logo zielone swiatlo

Człowiek – mimo że ma wielu ludzi wokół – w jakimś sensie zawsze jest samotny. Wszystko, czego doświadczamy – radości, smutku, bólu, zwątpienia – doświadczamy sami z sobą. Nikt tego za nas nie przeżyje. Drugi człowiek może starać się w naszych przeżyciach współuczestniczyć. Kiedy o tym zapominamy, nie akceptujemy faktu owej samotności, pojawiają się oczekiwania, iż w sytuacjach dla nas trudnych inni powinni wiedzieć, jak się zachować.
Dla chorego człowieka wiadomość o poważnej chorobie jest zazwyczaj szokiem. Pierwszym uruchamianym mechanizmem obronnym, aby przeżyć tę wiadomość, jest często zaprzeczenie. Dlaczego ten sam mechanizm nie miałby dotyczyć również rodziny, przyjaciół, znajomych? Przyjmują wiadomość na poziomie intelektualnym, ale na poziomie emocjonalnym nie wyobrażają sobie, że to się stało. Tak trudno zapanować wówczas nad wyobraźnią i emocjami. Takie informacje bolą.  Myślimy: wiem, że on jest chory, ale za chwilę włączają się myśli, które mają o wiele silniejsze podłoże emocjonalne: co ja zrobię, kiedy on odejdzie? Ludzie często nie werbalizują swoich obaw, lęków, ale tak właśnie myślą.

Byłoby dobrze, gdyby rodzina potrafiła usiąść razem i powiedzieć sobie, czego się boją, jak nowa i trudna jest to dla nich sytuacja. Wypowiedzenie, że coś jest trudne, nie oznacza, że jest niemożliwe do przejścia, a czasami tak właśnie nam się wydaje. Gdyby w naszych domach było więcej głębszych rozmów… Niestety, dość często rozmawiamy na bezpiecznym poziomie: a co ci jest, a jak się czujesz? Nie martw się, jakoś to będzie.  Załatwmy to szybko, będziemy mniej cierpieć, tak? I tu jest właśnie pułapka. Współczesny świat sprawił, że chcemy minimalizować cierpienie. Ledwie cokolwiek zaczyna nas leciutko boleć, biegniemy po tabletkę. Nie chcemy mieć dyskomfortu. To się przełożyło na nasze życie psychiczne.  Choroba, rak, nas przecież nie zmienia. Ona tylko może naszą samotność w rodzinie uwypuklić. Często wracamy do domu z postanowieniem: porozmawiam wreszcie z dzieckiem, mężem, starszym rodzicem – i znowu nie mamy sił, zostawiamy na później i to co dobre, i to co trudne. Problemy rosną, niedopowiedzenia również i nagle okazuje się, że ktoś z naszych bliskich ma tylko rok życia. Być może każdy z nas ma rok albo tylko tydzień. Ale nie chcemy o tym mówić, o tym myśleć.

Diagnoza – rak, to jest sytuacja, która to uświadamia. Uruchamia lęki o siebie samego, ukazuje kruchość życia. Chory człowiek potrzebuje otwartej rozmowy. Przychodzi taki czas, że już niczego się nie udaje, nie ucieka przed prawdą, ale reszta nie jest gotowa na takie spotkanie z prawdą o życiu, chorobie i umieraniu. Co wówczas robią rodziny? Biegają jak w ukropie, szukając nowych sposobów leczenia i skupiają się na działaniach, zostawiając rozmowę i bliskość na później. Nie dlatego, że są zimnymi ludźmi, ale z lęku, obawy, zamknięcia.  Człowiek chory może być także człowiekiem spełnionym na wielu płaszczyznach, ja – pomagam ludziom z większą pokorą, przyjmując, że moja pomoc może być przyjęta bądź nie. Bardziej wsłuchuję się w potrzeby ludzi, a nie szukam poklasku i kompensacji swojej życiowej pustki. Kiedy choroba zatrzymała moją aktywność życiową, wpadłem w niezwykle głęboką depresję. Odebrano mi tożsamość. Pozbierałem się jednak w porę i mimo choroby powróciłem do intensywnej pracy społecznej. Uciekamy w zadania, żeby zminimalizować swój ból, ból samotności. Człowiek po chemioterapii leży samotnie w domu, nie może uniknąć myślenia, a myśli czasami bolą, przerażają. Szczególnie te, od których uciekaliśmy w życiu.

Z samotności wolimy także uderzać w ludzi, bo tak strasznie się boimy, że oni uderzą w nas. Coś muszę zrobić, powiadają, żeby być górą. Muszę się bronić. Uczą się walczyć na wszelki wypadek, a czym bardziej są samotni i opuszczeni, tym bardziej uderzają w innych. Paradoks – potrzebują ludzi, ale z lęku odpychają ich.  Dojrzałość polega na tym, że idziemy z pomocą do drugiego człowieka gotowi na to, że on tej pomocy może nie chcieć. Czasami wystarczy jedno słowo. To nie musi być wielkie przemówienie. Można zapytać, czy jadłaś, czy piłaś, jak śpisz. Przede wszystkim jednak należy zapytać, czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić?

Stowarzyszenie „Zielone Światło” zaprasza w każdą środę od godz.16.00 do Miejskiego Ośrodka Kultury w Olkuszu, pokój nr 37.
Kontakt mailowy: zieloneswiatlo@o2.pl

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o