logo zielone swiatlo

Kilka lat temu zdiagnozowano u mnie raka, tego obrzydliwego gada (na prywatny użytek używam gorszych epitetów). Idzie mi dobrze, gad nie wykazuje żadnej aktywności od dawna, ja kontroluję swój stan zdrowia i czuję się znakomicie. Najważniejsza od samego początku była i jest miłość. Na początku „wędrówki ze skorupiakiem” poczułam, jak wielu ludziom mocno na mnie zależy. Otrzymałam tyle dobrej energii, że nawet nie pytałam, skąd się takie coś jak głupi rak bierze. Nie interesuje mnie, jak on się tam znalazł, nie zadaję pytań „dlaczego ja?” i tym podobne marnowanie czasu. Gadzisko ma niewygodny żywot ze mną. On jest sam, a ja mam z kim pogadać o przyziemnych sprawach. On nie ma co robić, a ja mam. Jakie mam rady dla chorych? Dajcie odczuć swoim bliskim, że jesteście. Dajcie to odczuć też obcym, samotnym ludziom na zapyziałych oddziałach. Tak mało słów jest potrzebnych! A pozostałym radzę – pilnujcie się, ludzie, badajcie się. Szybciej by mi to wszystko szło, gdybym poszła wcześniej do lekarza. To jest życie, chrońcie je. Na własnej skórze, włosach i duszy odczułam skutki choroby nowotworowej. Ale wygrałam.                   

Od momentu diagnozy wiedziałam także, że bez pomocy psychoonkologa nie poradzę sobie nawet ze wsparciem kochanej osoby, bo jest to doświadczenie, które przytłacza, zabiera oddech, jest ostatnią myślą, z jaką zasypiamy, i pierwszą, z jaką się budzimy. Wiem, że nie ma cudownej diety, że w mediach, chociaż gorąco tego pragnę, nie pojawi się sensacyjna wiadomość o lekarstwie na raka, ale wiem również, że nie można być biernym wobec tej choroby. Jeśli zaniedbaliśmy własną duszę, to choroba w bolesny sposób przypomni nam, że trzeba to naprawić. Po co? A po to, że mamy tylko jedno życie. Pokochajmy na nowo męża, żonę, dzieci, przyjaciela i siebie. Choroba pokazuje nam, że do tej pory nie robiliśmy tego w pełni. Odkryjmy na nowo muzykę, poezję, drzewa w lesie. Zadbajmy też o ciało – zrewidujmy nawyki żywieniowe, swoją aktywność fizyczną, a raczej jej brak. Nie bądźmi bierni – bezsilność i bierność to pożywka dla strachu. Najdrobniejsze szczegóły naszego życia są dla nas najważniejsze. Nie chodzi o posiadłość w której mieszkamy, samochody, domek letniskowy, konto w banku. One mogą jedynie stworzyć warunki w których żyjemy szczęśliwie, ale nie samo szczęścia. Więc nigdy nie traćmy z zasięgu wzroku najprostszych gestów. Dotyku, intymności, wzajemności. To one wpływają na jakość relacji z innymi, jakże ważnych relacji, zwłaszcza podczas „przygody ze skorupiakiem”.

Tekst nadesłany przez Jolantę Banasińską

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o