klos radoszkaaa

LKS Kłos Olkusz – AZS Politechnika Krakowska 3:1 (25:23, 17:25, 25:19, 27:25)

Po trzech zwycięstwach nad rywalami różnego kalibru, siatkarze Kłosa przystąpili do sportowego egzaminu dojrzałości, a to z racji pojedynku z AZS Politechniką Krakowską, która do Olkusza przyjechała jako niekwestionowany lider III-ligowych rozgrywek. Zespół Mateusza Śrutowskiego do wizyty przy Wiejskiej wygrał wszystko do zera i co zrozumiałe znajdował się na szczycie tabeli. Kłos jako wicelider nie przestraszył się jednak rywala i swoją siatkarską maturę zdał na piątkę!

 

– Obawiamy się nieco tego spotkania. Politechnika to bardzo dobry zespół złożony z młodych i ambitnych zawodników, dla których nie ma straconych piłek i rzeczy niemożliwych do zrobienia. To właśnie jest siłą młodości – ta bezkompromisowość. Tabela pokazuje, że krakowianie są mocni, ale przecież my również wygraliśmy po tej pory wszystko i dlaczego nie mielibyśmy kontynuować swojej dobrej serii? – zastanawiał się jeszcze przed meczem trener olkuskiej drużyny, Roman Socha.

Obawy okazały się jedynie grą pozorów, bowiem Kłos od samego początku narzucił rywalom swój styl, rozgrywanie akcji opierając głównie na atakach ze skrzydeł. Gospodarze dołożyli do tego również uważną postawę w bloku na środku siatki. W szczególności w pierwszym, bardzo wyrównanym secie podobać się mógł Maciej Wolny, wracający do Olkusza po I-ligowym stażu. Jak cenny jest to gracz pokazał szereg akcji, w których Wolny kierował piłkę w różne części boiska, udowadniając jednocześnie, że niekoniecznie trzeba trafiać w parkiet – czasem wystarczy też nieco pomyśleć i wykazać się sprytem, obijając ręce przeciwników. „Akademicy” robili co mogli aby zniwelować straty, jednak w premierowej partii ani na chwilę nie byli w stanie wyjść na prowadzenie, choć wynik niemal bez przerwy oscylował w granicach remisu. Olkuszanie odskoczyli nieco od stanu 12:12 zdobywając następne cztery punkty. Po raz kolejny bohaterem można było okrzyknąć Wolnego. Ten sam zawodnik w trudnej dla swoich kolegów sytuacji (piłka setowa przy wyniku 24:23) zaatakował po prostej, kończąc tym samym pierwszego seta.

Druga partia zepsuła nieco to naprawdę niezłe widowisko, a to przez ogromną ilość błędów popełnianych przez obie ekipy. Niestety prym w psuciu zagrywek i wyrzucaniu piłek w aut po mocnych atakach wiedli miejscowi, więc nie może dziwić ich porażka – dosyć wyraźna, bo do 17.

– Faktycznie, drugi set nieco odstawał od pozostałych. Chyba zbyt szybko uwierzyliśmy w sukces, więc należało nam się przysłowiowe sprowadzenie na ziemię. Cieszę się, że mimo przegranego seta chłopcy pozytywnie zareagowali i w dalszej fazie meczu prezentowali już pełnię swoich umiejętności – przyznaje trener R. Socha.

O ile w pierwszym secie główną rolę grał Maciej Wolny, to w trzeciej partii brylował z kolei syn szkoleniowca Damian Socha, kończący piłki z niemal perfekcyjną skutecznością. Podobać się mogła w szczególności pierwsza faza tego seta, w której niektóre wymiany trzymały w napięciu dłuższą chwilę. Jako pierwsi ofiarnie w obronie i chytrze w ataku zagrali krakowianie. Była to jednak dopiero pierwsza piłka w tym secie, więc o niczym ona nie decydowała. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja, kiedy to po kilku udanych obronach i kontrach punkt na 5:2 zdobyli gospodarze. Efektowna akcja pobudziła ich do jeszcze lepszej gry, więc był moment kiedy Kłos prowadził już 9:2. Takiej przewagi olkuszanie już nie roztrwonili i choć AZS starał się jeszcze odwrócić losy tej partii, to ostatecznie wynik premiował podopiecznych trenera Sochy.

Set czwarty zachwycił nawet najtwardszych kibiców. Inna sprawa, że publiczność na spotkaniach siatkarskiego Kłosa jest bardzo skromna. Niech żałują wszyscy ci, którzy w sobotni wieczór woleli zostać w domach, niż przyjść i zobaczyć ten III-ligowy hit. W tej partii było bowiem wszystko, za co uwielbia się tę dyscyplinę. Przez większość czasu to gospodarze kontrolowali boiskowe wydarzenia, lecz im bliżej było decydującej o zwycięstwie piłki, tym Kłos miał większe problemy. Politechnika, której w oczy zaczęło zaglądać widmo porażki, zdobyła się na jeszcze jeden zryw i z wyniku 23:21 szybko zrobiło się 24:25. Nie trudno zgadnąć, że przy takim rezultacie gości od tie-breaka dzieliła tylko jedna wygrana piłka. Przerwa na żądanie jaką wziął trener Socha okazała się dla olkuszan „zbawieniem”. Ochłonęli nieco, rozrysowali decydujące akcje i po ataku Wolnego sięgnęli po kolejne trzy punkty.

– Wygraliśmy zasłużenie prezentując kawałek naprawdę dobrej siatkówki. Politechnika potwierdziła swoją wartość, choć tym razem zeszła z parkietu pokonana. Musimy jednak pamiętać, że sezon na meczu z AZS-em jeszcze się nie skończył. Przed nami sporo trudnych pojedynków, jak choćby ten najbliższy w Olkuszu z Grunwaldem Chełmek. Mam do dyspozycji dwunastu zawodników – to gwarantuje komfort pracy i sprawia, że o drugie miejsce zapewniające udział w barażu o II ligę, możemy skutecznie powalczyć – kończy Roman Socha.

LKS Kłos Olkusz – AZS Politechnika Krakowska 3:1 (25:23, 17:25, 25:19, 27:25)

Kłos: Typel, Kowalczyk, D. Socha, Kaliś, Wolny, Kozub, Karkos, R. Socha, Poprawa, Laskowski, Sowicki (libero), Stach (libero).

AZS: Dygoń, Dorecki, Słuszniak, Nowak, Pajączkowski, Kurzawa, Jarosiński, Baran, Lohrengel, Szpyrka, Cul (libero), Matłosz (libero).

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o