W swoim czasie, pisząc o wystawie zdjęć włoskich skuterów Vespa w MDK, napisaliśmy, że polska „OSA” była pojazdem licencyjnym. No bo właśnie „vespa” w języku włoskim znaczy „osa”. I „nadepnęliśmy na odciski” olkuskim miłośnikom owej OSY, którzy zagrzmieli z oburzenia. – Jaka licencja – protestują panowie Marian Kostulski i Kazimierz Pałka. To autentyczny polski  produkt, którego prototyp powstał w roku 1955, a jego twórcami byli inż. Piotr Braun, Jerzy Pankowski i Tadeusz Matynia. Propozycja polskiego skutera wywołała istną burzę w ministerstwie.

Oponenci pytali: „Po jakie licho prostemu ludowi potrzebny jest taki luksusowy wymysł zblazowanych kapitalistów…”- pisze Piotr Czech w „Świecie Motocykli”, nr 1/96.
Ten nasz skuter robił prawdziwą furorę na najtrudniejszych wówczas rajdach. Produkcja seryjna OSY 150 cm3  rozpoczęła się w 1959 r., a w roku 1962 powstała wersja ulepszona z silnikiem 175 cm3. Warszawski skuter stał się konstrukcją dojrzałą, trwałą i niezawodną.

– I gdzie tu licencja? – pyta dotknięty do żywego pan Marian Kostulski, którego wypucowana OSA  jak eksponat stoi dziś w garażu. Nasza OSA z włoską Vespą ma tylko wspólną, przypadkowo, nazwę. Jeśli już szukać pokrewieństwa – to z rosyjską „Wiatką”…

Więc bijąc się w piersi z powodu skuterowej ignorancji, rozmawiamy z właścicielem owego zabytkowego (rok prod. 1964) skutera – z panem Marianem Kostulskim i jego przyjacielem, byłym użytkownikiem OSY tego samego rocznika, pełniącym rolę serwisanta – Janem Barczykiem. Pełni sentymentu do tego skutera wspominają Klub Miłośników OSY.

– Istotnie, Vespa i Lambretta były pierwszymi skuterami po wojnie i zapoczątkowały szał na te piękne, zwrotne maszyny – opowiada Jan Barczyk.
– Z tym Klubem to przesada. To były lata 60. Tworzyliśmy zgraną paczkę skuterowców-motocyklistów (L. Gurbiel, Dębski, L. Pellegrini, śp. W. Barczyk, śp. Z. Kurbiel, J. Widerski, J. Żelazowski, ja i inni).
Zbieraliśmy się koło parku miejskiego w niedzielę i wyruszaliśmy na wycieczki po Polsce. Byliśmy też w Libercu w Czechosłowacji, a w 1976 w okrojonym składzie na Węgrzech. Zaliczyliśmy też kilka rajdów. Na Vespie jeździło się w garniturze, po gładkich nawierzchniach. Na OSIE można było jechać przez las, po bezdrożach, po śniegu i w miarę komfortowo po naszych dziurawych traktach. OSA świetnie się prowadziła. Każdy z nas z konieczności był mechanikiem, lecz najlepszym wg nas był L. Gurbiel. Pamiętam remont silnika na chodniku w Zakopanem czy usuwanie awarii „dyfra” w AWO w Bieszczadach. Motocykle były moją pasją, można powiedzieć, że wychowałem się w garażu. Zacząłem od starego roweru, a od 15. roku życia zacząłem jeździć na Jawie mego taty, potem miałem już swoje: OSĘ, WSK, MZ. Gdy kupiłem nową WSK, najpierw (rezygnując z gwarancji) rozebrałem ją łącznie z silnikiem, usunąłem wszelkie błędy montażowe i zrobiłem mały tuning, i dopiero wtedy byłem z niej zadowolony.
– Bo Janek Barczyk to złota rączka – dodaje jeden z rozmówców. Z zawodu elektromechanik, ale też mechanik precyzyjny. Potrafi naprawić stary zegar, biżuterię, zabytkową szafę, urządzenia elektryczne, a nawet buty. No i jest pasjonatem fotografii.
– A teraz koło się zamknęło – mówi p. Janek. – Wyrosłem z motocyklowych szaleństw i znów jeżdżę na rowerze.
Marianowi zaprojektowałem proporczyk do OSY z hasłem byłych „osiarzy”: „LEPSZA D…A NA OSIE NIŻ OSA NA D…E.”
Oglądamy więc z należytym respektem ów, zdaniem właściciela, niezwykły skuter, przechowywany z należytą pieczołowitością w oddzielnym garażu, wysłuchujemy serii skomplikowanych parametrów technicznych…
– Pierwszą OSĘ miałem w latach 1970 -76. To była maszyna o pojemności 150cm sześciennych. A ta – proszę:
„Rok produkcji 1964”, a ja ten skuter kupiłem w roku 2002, to jest ta nowa Osa M-52 o pojemności 175 cm3 — opowiada pan M. Kostulski. Jest to pojazd, można powiedzieć, rodzinny. Zjeździliśmy na nim z żoną i innymi skuterowcami szmat drogi, odbyliśmy mnóstwo wycieczek, zaliczyliśmy dziesiątki rajdów. No, ale czas robi swoje. Nasz OSA stała się powoli zabytkiem techniki. Unikatem, można powiedzieć.
Oto dokumentacja, która pokazuje, że jest maszyną autentyczną, zgodną z pierwowzorem, bez najmniejszych przeróbek, nawet ma oryginalny lakier.
Zapisałem się więc w 2002 roku do Śląskiego Automobilowego Klubu Polskiego w Sekcji Pojazdów Zabytkowych. Bo moja OSA jeździ wciąż jakby nigdy nic – dzięki złotym rękom Mariana Strzałki i Jasia Barczyka.
Oglądamy więc mnóstwo dyplomów i pucharów, dowodów sukcesów sportowych pana Mariana Kostulskiego.
– Jestem zbieraczem, jak widać, staroci. Tu mam dawny sprzęt narciarski, tu dawne narzędzia stolarskie.
Tu stary patefon na korbkę, ale ten mój skuter – to moja najcenniejsza staroć.
Na tej „staroci” odnieśliśmy we trójkę: ja, Kaziu i Jasiu wiele sukcesów. Oto najcenniejsze :
– V miejsce w Mistrzostwach Polski Pojazdów Zabytkowych po roku 1945;
– Dyplom za najpiękniejszy motocykl zabytkowy (kilkakrotnie), Mistrzostwo Polski Pojazdów Zabytków,
– Dyplomy za kolejne Rajdy Pojazdów Zabytkowych w Legnicy, w Olsztynie, udział w XXX  Rajdzie  Śląskich Pojazdów Zabytkowych i wiele innych.
Czy ta okrzyczana Vespa czy Lambretta dożyłyby tak sędziwego, jak na maszynę, wieku, jak  nasza polska  
nielicencyjna OSA !

Szkoda że w roku 1965, jako że uważano ją za żywy symbol zgniłego kapitalizmu, mimo ogromnego zapotrzebowania zaprzestano jej produkcji. Dziś, jak widzę, jeździ się na skuterach japońskich, a skuter włoski, zawsze symbol elegancji i doskonałości, kosztuje wielkie pieniądze.
Łączymy pozdrowienia dla wszystkich młodych i dawnych skuterowców. Odezwijcie się!

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
4 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Osowiec
Osowiec
10 lat temu

Jezdzilem tym egzemplarzem nie raz , dobrze by było aby autor wspomniał o poprzednim właścicielu tego egzemplarza , bo to dzięki niemu i jego pasji Osa ,po dziś dzień ma sie dobrze i wyglada jak wyglada.

gość 75
gość 75
10 lat temu

Modsi !!! 😆

Lambretta-man
Lambretta-man
10 lat temu

Mało tego, pozwolę sobie jeszcze dodać i odważę się powiedzieć, iż te tzw „zlote rączki” lat minionych przyczyniły sie do zniszczeń nieodwracalnych w obecnie spotykanych zabytkach, bo jakby nie inaczej, przecież jak każdy Polak zna się na wszystkim i wszystko naprawi. Nieważne jaką metodą, ale byle dalej i do przodu się kręciło. Polska kultura techniczna jest, była i co gorsza będzie na poziomie średniowiecza.

Lambretta-man
Lambretta-man
10 lat temu

Hahaha, konstrukcja trwała i niezawodna. Ale mnie to rozbawiło. A stwierdzenie „Czy ta okrzyczana Vespa czy Lambretta dożyłyby tak sędziwego, jak na maszynę, wieku, jak nasza polska nielicencyjna OSA” powaliło już na kolana. Pisząc te bzdury, bo już od samego poczatku tekst był mi podejrzany (np porównanie podobieństwa OSY do Wiatki) musiał Pan chyba ogromnie zazdrościć w tamtych latach posiadaczom Lambrett. Pewnie stać Pana nie było na nie, jak może i pewnie dziś. I pewnie Pan nie zauważył, że Lambretty po drogach jeździły, jeździły i jeździły a OSY, Peugeoty itp się naprawiało. Żywotność Osy jest znikoma w porównaniu z włoskim produktem. Wystarczyło ze 3 razy (albo i mniej) wymienić łozyska w bloku OSY, by nadawał się on do wyrzucenia. A Lambretty wciąż jeździły i jeździły…