóre są na tyle dokładne, że pozwalają odtworzyć plany miast w XVI wieku, na chwilę przed tym, jak ze średniowiecznych mieścin zamieniły się w renesansowe europejskie metropolie. Nim się jednak rozrosły, najpierw, zagrożone przez Turków, kurczyły się poprzez likwidację przedmieść, zamykając się za nowymi fortyfikacjami, odporniejszymi na nowocześniejsze techniki wojenne. Wieże mieszkalne przebudowywano w zamki, usuwano drewnianą zabudowę. Nad panoramami pracowali naukowcy z trzech krajów, dowiedzieli się z nich niezwykle wiele o dawnym wyglądzie miast. W Głogówku widać np. wieżę mieszkalną piastowskiego zamku, w tym samym miejscu w kilka lat później hrabiowie von Oppersdorf zbudowali pałac. Widzimy kościoły, które potem rozebrano (np. pod wezwaniem NMP w Olkuszu), mosty i brody, później przebudowane.

3

Z odkryciem wedut jest ciekawa historia. Leżały one sobie w pewnej uniwersyteckiej bibliotece, gdzie dotarła do nich w dziale starodruków niemiecka badaczka Angelika Marsch. Był 1994 rok i nikt nie wiedział skąd w Wurzburgu wzięły się owe obrazy i co przedstawiają.
Panoramy jednak zostały wnikliwie zanalizowane, choć zapewne kryją jeszcze sporo tajemnic. Obrazy maja po 30 cm wysokości i od 40 do 86 szerokości. Zebrane w album jeszcze w XVII wieku, ale nie podpisane, nie dawały się skojarzyć z żadnym manuskryptem ze zbiorów w Ebrach, gdzie – jak ustalono – znajdowały się do 1803 roku, kiedy to trafiły do Wurzburga. Gdy jednak naniesiono na mapę nazwy miast okazało się, że powstała z nich trasa zaczynająca się w Neuburgu, skąd przez Pragę prowadziła do Krakowa, stąd zaś przez Berlin ponownie do pierwszej miejscowości. Na podstawie znaków wodnych oraz elementów w zabudowie, o których pisaliśmy wcześniej, ustalono rok powstania obrazów. Naukowcy twierdzą, iż był to pierwszy w historii tego typu wypadek, by artysta utrwalił w obrazach wszystkie miasta, przez które przejeżdżał i w których się zatrzymywał. Ustalono też, że eskapadę musiał przeprowadzić potomek króla Niemiec Ruprechta von der Pfalz palatyn Ottheinrich, choć wzmiankę o niej znaleziono tylko w jednej, mało znanej biografii tego władcy. Podróż opisaliśmy powyżej, więc na koniec wypada tylko dopisać, że otrzymane od Zygmunta Starego pieniądze palatyn Ottheinrich – ma się rozumieć – szybko przepuścił i w 1544 r. znów był poważnie zadłużony. W dwa lata później, podczas Wojny Szmalkadzkiej, jego dobra zostały splądrowane.

Szkoda, że tej weduty nigdy nie zaprezentowano w Olkuszu, choć przeszło dekadę temu była pokazywana w Krakowie, ba!, trafiła nawet do Będzina. Tam, w Pałacu Mieroszewskich, można ją było podziwiać przez kilka tygodni, z czego skwapliwie skorzystałem. Cztery i pół wieku temu książę Ottheinrich zaglądnął do Olkusza dwa razy, powstała wówczas panorama naszego miasta do Olkusza nie dotarła.

Zastanawia fragment tekstu z katalogu wystawy „Podróż przez centrum Europy” (Poczdam 2003), z którego zaczerpnęliśmy większość z podanych wyżej informacji: „Podróż taka, jaką przedsięwziął Ottheinrich na przełomie lat 1536-37, jest dla wielu nam współczesnych nie do pomyślenia. Nacjonalizm, wojny i granice podzieliły i oddaliły od siebie kraje, ludzi i kultury. Zapodziała się gdzieś wiedza o dawnej bliskości, zaginęło gdzieś wspomnienie o niej…” Dziwnie pesymistycznie brzmią słowa dr Hanny Nogossek zwłaszcza dziś, gdy wszystkie trzy kraje, które kiedyś przemierzał książę Ottheinrich, należą do Unii Europejskiej, i granice między nimi nie są już tak szczelne, jak jeszcze ćwierć wieku temu. Tyle, że ostatnio jakby się znów zaczęły uszczelniać… 

Fot. 1. Portret księcia palatyna Ottheinricha (Otto Henryka), władcy Neuburga nad Dunajem (Bawaria).
Fot. 2. Ottheinrich w późniejszym wieku.
Fot. 3. Weduta Olkusza.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o