Dla Spójni obecny sezon jest jak wyprawa w nieznane. Do tej pory działacze klubu czwartą ligę znali jedynie z gazet i opowiadań. Od sierpnia w Osieku przekonują się, jakie ten poziom rozgrywkowy przynosi ze sobą wyrzeczenia. Sportowo również jest nieco trudniej niż choćby jeszcze w czerwcu. Mimo problemów, nikt jednak nie załamuje rąk. W klubie z umiarkowanym optymizmem patrzy się w przyszłość, tym bardziej, że Nowy Rok zawsze daje nowe nadzieje.

Premierowy występ Spójni wypadł okazale. Podopieczni wtedy jeszcze Daniela Tukaja po dobrym widowisku 2:1 pokonali Karpaty Siepraw. Później udało się zremisować w Kryspinowie (1:1 – przyp. red), ale kolejne tygodnie były pasmem niepowodzeń. Dość wspomnieć, że osieczanie przegrali siedem z ośmiu następnych spotkań. Tylko w Krakowie byli w stanie urwać punkt Borkowi. W tym czasie przydarzyła się również niechlubna porażka 2:6 w Balinie. Po porażce 21 września w ramach 9. kolejki z Garbarzem Zembrzyce, z funkcji trenera zrezygnował Tukaj, a w jego miejsce zatrudniono Adama Krygera. „Nowa miotła” dała drużynie pozytywny impuls. Kryger swoją pracę rozpoczął od zwycięstwa 3:1 nad Iskrą Klecza Dolna. Następnie Spójnia zapunktowała kosztem Orła Piaski Wielkie (1:0) i Zieleńczanki (4:3 – zweryfikowane na 4:0). Porażkę w Trzebini można było wkalkulować w terminarz, tym bardziej, że w pierwszym tygodniu listopada z pustymi rękami do domu wyjechał Sokół Przytkowice. Korzystny bilans zespołu dowodzonego przez Adama Krygera zepsuła końcówka jesieni, kiedy to Spójnia w dwóch ostatnich meczach z Olkuszem i Karpatami (spotkanie rozegrane awansem z wiosny), straciła aż siedem bramek, nie strzelając żadnej. W Osieku do dzisiaj nie mogą przełknął gorzkiej pigułki, jaką był blamaż w derbach powiatu olkuskiego z IKS-em.

Rundę jesienną Spójnia zakończyła na 13. pozycji, a więc na pierwszej ponad strefą spadkową. Z 17 spotkań wygrała pięć, dwukrotnie dzieliła się punktami. Niestety zdecydowanie gorzej wygląda statystyka porażek – aż dziesięć. Bilans bramkowy: 20:34. Nikogo nie zdziwi nazwisko najskuteczniejszego piłkarza. Z ośmioma trafieniami klubowej klasyfikacji strzelców przewodzi Daniel Tukaj.

Zima będzie czasem próby zarówno dla działaczy, jak i zawodników. Mówi się o zmianach. Jak na razie konkretów brakuje. Bacznie będziemy przyglądać się sytuacji naszych IV-ligowców. A jak na razie zapraszamy do krótkiej rozmowy z kapitanem Spójni Piotrem Kasprzykiem – chyba największym pechowcem zespołu, który kto wie, czy przygody z piłką nożną nie rozpoczął i jednocześnie nie zakończył w swoim rodzinnym Jaroszowcu.

– Jak podsumujesz rundę jesienną w Waszym wykonaniu? Bo znając aspiracje działaczy z Osieka, pewnie na tym etapie miało to wyglądać nieco lepiej.

– Powiem szczerze, że osobiście liczyłem na środek tabeli. Jesteśmy w tej drugiej połówce, ale nasza sytuacja przed rundą rewanżową nie jest wcale taka tragiczna. Mamy niewielką stratę nie do jednej, ale do kilku drużyn i walka o poszczególne pozycje, awanse i spadki rozstrzygnie się dopiero na wiosnę. Wszystko będzie zależało od tego, jak inne zespoły podejdą do swoich obowiązków w przyszłym roku. Ekipy które będą chciały się utrzymać, na pewno się wzmocnią. Inni, nieco mniej zamożni będą starali się grać swoimi zawodnikami i jakoś dotrwać do końca sezonu. Nie oszukujmy się, że w tej czwartej lidze nie wszyscy są w stanie udźwignąć kwestie organizacyjne i finansowe. Zobaczymy jak będzie u nas. Jestem z tą drużyną od A-klasy, a tu nagle mamy czwartą ligę – nowe standardy, zupełnie nowy świat. Wszystkie tego typu pytania „czy podołamy?” należy kierować pod adresem Zarządu, nie zawodników.

– 13. pozycja z dorobkiem 17 punktów – to brak bardziej szczęścia czy sportowych umiejętności?

– Generalnie mieliśmy szczupłą kadrę. Tak na dobrą sprawę, gdyby przeanalizować pierwszą jedenastkę, to wychodziło w niej trzynastu tych samych ludzi. Nie ma co ukrywać, że na czwartą ligę warto by dysponować szerszym zapleczem. Ale to niestety wiąże się z dodatkowymi wydatkami finansowymi. Tak jak mówię, teraz już wszystko w rękach naszych władz i w nogach nas samych. Siedemnaście punktów – to w naszej obecnej sytuacji niezły wynik. Oczywiście mogło być lepiej, kilka spotkać mogliśmy rozstrzygnąć na swoją korzyść, ale były też i takie, które wygrywaliśmy w 90. minucie, więc suma szczęścia i nieszczęścia równa się zeru. A czy pomogę chłopakom na wiosnę? To już jest inna historia…

– Dużo się mówi o Twoim urazie. Kibice wystawiają najróżniejsze diagnozy. Możesz potwierdzić swoje zdrowotne problemy?

– Tak, potwierdzam. Diagnoza brzmi następująco: Zerwanie wiązadła krzyżowego przedniego oraz poważne uszkodzenie łękotki. Do tego doszły też ciała obce w przednim przedziale kolana. Nie pomogły zabiegi, zastrzyki. Niestety bez operacji się nie obejdzie…

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o