W lipcu 2020 r. swoje setne urodziny obchodziły aż dwie mieszkanki gminy Trzyciąż. Pandemia i związane z nią zagrożenia nie przekreśliły tradycji odwiedzin dostojnych Jubilatek, bo zarówno one same, jak i rodziny opiekujące się paniami uznały, że przy zachowaniu podstawowych środków ostrożności kurtuazyjne wizyty przedstawicieli lokalnego samorządu są możliwe i zaprosiły gości do składania życzeń!

24 lipca 1920 r., w dniu zaprzysiężenia w Belwederze członków nowego Rządu Obrony Narodowej – gabinetu koalicyjnego, sformowanego w okresie inwazji bolszewickiej pod kierownictwem premiera Wincentego Witosa, we wsi Jangrot, wtedy jeszcze siedzibie gminnych władz, w woj. kieleckim, urodziła się pani Władysława Rdest, córka Błażeja i Anny, z domu Bienieckiej. Miała pięcioro rodzeństwa i prawie wszyscy z nich doczekali późnej starości. Jej starsza siostra Stefania zmarła w 2015 r. w wieku 100 lat i jednego miesiąca, a 97-letni brat Józef wciąż cieszy się dobrą kondycją. Pani Władysława całe życie mieszkała w Jangrocie. Wyszła za mąż za nieżyjącego już od 35 lat Władysława Wypaska, z którym prowadzili gospodarstwo rolne. Mieli trójkę dzieci: Janinę, Marię i Stanisława, a pani Władysława doczekała się szóstki wnuków i pięciorga prawnuków. Jako seniorka cały czas była bardzo sprawna i aktywna, interesowała się życiem społecznym, kulturalnym, a nawet polityką, wykonywała przydomowe prace, dużo czytała, a na zdrowiu podupadła dopiero całkiem niedawno, po niefortunnym upadku, w którym złamała nogę i rękę.

Składający życzenia sympatycznej Jubilatce wójt Roman Żelazny, przewodniczący Rady Gminy Trzyciąż Lucjan Gajda oraz zastępczyni kierownika USC Krystyna Migza w dniu setnych urodzin zastali panią Władysławę co prawda na wózku inwalidzkim, z powodu osłabienia i kłopotów z chodzeniem, ale w dobrym stanie umysłowym i fizycznym. Z tym większą przykrością dowiedzieliśmy się o nagłej śmierci pani Władysławy następnego dnia. Dożywszy setki, odeszła 25 lipca 2020 r. i została pochowana na cmentarzu w rodzinnym Jangrocie.

27 lipca 1920 r., na drugim końcu obecnej gminy Trzyciąż – w Ściborzycach urodziła się pani Otylia Kośmider, córka Franciszka i Teresy Dudy. Miała siedmioro rodzeństwa (prawie wszyscy żyli bardzo długo) i dobrze wiedziała co to bieda, bo jej ojciec umarł dość młodo, a mama wychowywała całą gromadkę samotnie. Jubilatka ukończyła 4 klasy szkoły powszechnej, bo tylko taka szkoła była dostępna dla wiejskich dzieci w okolicy. Jej rodzinny dom był bardzo gościnny, praktycznie co niedziela jej mamę, a po jej śmierci samą panią Otylię odwiedzali mieszkający w sąsiednich miejscowościach bracia i siostry z rodzinami. Jej receptą na długowieczność była ciężka praca, proste jedzenie i pogodne usposobienie. Do 97. roku życia samotnie gospodarowała w Ściborzycach, a widok sprawnie koszącej trawę kosą staruszki nie był niczym nadzwyczajnym dla znającej ją rodziny i sąsiadów. Dopóki mogła, mieszkała sama, miała krowę, robiła samodzielnie zakupy… Kiedy trochę przychorowała, wzięła ją do siebie córka siostry, Jadwiga Ziemska – pani Otylia wyszła za mąż za wdowca, Stanisława Kuracha stosunkowo późno i nie miała własnych dzieci, wychowywała tylko synów swojego męża z pierwszego małżeństwa. Obecnie na stałe już mieszka w gospodarstwie siostrzenicy i jej męża, ale wciąż jest aktywna i samodzielna, a wyników badań można jej pozazdrościć. Wstaje bardzo wcześnie, w lecie nawet o 4 rano i rwie się do codziennych zajęć, dokonawszy pierwej samodzielnie porannej higieny i zaplótłszy na głowie koronę z do dziś imponującego warkocza białych włosów… („kiedyś to miałam włosy!…”).

W młodości pracowała w rodzinnym gospodarstwie, ale mieszkańcy Ściborzyc i innych okolicznych wsi znali ją jako dobrą akuszerkę – wraz z przyjaciółką – położną odebrały wiele porodów w porodówce przy imbramowickim klasztorze.

Kiedy przedstawiciele lokalnego samorządu pojechali złożyć jej życzenia i gratulacje, przywitała ich dobrym humorem, przespacerowała się z wójtem Romanem Żelaznym po obejściu, pięknie recytowała patriotyczne wiersze i opowiadała ciekawe historie z przeszłości – o ubogim życiu w przedwojennej wsi, o tym jak mama piekła i dzieliła między wiecznie głodne dzieci chleb, a rodzeństwo rywalizowało o niego między sobą, jak ciężko pracowali, a potem przetrwali trudny czas wojny, nachodzeni przez agresywnych nieproszonych gości – zarówno Niemców, jak i partyzantów, jak szukano we wsi skarbu Popielów… Choć trochę utyskiwała na szwankującą już pamięć, niejeden o wiele młodszy mógłby pozazdrościć Jubilatce zapamiętanych szczegółów, a opowiadane przez nią pięknym językiem barwne historie z pewnością warte są spisania dla potomnych.

Mając nadzieję, że pani Otylia przeżyje jeszcze wiele lat w zdrowiu i dobrej kondycji, przyłączamy się do najlepszych życzeń dla Jubilatki.

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
avatar
500
  Subskrybuj  
Powiadom o