Pociąg na skrzyżowaniu linii kolejowej z drogą ma zawsze pierwszeństwo: z pozycji siły i mocy prawa! Niestety, często kierowcy, jak i piesi, zapominają o tej regule. Przypomniano o tym podczas czwartej edycji akcji „Bezpieczny przejazd”, organizowanej przez kolej.
Ulotki z informacjami na temat prawidłowego zachowania się na przejazdach kolejowych oraz o wypadkach w takich miejscach pracownicy kolei oraz funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei rozdawali pieszym i kierowcom na przejeździe na ul. Żuradzkiej. W ubiegłym tygodniu podobna akcja prowadzona była na przejeździe przy ul. Krakowskiej w Wolbromiu. Jak oceniają pracownicy kolei, najgorzej jest na przejazdach położonych w centrach miast, czyli tam, gdzie ruch jest największy. – Pociąg nie zjedzie z toru, to człowiek musi ustąpić, bo to on może ucierpieć, a nie lokomotywa. Nie każdy wie, że dróżnik musi zamknąć przejazd na dwie minuty przed planowanym przejazdem pociągu. Musi, bo odpowiada przecież za ludzkie życie. Dobrze by było, gdyby piesi, jak i kierowcy, pamiętali, że dróżnik nie jest po to, by robić komuś na złość. Zwłaszcza że to nieostrożność kierowców jest przyczyną 98 procent wypadków kolejowych – opowiadają kolejarze.
Naczelnik Sekcji Eksploatacji w Bukownie Zakładów Linii Kolejowych w Krakowie i jego zastępczyni Barbara Kaleta uważają, że w świadomości ludzi jeszcze wiele musi się zmienić. A przykładów na nieodpowiedzialne zachowania nie brakuje. – Zdarzyło się i tak, że kiedyś w Wolbromiu młody chłopak dosłownie w ostatniej chwili wypchnął sprzed nadjeżdżającego pociągu starszego pana, który zdecydował się przejść przez tory pomimo zamkniętego szlabanu. Mógł stracić życie. Ludzie naprawdę powinni myśleć, co może się stać, gdy nieopatrznie wejdą na przejazd, gdy szlaban jest opuszczony – wyjaśnia Barbara Kaleta.
Pociąg pędzi z ogromną prędkością, średnia droga hamowania to aż 500 metrów, tymczasem samochodu osobowego 30 metrów. Auto w zderzeniu z lokomotywą nie ma szans.
Kolejom brakuje środków na prowadzenie kampanii na szerszą skalę. Aby dotrzeć do jak największej liczby osób, akcja ma swoje konto na popularnym portalu społecznościowym Nasza-klasa.pl.  Widać już pozytywne skutki takich działań. – W tym roku po raz pierwszy nikt nie zdecydował się próbować przechodzić przez tory, a podczas wcześniejszych akcji zdarzały się takie przypadki. Pytali funkcjonariuszy, czy mogą przejść, ale wysokość ewentualnego mandatu zdecydowanie ich powstrzymywała – dodaje Barbara Kaleta.
Wiola Woźniczko

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o